- Jeszcze długa droga przede mną. - uśmiechnął się krzywo. "Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak długa.", dodał sobie w głowie. Spojrzał na płomiennego mentora, po czym dokończył. - Prawda, Lisia Gwiazdo?
- Masz racje. - miauknął Lis obojętnie. Kózka poczekał chwilę w łowieckiej pozycji, po czym zaczął się przyglądać ruchom młodszej koteczki. Jak na drugi raz całkiem nieźle jej wychodziło. Na pewno lepiej niż mu wcześniej. Jednak trening czyni mistrza, prawda?
- Kozia Łapo, czujesz coś w powietrzu? - zapytał nagle rudy kocur, zwracając się do bicolora. Kot był zaskoczony pytaniem mentora, ponieważ wydawało mu się, że na pokazaniu pozy łowieckiej jego robota się skończy. Przez chwilę tylko mrugał oczami, jednak zaraz potem uniósł głowę i wziął w płuca ziemne powietrze. Wyczuł dosyć stary zapach myszy i świeży zapach jakiegoś ptaka.
- Czuję sikorkę albo wróbla, niedawno tędy przelatywał. Powinien być gdzieś niedaleko. - powiedział Kozia Łapa w końcu, próbując przy okazji przypomnieć sobie zapach któregoś z nich, by wykluczyć błędną odpowiedź.
- Więc idź to złap. - miauknął zachęcająco młody lider, pokazując głowę stronę, w którą powinien się udać terminator. Syn Głuszki kiwnął delikatnie łbem i węsząc, zaczął iść za śladem zwierzątka. Do jego różowego noska dostawał się coraz mocniejszy jego zapach.W końcu zobaczył swoją ofiarę. Przyjął pozycję łowiecką i zaczaił się cicho na, jak się okazało, buro-brązowego wróbla, który przysiadł sobie na gałązce. Kozia Łapa był gotowy na skok, jednak czekał na odpowiedni moment. Pierwsze parę uderzeń - czekaj, jeszcze chwilę. Kolejne - jeszcze chwileczkę. Następne - teraz! Kózka wyskoczył wysoko w górę i chwycił zwierzątko w zęby. Jego ciało wypełniła euforia spowodowana złapaniem piszczki. Za każdym razem tak było. Nieważne co łapał - wróbla, mysz czy inne zwierzątko, radość z wykonywanych postępów była taka sama. Jednak zaraz potem z radosnego uczucia wyrwał go ból spowodowany przywaleniem w pień drzewa.
- Ay. - syknął cicho z piszczką w pysku, po czym upewnił się, że z jego noska nie leci krew. Na szczęście, oprócz lekkiego bólu nic się mu nie stało. Otrząsnął się delikatnie,zapominając o bliskim spotkaniu z drzewem i poszedł pewnym krokiem na miejsce, gdzie stali mentorzy i Śnieżna Łapa. Z uśmiechem i zdobyczą w ustach pokazał się zebranym. Śnieżce aż oczy zaświeciły się z zachwytu i entuzjazmu.
- Niesamowite! - pisnęła radośnie, podbiegając do Kózki i oglądając jego zdobycz z bliska. W pierwszym momencie Kozie spodobało się, że udało mu się zainteresować koteczkę, jednak widząc, że ta w szybkim tempie się zbliża do jego pyszczka, zaczął panikować. Zaczął uśmiechać się nerwowo, nie mając pojęcia, co zrobić w tej sytuacji. Nie chciał się odsunąć, by nie sprawić bengalce przykrości, jednak jego mięśnie były coraz bardziej spięte.
"Za blisko!"
< Śnieżko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz