Urwał wyrośnięte gałązki zakończone gęsto aksamitnym kwieciem, jedne z ostatnich. Były w wyjątkowo dobrym stanie. Roślina pod jego naciskiem ugięła się, pękając w połowie. Chwycił bukiet w pysk, wracając do wielkiej jamy. Ryzykował, wychodząc samotnie w poszukiwaniu najlepszych, ostatnich płatków, aczkolwiek był gotów zrobić wszystko, byleby tylko poprawić humor kotce bliskiej jego sercu.
Trójoki Zając postawił czujnie uszy, przyuważywszy niemałe poruszenie w obozie. Atmosfera wokół stała się tak gęsta, że dało się ją ciąć pazurem. Starsi plotkowali między sobą, a uczniowie wyglądali z legowisk z dużymi, wytrzeszczonymi oczkami. Serce wojownika zabiło szybciej, a kikut poruszał się nerwowo. Szylkretki nie było w posłaniu, najwidoczniej nie wróciła jeszcze z patrolu.
Do ich azylu została przyniesiona malutka, pręgowana kuleczka. W składzie kotów, które wróciły, znajdowała się Kukułczy Wdzięk, co za tym idzie, Klifiak musiał koniecznie dowiedzieć się, co się stało. Dlaczego wyglądała na tak spiętą? Zaniepokojoną? Może nawet lekko zezłoszczoną? A może tak naprawdę jedynie sobie to dopowiedział z powodu potrzeby otrzymania prędkiej odpowiedzi na wszystkie, kotłujące się w jego głowie pytania? Jakiegoś wyjaśnienia? Źrenice zwęziły mu się w cieniutkie szparki, a nos zmarszczył, gdy dotarła do niego intensywna, metaliczna woń. Widok zakrwawionego kocięcia go zmartwił i to znacząco. Drobna nieznajoma zwisała z pyszczka Gąsienicowego Ogryzka, którego koniec ogona zniknął właśnie w jamie medyków. Otworzył oczy szerzej, a mięśnie u łap spięły mu się wręcz odruchowo. Kto skrzywdził to maleństwo? Czy Jagnięcemu Ukłonowi uda się ustabilizować jej stan? Energicznie zszedł ze skalnej półki prowadzącej do legowiska wojowników, zostawiając kwiaty w posłaniu Kukułki. Dzisiaj wykonał już przydzielone mu zadanie przez Mysi Postrach, dlatego mógł pozwolić sobie na odpoczynek. Chociaż ciężko było odpocząć w obliczu takiej sytuacji. Jego mózg domagał się odpowiedzi. Wylądował zgrabnie na zimnej posadzce, zbliżając się do znanej mu kotki. Pobratymczyni utkwiła wzrok we własnych łapach, a myślami była gdzieś daleko.
— Kukułko, co się stało? — zapytał, siląc się na spokój i ocierając się o nią delikatnie w geście powitania.
Wojowniczka podniosła wzrok, błądząc z jego jednego ślepia na drugie, jednak szybko zmarszczyła brwi. Może nie miała humoru na rozmowę o tym teraz? Ale jak mógł zignorować jej zaniepokojenie wymalowane na pysku? Żółtooka pokręciła głową, po czym westchnęła cicho pod nosem.
— Biedulka… taka malutka.
— Gdybym mógł, to bym wybił wszystkie te zawszone kundle!
Do jego uszu doleciały nieprzychylne słowa Klifiaków. W sercu kremusa pojawiło się gorące, nieprzyjemne uczucie, które zawrzało w nim niczym bulgocząca woda. Nabrał parę wdechów w próbie uspokojenia się. Raz… Dwa… Trzy… Tutaj koteczka będzie bezpieczna. Cztery… Pięć… Sześć… Koty Klanu Klifu dopilnują z pewnością, aby nie musiała się więcej martwić psami – oczywiście, jeśli tylko nie będzie się wybierała sama poza obóz. Na ich terenach ostatnimi czasy grasowały mewy, a jak już o mewach… Siedem… Osiem…
Zielonooki skrzywił się na samą myśl. Serce zabiło mu mocniej, a przed oczami odrobinę pociemniało. Zamrugał parokrotnie. Nadal nie potrafił pogodzić się z potyczką, jaka miała miejsce ostatnio. Wysłano go przymusowo na wojnę z tymi potężnymi ptakami… Oczywiście, miało to sens, ponieważ był wojownikiem. Wyrządziły naprawdę wiele szkód Klanowi Klifu, zabierając im cennych członków. Aczkolwiek to nie było wcale takie proste, jak mogłoby się zdawać. Nawet jeśli byli z ich powodu stratni, Trójoki Zając nie potrafił po prostu zmienić tego, w co wierzył całe życie, nie potrafił z tym walczyć. Nie bał się o to, że zostanie uszkodzony. W swoim życiu został zaatakowany już wiele razy i kolejna blizna nie robiła mu różnicy, aczkolwiek, tak naprawdę, obyło się bez większych głębszych szram. Raczej złość powodował fakt, że kłóciło się to z jego przekonaniami. A jakby tego było mało, to miał wyeliminować wszystkie te ptaki. Jak najwięcej. Niszczyć ich gniazda, tłuc jaja, zrzucać je z klifu. Zaczął sapać, nabieranie oddechu zaczynało sprawiać mu trudność, a oczy mrużyły się. Czy gdyby mewy odebrały mu Kukułczy Wdzięk, czy wtedy by się ocknął? Zmienił diametralnie? Dziewięć… Dziesięć…
Kukułczy Wdzięk, całe szczęście, nie miała mu tego za złe. Rozumiała, że nie miał wyboru, chociaż nie obyło się bez dokładnego przepytania go, które dzięki Klanowi Gwiazdy miał już za sobą. Liliowa przysunęła się bliżej wojownika, jakby szukając w nim wsparcia. A może wyczuła, że dzieje się z nim znowu coś niedobrego? Może chciała mu w ten sposób ponownie pomóc? Ich boki zaczęły się stykać delikatnie. Kremus zaczął cicho pomrukiwać. Negatywne emocje od razu z niego zeszły, jakby szylkretka posiadała jakieś niesamowite umiejętności niewerbalnego pocieszania. Westchnął cicho pod nosem, rozluźniając spięte z nerwów mięśnie. Nie mogli na razie za wiele zrobić. Musieli czekać na unormowanie stanu młódki przez Jagnięcy Ukłon. Brane przez niego wdechy unormowały się, co za tym idzie, siła powróciła do jego kończyn. Nawet jeśli nie zdążył zamienić ani jednego słowa z malutką Werbeną, bał się o jej zdrowie, co go zdziwiło – bo przecież wcześniej nie przykładał aż tak wielkiej wagi kociętom, które nie należały do jego rodziny.
***
Gdy słońce rzucało ostatnie, pomarańczowe promienie, blado ogrzewając boki kotów i rozświetlając ogromną jamę błyskiem, a ptaki śpiewały swoją ostatnią, wieczorną melodię, Trójoki Zając ułożył się wygodnie w posłaniu, tuż obok Kukułczego Wdzięku. Po kotce było widać zmęczenie i prawdopodobnie, gdyby nie niespodzianka, oddałaby się od razu w objęcia snu. Z powodu stresu, jaki dopadł go wcześniej, zupełnie zapomniał o kwiatach dla niej, które tu zostawił. Położył po sobie odrobinę uszy, nieśmiało, martwiąc się, jak zareaguje. Kotka przysunęła je w stronę wojownika. Pręgus nagle wpadł na pewien pomysł, prostując się, zauważywszy, że Klifiaczka wcale nie zareagowała negatywnie. Urwał parę płatków, po czym wetknął je pomiędzy kłosy kotki dość ostrożnie, żeby jej przypadkiem nie poplątać futra. Szylkretka ułożyła się wygodnie na boku, mrużąc oczy. Nie protestowała ani nie pogoniła go, więc ten pomysł najwidoczniej jej się spodobał. A może nie chciała, żeby mu było przykro? Przełknął nerwowo ślinę.
— Kukułczy Wdzięku…?
Kotka spojrzała na niego nieco sennie, poruszając zadbaną końcówką kity aksamitnie.
Czy powinien powiedzieć jej już teraz? Czy to naprawdę było to, co myślał, że było? Może się pomylił…? Może tak naprawdę łączyła ich jedynie przyjacielska więź? Poczuł nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Bo co jeśli ona nie czuła tego samego? Co, jeżeli tymi dwoma słowami, jakie chciał jej wypowiedzieć, zepsułby całą ich relacje i żałował tego potem do końca swojego życia? Serce pędziło mu galopem, a w uszach słyszał jego dudnienie.
— Tak, Zajączku? — dopytała, jakby próbując go zachęcić do wypowiedzenia tego, co mu ciążyło na sercu. Zdziwił się ciut, jednak w jego piersi pojawiło się przyjemne, ciepłe uczucie. Gdyby był łysy, prawdopodobnie byłby czerwony niczym pomidor. Poduszki jego łap stały się ciepłe. Zawstydził się na nowo.
— Ach… bo j-ja… — wymamrotał, zataczając łapą kółeczka w posłaniu legowiska. — M-myślę, że wyglądasz pięknie. Bardzo ci do twarzy z tymi kwiatami, ładnie podkreślają twoją urodę — wydusił z siebie, krzycząc wręcz w myślach. Nie… nie o to mu chodziło…! To znaczy, tak, była według niego piękna, najpiękniejsza wręcz, aczkolwiek nie to chciał jej teraz powiedzieć. To nie tym się zamartwiał tak długo, nie nad tym tak głowił i dywagował od tylu księżyców.
Kukułczy Wdzięk skinęła głową, po czym ułożyła się wygodnie na własnych łapach, przyjmując komplement. Po jakimś czasie jej bok zaczął unosić się, a potem opadać spokojnie. Ogon miała zawinięty wokół jednej z kończyn. Czy powinien ją obudzić? Ale jaką miał gwarancję, że nie zezłościłaby się za to na niego? Jaką mógł mieć pewność, że po obudzeniu jej dałby radę wypowiedzieć te jakże istotne słowa dla niego? Nie, może nie powinien psuć tak miłego momentu. Powinien powiedzieć jej kiedy indziej. Niech Kukułka teraz odpocznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz