Był wieczór. Słońce chyliło się już ku zachodowi, rzucając długie cienie i pomarańczowe promienie na kostkę brukową w siedlisku dwunogów. Coś zaszemrało, jakaś puszka poleciała w bok, a na horyzoncie pojawiła się trójka kotów – dwa kocury i jedna kotka. Wyszli z ukrycia, aby przeczesać teren w poszukiwaniu wykrytego intruza, który oblizując pysk spokojnie ich obserwował.
- Wyłaź! Wiemy, że tu jesteś! – warknął jeden z gangsterów w przestrzeń, oczekując odpowiedzi.
Po chwili srebrna, starsza kocica wychynęła zza rogu. Zgarbiona, celowo, aby wyglądać na mniej groźną, do tego starała się zmienić swój chód aby nie zdradzał jej wyśmienitej wręcz jak na wiek kondycji.
- Witajcie złociutcy! – przyjaźnie przywitała się Bylica.
- To nasz teren staruszko! Wynoś się stąd! – syknął jeden z kocurów.
- A co taki jesteś nerwowy, kochaniutki? – dziko pręgowana delikatnie przekrzywiła głowę - czyżbyś wstał lewą łapą? Chciałam się tylko przywitać z sąsiadami - miauknęła uprzejmie, podchodząc bliżej.
- Nie jesteśmy twoimi sąsiadami pieszczoszku. Jesteśmy gangiem Pazura, a ty weszłaś na nasze tereny.
Starsza powstrzymała parsknięcie śmiechu. Jacyż oni byli głupi…
- Ależ jesteście! - rzekła z uśmiechem. - mieszkam tuż obok, o tam - miauknęła, po czym wskazała w stronę terenów jej rodzinki. - widzicie! Jesteśmy sąsiadami!
Gangster prychnął.
- Głupie zagranie, pokazywać nam swoje tereny.
- Widać, że to starucha Monte - miauknęła kotka - Nie ogarnia życia w Siedlisku Wyprostowanych. Pewnie dopiero co tu przylazła.
Na to Bylica skrzywiła się wewnętrznie. Ach, te młode, nic nie myślące tępaki… nawet się nie spodziewali, co nadchodziło…niedocenianie jej możliwości to był gruby błąd.
- Nie odpowiem na to - powiedziała, przymykając oczy i robiąc radosną minkę - ale może wy odpowiecie mi na moją propozycję? - spytała, patrząc na trójkę kotów.
- A co ktoś jak ty ma nam do zaoferowania? – zakpił.
Na to srebrna uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Tak, dobrze szło, niczego nie podejrzewali, tak jak gang Śruby.
- Hm, no nie wiem... - wymruczała - może sam zgadniesz? – rzekła.
Spojrzeli na nią jak niespełna rozumu.
- Co to za zagadki?! – prychnął ten sam kot, podchodząc do niej.
- Dobra. Nie chcecie się bawić to nie, wielka szkoda. - powiedziała, robiąc koci odpowiednik wzruszenia ramionami - a więc, ja wam miło pozwolę żyć, a wy w zamian oddacie mi te tereny i przestaniecie być sąsiadami - wymruczała - no to co, pakujecie manatki? - spytała.
Zaśmiali się.
- Ha! Widzicie ją? Świruska. Dawajcie pobijemy babsko i po sprawie – po czym rzucili się w jej stronę, ale wiele nie zdziałali. Ta sama strategia ponownie zadziałała. Ach, a przed spotkaniem ich miała nadzieję, że może mają coś w tych łbach…
Jej dzieci powyskakiwały z pudeł i zakamarków ulicy, rzucając się na członków Gangu Pazura. Krokus zaatakowała jednego z kocurów, mocno uderzając go w żebra, na co ten stęknął. Bura przygwoździła go do ziemi. Jej brat, Fiołek, zaciekle zaczął drapać swojego przeciwnika, nie dając mu ani chwili wytchnienia. Podciął samotnika, przez co ten padł na ziemię i został do niej przygnieciony przez syna Sadu. Na koniec została przygwożdżona kotka, przez Skowronek.
Żadne z nich nie dotarło do Bylicy. Ha. I to ona nazywała dobrą strategią. Prosta a jak skuteczna.
- Ach. Kolejni, którzy odrzucają moją szlachetną propozycję. Jakie to przykre... chyba będę musiała się was pozbyć w takim razie... - wymruczała z udawanym żalem, podchodząc do przygwożdżonych gangsterów.
Spojrzeli na nią ze strachem, zaskoczeni takim nagłym obrotem spraw.
- Nie czekaj! Dobra! Oddamy wam to miejsce! – miauknęło jedno z nich.
- Tak? Ale skąd mam mieć pewność, że nie wrócicie? - spytała, po czym pochyliła się i położyła swą łapę na podbródku jednego z kocurów, a następnie uniosła jego głowę do góry.
- Nie wrócimy! Naprawdę! Nie jesteśmy samobójcami. – miauczał dalej mieszczuch.
Staruszka oblizała wargi, wstając.
- Hm... - zaczęła się zastanawiać. - wiecie, po waszym odrzuceniu, czuję się zraniona, może jakaś rekompensata za to? - spytała z udawanym smutkiem patrząc na tę trójkę.
- Macie nasze tereny. W pudłach jest jedzenie! To wszystko co mamy!
- W których pudłach? - spytała. - I może jeszcze jedno pytanko...co się dzieje tam, na tej...arenie? – zaczęła. Może od nich dowie się więcej konkretów - te wrzaski ranią me uszy, chcę wiedzieć, kogo sprać. – rzekła z kamiennym pyskiem.
Wskazali jej odpowiednie parę pudeł leżących gdzieś dalej, delikatnie, ogonami, aby nie zostać zbitymi przez jej młode.
- Walczą tam o władzę. Kilkoro już padło. Niezbyt przyjemne miejsce.
- Hm, a kto walczy konkretnie? Jakieś imiona, personalia? - spytała.
- Nie znamy, to jacyś samotnicy. Jak jesteś taka ciekawa to tak idź i ich zapytaj.
Znowu?! Czemu nikt nie wiedział, co, porządnych plotkarzy tu nie mieli?!
- Ugh. - warknęła. - czemu nikt w tym zapyziałym mieście nie wie, kto tam się leje?! - wrzasnęła, podchodząc do pustego kubła na śmieci i wywracając go. - dobra. To może zrobimy inaczej - powiedziała wracając do przygniecionych kotów, już ze stoickim spokojem - pójdziecie, i dowiecie się, kto tam się leje. Nie obchodzi mnie, które z was, nie obchodzi mnie, czy ktoś z was zginie czy nie. Chcę informację. Macie pięć dni. Zachód słońca piątego, a was znajdę i wypatroszę. - warknęła. Następnie spojrzała na jednego z kocurów - albo jeszcze lepiej. Ten tu będzie zakładnikiem. Jak nie przyjdziecie z informacją, to zginie on w męczarniach z rozprutym brzuchem. A jak was później znajdę... to skończycie bez oczu i łap zostawieni na drodze - miauknęła. - umowa stoi? - spytała, oblizując pysk z uśmiechem.
- Jasne. Wypuść nas to się tego dowiemy... Sorry stary - rzucił gangster do zakładnika.
Błękitna skinęła głową, na co jej dzieci wypuściły dwójkę, zostawiając ostatniego z nimi.
Ci szybko zwiali, wywracając po drodze jakiś mniejszy kubeł.
- A ty? Jak się nazywasz, złotko? - spytała, podchodząc do przygniecionego zakładnika. Chciała wiedzieć, kogo trzyma. Może okaże się ciekawym kotem?
- Jestem... Zaskroniec... – prychnął gangster. - Dranie...
- Och, na pewno przyjdą z informacją...a jak nie... to niestety, będę musiała ich zabić... - wymruczała. - I bardzo ładne imię. Ja nazywam się Bylica.
- Ich? A nie mnie? Myślałem, że to ja jestem kozłem ofiarnym. – powiedział zdziwiony.
- Powiedziałam przecież, że ich zostawię na ulicy. Ciebie się zobaczy. – rzekła - W sumie jak nie przyjdą, to może dam ci spokój. W końcu, nie twoja wina, że masz takich kumpli zdradzieckich. Mam jeszcze jedno pytanko, a czy wiesz może coś o najbliższym gangu? - spytała. - gdzie się znajduje, ile tam jest kotów i takie tam - spytała milusio, dając znak dzieciom, aby puściły samotnika, jednak miały go na oku, aby czasem nie zwiał.
Zaskroniec wstał na łapy, po czym odparł:
- Chcesz wybić z nas całe miasto? - prychnął. - Lepiej radzę ci uważać staruszko. Inne gangi nie są tak słabe jak nasz. Nie oddadzą bez walki terenów. Możesz spróbować odbić tereny gangowi Ości, o ile życie ci miłe.
- Właściwie, to jesteście drudzy - miauknęła - kojarzysz Śrubę? Tak mu wklepaliśmy, że aż z miasta razem z bandą wypinkolili w pierony - miauknęła. - Gang Ości... ile mają tam kotów? - spytała.
- Nie kojarzę - skrzywił nos. - Nie wiem. Nie podchodziliśmy nigdy do nich. Znani są na ulicy z bestialstwa. Trzymaliśmy się więc z daleka.
- A wiesz może, kto może wiedzieć? - spytała.
- A co ja wyrocznia? Nie mam pojęcia to świry. Nikt normalny się z nimi nie zadaje.
- Ja do normalnych nie należę - zachichotała staruszka - chodź, skarbie. Przetrzymamy cię u siebie przez te pięć dni, potem się zobaczy - miauknęła, po czym ruszyła w stronę ich uliczki. Nie miała oczywiście zamiaru wprowadzać go do ich ogródka. Niedaleko znajdowała się granica miasta, tam można było go skitrać w jakimś dole.
Kocur rozglądał się delikatnie za drogą ucieczki, co nie umknęło jej uwadze, jednak to zignorowała.
Kiedy dotarli na skraj miasta, Bylica zaczęła kopać dół wraz z Krokus, podczas gdy reszta trzymała samotnika przy ziemi, żeby nie zwiał.
Kiedy dziura była już gotowa, wrzucili tam samotnika. Do tego srebrna kocica dała mu ziarna maku, aby ten na pewno nie zwiał jakimś nieznanym jej cudem. Chociaż próba skończyła by się pewnie zasypaniem i śmiercią przez pogrzebanie życiem.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz