- Właśnie trenuję, by zostać najlepszym wojownikiem Klanu Lisa! - powiedział, świadom, że w końcu może się wykazać. Czereśnia zachichotała, wyraźnie rozbawiona. Syn medyka uświadomił sobie, że dawno nie widział jej w tak dobrym humorze.
- Powtarzamy ćwiczenie! - nakazał Horyzont, unosząc wysoko ogon.
- To ja... sobie pooglądam - rzuciła Czereśnia i z tajemniczym uśmieszkiem, udała się na bok.
Przez Rudzika Juniora przeszedł dreszcz ekscytacji. Uśmiechnął się radośnie i stanął naprzeciwko mentora. Niebieski parsknął głośno, widząc rozbiegany wzrok ucznia. Zdecydowanie nie lubił treningów walki, a wolał patrole, polowania i dłuuuugie wykłady.
Wreszcie będziesz się mógł wykazać, nie zmarnuj tej szansy, pomyślał Rudek, skupiając wzrok na pyszczku syna Biegnącego Strumienia.
- Atak! - zarządził wojownik.
Syn Pszczelego Żądła rzucił się do przodu. Po raz pierwszy przypatrywały mu się aż dwie pary oczu! Sama liderka śledziła jego bieg! Nie mógł zawalić. Wyskoczył w górę, wyżej niż kiedykolwiek wcześniej. Skoczył na bark mentora z całym impetem, usiłując go wywrócić. Oczywiście, ze względu na małe gabaryty, nie udało mu się. Horyzont powalił go jednym mocnym pchnięciem i odsunął się nieco.
- Nie żyjesz - warknął z niesmakiem i przysiadł przy ziemi, wygładzając zmierzwione furto, na piersi. - Do tego się popisujesz!
- Nie, wcale nie! - krzyknął rozpaczliwe syn medyka, ale jego mentor tylko pokręcił głową. Czereśnia wstała i podeszła do leżącego ucznia.
Świetnie, jeszcze ona! Na pewno zaraz powie to samo co Horyzont.
- Nie słuchasz moich poleceń - rzekł surowo wojownik.
Rudek stęknął i podniósł się z ziemi. Jeszcze nigdy nie pokonał tego kocura w walce, a to tylko go zniechęcało.
- Mógłbyś mówić jaśniej - warknął.
Wiedział, że nie powinien, wiedział, ze zerkała na nich Czereśnia. Nie dbał jednak o to. Horyzont prychnął cicho, ale nie kontynuował dyskusji. Biało-czarna kocica weszła między nich, rzucając im zdegustowane spojrzenia.
- Chłopaki, uspokójcie się. Horyzoncie, ja pomówię z Rudkiem, a ty możesz iść zapolować.
Wojownik skłonił z szacunkiem głowę, przed przywódczynią. Swojemu uczniowi rzucił za to zimne spojrzenie, pomarańczowych oczu i odszedł.
Syn Rudzika podniósł się chwiejnie, potrząsając głową. Liderka podeszła do niego i przejechała językiem po bokach kocurka, wygładzając zmierzwioną sierść.
- Jakie kołtuny - zaśmiała się cicho, ale śmiech zamarł jej na pyszczku, gdy dosięgnęła do długiego zadrapania na boku rudzielca. Kocurek zatrząsł się nieco, czując pieczenie i oblał się rumieńcem, którego na szczęście nie było widać przez półdługą sierść. Zadrapanie było pozostałością po niedawnym ataku Pszczółki. Nie lizał sierści w tamtym miejscu, gdyż powodowało to ból. Nie chciał iść z tym do medyków. Po pierwsze opóźniłoby to trening, po drugie... była tam Pszczółka. Przygryzł wargi.
- Co to? - Czereśnia zmrużyła oczy, oczekując wyjaśnień i usiadła, zamiatając ogonem mokry śnieg.
Myśl, myśl, myśl!
Rudek nie chciał zdradzić Pszczółki. Owszem, zachowywała się nie fair, ale wciąż była jego siostrą. Jego siostrzyczką, z którą bawił się w żłobku. Potrząsnął głową.
- Ja... miałem spotkanie z orłem!
- Z orłem powiadasz...
- Tak, właśnie tak! - zakrzyknął Rudek i zaraz poczuł się jak ostatni mysi móżdżek. Genialne, naprawdę genialne. Przecież orły były wielkie, ciężkie i z palcem w nosie (czy też w dziobie) mogłyby go porwać. Postanowił jednak brnąć w to dalej. - Wczesnym rankiem wyszedłem z obozu, by zapolować. Byłem już prawie przy Drodze Grzmotu, gdy to wielkie ptaszysko mnie zaatakowało! Ale ja nie dałem się porwać. Złapałem go i zabiłem.
- Orła? - zapytała z lekkim niedowierzaniem Czereśnia. - Przepraszam, cię kochany, ale czy nie uważasz, że... jesteś nieco za mały... to znaczy za młody na to by takiego upolować? Nawet dorośli wojownicy wolą ich unikać! - zerknęła na niego, z frustracją w oczach. - Sądzisz, że jestem mysim móżdżkiem?
- Ależ nie, skądże! - zakrzyknął uczeń, wściekły na samego siebie.
Zielone oczy Czereśni złagodniały. Zbliżyła do kocurka i delikatnie dotknęła jego boku, obserwując delikatny grymas bólu na jego pyszczku.
- Może to była sroka? - wydukał Rudek, nieco niepewnie.
- Tak, pewnie tak - przyznała córka Srebra. - Uważam, że ktoś powinien to obejrzeć - mruknęła, łapą wskazując na ranę.
- Nie, to absolutnie nie jest potrzebne! - pisnął Rudek. Za wszelką cenę nie mógł dopuścić do wizyty u medyków.
- A co się stało z ciałem owej sroki? - zapytała przywódczyni, którą najwyraźniej bawiła cała rozmowa.
- Za-zanio-osłem j-je Rud-dzikowi - wydukał terminator, mając nadzieję, że kocica nie pójdzie do uzdrowicieli, z pytaniem o ostatni posiłek, sprezentowany im przez kocurka.
- Czereśnio... Uważasz, że będę słabym wojownikiem?
Zielone oczy Rudka nieoczekiwanie napełniły się obawą. To pytanie przyszło nagle i wydawało się idealnym ratunkiem. Napełniło go jednocześnie niepokojem, który nijak nie chciał go opuścić.
<Czerere?^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz