— P-przepraszam, m-mamusia m-mówi, ż-że je-jestem n-nieśmiały. — Kocurek skulił się. — C-czekam n-na w-wujka, b-bo o-on m-mógłby m-mnie na-nauczyć w-walczyć. C-chce ż-żeby Klonek z-zobaczył, że ja też umiem się b-bawić.
Wojownik pokiwał powoli łbem. Nie rozumiał zapału kociąt do zabawy w walkę, nigdy. Nawet, gdy sam miał mleko pod nosem, uważał to za prostackie, ale i straszne. Zawsze unikał takowych zabaw, ba, unikał jakichkolwiek zabaw. Nagle Króliczek rzucił mu zaciekawione spojrzenie, na co kocur schylił lekko łeb, zmieszany. Nie wiedział, co młodzikowi chodzi po głowie ani czy czegoś od niego czasem nie oczekuje. Nieznacznie położył uszy po sobie i znowu spojrzał malcowi w jego oczy. Wtem na pyszczek Króliczka wpłynął podejrzany uśmiech.
— A może pan m-mnie n-nauczy?
Na słowa malucha Jaskrowy Pył uniósł gwałtownie łeb i spojrzał na towarzysza z niemałym zaskoczeniem. Uczyć walki? On? Tego małego kociaka, którego łatwo byłoby skrzywdzić? Wojownik strzepnął uchem i zadrżał nerwowo, przez dłuższą chwilę zastanawiając się, co powinien odpowiedzieć. Trzepnął ogonem o ziemię, wznosząc w górę trochę pyłu, który niefortunnie osiadł na szarej sierści małego kocurka. Jaskier drgnął, lecz Króliczek zdawał się nią przykładać do tego większej uwagi.
— H-halo? — Kociak dalej oczekiwał na odpowiedź, przebierając łapkami w miejscu.
— Um… nie wiem, czy to dobry pomysł. Jesteś… jesteś jeszcze młody, a ja nie chcę, żeby coś ci się stało. Ale już wkrótce zostaniesz uczniem! Wtedy na pewno twój mentor nauczy cię wszystkiego o walce. Wystarczy trochę poczekać.
Króliczek przekrzywił łebek i zamrugał, nie wyglądając na zbytnio przekonanego. Wojownik westchnął nieznacznie. Nie umiał zajmować się dziećmi jeszcze bardziej, niż myślał. Może faktycznie powinien odprowadzić go do jego matki?
— No… no dobrze… mogę ci pokazać, jak się walczy. Ale tylko tak dla zabawy.
To zdanie najwyraźniej usatysfakcjonowało kocurka, bo lekko się uśmiechnął i podniósł z miejsca, by po chwili wygramolić się z uścisku, jaki dawał mu ogon Jaskrowego Pyłu. Starszy kocur również powoli dźwignął się na łapy, wciąż niepewny tego, co właśnie robi. Rozejrzał się nerwowo na boki, by upewnić się, czy nikt nie patrzy na ich dwójkę z podejrzeniem. Wojownik nie miał zamiaru wyprowadzić Króliczka na otwarty teren, ale też nie chciał, by w obozie ktoś krzywo się na nich spojrzał. W końcu Jaskier bawiąc się z kociakiem w walkę, taką bez ukazywania kłów i pazurów, nie robi nic złego… prawda? Stanęli w niedużej odległości od siebie, zaraz obok legowiska wojowników. Jaskrowy Pył wbił lekko pazury w ziemię, zastanawiając się, w co też właśnie się wpakował. Z cichym pomrukiem schował pazury z powrotem i posłał młodzikowi łagodne spojrzenie. Podszedł do niego jeszcze mały kawałek.
— W walce… w walce ważne jest zmylenie przeciwnika. Musisz wiedzieć, jak go zaskoczyć. Ale… ale pamiętaj też, że to wciąż tylko zabawa, co nie? Nie możesz zrobić Klonkowi krzywdy. — Ogon wojownika nerwowo chodził na boki, obijając się o pięty.
— N-no wieeeem
Nie był taki przekonany, czy Króliczek wiedział, ale bał się już skomentować. Zamiast tego wziął głęboki wdech i pokręcił lekko łbem. Nie chciał jakkolwiek skrzywdzić malca, a do tego nad głową miał ciągle widmo rodziców kociaka, którzy ich odnajdą i zgotują Jaskrowemu Pyłowi potężny opieprz. Od razu pogorszył by swoją i tak nędzną reputację.
— No to… chcesz spróbować mnie zaskoczyć? — zwrócił się do kociaka.
<Króliczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz