Na widok nadciągającego drapieżnika kotka odruchowo wypluła z pyska całą kępę wrotyczu. Szybko oceniła sytuację. Pies nie był zatrważających rozmiarów, właściwie to nie był dużo większy od niej. Warczał groźnie, ale jego łapy były chuderlawe, ogólnie nie wyglądał na kogoś silnego, kto mógłby sprawić jej większy problem w pojedynku. Co z tego, że dopiero od niedawna rozpoczęła trening walki? Da sobie z nim radę.
— Jak chcesz uciekać to leć na ten płot, ja się zajmę tym podlotkiem! — Nawet nie obróciła się w stronę Jeżowej Ścieżki, tylko od razu ruszyła na przeciwnika.
Z okrzykiem bojowym na pysku rzuciła się na niego, sprawnie lądując na psim grzbiecie. Zaczepiła się mocno pazurami, a zęby wbiła w jego kark. Napastnik zawył przeraźliwie, natychmiast próbując ją z siebie zrzucić. Melodyjna Łapa nie mogła sobie jednak pozwolić na tak szybką porażkę, jedynie wbiła pazury głębiej, aż spod jednej z jej łap wypłynęła strużka krwi. Uśmiechnęła się zwycięsko, wtem jednak pies zamachnął się na tyle, że zdołał zrzucić z siebie wybitą z rytmu uczennicę. Kotka wylądowała kawałek dalej, ryjąc mordką o ziemię. Syknęła z upokorzeniem, lecz nim zdążyła podnieść się z piachu, wróg już znalazł się przy niej, biorąc w pysk jak zabawkę. Wrzasnęła, próbując się wyrwać. Przez nieduże rozmiary zwierzęcia szorowała zadem po ziemi, ale jednak ucisk był mocny i pies nie wyglądał, jakby zamierzał ją puścić. Szarpała się ze wszystkich sił, łapami na oślep młócąc powietrze, gdy zęby jeszcze bardziej się zacisnęły. Wrzasnęła jeszcze głośniej. Ciężko było się przyznać przed samą sobą, ale ten atak nie był jednak najlepszym pomysłem.
— Raa-aaaatunku! Jeżowa Ścieżk-auć! Zrób cooooś!
Nie zauważyła, że gdy wypowiadała te słowa, medyk był już w drodze powrotnej do niej. Zacisnęła oczy, jeszcze raz machając na oślep, o dziwo, tym razem trafiając w nos napastnika. Niestety, zamiast polepszyć tym swoje położenie tylko je pogorszyła, bo ten zaczął skomleć i lekko uniósł ją do góry. Bolało.
Dopiero, gdy Jeżowa Ścieżka uderzył psa od boku, uczennica wyczuła jego obecność. Natychmiast otworzyła ślepia i korzystając z chwili, że pies zajął się drugim kotem, skumulowała resztki sił, żeby się wyrwać. Niewiele myśleć, natychmiast pognała w stronę płotu. Kocur pobiegł tuż za nią, lecz wróg, który zrozumiał, że został wykiwany, już deptał im po piętach. Melodyjna Łapa, nerwowo przyspieszając, odbiła się od podłoża i wbiła pazury w drewniany płot, szybko wchodząc na jego szczyt. Asystent medyka zaraz tam do niej dołączył.
Kotka oddychała ciężko, językiem masując obolały kark. Pies jeszcze przez jakiś czas stał pod płotem, szczekając i drapiąc. W końcu jednak odpuścił.
— Jesteś cała? — Troskliwy głos Jeżowej Ścieżki przywrócił ją do rzeczywistości.
— Ta, chyba. — Kończąc wylizywać sobie kark, spojrzała niemrawo na kocura. — Mówiłam, że to nie jest dobry pomysł. Ale pan medyk wie lepiej! Hmpf. I tak i tak nie mamy twojego głupiego wrotyczu, wrócimy do obozu z niczym. Co najwyżej z nowymi ranami.
— Mogłaś się nie pchać do walki z nim
— Nie jestem cholernym, pokojowym medykiem, który najchętniej to urządziłby sobie spokojną pogawędkę z tym tępym psem
— Huh. W każdym razie, zanim poszedłem cię ratować, przerzuciłem trochę zebranego wrotyczu na drugą stronę. Może nie jest go wiele, ale lepsze to niż nic
Przewróciła oczami, ale nie skomentowała, gdy kocur zeskoczył z drugiej strony i szybko wrócił z ziołem w pysku. Rzeczywiście, nie było tego zbyt wiele, do tego było wymiętolone, ale wracanie teraz na posesję z psem po więcej było zbyt ryzykowne.
— No dobra, w takim razie wracamy. I już nigdy, przenigdy nie wyciągniesz mnie, żebym pomogła ci zbierać zioła, w szczególności, gdy mają one rosnąć w pobliżu siedlisk Dwunogów. — Z oburzeniem pacnęła go ogonem w bok, zaczynając iść po płocie wzdłuż terenu.
— Jak sobie pani życzy
***
Melodyjka leżała na boku, oddychając ciężko. Trzy małe, obrzydliwe poczwary dopychały się do jej brzucha. Czuła oddech Słonika tuż nad sobą.
— I co my teraz z nimi zrobimy? — Oparła pysk na łapach, zbyt zmęczona, by go podnieść i skierować w stronę przyjaciela. — Och ta cholera Jeżowa Ścieżka, jak ja go nie doceniłam. Teraz przydałby się nam jak nigdy...
<Mocno przepraszam, że tak długo ;-; no to co, no to kończymy sesję>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz