Przeprowadzka nadal trwała. Kruk był wkurzony, wszyscy byli. Ileż można było łazić i nie móc się nigdzie na dłużej zatrzymać? Jedyne pauzy jakie robili to na noc, żeby się wyspać. Za mało. Nie mógł ani porządnie potrenować, ani zapolować, najeść się. Jedzenie w ogóle było ograniczone, bo wojownicy musieli na bieżąco sprawdzać trasę, czy nikt się na nas nie czai i zwyczajnie nie mieli czasu polować. Zajmowali się tym też uczniowie, w tym on, chociaż szczerze mówiąc, Kruk zabierał sobie jedną ze zdobyczy podczas polowania i zjadał ją sam. Potem albo udało mu się złapać drugą, albo wracał z pustymi łapami i pełnym brzuchem.
Łamanie kodeksu można rzec, ale prawda jest taka, że trzeba walczyć o przetrwanie w trudnych czasach i on sobie poradzi, a ci lojalni wojownicy nie.
Przechodził przez ich prowizoryczny obóz, który na szybko zrobili, bo ktoś tam się pochorował. Wracał z treningu z Marchewką, uczył się wspinaczki na drzewa, co bardzo mu się podobało.
Miał podbudowaną motywację i całkiem dobry humor. Teren, po którym szli bardzo mu się podobał. Gdzieś tam rzeczka, sporo pagórków. Podobało mu się.
Usiadł na uboczu, zaczynając myć swoje futro, kiedy przerwała mu jego mentorka.
- Krucza Łapo - Miauknęła.
- Nie mów mi Krucza Łapo - burknął rozdrażniony. - Jestem za stary na bycie uczniem. Mów mi normalnie Kruk.
- Przykro mi, puszku. - Odparła. - Ale muszę, takie zasady. Rusz tyłek i przyłóż się do treningów, to przestanę tak mówić.
- Wcale nie jest Ci przykro. - Burknął ponownie.
Kotka wzruszyła ramionami.
- Czego chcesz? - Odkąd przekroczył próg dwudziestu księżyców, przestał respektować swoją mentorkę i tytuować ją jak należy.
Uznał po prostu, że jest za stary na zabawę w ucznia i mentora. Musiał prędko skończyć trening, żeby kotka przestała za nim łazić i zmuszać do aktywności. Poza tym dalej nazywała go Kruczą Łapą, co niezmiernie go denerwowało. On sam przestał zwracać się do niej z szacunkiem. Albo jest Marchewą, albo "ej" tudzież "czego chcesz". Kotka po kilkunastu sprzeczkach, zaczęła to normalnie ignorować. Nie będzie przecież traciła nerwów na tego gałgana.
- Idź i pomóż Cichej. Szłam przez obóz i widziałam, że sobie nie radzi.
- Kto to jest? I po co mam pomagać? - Mruknął.
- Bo ci tak każę. Idź już.
Kruk odpuścił kłótnię. Machnął ogonem nerwowo, idąc przed siebie i szukając tego gówniaka. Nigdy o niej nie słyszał, nie spotkał. Jakoś musieli się mijać. Nie żeby zwracał uwagę na współklanowiczów.
Zaczepił jakiegoś kota idącego obok.
- Ej ty - zaczął. - Który z kotów to Cicha?
- Tamta. - Wskazał ogonem.
Kruk ruszył w jej stronę, nie dziękując. Zaszedł od tyłu mniejszą od niego kotkę. Zauważył, że kotka trenuje pozycje łowieckie.
- Eh. Tak się tego nie robi. - Miauknął, przewracając oczami.
Kotka nie odpowiedziała.
- Haloooo! - Podniósł nieco głos.
Kotka dalej nie reagowała, tylko wymachiwała łapami, próbując złapać wyimaginowaną zdobycz.
Kruk nie miał cierpliwości. Pacną kotkę łapą, a ta zszokowana spojrzała na niego.
Przekręciła głowę pytająco.
- Źle wykonujesz tą pozę. - Oznajmił.
Kotka wyczytała z jego ruchu pyska, co mówi. Kruk nie wiedział, że kotka jest głucha.
- Kto cię uczy? - Zapytał.
Kotka wskazała ogonem medyka siedzącego daleko od nich.
- Medyk? Ale ty jesteś wojownikiem? Znaczy, chcesz być, co nie? - Pytał. - To po jaką cholerę uczy cie medyk. Dobra, nieważne, chodź za mną po prostu.
Popchną ją łapą, i kotka pobiegła przodem, wkrótce obydwoje oddalili się od bazy.
Kruk znalazł trochę miejsca, żeby potrenować. Niedaleko stado wron i kruków dziobalo ziemię. Widać było młode ptaki, które uczyły się dopiero życia, ale kogo to obchodziło w tym momencie.
- Dobra. Patrz teraz na mnie.
Kotka kiwnęła głową. Kruk mówił, odwrócony do niej tyłem, pokazując ułożenie łap i tak dalej. Nagadał się ile mógł, nie wiedząc że Cicha i tak go nie słyszy.
Jedyną chyba dobrą cechą Kruka była odpowiedzialność. Wziął sobie za cel poduczyć młodą, i zamierzał spełnić to zadanie.
Kotka nie wyglądała, jakby ogarniała, ale mniejsza o to.
- Twoja kolej. - Oznajmił.
Cicha ruszyła niepewnie, powtarzając po kocurze. Nie wychodziło jak powinno, ale czego się spodziewać po młodziaku.
Kruk korektorował jej błędy przez jakiś czas, a potem kazał jej spróbować złapać te ptaki, które skakały sobie po trawie niedaleko.
Cicha niepewnie ruszyła. Była posłuszna i nic nie mówiła, co było w porządku, chociaż momentami denerwujące. Kruk jednak się nie łamał, tylko dalej poprawiał jej łapy, bez gadania, po prostu jej je ustawiał.
Kotka zaczaiła się na ptaki. Niestety, krucza mama zauważyła ją i postanowiła obronić swoje młode, przypuszczając atak na kotkę. Kruk, stając za nią, zareagował szybciej, niż uczeń.
Zębami złapał jej ogon i przyciągnął do siebie. Łapą z wyciągniętymi pazurami odgonił wrednego ptaszora. Następnie, złapał Cichą za kłąb i zaciągnął do prowizorycznego obozu, gdyż kotka zdawała się wystraszona.
Zostawil ją tuż pod obozem, żeby nikt nie widział jak wchodzą razem. Stanął naprzeciwko niej, żeby widziała, jak mówi.
- Ja pierwszy wchodzę, ty później. I nie odzywaj się do mnie. I nie znasz mnie, rozumiemy się? Zrobiłem to, bo musiałem. - Oznajmił.
Nie spodziewał się odpowiedzi. Myślał, że kotce coś zjadło język, dlatego się nie odzywa, więc po odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę obozu. Musiał zdać raport Marchewie, że pomógł Cichej.
Łamanie kodeksu można rzec, ale prawda jest taka, że trzeba walczyć o przetrwanie w trudnych czasach i on sobie poradzi, a ci lojalni wojownicy nie.
Przechodził przez ich prowizoryczny obóz, który na szybko zrobili, bo ktoś tam się pochorował. Wracał z treningu z Marchewką, uczył się wspinaczki na drzewa, co bardzo mu się podobało.
Miał podbudowaną motywację i całkiem dobry humor. Teren, po którym szli bardzo mu się podobał. Gdzieś tam rzeczka, sporo pagórków. Podobało mu się.
Usiadł na uboczu, zaczynając myć swoje futro, kiedy przerwała mu jego mentorka.
- Krucza Łapo - Miauknęła.
- Nie mów mi Krucza Łapo - burknął rozdrażniony. - Jestem za stary na bycie uczniem. Mów mi normalnie Kruk.
- Przykro mi, puszku. - Odparła. - Ale muszę, takie zasady. Rusz tyłek i przyłóż się do treningów, to przestanę tak mówić.
- Wcale nie jest Ci przykro. - Burknął ponownie.
Kotka wzruszyła ramionami.
- Czego chcesz? - Odkąd przekroczył próg dwudziestu księżyców, przestał respektować swoją mentorkę i tytuować ją jak należy.
Uznał po prostu, że jest za stary na zabawę w ucznia i mentora. Musiał prędko skończyć trening, żeby kotka przestała za nim łazić i zmuszać do aktywności. Poza tym dalej nazywała go Kruczą Łapą, co niezmiernie go denerwowało. On sam przestał zwracać się do niej z szacunkiem. Albo jest Marchewą, albo "ej" tudzież "czego chcesz". Kotka po kilkunastu sprzeczkach, zaczęła to normalnie ignorować. Nie będzie przecież traciła nerwów na tego gałgana.
- Idź i pomóż Cichej. Szłam przez obóz i widziałam, że sobie nie radzi.
- Kto to jest? I po co mam pomagać? - Mruknął.
- Bo ci tak każę. Idź już.
Kruk odpuścił kłótnię. Machnął ogonem nerwowo, idąc przed siebie i szukając tego gówniaka. Nigdy o niej nie słyszał, nie spotkał. Jakoś musieli się mijać. Nie żeby zwracał uwagę na współklanowiczów.
Zaczepił jakiegoś kota idącego obok.
- Ej ty - zaczął. - Który z kotów to Cicha?
- Tamta. - Wskazał ogonem.
Kruk ruszył w jej stronę, nie dziękując. Zaszedł od tyłu mniejszą od niego kotkę. Zauważył, że kotka trenuje pozycje łowieckie.
- Eh. Tak się tego nie robi. - Miauknął, przewracając oczami.
Kotka nie odpowiedziała.
- Haloooo! - Podniósł nieco głos.
Kotka dalej nie reagowała, tylko wymachiwała łapami, próbując złapać wyimaginowaną zdobycz.
Kruk nie miał cierpliwości. Pacną kotkę łapą, a ta zszokowana spojrzała na niego.
Przekręciła głowę pytająco.
- Źle wykonujesz tą pozę. - Oznajmił.
Kotka wyczytała z jego ruchu pyska, co mówi. Kruk nie wiedział, że kotka jest głucha.
- Kto cię uczy? - Zapytał.
Kotka wskazała ogonem medyka siedzącego daleko od nich.
- Medyk? Ale ty jesteś wojownikiem? Znaczy, chcesz być, co nie? - Pytał. - To po jaką cholerę uczy cie medyk. Dobra, nieważne, chodź za mną po prostu.
Popchną ją łapą, i kotka pobiegła przodem, wkrótce obydwoje oddalili się od bazy.
Kruk znalazł trochę miejsca, żeby potrenować. Niedaleko stado wron i kruków dziobalo ziemię. Widać było młode ptaki, które uczyły się dopiero życia, ale kogo to obchodziło w tym momencie.
- Dobra. Patrz teraz na mnie.
Kotka kiwnęła głową. Kruk mówił, odwrócony do niej tyłem, pokazując ułożenie łap i tak dalej. Nagadał się ile mógł, nie wiedząc że Cicha i tak go nie słyszy.
Jedyną chyba dobrą cechą Kruka była odpowiedzialność. Wziął sobie za cel poduczyć młodą, i zamierzał spełnić to zadanie.
Kotka nie wyglądała, jakby ogarniała, ale mniejsza o to.
- Twoja kolej. - Oznajmił.
Cicha ruszyła niepewnie, powtarzając po kocurze. Nie wychodziło jak powinno, ale czego się spodziewać po młodziaku.
Kruk korektorował jej błędy przez jakiś czas, a potem kazał jej spróbować złapać te ptaki, które skakały sobie po trawie niedaleko.
Cicha niepewnie ruszyła. Była posłuszna i nic nie mówiła, co było w porządku, chociaż momentami denerwujące. Kruk jednak się nie łamał, tylko dalej poprawiał jej łapy, bez gadania, po prostu jej je ustawiał.
Kotka zaczaiła się na ptaki. Niestety, krucza mama zauważyła ją i postanowiła obronić swoje młode, przypuszczając atak na kotkę. Kruk, stając za nią, zareagował szybciej, niż uczeń.
Zębami złapał jej ogon i przyciągnął do siebie. Łapą z wyciągniętymi pazurami odgonił wrednego ptaszora. Następnie, złapał Cichą za kłąb i zaciągnął do prowizorycznego obozu, gdyż kotka zdawała się wystraszona.
Zostawil ją tuż pod obozem, żeby nikt nie widział jak wchodzą razem. Stanął naprzeciwko niej, żeby widziała, jak mówi.
- Ja pierwszy wchodzę, ty później. I nie odzywaj się do mnie. I nie znasz mnie, rozumiemy się? Zrobiłem to, bo musiałem. - Oznajmił.
Nie spodziewał się odpowiedzi. Myślał, że kotce coś zjadło język, dlatego się nie odzywa, więc po odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę obozu. Musiał zdać raport Marchewie, że pomógł Cichej.
<Cicha? Możesz go pomęczyć >
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz