Łzy napłynęły do pomarańczowych ślip. Aronia szybko odwrócił pysk w przeciwną stronę. Nie mógł stracić i w oczach Jesionka. Nie chciał by i ten uznał go za żałosnego.
— To... to nieważne — mruknął poważnym głosem, próbując opanować emocję. — Musimy teraz odbić Słodki Język, zapomnij o tym, proszę — dodał ciszej, ze spuszczonym łbem.
— Wujku — zawołał Jesionowy Wicher. — Przecież... przecież wiesz, że możesz mi zaufać
Aroniowy Podmuch uśmiechnął się słabo pod nosem.
— Wiem — miauknął niepewnie. — Ale po prostu nie chce o tym rozmawiać — urwał.
Widząc zawiedzione ślipia czekoladowego wojownika, dodał szybko.
— Nie dziś, dobrze? Musimy odnaleźć Słodki Język, na tym powinniśmy się skupić. Z Truskawkową Łapą jako medykiem szybciej padniemy niż podczas epidemii zielonego kaszlu — stwierdził, wdychając.
Jesionowy Wicher niechętnie kiwnął łbem.
— Jesionku! — usłyszeli głos za sobą.
Brzoskwiniowa Bryza przypatrywała się im swymi bystrymi brązowymi ślipiami.
— Pstrągowa Gwiazda kazała nam wyruszyć wzdłuż granicy wschodniej... jak coś to mogę jej powiedzieć, że nas dogonisz — dodała, widząc lekkie napięcie pomiędzy.
Aroniowy Podmuch westchnął smutno. Pstrągowa Gwiazda tylko pewnie czekała na wydarzenie, które pozwoli jej zaatakować Klifiaków. Teraz miała i poparcie wojowników. Zastępca podszedł do Jesionka i szturchnął go lekko.
— Idź, pogadamy później, dobrze? — miauknął.
Wojownik kiwnął łbem, ale jeszcze chwilę odprowadzał go spojrzeniem.
* * *
Aronia cały spięty chodził w kółko. Wczoraj widział się z Łabędzim Pluskiem. I rozmawiali. Jakoś. Ale rozmawiali. To najważniejsze. Nerwy z wczorajszego wieczoru nadal z niego nie zeszły. Cieszył się, że porozmawiali. Ale stres. Ten cholerny stres. Chciał znów spotkać się z Łabędzim Pluskiem, ale też bał się, że to zepsuje. Przecież musieli powoli się pogodzić. Szkoda tylko, że serce Aronii tego nie rozumiało.
— I jak poszło? — podszedł do niego Jesionowy Wicher.
Aroniowy Podmuch prawie zapomniał o fakcie, że Jesionek to wszystko zorganizował. Poczuł nerwowy dreszcz na grzbiecie. Teraz nie miał pojęcia jak wiele wie wojownik. Nie miał pojęcia jak i kiedy ten skontaktował się z Łabędzim Pluskiem oraz co tamten mu powiedział. Serce zastępcy nagle przyspieszyło, a oddech stał się szybszy.
— D-dobrze — mruknął Aronia, otaczając łapy ogonem. — Dziękuję, Jesionowy Wichrze — dodał ciszej.
Czekoladowy wojownik uśmiechnął się.
— Nie ma sprawy — miauknął, przysiadając się do kocura. — Opowiesz mi w końcu co cię łączy z tym kotem?
Aroniowy Podmuch szybko uciekł wzrokiem gdzie indziej.
— O, spójrz sójka — mruknął, wskazując łapą na drzewo.
Jesionek zmarszczył brwi.
— Wujku...
Aroniowy Podmuch westchnął. Jeszcze nigdy nikomu o tym nie mówił. Nawet Słodkiemu Językowi. Bał się reakcji Jesionowego Wichru. Nie mógł i jego stracić. Nie miał pojęcia jakie wojownik miał do tego podejście, a fakt, że sam Aronia, z zazdrości, krytykował jego ojca i Niedźwiedzie Futro tu nie pomagał. Co jeśli Jesionek go wyśmieje i rozpowie całemu obozowi? Czy Pstrągowa Gwiazda straci resztki zaufania do niego? Czy będzie musiał odejść z klanu?
— Halo? Wujku? Żyjesz? — szturchnął go kocur.
— Tak — miauknął cicho zastępca. — Więc... więc mnie i Łabędzi Plusk łączy... łączy coś... coś więcej niż przy-przyjaźń — przyznał, spuszczając łeb.
<Jesionku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz