Nie potrafiła ukryć tego, że słowa wojowniczki ją zaskoczyły. Margaretka od samego początku przywodziła jej na myśl pełną werwy i ambicji młodą kotką, nawet wtedy, gdy jej wiek zaczynał powoli dobijać dolnej granicy pozwalającej na przynależność do starszyzny. Szczególnie zdawało się to absurdalne, gdy sama Przepiórka była od towarzyszki nieco starsza i choć nawracające bóle kręgosłupa wielokrotnie przeszkadzały jej w sprawnym funkcjonowaniu, obiecała sobie pozostać na swej pozycji tak długo, dopóki była zdolna do żwawego przemieszczania się.
Z początku zaczepiła kotkę z nadzieją rozmowy o tym, czego dopuściła się Pierwomrówcza Gracja. Choć był to dla niej trudny temat, czuła pewną potrzebę przeproszenia partnerki liderka za stres, na jaki została narażona. Nie była co prawda ani trochę gotowa na tę rozmowę, ale sądziła, że improwizacja wystarczy. Skoro jednak Margaretkowy Zmierzch sama nakłaniała do porzucenia wszelkich nieścisłości z przeszłości, nie zamierzała na siłę przytaczać tego, co odbiło się w pamięci niejednego kota Klanu Burzy.
— Rozumiem, Margaretko — odezwała się w końcu. — Oh, jeśli Pajęcza Lila tak twierdzi, to nie ma co się kłócić. Co by nie było, zdania medyka się nie podważa — dodała w rozbawieniu, choć jej głos zdawał się brzmieć wyjątkowo sztucznie. Nie była w akcie ostatnich wydarzeń skłonna do pełnej swobody. Nie potrafiła ot tak zignorować tego, co miało miejsce. Ciążyło to jej na sercu. — Rozmawiałaś już o tym z Króliczą Gwiazdą? — spytała odruchowo.
— Tak.
Zmrużyła oczy. Dosyć krótka odpowiedź.
— I co on na to? — zagadnęła. — Przepraszam, jeśli wchodzę w prywatną sferę. Zapewniam cię, że to tylko zwykła ciekawość. Wydajesz się jeszcze pełna sił, ale zdaję sobie sprawę, ile ostatnio przeszłaś. Byłaś przez długi czas wspaniałą medyczką, a potem jeszcze lepszą wojowniczką. Zasłużyłaś na wolne — zapewniła, pochylając głowę.
Margaretka uśmiechnęła się życzliwie, jak to miała w zwyczaju.
— Nie był od razu co do tego taki przekonany, ale przedstawiłam mu swoją perspektywę i zrozumiał mój powód — przyznała.
Przepiórczy Puch nie miała już zbyt wiele do powiedzenia. Brzmiało to, jakby temat był o wiele bardziej rozbudowany, a ona sama tam nosa wściubiać nie powinna.
— Rozumiem. W takim razie szanuję twoją decyzję. Niezależnie od pozycji, jaką będziesz zajmować w klanie, jesteś w nim tak samo ważna i niezbędna — oświadczyła, przełykając ślinę. — Powodzenia na nowej drodze życia w takim razie. Nie myśl tylko, że w ten sposób uzyskasz ode mnie spokój. Będę cię odwiedzać, gdy tylko nadarzy się okazja. Ktoś musi ci dostarczać na świeżo plotki, czyż nie? — powołała się na tę niewinną, beztroską barwę głosu. Nigdy nie były szczególnie blisko, co nie sprawiało, że i na ostatniej prostej Przepiórczy Puch nie zamierzała zadbać o co po niektóre relacje.
Z początku zaczepiła kotkę z nadzieją rozmowy o tym, czego dopuściła się Pierwomrówcza Gracja. Choć był to dla niej trudny temat, czuła pewną potrzebę przeproszenia partnerki liderka za stres, na jaki została narażona. Nie była co prawda ani trochę gotowa na tę rozmowę, ale sądziła, że improwizacja wystarczy. Skoro jednak Margaretkowy Zmierzch sama nakłaniała do porzucenia wszelkich nieścisłości z przeszłości, nie zamierzała na siłę przytaczać tego, co odbiło się w pamięci niejednego kota Klanu Burzy.
— Rozumiem, Margaretko — odezwała się w końcu. — Oh, jeśli Pajęcza Lila tak twierdzi, to nie ma co się kłócić. Co by nie było, zdania medyka się nie podważa — dodała w rozbawieniu, choć jej głos zdawał się brzmieć wyjątkowo sztucznie. Nie była w akcie ostatnich wydarzeń skłonna do pełnej swobody. Nie potrafiła ot tak zignorować tego, co miało miejsce. Ciążyło to jej na sercu. — Rozmawiałaś już o tym z Króliczą Gwiazdą? — spytała odruchowo.
— Tak.
Zmrużyła oczy. Dosyć krótka odpowiedź.
— I co on na to? — zagadnęła. — Przepraszam, jeśli wchodzę w prywatną sferę. Zapewniam cię, że to tylko zwykła ciekawość. Wydajesz się jeszcze pełna sił, ale zdaję sobie sprawę, ile ostatnio przeszłaś. Byłaś przez długi czas wspaniałą medyczką, a potem jeszcze lepszą wojowniczką. Zasłużyłaś na wolne — zapewniła, pochylając głowę.
Margaretka uśmiechnęła się życzliwie, jak to miała w zwyczaju.
— Nie był od razu co do tego taki przekonany, ale przedstawiłam mu swoją perspektywę i zrozumiał mój powód — przyznała.
Przepiórczy Puch nie miała już zbyt wiele do powiedzenia. Brzmiało to, jakby temat był o wiele bardziej rozbudowany, a ona sama tam nosa wściubiać nie powinna.
— Rozumiem. W takim razie szanuję twoją decyzję. Niezależnie od pozycji, jaką będziesz zajmować w klanie, jesteś w nim tak samo ważna i niezbędna — oświadczyła, przełykając ślinę. — Powodzenia na nowej drodze życia w takim razie. Nie myśl tylko, że w ten sposób uzyskasz ode mnie spokój. Będę cię odwiedzać, gdy tylko nadarzy się okazja. Ktoś musi ci dostarczać na świeżo plotki, czyż nie? — powołała się na tę niewinną, beztroską barwę głosu. Nigdy nie były szczególnie blisko, co nie sprawiało, że i na ostatniej prostej Przepiórczy Puch nie zamierzała zadbać o co po niektóre relacje.
***
Z początku nie dotrzymała swoich zapewnień. To znaczy, udało jej się odwiedzić Margaretkę w starszyźnie może z dwa razy. Nie wiedziała, na czym tak naprawdę traciła swój czas, ale gdy Szepcząca Pustka również postanowił udać się na emeryturę, udało jej się nagle wpadać do tego legowiska znacznie częściej.
Wpierw miała sporo obaw co do rozmowy z szylkretką. Była ona w stanie tragicznym po stracie swojego syna, więc jedyne, co starała się zawsze robić, to witać z nią i poruszać błahe tematy, jak chociażby pogoda. A to miały pogawędkę, że słońce ładnie świeci, ale za mocno, a innym razem wspólnie narzekały na to, że pada, co niby było dobre dla ziemi, ale złe dla nich, bo futra robiły się mokre, a przecież nie lubił być przemoknięty.
Co by nie było, Margaretkowy Zmierzch zawsze jej odpowiadała. Nawet gdy wydawała się nie mieć sił, potrafiła wykrztusić z siebie te kilka, miłych słów. Przepiórczy Puch oczywiście nie męczyła jej wówczas dłużej, dając jej spokój, a samej skupiając się na uwadze partnera. Chcąc nie chcąc, jej wzrok momentami potrafił uciekać w kierunku dawnej koleżanki.
Z pewnym westchnięcie, oparła się o bok Szepta, wtulając pysk w jego futro. Nieustannie nie spuszczała spojrzenia z odwróconej do nich plecami kotki. Może gdyby życie inaczej się potoczyło, zdołałyby zostać bliższymi przyjaciółkami. Świat był jednak jaki był, a więc jedyne, co jej zostało, to zadbać o przetrwanie tej prostej znajomości.
[koniec sesji, dziękuję za nią pięknie, w alternatywnej rzeczywistości na pewno są bff!]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz