Jego życie powoli schodziło na psy. I to dosłownie. Nie cierpiał Wieczornej Łapy, która uwzięła się na niego tak, jakby stanowił dla niej wspaniały zapychacz czasu. Na dodatek Sosnowa Igła... O niej to nie chciał nawet wspominać. Kocica wręcz zaprzyjaźniła się z dzieckiakiem, stanowiąc z nim istnie piekielne duo. Nic więc dziwnego, że gdy widział którąś z nich na horyzoncie, starał się je minąć tak, by nie spojrzały na niego tym swoim sadystycznym wzrokiem.
Wszystko szło nie tak! Przez to, że był niczym maskotka, którą psy Mrocznej Gwiazdy kąsały i trącały ze śmiechem, nie miał czasu, by zrobić cokolwiek co sobie postanowił. Miał plan, miał nawet sojuszniczkę, która zdawała się znacznie bardziej mądrzejsza od Nocnej Tafli i żywiła niechęć do lidera w równym stopniu co on. No i znała jego matkę. To jedyne sprawiło, że udało mu się z nią dogadać, gdy razem zajmowali się naprawą obozu po ostrej wichurze jaka miała miejsce. Starali się być ostrożni. Nie rozmawiali ze sobą, nie spotykali się. To było po to, aby Irgowy Nektar nie zauważyła, że się do siebie zbliżyli. Praktycznie rzucił na jej barki załatwienie wszystkiego, ponieważ ta miała więcej luzu od niego i nie była non stop obserwowana. Liczył na to, że ich plan się powiedzie, zwłaszcza gdy usłyszał, że Klan Wilka wypowiedział wojnę. Mroczna Gwiazda wręcz kopał sobie grób. To było... idealne. Na dodatek ta cała Bylica. Mieszała w ich klanie tak, że lider miał na głowie masę problemów, tracąc raz po raz czujność. Teraz pewnie zamartwiał się tym co działo się na terenie ich klanu i czarnej wizji przyszłości. A on czekał... Czekał, wykazując wręcz niesamowitą cierpliwość. Udając tego, co poddał się, co porzucił swoje plany.
Widząc wchodzącego do legowiska Migotka, na pysku pojawił mu się uśmieszek. Obserwował jak ten kładzie się na swoim legowisku, najpewniej zmęczony tym wszystkim co działo się w klanie. Może i by nie zareagował na to i dał mu w spokoju odsapnąć po ciężkim dniu, lecz widok Sosnowej Igły sprawił, że powoli wlazł do leża kocura, kładąc się tuż obok niego, co sprawiło, że ten spojrzał na niego jak na mysiego móżdżka.
— Cicho — powiedział do czarnego, wciskając się obok. — Zaraz ci wszystko wytłumaczę — obiecał, chowając się przed wzrokiem burej wojowniczki.
Wojownik nie wydawał się zadowolony z tego, że ograniczał jego przestrzeń osobistą, bo zaczął go spychać i majtać tymi swoimi łapami w różne strony.
— Spadaj, to moje miejsce — zaczął swój sprzeciw jak jakieś kocię.
Ugh! Przecież mówił mu, że zaraz to wytłumaczy! Co on tak panikował?
— Wiem przecież, nie jestem głupi — prychnął. — Przestań się zachowywać jak kociak i słuchaj — ściszył głos, kładąc mu swoją łapę na pysku, by opanować jego dziwne ruchy. — Sosnowa Igła ostatnio mnie coraz bardziej nęka, więc zlituj się. Jak uśnie to sobie pójdę — zapewnił go, mając nadzieję, że ten się zgodzi na taką... niecodzienną propozycję.
<Asterku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz