Jeżowa Łapa westchnął. Kocura zdziwiło jej pytanie, ba, nawet bardzo. Rozumiał, że koteczka była jeszcze malutka, ale sądził, że już jej wytłumaczył, że uwielbia swoje obowiązki, a bycie medykiem jest dla niego czymś niesamowitym.
— Nie.
— Fiec dlaszego nim jesteś?
Syn Brzozowego Szeptu zastanowił się nad w miarę krótką odpowiedzią.
— Od zawsze lubiłem zioła i rośliny, dlatego gdy moje szkolenie na ucznia wojownika dobiegało końca, postanowił zostać uczniem Zajęczej Stopy. — miauknął czekoladowy.
— Dziwny jefteś. — Melodyjka przyjrzała mu się bardziej uważnie.
Jeżowa Łapa poruszył wąsami w rozbawieniu. Ah tak? W sumie pierwszy raz spotkał się z takim stwierdzeniem, zatem nie miał nic przeciwko bycia dziwnym, jeśli mógł robić to co lubi. Tego samego życzył Melodyjce - żeby odnalazła w życiu swoją drogę i z uśmiechem się nią kierowała.
— Spodoba ci się bycie uczniem. Chociaż myślę, że twój mentor nie będzie miał z tobą lekko. — miauknął po kilku uderzeniach serca i pokręcił głową. Przyniesie dumę klanowi, nie miał wątpliwości.
Melodyjka prychnęła, po czym powróciła do zabawy swoim ogonem, natomiast Jeżyk mógł porozmawiać chwilę z jej bratem i siostrą, którzy dopiero teraz zdecydowali się poświęcić trochę czasu na badanie nowego osobnika.
***
Jeżyk nerwowo przełknął ślinę. Spoglądał na swoją mentorkę proszącym wzrokiem, jednak Zajęcza Stopa nie zamierzała odpuścić młodzikowi. Jeszcze raz wskazała na roślinę, którą miał zanieść do żłobka i przy okazji upewnić się w jakim stanie są królowe. Jeżowa Łapa był z takiego obrotu spraw przerażony. Nie potrafił zapomnieć ostatniego Zgromadzenia, na które zabrał Słonika i Melodyjkę. Koniczynka bardzo się wściekła i kocurek był pewny, że solidnie oberwie, jeśli chociaż spojrzy na żłobek.
Posłusznie chwycił zioło, od razu opuszczając legowisko medyka. Cud chciał, że akurat przed żłobkiem bawiła się Melodyjka. Nie przypominała już takiego malucha jak wtedy, gdy odbierał poród jej matki. Czekoladowy podszedł do niej spokojnym krokiem.
— Witaj, Melodyjko. — miauknął, odkładając roślinę obok swoich łap. Koteczka spojrzała na niego. — Zgromadzenie się podobało?
Dalej nie potrafił pojąć, dlaczego nie zauważył zniknięcia dwójki kociaków i czemu nie potrafił ich przypilnować.
<Melodyjko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz