BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śnienie x Borowik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śnienie x Borowik. Pokaż wszystkie posty

12 września 2026

Od Borowika CD. Śnienia

Przedzierałem się przez krzaki i wysoką trawę, próbując skupić się na zadaniu.
No dobra, dobra. Muszę zapolować.
Bardzo lubię polować. Mogę nawet nieskromnie dodać, że jestem w tym bardzo dobry. Faktem jest jednak, że… z reguły, to ja poluję na drzewach. Na wiewióry czy tam… ptaki. A nie na ziemi. Ostatnio też nieco wyszedłem z formy…
W końcu udało mi się wypatrzeć małą, białą myszkę, tuptającą nieświadomie w poprzek mojej trasy. Na szczęście złapałem ją relatywnie szybko złapać i skierowałem się w lewo, w celu dołączenia do Śnienia i Poinsecji.
Zrobiłem kilka kroków.
Po chwili jednak zatrzymałem się i zawróciłem w prawo.
Kolejne kilka kroków.
Zatrzymałem się.
Nie no. Moment. Skąd ja przyszedłem?
Zmarszczyłem brwi.
Nie do końca byłem w stanie to ocenić, z powodu takiego, że łapiąc myszkę, zaryłem nieco nosem w glebę i teraz oba nozdrza miałem zatkane. Do tego myszka w pysku skutecznie tłumiła wszystkie pozostałe zapachy.
Wyplułem na chwilę moją zdobycz i wysmarkałem dokładnie nos, pozbywając się, chociaż części ziemi.
No, od razu lepiej.
Momentalnie złapałem zapach Śnienia i Poinsecji. Zadowolony, ruszyłem w ich stronę.

***

Po chwili dołączyłem do dwóch pozostałych kotów.
– Hm. Witam. – przywitałem ich, kiwając głową.
Przeskanowałem dokładnie moim aparatem wzroku ich zdobycze. Myślę, że z ostrożnym optymizmem stwierdzić mogę, że najgorzej nie wypadłem…
– Hej, Borowiku! Gdzie się podziała twoja zwierzyna? – Śnienie przechylił głowę na bok.
Otworzyłem szerzej oczy.
Ale że co? Nie no. Jak. Przecież miałem ją…
W pysku ją miałem.
I…
…zostawiłem tam. Żeby…
Ugh.
No świetnie.

Zamrugałem. Podrapałem dwukrotnie ziemię pazurami.
– Udało mi się złapać mysz. Jednak… uch… jednak na którymś etapie mojej drogi powrotnej, mysz zmieniła swoje położenie, to jest z mojego pyska, znalazła się w… bliżej nieokreślonym, innym punkcie…
– Spokojnie, Borowiku. To nic złego, naprawdę. Nie każdy musi być dobry we wszystkim. My wiemy przecież, że na drzewach jesteś niezastąpiony. – odparł czarny kocur, wąsy zadrżały mu z rozbawienia.
Jeszcze szerzej otworzyłem oczy w konsternacji.
– Ale… uch… Nie, nie, serio, była tam i… i… – zacząłem.
– Dobrze, dobrze, tylko żartuję. Wierzę ci. – widząc moje przerażenie, kocur uspokoił mnie, po czym dodał. – Powinniśmy już wracać do obozu. Może po drodze znajdziemy twoją mysz? Albo uda ci się złapać coś innego. Nie przejmuj się. – zaproponował z lekkim uśmiechem.
Spojrzałem niepewnie w bok i pokiwałem entuzjastycznie głową.
– Uch… No… no, może… Tak, chyba… chyba po prostu coś innego złapię… – mruknąłem, podążając za nimi.

Teraźniejszość

W czterech dużych i dwóch mniejszych susach przemierzyłem obóz z jednego końca na drugi, gdzie dojrzałem brodatego kocura, jedzącego spokojnie śniadanie.
Wyhamowałem gwałtownie o dwie długości mysiego ogona od niego. Z szeroko otwartymi oczami rozejrzałem się dynamicznie na boki.
– Śnienie. Śnienie, potrzebuję twojej… uch… pomocy. A raczej… a raczej asysty. Bo… no bo słuchaj. Bo ja to mam ucznia teraz. Łysiczkę. Patrz. Stoi tam, o. – wskazałem ogonem na wyraźnie zdezorientowaną, niebieską koteczkę, patrzącą na mnie z zaniepokojeniem, po tym, jak chwilę temu uciekłem od niej w podskokach. – I ona… I dzisiaj znaczy… mamy mieć trening pierwszy. Ale ja nie wiem, jak zrobić jej trening. Znaczy, wiem, ale nie chcę iść sam. A wszyscy inni zniknęli i… i śpią wszyscy inni. Nie ważne, że ty zwiadowcą nie jesteś, będziemy ziemią chodzić, a nie… no… drzewem. Pójdź ze mną. Musisz jedynie udawać, że masz… no, jakikolwiek cel w… pójściu… z nami. Tak. Albo… powiedz mi. Co robić mam. Bo ty to mądry jesteś. – podskoczyłem, podkreślając tym samym wagę moich słów.

< Śnienie, ratunkuuu :0 >

23 sierpnia 2026

Od Śnienia CD. Borowika

— No, już odleciał. Nie ważne. — Wstałem, otrzepując się nieco z piasku. — O, w ogóle, to gdzie idziemy? Będziemy polować czy jak?Śnienie odprowadził wzrokiem motylka, który wesoło odleciał w nieznanym im kierunku. Śmiesznie było patrzeć, jak kolorowe skrzydełka z gracją, trzepoczą, a motyl siada na najróżniejszych rzeczach i stworzeniach. Nawet nie obawiając się, że zostanie zmiażdżony. Głupi motylek. W Klanie Wilka zostałby już dawno zjedzony przez kociaki lub zdeptany przez uczniów, lub młodych wojowników, którzy dla kaprysu i z nudy rzuciliby się na coś słabszego od nich.
— Możemy zapolować. Chciałbym zobaczyć, jak zwiadowcy radzą sobie na ziemi — na spojrzenie pełne napięcia od burego, dodał szybko. — Ze zwykłej ciekawości, toż to oczywiste. Mnie już Guziczek sprawdzał Porą Opadających Liści, czy umiałabym upolować coś w koronach drzew.
— I jak? Udało ci się? — spytali razem Poinsecja i Borowik.
— Z trudem, ale się udało — zamruczał dumny. — To jak? Zaczynamy?
Szylkretowa orientalka skinęła głową. Widać było, że sama chciała udowodnić swoje wojownicze umiejętności. Śnienie przeniósł swój wzrok na Borowika.
— Co ty na to Borowiku? Jesteś chętny do wspólnego polowania? Trochę się rozruszasz, widać, że dzisiaj, coś dobrze nie spałeś.
Zwiadowca szybko polizał się po piersi i wysoko uniósł głowę.
— Oczywiście. Polowanie to coś, co każdy kot powinien lubić i umieć.
— W takim razie chodźmy — pogoniła ich Poinsecja i szybkim krokiem ruszyła w głąb Śliwkowego Gaju.
Rozdzielili się tak, by każdy samemu coś upolował. Śnieniu udało się złapać gołębia grzywacza, a Poinsecja w pysku trzymała mysz. Czekali teraz tylko na Borowika.

< Borowiku? >
🌙

19 sierpnia 2026

Od Borowika CD. Śnienia

Siedziałem sobie ukryty w cieniu liści, obserwując obóz z wysokości. Wcale nie wypatrywałem żadnego konkretnego kota. A już na pewno nie nikogo o futrze koloru zachodzącego słońca, pokrytego gdzieniegdzie białymi chmurkami. Co to, to nie.
Zerknąłem w dół na brodatego kocura i stojącą obok mamę Płatka. Nie znałem jej za dobrze, ale skoro była mamą, w dodatku kogoś równie miłego, jak Płatek, to musiała być miła również.
Gdy usłyszałem wołanie czarnego, momentalnie odbiłem się od gałęzi i runąłem w dół, lądując zgrabnie na czterech łapach.
– Hm. Cześć, Śnienie. Cześć, Poin…
Zachwiałem się na łapach po skoku z takiej wysokości. Na szczęście szybko odzyskałem równowagę.
Potrząsnąłem głową.
– No. Hm. Cześć, Śnienie i Poinsecjo. Możemy… na spacer iść. Tak.
– Świetnie! – odparł brodaty. – Nie ma co siedzieć w obozie przy tak ładnej pogodzie.
Ruszyliśmy, kierując się w stronę Owocowego Lasku. Ja po jego lewej, mama Płatka po prawej.
– Ano… Gratuluję… mianowania, tak w ogóle. Nie mówiłem wcześniej chyba… To dość… niespodziewane – mruknąłem, odwracając się co jakiś czas za siebie, wcale nikogo nie wypatrując.
Czarny uniósł lekko brwi i parsknął lekko.
– Co, nie spodziewałeś się, że kot spoza Owocowego Lasu dałby radę ukończyć wasz trening?
Zmarszczyłem brwi. Nie no, nie to miałem na myśli.
Ugh. Strasznie jestem dziś rozproszony. Muszę się bardziej skupić. Bo jeszcze powiem komuś coś przykrego i nawet się nie zorientuję…
Skup się.
– Co? Uh. Nie, nie. Nie rozważałem tego ani przez jedną chwilę mojego życia. Zaskakujące, że wcześniej ci nie pogratulowałem… Bo… bo ja cieszę się. Że teraz mogę chodzić tak sobie po lesie z kimś o tak wyśmienitej brodzie… to znaczy, o tak wybitnych zdolnościach łowieckich i… i ten… i… innych… takich. No, właśnie.
– Przyznaj wreszcie, Borowiku, tu zawsze chodziło tylko i wyłącznie o moją brodę. Tylko dlatego zostałem przez was przyjęty – zażartował, przechylając lekko głowę.
– Uh. Nie no… Nie powiedziałbym, że tylko przez to, ale… uh… nawet jeśli, to… to… okazałeś się też przy okazji… genialnym wojownikiem…
Byłem dumny ze Śnienia, że uniezależnił się od swojej brody. Teraz tak naprawdę mógłby ją zgolić i nadal prawdopodobnie byłby kimś. Nawet jeśli to dzięki niej, jak twierdzi, znalazł tu swoje miejsce, jego życie już od niej nie zależy. Jest wolny.
Śnienie uniósł brwi w lekkim zdziwieniu, po czym uśmiechnął się miękko.
Wtedy odezwała się mama Płatka.
– Borowiku – zagadnęła, zmieniając naszą konfigurację i stając tuż przy mnie. – Widziałam, że niedawno rozmawiałeś z moim synem.
Zerknąłem w niebo, wypatrując ewentualnego zagrożenia z powietrza.
– Uh. No, czy ja wiem, czy tak niedawno… – Oblizałem pysk. – Wyszliśmy z nim na spacer może raz czy dwa, w Porze Nagich Drzew… To dość… obiektywnie… dawno.
– Ah, tak… – miauknęła, zamyślając się na chwilę. – Czy nie uważasz, że ktoś tak, delikatnie mówiąc, niesamodzielny i o wciąż, moim zdaniem, nie całkiem poukładanych priorytetach jest odpowiednim towarzystwem dla mojego syna?
Zmarszczyłem brwi, nie odrywając wzroku od koron drzew.
– Uh. Uważam… kogo… czego… co?
Muszę przyznać, że nie do końca skupiłem się na jej słowach, które jedynie przelały się przez mój przewód słuchowy i zniknęły bez śladu.
Poinsecja chyba chciała wyjaśnić, kogo-kto-czego-co-uważam, bo otworzyła właśnie pysk, ale ja zdążyłem się już rozproszyć.
Zamarłem na chwilę.
Przypadłem nagle do ziemi, zerkając z fascynacją na czarnego kocura, blokując mu drogę.
– Śnienie. Nie ruszaj się. Na brodzie usiadł ci motylek. Patrz, trzepocze skrzydełkami…
Przyglądałem się malutkiemu stworzonku z fascynacją, a gdy odleciało, wodziłem za nim wzrokiem, aż całkiem zniknęło między liśćmi drzew.
– No, już odleciał. Nie ważne. – Wstałem, otrzepując się nieco z piasku. – O, w ogóle, to gdzie idziemy? Będziemy polować czy jak?

<Śnienie???>

13 sierpnia 2026

Od Śnienia CD. Borowika

— A to wasze… Gwieździste Plemię to… to są koty z nieba, co z nimi gadacie we śnie, czy co? No i… w sumie czemu jesteście tu, a nie tam, gdzie reszta, co wierzy w koty z nieba? Znaczy… tu też jest ich kilka, chyba, ale… no, więcej jest tam, gdzie wy byliście.
Śnienie ucieszył się na zadane mu pytania. Mógł w ten sposób szerzyć wiarę w Klan Gwiazdy nawet tutaj, gdzie raczej dominowały inne dziwaczne wierzenia. Poprawił się na posłaniu i przeczesał pazurami brodę.
— Nie będę ukrywał, że cieszy mnie twoja ciekawość w nasze wierzenia, Borowiku.
Koniczyna wraz z Poziomkiem nadal milczeli, jednak przypatrywali się uważnie mimice kocura. Śnienie oczywiście nie zamierzał przegapić edukowania kogoś o powodach, przez które tyle w życiu stracił i jednocześnie zyskał.
— Klan Gwiazdy to żadne plemię, są to przodkowie, którzy po śmierci znajdują się na Srebrnej Skórze, wysoko nad nami. To właśnie oni nas obserwują, kiedy śpimy oraz czuwają nad naszym dobrem. Przez to, że są to koty, nie są nieomylni, jednak na pewno wiedzą o wiele więcej od nas, skoro są tak wysoko. Widzą po prostu więcej. To właśnie oni skonstruowali kodeks wojownika oraz medyka. Liderom dają po dziewięć żywotów. Natomiast po śmierci dobre koty tam trafiają, gdzie mogą w spokoju zobaczyć się ze swoją rodziną oraz z innymi kotami, z którymi były blisko. Medycy też kontaktują się z nimi w snach lub przez zesłane znaki. Dlatego między innymi ja wraz z kotami, które wcześniej były Świetlikami, znaleźliśmy się na tych terenach. To właśnie dzięki Jarzębinowemu Żarowi przeżyliśmy i jesteśmy w stanie wyznawać, to co chcemy.
Koniczyna wraz z Poziomkiem pokiwali głowami.
— W Klanie Wilka wierzą w co innego – w Mroczną Puszczę… To koty bez żadnych zasad kierujące się siłą, a nie dobrem. Ile krwi niewinnych przelali, to nawet nie wiesz, młody — odezwał się Koniczyna, jednak słowa, które dobierał, były bardzo ostrożne. — Są tam koty, które chętnie by zabiły wszystkich, którzy nie wierzą w Mroczną Puszczę, dlatego właśnie Jarzębinowy Żar nas uratowała.
— Poza tym, według tego, czego dowiedziałem się od Czereśni, po naszej ucieczce, Nikła Gwiazda, czyli lider, który rządził Klanem Wilka przed Zalotną Gwiazdą, ogłosił nas niebezpiecznymi zdrajcami na jednym z dawnych zgromadzeń. Nie jestem pewien, czy czasem nie jesteś za młody, żeby to pamiętać… — Śnienie polizał się po łapie i wygładził futerko na głowie. — Jednak jak widzisz, żadne z nas nie jest mordercami i przez tyle czasu ile już jesteśmy w Owocowym Lesie, nikomu krzywdy nie zrobiliśmy ani nie zamierzamy tego robić, gdyż jest to niezgodne z naszymi wyznaniami.
— No, chyba że chodzi o Rysi Trop… — odezwał się cicho Poziomek. — Ona jest dziwna i niebezpieczna…
Borowik zrobił większe oczy, jakby przynajmniej Ryś miała wpaść do legowiska uczniów z odciętą głową pierwszego lepszego Owocniaka. Oczywiście nie było to możliwe, gdyż kocica naprawdę była niebezpieczna, jednak koty pilnowały ją dość dobrze w obozie.
— Ryś jest niebezpieczna, bo nie wierzy w Klan Gwiazdy i jest kultystką — stwierdził twardo Śnienie, trochę spłycając problem. — Może Czereśnia zmieni zdanie, jeśli zobaczy, że ta się nie zresocjalizowała…
— Ona nie zresocjalizuje się nigdy… Przecież zabiła kota! — Poziomek otulił się mocniej swoim ogonem i również zrobił wielkie przestraszone oczy.
Koniczyna milczał. Miał nietęgą minę, jednak Śnienie go nie oceniał. Pewnie też brzydziła go postawa Ryś. Szczególnie że jego przyjaciel miał za mentora Krucze Pióro, czyli kultystę z krwi i kości. Czarny przeczuwał od owego Wilczaka złą aurę, tak jak od Ryś, czy Zalotnej Krasopani, która teraz zwała się Gwiazdą.
— Skoro Ryś jest tak niebezpieczna, to czemu Czereśnia jej nie wygna? — odezwał się w końcu Borowik, odzyskując mowę.
— Wiem jedno, Borowiku… Czereśnia liczy na to, że Ryś się zresocjalizuje i kazał Mistral zająć się nią. Dlatego mogłeś zauważyć, że wasza zielarka bardzo często odwiedza ją w izolatce. Pewnie daje jej jakieś zioła, przez które tamta jest senna albo lepiej się czuje.
Ich rozmowa nie parła ku końcowi. Siedzieli tak i wypowiadali swoje zdania na temat szalonej szylkretki, która pozbawiła jakiegoś samotnika życia, po czym groziła wszystkim Świetlikom, że im również odbierze życie. Czas płynął tak, aż w końcu musieli się rozejść. Obowiązki każdego z nich wzywały. Śnienie musiał pójść wraz z Kolendrą na polowanie, Koniczyna wraz z Poziomkiem, musieli wykonywać obowiązki stróża, a że byli uczniami, to mieli o wiele więcej roboty, niż ich właśni mentorowie. Natomiast Borowik musiał zmykać na drzewa, żeby udawać wiewiórkę, jak to mieli w zwyczaju wszyscy zwiadowcy.

***

Borowik został mianowany na zwiadowcę o wiele wcześniej, niż Śnienie został mianowany na wojownika. Trochę mu to przeszkadzało, szczególnie że buras był od niego o wiele młodszy. Jednak kocur był w stanie przełknąć swoją zazdrość i pogratulować młodszemu mianowania na zwiadowcę. Kilka dni później mógł zauważyć, jak Borowik sprawnie przeskakuje z drzewa na drzewo, ganiając się z Puchaczem i Wroną.
Normalnie jak wiewiórki — skomentował w myślach, śledząc ich wzrokiem do momentu, aż ci nie zniknęli mu z oczu.
— Hej, Śnienie! — zawołał do niego Sajgon. — Ruszaj się, reszta patrolu już poszła w stronę Wrzosowej Polany!
— No tak… — powiedział pod nosem, czego kocur nie dosłyszał. Ruszył zaraz za nim, wracając do patrolu łowieckiego.

***

Ostatnio Śnienie też był mianowany. W końcu się mu to udało! Teraz wszyscy mogli zauważyć jego znaczenie na prawym uchu. Był z siebie zadowolony, tak samo koty wydawały się teraz inaczej go postrzegać. Że mu zależało na Owocowym Lesie i nie był jakimś kotem, którego przygarnięto z dobroci serca.
Właśnie spacerował po lesie wraz z Poinsecją, która chyba wpadła w oko Koniczynie, kocur coraz częściej rozmawiał z kotką i Śnienie nie mógł tego przeoczyć. Dlatego też stwierdził, że pomoże swojemu przyjacielowi. Dowie się co nieco o niej, by później mógł doradzać łaciatemu. Kiedy tylko dotarł do Śliwkowego Gaju, zauważył czatującego wysoko w koronach owocowych drzew Borowika.
— Hej, Borowiku! — zawołał do kocura. — Co tam robisz wysoko na drzewie? Chcesz zejść na ziemię i razem pospacerować? Jest ze mną Poinsecja.

< Borowiku? Chcesz wyjść na wspólny spacer? >
🌙

14 lipca 2026

Od Borowika CD. Śnienia

– Hmm… Hm. To… szkoda, że nie wiesz. Jak dostać brodę. U nas Wszechmatka też jest odpowiedzą, na pytania, na które nie ma innej… uh, odpowiedzi innej. To ma sens – pokiwałem głową. – Tu też jest dużo silnie wierzących kotów. Um. Jak ja. Albo mój brat. Mimo że… no… też często niełatwo było. To nadal wierzymy.
Przypomniałem sobie wszystkie większe i niespowodowane moją niezdarnością nieszczęścia, które przytrafiły mi się w życiu. Opuszczenie przez rodziców, których nigdy nie poznałem. Śmierć Gąski. A Gołąbek do tego jeszcze stracił dwóch mentorów w taki czy inny sposób… Ale wiara we Wszechmatkę to wiara w krąg życia, którego nie kończyła nawet śmierć. Taka myśl mogła dawać nieco ulgi w chwilach żałoby.
No.
Mi nie dała jej ani trochę. Dało mi za to obrywanie drzew z kory aż do absolutnego wyczerpania fizycznego i emocjonalnego. Mam nadzieję, że nigdy już nie będę musiał wrócić do tego epizodu. To nie było miłe.
– Hm. Myślę sobie, że to dobra cecha. Nie tracić wiary w… uh… jedną rzecz przynajmniej. Lub w kogoś. Nawet, tracąc wszystko inne. Co by samemu nie zostać.
– Tak. Masz rację, Borowiku – odparł czarny kocur, wzdychając ciężko. – Brak nadziei i wiary może doprowadzić koty do miejsca, z którego nie ma powrotu. Mogą stać się naprawdę niebezpieczne.
Zamilkłem na chwilę. Usiadłem, prostując się. Uniosłem głowę, patrząc w ziemię.
– Oj… Uh. To brzmi… niedobrze raczej... Bardzo niedobrze – pokręciłem dynamicznie głową na boki. – Ale tu… tu dobrze jest. I wy jesteście tu teraz. Tak. Nie wiem, jak to… powiedzieć, ale… mam nadzieję, że wam nie będzie nigdy tak niedobrze… Nigdy.
Pokiwałem, podkreślając wagę całej wypowiedzi.
Ugh… Co ja gadam w ogóle…?
Troszkę się pogubiłem. Zawsze się gubię, wchodząc w smutne tematy lub próbując kogoś pocieszyć.
Pora na taktyczną zmianę tematu.
– A to wasze… Gwiaździste Plemię to… to są koty z nieba, co z nimi gadacie we śnie, czy co? No i… w sumie czemu jesteście tu, a nie tam, gdzie reszta, co wierzy w koty z nieba? Znaczy… tu też jest ich kilka, chyba, ale… no, więcej jest tam, gdzie wy byliście.

<Śnienie?? >

22 czerwca 2026

Od Śnienia CD. Borowika

— No dobra. Słuchaj. Śnienie…? Zdradź mi. Jak się w rzeczywistości zdobywa taką majestatyczną bródkę…? — zapytał się go Borowik, który nie umiał odciągnąć wzroku od jego czarnej długiej brody.
Śnienie zerknął na swoich towarzyszy, którzy popatrzyli po sobie i zamruczeli z rozbawienia. Poziomek i Koniczyna raczej rozumieli ciekawość młodszego, nie było to nic dziwnego, że był obiektem drwin albo podziwu. Raczej nie widziało się kotów z brodami.
Poprawił się wygodnie na posłaniu i odwrócił do młodszego rozmówcy. Uśmiechnął się życzliwie.
— Wiesz Borowiku, sam nie wiem, jak dostać taką brodę. Klan Gwiazdy pobłogosławił mnie oraz moje siostry w długie grzywki no i ja jedyny mogłem zapuścić brodę. Nie jestem w stanie powiedzieć ci nic innego. Klan Gwiazdy jest odpowiedzią na takie pytania oraz staranna pielęgnacja futerka.
Jego odpowiedź musiała się nie podobać Borowikowi, ponieważ na jego pyszczku pojawił się zawód i iskierka ciekawości.
— Jak to Klan Gwiazdy? Nie wierzycie we Wszechmatkę? Nie opiekuje się ona wami? — zrobił zdziwioną minę.
Pokręcił przecząco głową.
— My wierzymy w Klan Gwiazdy. Czujemy się nadal jako klanowe koty i wierzymy, że nad nami czuwają. Jednak wybrali dla nas o wiele trudniejszą ścieżkę, niż moglibyśmy się tego spodziewać. Dlatego jesteśmy tutaj. Oni nas tutaj przysłali — mówił to wszystko z głęboką wiarą, jednak Koniczyna wraz z Poziomkiem nie wyglądali już na takich pewnych.
On dobrze pamiętał, jak Świetliki prawie przestali wierzyć w Klan Gwiazdy, przez głód oraz odchodzących kotów ze społeczności. Sam się zaczął wahać, jednak teraz było wszystko dobrze, zapewne zgodnie z boskim planem Klanu Gwiazdy.
Popatrzył się na ucznia. Czy ten chciał w ogóle się zagłębiać w wiarę w Klan Gwiazdy oraz przeszłość Świetlików? Buras zaczął pytać tylko o brodę, a dostał zupełnie inną odpowiedź.

< Borowiku? Czy nadal jesteś ciekawy Świetlików? >
🌙

19 czerwca 2026

Od Borowika CD. Mglistego Snu (Śnienia)

Leżałem na brzuchu, z głową między łapami. Przyglądałem się kotom, które to dopiero od niedawna przebywały ze mną w legowisku, odkąd wypuszczono ich z izolatki. Nie byli typowymi uczniami z dwóch prostych powodów - byli tacy jacyś starzy oraz jeden z nich miał brodę. I to nie byle jaką. Potężną. Jejku. Dałbym się pokroić za taką brodę. Dodaje ona niewątpliwie powagi jej posiadaczowi, jak i manifestuje doświadczenie życiowe, onieśmielając jednocześnie. W dodatku chyba takie stałe punkty w życiu jak bródka przydają się, gdy wszystko wokół dzieje się tak nagle i chaotycznie dla kotów jak Śnienie. Chyba musi być nieco zagubiony tutaj. Lub też nie. Ja nie wiem w sumie.
Gdybym tylko miał taką brodę… Nie mam pojęcia, jak można takową zdobyć. Wydaje mi się, choć to tylko teoria, że może być ona powiązana z jakimiś dziedzicznymi cechami lub pojawia się samorzutnie po pobycie w izolatce. Inna teoria twierdzi, że zyskać brodę można poprzez pradawny, pogański rytuał o brzasku. Przychylam się osobiście bardziej do wersji trzeciej, gdyż…
Uh. Chwila, chwila…
Wtedy zorientowałem się, że Śnienie… najwyraźniej dojrzał drążący go wzrok i teraz patrzył się prosto na mnie.
Zamarłem.
Nie powiem, nie była to w żaden sposób reakcja, na którą byłem jakkolwiek przygotowany. Z reguły jak gapię się na inne koty, to one nie zauważają lub nie mają odwagi odwzajemnić gestu…
Strzepnąłem głową na boki.
I zacząłem czołgać się w jego kierunku, na drugą stronę legowiska. Gdy byłem już wystarczająco blisko, rzuciłem mu krótkie spojrzenie w górę i spytałem.
– Uh... No. Co się tak... patrzysz? Na mnie – mruknąłem, podziwiając jego znakomitą bródkę z bliska.
Muszę jakoś odkryć jej sekret…
Zrozumiałem jakiś czas temu, że jeśli w rozmowie odwrócę sytuację w ten sposób, odbiorca poczuje się zakłopotany, być może absurd sytuacji zaleje go tak silnie, że eksploduje mu mózg… choć tego jeszcze nie miałem okazji doświadczyć.
Czarny kocur jednak tylko uniósł lekko jedną brew w zdziwieniu pomieszanym z rozbawieniem.
– Ja się patrzę? Hm. Zdawało mi się, że to ty, odkąd tu wszedłeś, nie odrywasz od nas wzroku. Chciałeś porozmawiać czy coś…? Borowik, prawda? – zagadnął, wyraźnie starając się być w miarę mocy przyjazny.
Ugh. No dobra. Może nie zawsze działa to tak, jakbym chciał…
– Uh. Co? Nie, nie… Znaczy… tak, Borowik. Ale… – ponownie się rozejrzałem. Większość kotów, które były tu jeszcze przed chwilą, albo wyszła, albo była chwilowo zajęta sobą. To moja szansa.
Spojrzałem na niego szeroko otwartymi oczami. Teraz tylko powiedzieć to jak najbardziej logicznie…
– No dobra. Słuchaj. Śnienie…? Zdradź mi. Jak się w rzeczywistości zdobywa taką majestatyczną bródkę…?

<Mglisty Śnie??>

Od Mglistego Snu (Śnienia) do Borowika

Kiedy był jeszcze więźniem Owocowego Lasu

Siedział w izolatce i obserwował życie w obozie Owocowego Lasu. Koty sprawnie poruszały się po drzewach. Było to całkiem fascynujące dla Mglistego Snu, że koty są w stanie większość życia spędzać w koronie drzew. Nie wyobrażał sobie spać na drzewie. Co, jeśli by spadł?
Jego uwagę jednak zwrócił bury mały kocurek, który został przepuszczony przez strażników do izolatki. Niósł w swoim pyszczku zająca, który był przewidziany dla wszystkich Świetlików.
Uczeń, gdyż tak założył od razu Mglisty Sen, położył zdobycz na środku i zmierzył wszystkich swoim zaciekawionym wzrokiem. Mglisty Sen zauważając ciekawość młodszego, podszedł do kocurka.
— Nie boisz się wchodzić samemu do izolatki pełnej więźniów? — spytał młodszego, jednocześnie dając innym przyzwolenie do jedzenia. — Jesteś uczniem, nieprawdaż?
Kocurek przez chwilę się wahał, jednak postanowił, że mu odpowie.
— Tak, jestem uczniem. Wybrałem ścieżkę zwiadowcy.
— Całkiem ciekawa rola. W Klanie Wilka nie mieliśmy kogoś o podobnej randze.
Uczeń, którego imienia nie znał, nie wydawał się tym aż tak zaciekawiony. Mógł stwierdzić nawet po jego minie, że chciał jak najszybciej wydostać się z tego legowiska.
— Hej! Mglisty Śnie! Dołącz do nas, bo inaczej nie przepadnie ci porcja obiadu — zawołał za jego plecami Zapomniana Koniczyna.
Na chwilę odwrócił wzrok, żeby zobaczyć, ile jedzenia mu zostawiono, jednak kiedy wzrokiem wrócił na swojego rozmówcę, to ujrzał jedynie znikający bury ogon w wyjściu z izolatki.
Poruszył zaciekawiony zachowaniem ucznia, jednak nie wołał za nim. Nie znał jego imienia. Wrócił do swoich pobratymców, którzy podzielili się królikiem.

***

Kilka dni później po zostaniu uczniem Kolendry

Dzień się kończył, a Owocniaki wracali na noc do obozu. Siedział właśnie w legowisku uczniów wraz ze swoimi pobratymcami oraz innymi uczniami.
Czuł się trochę dziwnie, będąc w tym samym legowisku, co koty, które dopiero zaczynały przygodę ze szkoleniem.
Młodsi rozmawiali ze sobą, więc on również zaczął rozmawiać z Koniczyną oraz Poziomkiem, by umilić sobie czas. Zaczynanie rozmowy z młodziakami było całkiem krępujące. Może i znał ich imiona oraz kojarzył, kto był czyim uczniem?
Zerknął jednak na jedno posłanie, na którym siedział Borowik. Niski kocurek wpatrywał się na Świetliki, a w szczególności na niego. Czy młodszy chciał z nimi porozmawiać?

< Borowiku? >