Obróciła się na pięcie, zostawiając Żara samego za sobą. Ledwo co słyszała co on tam do niej wyszeptał. Nie wiedziała. Nie obchodziło ją to. Do jej oczu podchodziły łzy frustracjji i cholerna wściekłość. Mógł sobie bezcześcić groby kotów, które tak kochała bezkarnie, bo chronił się swoją jebaną Piaskową Gwiazdą. Wojowniczka fuknęła, wysuwając pazury. Każdego dnia walczyła z chęcią rozszarpania Żara na strzępy, wiedząc, czym mogłaby przypłacić za taki ruch. Już i tak stąpała po dość niepewnym gruncie i nigdy nie była wygodna ani dla Piaskowej Gwiazdy, ani dla jej przydupasów. Ale nigdy nie zamierzała. A Piasek nie powinno tu nawet być. Nie powinna istnieć. Ten cały cholerny powrót. To był jej błąd. Wracanie tu.
* * *
Wyszła z legowiska lidera i ruszyła przez obóz. Chciała znaleźć tego jednego kota. Miała z nim wiele do omówienia. Nie zamierzała być przy tym delikatna. Nie po tym, co zrobił jej i jej bliskim Żar. Długo nie musiała go szukać. Płomiennorude nieszczęsne futro po połowie wyrwane łatwo rzucało się w oczy. Sama nie spodziewała się, że kiedykolwiek przyjdzie jej stać tu, gdzie stoi, w tym miejscu, jako ta osoba, która pozbyła się Piaskowej Gwiazdy, kosztem życia Zająca. Nie chciała popełnić drugi raz tych samych błędów. Nie miała zamiaru.
Wyszukała wzrokiem Rozżarzonego Płomienia. Mimo wszystko nie czuła radości, że teraz nie mógł zrobić jej krzywdy. Bardziej ulgę. I zwycięstwo. Piaskowa Gwiazda dostała to, na co zasługiwała.
— Rozżarzony Płomień, musimy porozmawiać — miauknęła w jego stronę. Nie wyglądał już tak źle jak wcześniej, futro powoli mu odrastało, mimo, że wciąż widać było łyse placki.
Rozżarzony Płomień dokicał u jej boku do legowiska lidera. Czuła, jak zalatywał strachem. Tchórz - to jedyne co nasuwało się jej na myśl. Tchórz i zdrajca. Kozaczył, gdy Piasek była na tronie, bo wtedy mógł się nią bronić. Pewnego dnia jej zabrakło i teraz już nie jest taki pewny siebie.
Usiadła na przeciw niego, oplatując łapy ogonem i spojrzała mu w oczy. Był cały spięty.
Widziała jego strach. To było coś... Nowego. Nigdy nie widziała, żeby się jej bał. To tylko pokazuje, jakim tchórzem jest, gdy przyjdzie co do czego. Teraz już nie mógł się zasłonić swoją cholerną babcią.
— Możesz zostać w klanie, ale pod kilkoma warunkami — zaczęła, biorąc wdech. Wreszcie zapłaci za swoje czyny. — Jeśli naprawdę ci zależy, to ich dopełnisz. Zostaniesz cofnięty do rangi ucznia, z imieniem Rozżarzona Łapa. Nie możesz wychodzić z obozu bez opieki, a wyznaczeni strażnicy będą cię pilnować, żebyś nie knuł za niczyimi plecami — powiedziała, spoglądając na niego spod zmrużonych oczu. — Oprócz uczniowskich zadań dostaniesz dodatkowe, żebyś na własnej skórze zobaczył, jak to było być nierudym kotem w czasach, gdy Piaskowa Gwiazda panowała tym klanem. — dokończyła, po czym zamilknęła na chwilę i znowu się odezwała. — Karę zdejmę ci dopiero wtedy, gdy publicznie i szczerze przeprosisz wszystkich, których skrzywdziłeś, niezależnie, czy to rude koty, czy nierude. Oprócz tego musisz wyrzeknąć się Piaskowej Gwiazdy i obiecać poprawę.
Kocur prychnął pod nosem, gryząc się w język i oblizując pysk. Uniosła jedną brew.
— Kto zostanie moim mentorem? — zapytał, nie odnosząc się do reszty jej słów.
— Tygrysia Smuga. — miauknęła i strzepnęła ogonem, słysząc jego prychnięcie. Nie miał co wybrzydzać, chyba, że chciał opuścić Burzaków już na zawsze. — Nauczy cię wszystkiego, co potrzebne. W tym, żeby traktować rude i nierude koty na równi.
— Jak sobie życzysz, Kamienna Gwiazdo — skrzywił się na to określenie. — Coś jeszcze? Czy mogę zaczekać z tym... wszystkim nim łapy mi się zrosną?
— Zostaniesz zdegradowany już teraz, Tygrysia Smuga będzie cię uczyć na razie przez rozmowy. Zaczniesz fizycznie pracować dopiero, gdy odzyskasz zdrowie na tyle, by to robić. — odpowiedziała. — Ale dopóki jesteś niesprawny nie możesz też opuszczać obozu. Nic nie próbuj. — miauknęła zimno, stale obmierzając go twardym i beznamiętnym spojrzeniem.
Kocur położył po sobie ucho.
— Wiesz... naprawdę nie chcę mi się nigdzie wychodzić i robić z siebie debila, podskakując jak zając — fuknął do niej. — Więc o to się nie martw. Przekonaj tylko Wiśniową Iskrę, by przestała się boczyć, bo nie poznam dość szybko uroków ciężkiej pracy.
Czarna przewróciła dyskretnie oczami, spoglądając na Żara. Długiego języka mu nie zabrali.
— Nie leczy cię? — spytała, przypominając sobie karę, jaką nałożyła Piasek na medyczkę.
— Ma... opory. Powiedzmy, że karze mnie, bo ze mnie taki niedobry potwór. Zły, Żar oj zły. — uśmiechnął się do niej paskudnie. — I nie chce do mnie podchodzić, bo wiesz... — przekrzywił łeb w bok. — Boi się, że ją zjem. Ale nie martw się. Nie zjem. Mam inne sprawy na głowie niż przerażona medyczka.
Zmrużyła oczy. Obawiała się, czym są te "inne sprawy na głowie".
Jego słowa ją... Oburzyły. Oburzyły i zdziwiły. Zmarszczyła pysk, spoglądając na niego. Zwariował. A to ją nazywali wariatką.
— Kim jesteś, jeśli nawet medyk boi się do ciebie zbliżać? — zadała pytanie, ale nie oczekiwała nawet odpowiedzi. — Poproś ją o pomoc i zachowuj się normalnie. Sama z nią porozmawiam, jeśli nie będzie chciała cię wyleczyć. — spojrzała jeszcze na jego łapy, owinięte liśćmi i przymocowane pozielaniałymi badylami. — Już cię zaczęła leczyć. Poczekaj, aż się zrośnie. — wzruszyła barkami, nie przestając patrzeć mu w oczy. Nawet nie wiedział, jak bardzo cieszyła się, że miał połamane te swoje zasrane kończyny.
Pręgowy klasycznie wnuk Piaskowej Gwiazdy wzruszył ramionami na jej pytanie. Utrzymał z nią kontakt wzrokowy, nie mrugając ani razu. Jego spojrzenie było puste i bez wyrazu. Kiedy skończyła swój wywód tylko westchnął, pierwszy zrywając z nią kontakt wzrokowy.
— Ci strażnicy będą siedzieć ze mną całe dnie? Czy ja i Tygrysia Smuga będziemy mieli prywatność?
— Podczas waszych treningów Tygrys będzie cię pilnowała, ale za każdym razem, gdy będziesz sam, będziesz musiał mieć asekurację. — odpowiedziała mu. Irytowało ją, że ciągle nawiązywał z nią kontakt wzrokowy, zamiast go spuścić czy odwrócić. Nie widziała u niego skruchy, jedynie sztywność. Gdy to jednak zrobił, oblał ją rodzaj satysfakcji, który zamaskowała. — Na twoim miejscu nie próbowałabym niczego kombinować. — rzuciła jeszcze, bo Żar potrafił być uparty jak osioł. — Jeśli zobaczę, że wyrządzasz szkody innym, możesz pożegnać się z Klanem Burzy na zawsze. Nie będę tolerowała dyskryminacji, jakiejkolwiek. Zwłaszcza ze względu na kolor futra. — miauknęła. W legowisku wciąż unosił się zapach Zajęczej Gwiazdy, ale musiała przyznać, że ciężko jej się będzie przyzwyczaić do spania tam, gdzie spała tyranka.
— Dobrze. I tak nie mam wyjścia. Bo widzisz... ukrywałem ten fakt przed wszystkimi... — zaczął powoli i niepewnie. Uniósł wzrok na pysk kotki. — Mam kocięta. Ze Szczypiorkową Łodygą. Wykorzystała mnie do ich stworzenia, nie wiedziałem o tym, póki mi nie powiedziała. Teraz gdy Rudzik odszedł, chcę zacząć wszystko od nowa, z kimś innym. Z nią. I z dziećmi.
Zdziwiła się na te słowa. Więc to on był ojcem.
Można było się tego spodziewać, ale po temperamencie Szczypiorek nigdy by się nie spodziewała, że mogłaby chcieć mieć kocięta, zwłaszcza z nim. Mimo to kleili się do siebie.
Ale dlaczego jej to mówił?
— Więc życzę ci powodzenia jako partner i ojciec. — miauknęła sucho. — Bylebyś nie uczył ich rasizmu.
— To będziemy mogli mieć chwilę prywatności? Wiesz... sam na sam? Bo zastanawiam się czy muszę czuć na karku oddech twoich piesków, podczas... czułości — miauknął.
Skrzywiła się. Nie chciała mu na to pozwalać, przecież mógłby kombinować ze Szczypior za jej plecami.
— Mogą być przy was, ale na takiej odległości, by zachować granice prywatności. Nie muszą widzieć tego, co robicie, byleby byli w stanie reagować, gdybyście coś knuli.
— Zdefiniuj słowo knucie. Nie chcę by nagle wpadli, przyszpilając nas do ziemi za coś co ich zdaniem, mogłoby być knuciem. Nie mogę do niej się tulić? Rozmawiać z dziećmi, bo uznają to za ten potworny czyn? A może dasz nam limit czasowy, co? Kilka uderzeń serca i koniec, jak w więzieniu na rozmowę? Aż tak interesuje cię moje życie uczuciowe? Już miałaś ten przedsmak. Nie martw się, tu pewnie będzie podobnie. W końcu... wszystkich krzywdzę.
— Nie bierz mnie na litość, Żar, to ci nic nie da. Po tym co czyniłeś nie oczekuj, że zaufam ci na tyle, żeby zostawić cię sam na sam z osobą, która cię popiera i nienawidzi mnie równie co ty. Nie mówię, że nie możesz rozmawiać z dziećmi czy przytulać się do ukochanej, ale nie możesz zostać sam na sam z kimś takim, bez względu, czy to partnerka, czy zwykły znajomy, czy ktokolwiek inny. — miauknęła twardo. Jasne, jaki to on nie biedny. Biedulek. A raczej rozpieszczony bachor, który nawet nie wiedział jak wygląda prawdziwe cierpienie.
— Niech ci będzie. Ostrzege ją, by nie przyszła do ciebie się drzeć. Wiesz jaka jest. Pewnie jej to się nie spodoba. Ja w sumie mam to gdzieś. Rób co uważasz za słuszne. Czy coś jeszcze mam wiedzieć nim odejdę? Zwracać się może do ciebie per Jej Wspaniałość Kamienna Gwiazda? — zadrwił.
Czarna napięła mięśnie. Już odzyskał rezon? Najeżyła się.
— Zapomniałeś już, z kim rozmawiasz? — warknęła. — Masz zwracać się do mnie z szacunkiem, tak samo jak do innych kotów, także tych nierudych.
— To to nie jest według ciebie szacunek? Wybacz. Zacznę może przepraszać od ciebie skoro cię uraziłem. Przepraszam za swoje zachowanie. — miauknął Żar.
Zmrużyła oczy.
— Są koty, które bardziej zasługują na przeprosiny niż ja.
Rudy nie odpowiedział nic na to, patrząc gdzieś w bok.
— Mogę już iść?
— Możesz, tylko pamiętaj co ci mówiłam. Nie będę się z tobą pierdolić — dodała, ostatnie zdanie już bardziej ciszej i do siebie, niż do niego.
Kocur od razu wykicał na zewnątrz, jakby już go od dawna nosiło, by to zrobić. Udał się do siebie, znikając w legowisku na resztę dnia. Gdy wyszedł, ona także obróciła się u usiadła na legowisku, wzdychając. Miała nadzieję, że nie będzie nic kombinował przez ten czas. Zwłaszcza ze Szczypior.
* * *
Parę nierównych kroków. Kilka nierównych oddechów. Wskoczyła na skałę, już jako Kamienna Gwiazda. Czuła się trochę jakby była innym kotem. Jakby po tym wszystkim mogła oczyścić się z dawnych win. Wiedziała jednak, że nie mogła nazwać siebie bezkarnie dobrym kotem. Ale nie chciała myśleć o sobie jak o potworze. Nie chciała być jak Piaskowa Gwiazda. Nie chciała być jak Jastrząb. Zwołała klan głośnym głosem, a gdy koty zebrały się wokół niej, wymieniła koty, które miały dostać karę. Była pewna, kogo chciała ukarać. Falująca Tafla, Fretkowy Bieg, Marchewkowy Grzbiet i oczywiście Rozżarzony Płomień oraz Szczypiorkowa Łodyga. Wszyscy zasłużyli, ale te dwa ostatnie koty najbardziej. Słodki smak zemsty zmieszany z goryczą rozpłynął się po jej ciele. Doczekała się sprawiedliwości, ale jeszcze parę księżyców temu nigdy nie wierzyła, że to ona będzie ją wymierzać.
Jej wzrok pod koniec napotkał Splątane Futro. Ostatecznie jednak, gdy ostatnie słowo opuściło jej pysk, odwróciła się i zniknęła z pola widzenia Burzaków, nie mówiąc ani słowa więcej.
Coś ją powstrzymywało.
Tak, to przez nią zginęła jej matka. Ale jakiś rodzaj współczucia czy chociażby litości kazał jej wstrzymać podniesioną na szylkretkę łapę. Chciała dać jej szansę naprawić swoje błędy. Może gdy dyskryminacja zniknie, stanie się lepszym kotem?
Pamiętała swój podziw i zazdrość do starszej kotki, gdy była młodą uczennicą. Wtedy rasizm Piaskowej Gwiazdy był ledwie zauważalny. Ale od kiedy ona rozpaliła ten cholerny ogień, wszystko się zniszczyło. Koty, które się lubiły, zaczynały się nienawidzić.
Nie sprawiła, że klan był słaby. Powiększyła im tereny, sprawiła, że mieli więcej silnych wojowników. Ale wysługiwała się metodą po trupach do celu. Wprowadziła nienawiść i podział, który poróżnił klan, a to nigdy nie jest dobry sposób na rządzenie. To osłabia klan.
Jakkolwiek ironicznie nie brzmiałoby to z jej ust.
Wszystkie koty, które ukarała, zachowywały się jak zawzięci rasiści. Może z wyjątkiem Marchewy, która pokochała nierudego, ale czarna dobrze wiedziała, że ruda miała zbyt wybujałe ego by przyznać się do błędu. Zwłaszcza jej. Dawna partnerka Jałowego Pyłu postrzegała czarną jako rywalkę, mimo że ta nie była zainteresowana romantycznie Jałowym Pyłem. Mało tego. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego.
Kochała tylko Wilczą Zamieć.
Tylko na tej kotce i na jej bracie zależało jej najbardziej pod słońcem. Ale po tym co zrobiła. Zielonooka nie wiedziała, czy siwa jej kiedykolwiek wybaczy.
* * *
Rozżarzona Łapa właśnie wracał z królikiem, którego rzucił na stos. Zauważyła go wraz z kilkoma kotami, które go pilnowały. Cieszyła się, że przynajmniej teraz nie grzał swojej dupy w legowisku faworyzowany przez Piasek. Podeszła do niego, rzucając mu długie spojrzenie.
— Chodź ze mną. — miauknęła tylko, spoglądając w wyjście z obozu. Były koty, które najbardziej zasługiwały na jego przeprosiny.
<Żar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz