— Wstałaś już? — kotka nim się spostrzegła, jej mentor już był na nogach. A przecież chwilę temu jeszcze spał! Cętkowany chyba też się przyzwyczaił, że młoda zawsze zrywa się wcześnie.
— Dzień dobry. — zamruczała Fasolkowa Łapa, witając zaspanego mentora. Kotka zastrzygła uchem, słysząc ciche burczenie dochodzące z brzucha Potrójnego Kroku. Jasna zaśmiała się cicho, po czym podniosła się i skierowała się w stronę wyjścia. — Pójdę po śniadanie.
— Nie musisz się śpieszyć... — mruknął odrobinę zawstydzony kocur. Fasolka uśmiechnęła się jedynie ciepło po czym wyszła z leża. Gdy tylko wyszła z jaskini, w której znajdowały się legowiska lidera i medyków oraz żłobek na jej nos spadł mały, zimny płatek śniegu. Kotka szybko strzepnęła nieproszonego gościa i skierowała się w stronę stosu ze zwierzyną. Zapasy jedynie kurczyły się i kurczyły. Bała się, że niedługo zostanie jedynie garstka piszczek niewystarczająca by wyżywić cały Klan Wilka. Źle się czuła z tym, że zabierała ze stosu pożywienie, a sama nawet nie polowała. Miała wrażenie, że okrada kogoś z pracy włożonej w schwytanie zwierzątka. Może powinna nauczyć się sama dla siebie polować? Wtedy nie musiałaby się czuć winna. Ale Trójka jej tego nie nauczy, bo pewnie trójnogi kocur sam się nigdy nie nauczył tego. Poza tym twierdził, że to zadanie dla wojowników... Fasolka westchnęła, po czym chwyciła w końcu dwa wróble. Jeden dla Potrójnego Kroku i jeden dla Strzyżykowej Pręgi. Ona sobie poradzi bez tego posiłku - przyda się innym, na przykład Cętkowanemu Liściu czy Owocowej Pogoni. Fasolka szybko wróciła do medyków i położyła piszczki przed nimi. Potrójny wziął wróbla i z cichym dziękuję oddalił się od kotek, by zjeść w spokoju posiłek. Strzyżykowa Pręga zamruczała w podziękowaniu za jedzenie, ale zanim zajęła się pałaszowaniem spojrzała jeszcze na pointkę.
— A ty? Nic sobie nie przyniosłaś? — starsza kocica uniosła brew. Fasolka pokręciła przecząco głową.
— Jadłam wcześniej. — skłamała, uśmiechając się delikatnie. Próbowała nie wzbudzić podejrzeń Strzyżykowej Pręgi. Nie chciała, żeby uzdrowicielka zmusiła ją do wzięcia sobie czegoś ze stosu. W dodatku nie była aż taka głodna.
— Co dzisiaj będziemy robić? — zapytała w końcu Fasolkowa Łapa, widząc, jak Potrójny Krok wylizuje pysk z resztek wróbla. Cętkowany wstał i rozciągnął się.
— Idziemy po zapasy. Kurczą się nam tutaj, a w Porę Nagich Drzew nie jest za łatwo, więc może nam to trochę zająć. — powiedział kocur, chwytając gniazdo. — Weź też to drugie. Przyda ci się.
Podekscytowana pointka chwyciła szybko wynalazek i pożegnawszy się z Strzyżykową Pręgą, wybyła z leża za Potrójnym Krokiem. Młoda była niezwykle ciekawa, czego będą szukać. Było to jej pierwsze poważne wyjście z obozu, przez co kotka rozglądała się po otoczeniu jak dzika. Wszystko ją ciekawiło.
— Będziemy dzisiaj głównie zbierali korę i korzenie, bo wszystko zdechło przez śnieg i zimno.
— Dobrze. — miauknęła szybko kotka, wracając do oglądania otoczenia. Niestety, tak jak Trójka powiedział, teraz wszystkie drzewa, krzewy i inne rośliny były martwe lub uśpione, więc widoki nie były ani za zielone, ani za ładne. Od parę suchych, pokrytych śniegiem badyli. Ale lepsze to niż oglądanie tego samego obozu w kółko i w kółko.
— Zajmij się tamtą olchą. — polecił kocur, sam kierując się do podobnego drzewa trochę dalej. Fasolkowa Łapa podeszła do drzewa, odłożyła gniazdo i stanąwszy na tylnych nogach, zaczęła obrywać drzewko z kory pazurami. Praca była monotonna, a w dodatku poduszki łap aż piekły ją od zimnego śniegu. Fasolka zastrzygła uszami, słysząc cichutkie kroki gdzieś po prawej stronie w krzakach. Zainteresowana źródłem dźwięku koteczka powąchała powietrze. Oprócz słodkiego zapachu żywicy i kory, wyczuwała też zapach jakiegoś zwierzątka. Nie była na tyle doświadczona, żeby rozróżniać ich zapachy, ale pachniał jak jakiś... gryzoń? Fasolkowa Łapa po cichu wymknęła się w stronę zwierzaka, próbując nie zaalarmować Trójki. Niestety, śnieg pod jej łapami okazał się zbyt głośny na skradanie się.
— Gdzie idziesz?
— Idę... pozbierać trochę patyków, też się przydadzą. Mam już trochę tej kory, a im więcej medykamentów pozbieram tym lepiej. — wymigała się tonkijka. Nie chciała okłamywać kocura, ale czuła pustkę w brzuchu, a chociaż brakowało jej porządnych umiejętności łowieckich, to była możliwość złapania tej piszczki. W końcu Kolczasta Łapa pokazał jej pozyje do polowania, więc czemu by nie spróbować? Cętkowany po chwili namysłu w końcu dał terminatorce pozwolenie, pod warunkiem, że nie będzie się mocno oddalać. Fasolka chwyciła gniazdo i zaniosła pod kolejne drzewo, oddalone na tyle, że Potrójny nie powinien jej zobaczyć. Dobra, zaczynamy. Fasolka zaczęła węszyć w powietrzu, próbując znaleźć ślad zwierzęcia. Było blisko, bo zapach był dosyć mocny. Kierowała się wzmacniającym się śladem zapachowym, który prowadził ją do coraz mniej osłoniętej drzewami polany, aż w końcu znalazła mysz grzebiącą w śniegu niedaleko kamienia. Szybko spostrzegła, że było to miejsce zgromadzeń, więc nie musiała się bać o naruszenie terenów innych klanów, prawda? A nawet jeśli, to była medyczką, więc nic nie powinno jej grozić. Zawsze mogła powiedzieć, że poszła szukać ziół czy odpowiedniej kory. Szybko potrząsnęła głową i skupiła się na celu. Obniżyła ciało, napięła mięśnie, ułożyła nogi tak jak jej pokazał Kolec i zaczęła się skradać. Mysz usłyszała polującą na nią kotkę i zaczęła uciekać.
— Skuszę mysz! — mruknęła wściekła kotka pod nosem i pogoniła za gryzoniem. Gryzoń biegł przed siebie, wskoczył na powaloną kłodę i zanim drzewo urywało się przed wodą, zakręcił i wylądował na ziemi. Kotka podążała za nim, pędząc dokładnie tą samą drogą, co on. Niestety, przed kolejnym, połowicznie zatopionym pniem mysz zniknęła w norce, napełniając Fasolkową Łapę zrezygnowaniem. Była tak blisko! Gdy kotka uniosła głowę, zauważyła, że kompletnie nie zna tych terenów. Wiedziała, jak wrócić, w końcu mijała dużo charakterystycznych elementów, jak wielka skała czy położony pień. Kotka spojrzała na drugi brzeg zamrożonej wody. Gdyby tylko chciała, mogłaby iść i zwiedzać dalej, ale... Trójka będzie się martwił. Spojrzała w stronę, z której przyszła. Definitywnie powinna jak najszybciej wrócić. Pewnie i tak już ma kłopoty. Im szybciej wróci to może będzie miała mniejsze problemy...
— Hej, ty! — dobiegł ją głośny, żeński głos. — Pachniesz ziołami. Pomożesz mi. Teraz. Przełaź i chodź za mną.
Fasolka zastygła. Ktoś ją zauważył, ale o dziwo nie wyskoczył na nią z kłami. Powoli odwróciła głowę i po drugiej stronie rzeki zobaczyła brązową kotkę, czekającą widocznie na nią.
— No i co tak stoisz. Chodź, nie będę czekać wiecznie.
— I-idę — zamruczała i zaczęła ostrożnie przeprawiać się przez strumień na delikatnie wystającym nad lodem konarze. Gdy tylko trafiła z powrotem na solidną ziemię, zaczęła szybciej truchtać, by nie zdenerwować bardziej mocno starszej kotki. Nie pachniała żadnym klanem, więc Fasolka trochę uspokoiła się, że starsza nie ma powodu jej atakować. Brudna kocica zaprowadziła młodą pod drzewo i wskazała ogonem krzak rosnący niedaleko.
— Wiesz co to? — zapytała krótko, nawet nie patrząc na młodszą.
— T-tak. — wymruczała niepewnie Fasolka, podchodząc bliżej by przyjrzeć się roślinie. Miała trzy rozgałęzienia u dołu, a łodyga wyżej wydawała się jakby omszona. — To pokrzyk wilcza jagoda, prawda? Rośnie niedaleko miejsca, gdzie mieszkam, ale nie słyszałam, żeby miał jakieś pożyteczne wartości. Mówiono mi tylko, że lepiej na niego uważać, bo może być niebezpieczny...
— Nieźle. — mruknęła. — Może coś ogarniesz. Chodź, pomożesz mi coś pozbierać. Rusz tyłek i idziemy. Wiesz co to korzeń żywokostu?
— Mhm. — zamruczała niepewnie Fasolkowa Łapa. Dlaczego ją to teraz spotkało? Owszem, może starsza kotka nie wyglądała niebezpiecznie, ale pointka znajdowała się daleko od domu i jej mentor może się o nią martwić... powinna wracać, ale przecież skoro starsza kotka prosiła, a raczej kazała jej jej pomóc to nie może jej zostawić od tak.
— Przyniesiesz mi cztery takie. Łapy mi zaczynają strzelać. — mruknęła, po czym skierowała się do nory, w której prawdopodobnie mieszkała. — Masz czas do szczytowania słońca.
— D-dobrze, proszę pani.
— Masz mówić więcej niż tylko mhm, d-dobrze i i-idę. I czasem ewentualnie popisanie się wiedzą co to za chabaź. Nudzi mnie cisza ostatnio. — mruknęła samotniczka i zniknęła w swojej norce.
***
Pointka po wyzbieraniu korzeni, odłożeniu ich u kotki i wyłożeniu częścią nich legowiska staruszki, Fasolka w końcu miała pozwolenie by się oddalić. Zaciekawiły ją jednak rośliny uzbierane przez starszą - w końcu nie wszystkie widziała w legowisku medyków u nich. Dziwne, zawsze myślała, że Trójka i Strzyżyk mają wszystko tam pozbierane. Brudna kocica najwyraźniej widząc zainteresowanie młodszej (lub po prostu chęcią pozyskania kogoś, kto będzie mógł więcej dla niej zbierać, Fasolka nie była pewna która z tych opcji jest poprawna) powiedziała, żeby wróciła za dwa dni o poranku.
Po powrocie do domu, córka Iglastej Gwiazdy otrzymała reprymendę od Potrójnego Kroku, że oddaliła się na tak długi czas. Fasolka chciała się tłumaczyć, jednak ostatecznie uznała, że lepiej nie mówić mentorowi, że spotkała dziwną, starszą i brudną kocicę która kazała jej poprzynosić korzenie i pierwszą rzeczą, o jaką zapytała była wilcza jagoda. Niech to zostanie jej tajemnicą. Za dwa dni będzie musiała wymyślić jakąś wymówkę, bo jednak starsza miała w sobie coś ciekawego i Fasolkowa Łapa nie chciała rozczarować kotki, mając przeczucie, że może się od niej sporo nauczyć.
— A ty? Nic sobie nie przyniosłaś? — starsza kocica uniosła brew. Fasolka pokręciła przecząco głową.
— Jadłam wcześniej. — skłamała, uśmiechając się delikatnie. Próbowała nie wzbudzić podejrzeń Strzyżykowej Pręgi. Nie chciała, żeby uzdrowicielka zmusiła ją do wzięcia sobie czegoś ze stosu. W dodatku nie była aż taka głodna.
— Co dzisiaj będziemy robić? — zapytała w końcu Fasolkowa Łapa, widząc, jak Potrójny Krok wylizuje pysk z resztek wróbla. Cętkowany wstał i rozciągnął się.
— Idziemy po zapasy. Kurczą się nam tutaj, a w Porę Nagich Drzew nie jest za łatwo, więc może nam to trochę zająć. — powiedział kocur, chwytając gniazdo. — Weź też to drugie. Przyda ci się.
Podekscytowana pointka chwyciła szybko wynalazek i pożegnawszy się z Strzyżykową Pręgą, wybyła z leża za Potrójnym Krokiem. Młoda była niezwykle ciekawa, czego będą szukać. Było to jej pierwsze poważne wyjście z obozu, przez co kotka rozglądała się po otoczeniu jak dzika. Wszystko ją ciekawiło.
— Będziemy dzisiaj głównie zbierali korę i korzenie, bo wszystko zdechło przez śnieg i zimno.
— Dobrze. — miauknęła szybko kotka, wracając do oglądania otoczenia. Niestety, tak jak Trójka powiedział, teraz wszystkie drzewa, krzewy i inne rośliny były martwe lub uśpione, więc widoki nie były ani za zielone, ani za ładne. Od parę suchych, pokrytych śniegiem badyli. Ale lepsze to niż oglądanie tego samego obozu w kółko i w kółko.
— Zajmij się tamtą olchą. — polecił kocur, sam kierując się do podobnego drzewa trochę dalej. Fasolkowa Łapa podeszła do drzewa, odłożyła gniazdo i stanąwszy na tylnych nogach, zaczęła obrywać drzewko z kory pazurami. Praca była monotonna, a w dodatku poduszki łap aż piekły ją od zimnego śniegu. Fasolka zastrzygła uszami, słysząc cichutkie kroki gdzieś po prawej stronie w krzakach. Zainteresowana źródłem dźwięku koteczka powąchała powietrze. Oprócz słodkiego zapachu żywicy i kory, wyczuwała też zapach jakiegoś zwierzątka. Nie była na tyle doświadczona, żeby rozróżniać ich zapachy, ale pachniał jak jakiś... gryzoń? Fasolkowa Łapa po cichu wymknęła się w stronę zwierzaka, próbując nie zaalarmować Trójki. Niestety, śnieg pod jej łapami okazał się zbyt głośny na skradanie się.
— Gdzie idziesz?
— Idę... pozbierać trochę patyków, też się przydadzą. Mam już trochę tej kory, a im więcej medykamentów pozbieram tym lepiej. — wymigała się tonkijka. Nie chciała okłamywać kocura, ale czuła pustkę w brzuchu, a chociaż brakowało jej porządnych umiejętności łowieckich, to była możliwość złapania tej piszczki. W końcu Kolczasta Łapa pokazał jej pozyje do polowania, więc czemu by nie spróbować? Cętkowany po chwili namysłu w końcu dał terminatorce pozwolenie, pod warunkiem, że nie będzie się mocno oddalać. Fasolka chwyciła gniazdo i zaniosła pod kolejne drzewo, oddalone na tyle, że Potrójny nie powinien jej zobaczyć. Dobra, zaczynamy. Fasolka zaczęła węszyć w powietrzu, próbując znaleźć ślad zwierzęcia. Było blisko, bo zapach był dosyć mocny. Kierowała się wzmacniającym się śladem zapachowym, który prowadził ją do coraz mniej osłoniętej drzewami polany, aż w końcu znalazła mysz grzebiącą w śniegu niedaleko kamienia. Szybko spostrzegła, że było to miejsce zgromadzeń, więc nie musiała się bać o naruszenie terenów innych klanów, prawda? A nawet jeśli, to była medyczką, więc nic nie powinno jej grozić. Zawsze mogła powiedzieć, że poszła szukać ziół czy odpowiedniej kory. Szybko potrząsnęła głową i skupiła się na celu. Obniżyła ciało, napięła mięśnie, ułożyła nogi tak jak jej pokazał Kolec i zaczęła się skradać. Mysz usłyszała polującą na nią kotkę i zaczęła uciekać.
— Skuszę mysz! — mruknęła wściekła kotka pod nosem i pogoniła za gryzoniem. Gryzoń biegł przed siebie, wskoczył na powaloną kłodę i zanim drzewo urywało się przed wodą, zakręcił i wylądował na ziemi. Kotka podążała za nim, pędząc dokładnie tą samą drogą, co on. Niestety, przed kolejnym, połowicznie zatopionym pniem mysz zniknęła w norce, napełniając Fasolkową Łapę zrezygnowaniem. Była tak blisko! Gdy kotka uniosła głowę, zauważyła, że kompletnie nie zna tych terenów. Wiedziała, jak wrócić, w końcu mijała dużo charakterystycznych elementów, jak wielka skała czy położony pień. Kotka spojrzała na drugi brzeg zamrożonej wody. Gdyby tylko chciała, mogłaby iść i zwiedzać dalej, ale... Trójka będzie się martwił. Spojrzała w stronę, z której przyszła. Definitywnie powinna jak najszybciej wrócić. Pewnie i tak już ma kłopoty. Im szybciej wróci to może będzie miała mniejsze problemy...
— Hej, ty! — dobiegł ją głośny, żeński głos. — Pachniesz ziołami. Pomożesz mi. Teraz. Przełaź i chodź za mną.
Fasolka zastygła. Ktoś ją zauważył, ale o dziwo nie wyskoczył na nią z kłami. Powoli odwróciła głowę i po drugiej stronie rzeki zobaczyła brązową kotkę, czekającą widocznie na nią.
— No i co tak stoisz. Chodź, nie będę czekać wiecznie.
— I-idę — zamruczała i zaczęła ostrożnie przeprawiać się przez strumień na delikatnie wystającym nad lodem konarze. Gdy tylko trafiła z powrotem na solidną ziemię, zaczęła szybciej truchtać, by nie zdenerwować bardziej mocno starszej kotki. Nie pachniała żadnym klanem, więc Fasolka trochę uspokoiła się, że starsza nie ma powodu jej atakować. Brudna kocica zaprowadziła młodą pod drzewo i wskazała ogonem krzak rosnący niedaleko.
— Wiesz co to? — zapytała krótko, nawet nie patrząc na młodszą.
— T-tak. — wymruczała niepewnie Fasolka, podchodząc bliżej by przyjrzeć się roślinie. Miała trzy rozgałęzienia u dołu, a łodyga wyżej wydawała się jakby omszona. — To pokrzyk wilcza jagoda, prawda? Rośnie niedaleko miejsca, gdzie mieszkam, ale nie słyszałam, żeby miał jakieś pożyteczne wartości. Mówiono mi tylko, że lepiej na niego uważać, bo może być niebezpieczny...
— Nieźle. — mruknęła. — Może coś ogarniesz. Chodź, pomożesz mi coś pozbierać. Rusz tyłek i idziemy. Wiesz co to korzeń żywokostu?
— Mhm. — zamruczała niepewnie Fasolkowa Łapa. Dlaczego ją to teraz spotkało? Owszem, może starsza kotka nie wyglądała niebezpiecznie, ale pointka znajdowała się daleko od domu i jej mentor może się o nią martwić... powinna wracać, ale przecież skoro starsza kotka prosiła, a raczej kazała jej jej pomóc to nie może jej zostawić od tak.
— Przyniesiesz mi cztery takie. Łapy mi zaczynają strzelać. — mruknęła, po czym skierowała się do nory, w której prawdopodobnie mieszkała. — Masz czas do szczytowania słońca.
— D-dobrze, proszę pani.
— Masz mówić więcej niż tylko mhm, d-dobrze i i-idę. I czasem ewentualnie popisanie się wiedzą co to za chabaź. Nudzi mnie cisza ostatnio. — mruknęła samotniczka i zniknęła w swojej norce.
***
Pointka po wyzbieraniu korzeni, odłożeniu ich u kotki i wyłożeniu częścią nich legowiska staruszki, Fasolka w końcu miała pozwolenie by się oddalić. Zaciekawiły ją jednak rośliny uzbierane przez starszą - w końcu nie wszystkie widziała w legowisku medyków u nich. Dziwne, zawsze myślała, że Trójka i Strzyżyk mają wszystko tam pozbierane. Brudna kocica najwyraźniej widząc zainteresowanie młodszej (lub po prostu chęcią pozyskania kogoś, kto będzie mógł więcej dla niej zbierać, Fasolka nie była pewna która z tych opcji jest poprawna) powiedziała, żeby wróciła za dwa dni o poranku.
Po powrocie do domu, córka Iglastej Gwiazdy otrzymała reprymendę od Potrójnego Kroku, że oddaliła się na tak długi czas. Fasolka chciała się tłumaczyć, jednak ostatecznie uznała, że lepiej nie mówić mentorowi, że spotkała dziwną, starszą i brudną kocicę która kazała jej poprzynosić korzenie i pierwszą rzeczą, o jaką zapytała była wilcza jagoda. Niech to zostanie jej tajemnicą. Za dwa dni będzie musiała wymyślić jakąś wymówkę, bo jednak starsza miała w sobie coś ciekawego i Fasolkowa Łapa nie chciała rozczarować kotki, mając przeczucie, że może się od niej sporo nauczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz