BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

18 lipca 2022

Od Rudzikowego Śpiewu

Zamrugał niewyspany, powoli przyzwyczajając się do panującej w otoczeniu jasności. Wciąż na języku czuł posmak krwi, a wspomnienia z tej nocy wracały do jego głowy z zawrotnym tempie. Lekki niepokój napełnił jego serce, gdy wzrok pomarańczowych ślepi padł na leżące przed nim szylkretowe ciało. Widział, że żyła. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała, powoli i ledwo widocznie, ale do jego uszu wciąż dochodził cichy świst, umykający z jej uchylonego pyska.
Gdzieś z zewnątrz dobiegły do niego odgłosy głośnych rozmów. Krzyki, zachwyty i smutki, ciężko mu było stwierdzić, co tak naprawdę się tam dzieje. Leżał przy siostrze, skupiając całą swą uwagę na niej. Nie mógł jej opuścić, musiał pilnować jej, dopóki ta nie odzyska sił i nie wstanie. Nigdy nie wiadomo, kiedy Rozżarzony Płomień nie wróci i nie spróbuję dokończyć tego, co zaczął.
Wzdrygnął się, spostrzegając w kącie legowiska rudy skrawek futra. Odgryzione wczoraj ucho wciąż tam leżało, a wydobywający się z niego fetor zaczął mącić mu w głowie. Znowu widział przed sobą te same widoki.
Przecież to stało się tak dawno. Był ledwo kilkunastoksiężycowym uczniem, niepotrafiącym upolować ani jednej piszczki. Z zapatrzonym w siebie mentorem, obwiniającym go na każdym kroku o brak postępów w nauce. Ognisty Język był zdecydowanie tym kocurem, którego śmierć naprawdę go zadowoliła.
Nie pamiętał, jakim cudem Borsucza Gwiazda odkrył winę w Puszystym Futrze. Za to o całym przebiegu jej publicznej egzekucji nie był w stanie zapomnieć. Ówczesny lider tak nagle spojrzał na niego, a następnie nakazał mu wykonać jednego z wyroków.
Miał odgryźć ucho. I uczynił to, choć wyrzutu sumienia trzymały się go dalej. Przyrzekł sobie unikać tego typu przemocy. A teraz? Jego postanowienie przepadło, zostało ot tak przerwane tylko i wyłącznie przez to, że nie potrafił pohamować emocji. Żal i złość. To wszystko natarło na niego tak nagle, w jednej chwili, pchając go do głupiego czynu. Już od dawna czuł się stale oszukiwany przez Rozżarzonego Płomienia, ale nie spodziewał się, że to zajdzie tak daleko.
Skulił się, zestresowany nowym, całkowicie nieznanym mu dotąd uczuciem. Może wszyscy mieli rację? Matka morderczyni, a więc i nic nie stało na przeszkodzie, by jej syn przejął po niej tę okropną żądzę krwi.
— Rudzikowy Śpiewie?
Spojrzał na Wiśniową Iskrę. W tym momencie była jego wybawicielką od chaosu, jaki zapanował w jego głowie. Te myśli już go przytłaczały, nie pozwalając mu zaczerpnąć ani na chwilę pełnego oddechu.
— Coś się stało? — spytał zaniepokojony, widząc jej wyraz pyska. — O nie. Echo to przeżyje, prawda? Proszę, powiedz, że wszystko będzie dobrze — wykrztusił, czując ściekające po policzkach łzy.
— Nie mogę ci tego obiecać, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby wróciła do pełni sił — odparła, biorąc głębszy wdech. — Nie chcę cię wypraszać, ale może lepiej wróć do legowiska odpocząć sobie chwilę?
— Tu odpoczywam — mruknął, choć tak naprawdę widok stanu siostry budził w nim coraz więcej obaw. — Ale rozumiem, mogą się zaraz zrobić tłumy. Nie chcę zajmować miejsca potrzebującym — stwierdził smętnie, powoli podnosząc się do pionu.
Nim wyszedł, zatrzymał się na chwilę i spojrzał na medyczkę Klanu Burzy.
— Jestem ci ogromnie wdzięczny, Wiśniowa Iskro. Dziękuję, że pomogłaś mojej siostrze i dziękuję, że przeciwstawiałaś się słowom Rozżarzonego Płomienia — miauknął. — Wrócę później, dobrze?
Pokiwała mu tylko głową, wspominając standardowo o tym, że to jej praca i nie może odmówić konającemu.
Chociaż Rudzik dobrze pamiętał, że Żarowi odmówiła.

***

Starał się nie dać po sobie poznać, jak bardzo się boi. Łapy mu drżały, ale próbował utrzymać się w pozycji stojącej, patrząc wyzywająco w te obrzydliwe, zielone ślepia. Nie spodziewał się tego typu audycji u samego lidera. Wiedział, jaki jest powód ich rozmowy, ale nie rozumiał, do czego ma on doprowadzić.
— Nakazuję opuścić ci tereny Klanu Burzy — rzucił rześko biały. — Jeśli wrócisz, spotka cię natychmiastowa śmierć — dodał beztrosko, jakby te słowa nic nie znaczyły.
Rudzik skamieniał. Wydawało mu się, że obraz Zajęczej Gwiazdy jest zwykłą iluzją podstawioną przez jego zmęczony umysł.
— C-co? — wykrztusił w końcu. — Dlaczego?
— Nie cieszysz się? — prychnął. — Tak się przywiązałeś do tego miejsca? Urocze, ale zrobiłeś się zbyt irytujący, więc doceń moją łaskę, bo równie dobrze mogłeś zginąć tu i teraz – oświadczył.
— A moja siostra? — spytał, czując, jak jego serce zaczyna bić szybciej. Odejdą stąd bez rozlewu dodatkowej krwi. W końcu wrócą do domu.
— Ona? — spytał z kpiną w głosie. — Ona raczej daleko nie zajdzie.
— To wiem, ale gdy wyzdrowieje? Nie możesz mnie teraz wygnać! — syknął. — Nie zostawię jej tutaj samej. Potrzebuje mnie — dodał ciszej.
— Nie unoś się tak w nie swoim klanie. Oh, ty nic nie wiesz? — rzucił z lekkim, aczkolwiek sztucznym smutkiem w głosie. — Ona już nigdzie nie zajdzie.
— Co masz na myśli? — zadrżał, robiąc niepewny krok w tył.
Biały przewrócił oczami, nakazując mu ruszyć za sobą. Z początku Rudzik zaparł się w miejscu, ale gdy kocur był już wystarczająco daleko, niemrawo za nim ruszył. Wejście do legowiska medyka napełniło go spokojem, ale nie na długo.
Od razu spostrzegł szylkretowe ciało. Nieruchome.
— Czy ty…
— Nie posądzaj mnie o zabójstwo. Sam widziałeś, w jakim była stanie. Wiśniowa Iskra nie poradziła sobie z jej ranami, więc jest tak, jak widzisz.
Rudzik znowu zatrzymał się, jednak tym razem stokroć bardziej przerażony. Nie wyobrażał sobie, że tak to wszystko się skończy. Że Zanikające Echo umrze przez walkę z jego byłym. I to jeszcze z dala od klanu, w którym mogłaby liczyć na bezpieczny pochówek.
To go przerosło.
— A teraz odejdź, nim rozkażę moim wojownikom rozszarpać się na środku obozu — rzucił oschle.
— Co? Nie mogę jej tu zostawić! — wykrztusił, czując, jak zalewa go fala rozpaczy. Łzy zebrały mu się w oczach, ale nie mógł się rozkruszyć przy nim.
— Po co ci martwe ciało? — prychnął.
— Chcę ją pochować. Godnie. W jej prawdziwym domu — wymamrotał, pociągając nosem. Matka zmarła na wojnie, wujek podobno również zginął, a teraz siostra? Za co świat go aż tak nienawidził?
— Nie obchodzi mnie to. Znajdziemy jej ładny dołek do wiecznego spoczynku — odparł.
Cętkowany syknął. Był to znak ostrzegawczy, jednak niedane mu było skoczyć do szyi Zająca. Gdzieś z tyłu usłyszał odgłosy uderzających o ziemię łap. Biały miał swoją wierną bandę, gotową bronić go nawet za cenę własnego bytu.
Nie miał na to sił. Nigdy nie był bohaterem i nie potrafił ryzykować życia na tak wiele spraw. Tym bardziej, kiedy wiedział, że jego bliscy są martwi. Czy w ogóle jest szansa na to, że znajdzie gdziekolwiek żywego ojca? Śmierć pewnie i go zabrała.
Zrobił to, co miał w swej naturze. Był tchórzem, więc uciekł stamtąd, jak uczyniłby każdy tchórz.
Łzy kapały mu z oczu. Przysłaniały widok, wpadały do uchylonego pyska. Ledwo co łapał oddech, gdy w szaleńczej ucieczce dobiegł do rzeki i zanurzył się w niej aż po szyję.
Opuszczał Klan Burzy z nadzieją, że już nigdy nie spotka nikogo z tych potworów.

***

Nie znalazł ich.
Na terenach obozu Klanu Nocy nikogo nie było, co zmusiło go do bezczynnego błąkania się po okolicy. Wszystko wydawało się takie puste, a on czuł się jak bezmyślne i zagubione kocię. Nie wiedział, co się z nimi stało. Czy żyli, czy też wszystkich zmiotła wojna, bądź inna katastrofa.
Pogodził się z tą wersją. Utracił nadzieję i starał się po prostu żyć. Polował, głównie pływając w wodzie i żywiąc się rybami, choć żołądek ściskał mu się za każdym razem, gdy biorąc kęs, czuł smak swojego całego życia.
Drapał łapą w wilgotną ziemię, zakopując kolejną wiewiórkę, aby mieć co zjeść pod wieczór. Trzymał się uporczywie okolicy. Tak naprawdę był gotowy być sam aż po kres swych dni.
Dopiero wyjątkowo słonecznego poranka został zbudzony w dosyć nietypowy sposób. Ktoś nim potrząsnął i przez parę chwil wydawało mu się, że całej tej wojny nie było, a on siedział akurat w legowisku, otoczony zgrają wojowników..
Gdy uchylił powieki, czuł się tak, jakby dalej tkwił w śnie. Widział przed sobą Trzcinową Sadzawkę, spoglądającego na niego z niedowierzaniem.
— Mamy patrol do zrobienia, czy znalazłeś inny powód, aby budzić mnie tak wcześnie? — wymruczał cętkowany, mrużąc oczy z niewyspania się. — Jeszcze chwila i już wstaję...
— R-rudzikowy Śpiewie… Ty… Ty żyjesz — wykrztusił, spoglądając na stojącego obok niego kota.
— Rzeczywiście, żyje, ale co tu robi? — spytała Tulipanowy Płatek.
I wtedy pojął, że nie śpi.
Znalazł kogoś. A raczej został odnaleziony.
Zerwał się jak poparzony i wręcz przytulił to Trzcinki, piszcząc pod nosem z wdzięczności, że go znaleźli.
— Ej, ale mnie jak coś nie przytulaj — fuknęła niebieska, odsuwając się w tył.
— Jesteście sami? — zapytał rudzielec, czując, jak serce bije mu z ekscytacji. Nie wszystko było stracone. — Czy te potwory wybiły resztę?
— Co ty, klan żyje i mamy się dobrze — rzekła kotka. — Akurat byliśmy na polowaniu, a twoje futro widać z drugiego końca terenów. Szczerze, nie sądziłam, że cię kiedykolwiek jeszcze zobaczę.
— Czy to oznacza, że wracam do domu? — wykrztusił wzruszony, mrugając częściej, by nie uronić ani jednej łzy.
Bury uśmiechnął się i pokiwał głową, ruszając w tylko sobie znanym kierunku. Cętkowany bez wahania zaczął podążać za nim. Błoga ulga ogarnęła go. Naprawdę wracał do klanu.

***

Trzcinowa Sadzawka powiedział mu wszystko. O zmianie lokacji, o nowym życiu i władzy. Rudzik był pewien, że padnie na zawał, kiedy usłyszał o Kruczej. Nie mógł jednak skłamać, że nic go bardziej nie ucieszyło od informacji, że jego wujek żyje.
Musiał z nim porozmawiać. Przeprosić, że nie dał rady uciec wcześniej i nie mógł być przy nim, gdy tego najbardziej potrzebował. Zrobi wszystko, aby dostać się do niego.
Tak samo nie podobała mu się wieść o ciąży kotki. Kto jak kto, ale Niezapominajek powinien mieć lepszy gust. Miał mieć kuzynów? I to jeszcze powstałych z tej wariatki?
Tak jak się spodziewał, czarna nie wyglądała na najszczęśliwszą, gdy go ujrzała. Gapiła się na niego w osłupieniu, świdrując go intensywnym wzrokiem, jakby miał od tego wyparować.
— Co ty tu robisz? — syknęła na powitanie.
— Ciebie też miło widzieć — wymamrotał. — Byłem w niewoli... — zawahał się. Mógł to tak określić? Miał zdecydowanie lepiej w porównaniu do…
Przeklął pod nosem. Zapomniał o Pędzącym Wietrze. Tak się przejął losem siostry, że nie przejął się pozostawionym tam kocurem. Jeśli kiedyś się spotkają, czekoladowy go za to zabije.
— No i co w związku z tym? — przerwała mu Krucza. — Mam się popłakać ze wzruszenia? Nie tęskniłam, jeśli chcesz to wiedzieć.
— Ja za tobą również. Chcę… Chcę się zobaczyć z Niezapominajkową Gwiazdą. Jest w swoim legowisku? — zapytał, gotowy pokierować tam swe kroki.
— Jest, ale nie przyjmuję odwiedzin — odparła natychmiastowo. — Jest w stanie umierającym. Może odejść w każdej chwili. Tylko ja do niego wchodzę, aby podać mu leki — mruknęła. Rudzik spostrzegł, że jego obecność zaczynała ją coraz bardziej irytować.
— Co mu jest? — spytał zmartwiony.
Wydawało mu się wcześniej, że skoro Niezapominajek żyje, to od teraz będzie dobrze. Taki obrót spraw nie zadowalał go, ale był bardziej pocieszający niż gdyby van miał być martwy.
— Nie jestem medykiem, nie znam się na tym — syknęła, mierząc go pogardliwym wzrokiem. — Co z ciebie za zastępca? Zamiast być przy nim, wspierać go w trudnym okresie, grzałeś sobie tyłek u Burzaków! Przeżywaliśmy tu prawdziwe tortury, a ty? Niezapominajkowa Gwiazda prawie zginął, dbając o przetrwanie tego klanu — wycedziła. — Gardzę tobą. I jestem pewna, że on również.
— Co twoim zdaniem miałem zrobić, jeśli byłem pod ciągłym nadzorem? Nie dałabyś rady uciec, gdybyś była w tej sytuacji co ja. Teraz mnie wygnali, to po prostu tu wróciłem.
— O, to teraz umiesz pyskować? — sarknęła. – Zdecyduj się, na jakim poziomie utknęła twoja mentalność, bo nie wiem, czy rozmawiam aktualnie z sikającym co chwilę pod siebie kocięciem, czy ze zbuntowanym młodzieńcem – prychnęła, mierząc go krytycznym wzrokiem. – Do obu grup wiekowych ci daleko.
— Nauczyłem się po prostu stawiać, nie zbywaj głównego tematu. Rozmawiajmy jak dorośli, chyba że tobie starość stuknęła do łba i nie potrafisz uszanować różniącej nas liczby księżyców — odparł.
— To proszę, powiedz, dlaczego zwrócili ci wolność? Są tacy miłosierni? Czy może dałeś im coś w zamian? — mruknęła podejrzliwie.
— Sam nie wiem. Ale ich lider kazał mi odejść, grożąc śmiercią. Chociaż gdybym tam padł, pewnie byłabyś szczęśliwa — mruknął, na co kotka nie odpowiedziała. A to mu dało do myślenia.
— Twoje wymówki wydają mi się takie… żałosne. Mam w to wszystko uwierzyć? — prychnęła.
— Nie porzuciłbym nigdy z własnej woli klanu! Ani wujka! — oburzył się. — Dla twojej świadomości, nie powiedziałem im nic, co zagroziłoby naszemu klanowi. W przeciwieństwie do Pędzącego Wiatru, który zdradził lokalizację obozu — burknął.
Na moment spoważniał, widząc zaintrygowane spojrzenie kotki.
— Jak to zdradził? — spytała ostrzej.
— Torturowano go i się wygadał. Tyle. Powiedział o obozie nad rzeką, ale skoro się przenieśliście, to nie byli w stanie was najpewniej znaleźć — stwierdził.
Krucza skrzywiła się.
— Dobrze wiedzieć. A teraz odejdź — nakazała.
— Chcę porozmawiać z Niezapo…
— Nie. Jesteś głuchy? Mówiłam ci, że jest chory. Twoje odwiedziny przyniosą mu jedynie niepotrzebnego stresu. Skoro go kochasz, powinieneś stawiać jego dobro ponad swoje. — Dalej wpatrywała się w niego z czystą pogardą, czekając, aż da jej spokój.
— A dlaczego akurat ty do niego chodzisz? Czemu nie może ktokolwiek inny? — spytał, niezadowolony, że nic się nie zmieniło. Przed wojną też nie mógł porozmawiać z zielonookim, bo Krucza kręciła się przy nim niczym sęp nad padliną.
— Bo mi ufa — odparła.
— Od kiedy? — burknął. — Nie widzę powodów, dla których nie mógłbym go odwiedzić. Nie oszukujmy się, ale to mi od zawsze ufał bardziej. I jestem pewien, że znajdzie choć trochę sił, by mnie wysłu…
— Zapomniałam, że jesteś takim egoistą, Rudzikowy Śpiewie — przerwała mu. — Nie rozumiesz słowa „nie”? Widzę, co się z nim dzieje. Źle zniósł wojnę i ten cały zamęt, a w dodatku wykańcza go nieznana choroba. Pozwól, że ja się nim zajmę. W przeciwieństwie do ciebie, mi na nim zależy.
Uchylił pysk, by zaprzeczyć jej słowom, ale strzepnęła w jego kierunku ogonem i odeszła.
Znowu został sam. Tylko on i sterta zakorzenionych w nim zmartwień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz