Jakiś czas temu
Opadający Rumianek wyszedł z legowiska wojowników, kierując się w stronę granicy z Klanem Wilka. Po ostatnich wydarzeniach nie spacerował zbyt wiele. Pilnował własnego ogona, aby w razie niekorzystnych sytuacji był w obozie. Od czasów pożaru trochę się zmieniło. Burzacy przenieśli swój obóz pod ziemię, od tamtej pory mieszkając w tunelach. Rumianka zastanawiało tylko, jak długo jeszcze mieli żyć w taki sposób. Spojrzał bokiem oka na odnogę w tunelu, w której znajdowali się więźniowie. Żałował rozmów z którymkolwiek z tych podłych zdrajców. Od tamtej pory też odzywał się mniej niż zawsze. Trafili mu się dosyć…trefni bratankowie.
“Może gdyby ich ojciec nadal był obecny sprawy potoczyłby się inaczej?” myślał czasem szylkret, ale zaraz kręcił głową pozbywając się tej myśli. Tańcujące Pierze nigdy nie zachowywał się normalnie, Kminkowy Szum nie mógł mieć na to wpływu. Również już gdy martwy wojownik był małym kocięciem. Im bliżej był granic z Klanem Wilka tym bardziej w jego nozdrza nadlatywała woń Wilczaków, ale też jakiś inny zapach, najprawdopodobniej należący do kotki. Dziś wyjątkowo jego węch był w miarę sprawny, ale i tak zaczął się zastanawiać, czy nie miał czasem omamów węchowych. Jego spostrzeżenie było jednak prawidłowe. Tuż przy granicy obu klanów stała liliowa kotka, będąca może trochę starsza od niego. Stali tak przez moment jakby niepewnie, choć po Wilczaczce raczej nie było tego widać.
— Dzień dobry… — przywitała się krótko, poruszając wibrysami. — Nie jestem za blisko granicy? Zresztą, nieważne… — machnęła łapą. — Jeśli mogłabym spytać, chciałabym się dowiedzieć, co u Wełnistej Mszycy. Na pewno ją znasz, to w końcu wasza medyczka, prawda? — kontynuowała, strzygąc uchem. — Ach i… byłabym zapomniała. Na imię mi Brukselkowa Zadra.
Liliowy szylkret nabrał powietrza w płuca i uśmiechnął się łagodnie.
— Dzień dobry. Za blisko granicy…? Chyba jest w porządku — mruknął cicho.
Słysząc zapytanie o Wełnistą Mszycę, futro na jego karku lekko się zjeżyło. Przełknął ślinę i zamyślił się na moment.
— Opadający Rumianek — przedstawił się zaraz po kotce. — Wełnista Mszyca… Wiesz, jej nie ma już w Klanie Burzy. Nie wiadomo gdzie teraz się znajduje. Ktoś…z klanu ją wygnał — wyjaśnił po krótce sytuację. — Skoro ją znasz może widziałaś ją w ostatnich księżycach?
<Brukselkowa Zadro?>
