Szczerze mówiąc, poczuł się trochę zaskoczony tym pytaniem. Nie czuł się na siłach opowiadać kotce o roślinach.
— Kwiatkiem, medycy się o tym uczą.
Po wypowiedzeniu tych słów zauważył, że oczy Mgiełki zalśniły ciekawsko.
— Ja chcę byc medykiem! — Koteczka podskoczyła na swoich krótkich łapkach. — A ty jestes wojownikiem?
Łososiowej Łapie zrobiło się ciepło na sercu. Fakt, że ta mała wzięła go za wojownika, był iście schlebiający. Nie chciał jej jednak okłamywać, więc szybko rzucił tylko wzmiankę o tym, że wciąż jest uczniem, a potem zmienił temat.
— Chyba powinnaś wracać już do żłobka — rzekł, szykując się na opór ze strony kociaka.
— Jesce nie! — krzyknęła Mgiełka, ponownie strosząc futerko. — Zaplować mnie do tej Pstrągowej Gwiazdy albo do medyka!
Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że zawracanie głowy Pstrągowej Gwieździe z tak błahego powodu może być wręcz niebezpieczne. Oczami wyobraźni zobaczył ciotkę, z której gardła wydobywa się głośny, lwi ryk. Szybko odrzucił ten pomysł. Z kolei Poranna Zorza nie był zbyt towarzyski... no i dodatkowo płowy zdecydowanie nie pałał do ucznia sympatią po tym, jak na niego naskoczył, kiedy Śledziowe Futro zagrzewała miejsce w legowisku medyka... Ku jego zaskoczeniu, koteczka przybrała nagle inną strategię.
— Belek! — pisnęła i pacnęła go łapką w ogon. Nie udało mu się stłumić pomruku, kiedy Mgiełka się od niego oddalała w nadziei, że zacznie ją gonić. Upadł do przysiadu łowieckiego, po czym zaczął się skradać w stronę kotki.
Starał się stanąć tak, żeby miała go akurat za plecami. Czarno-biała rozglądała się jednak bacznie i przez chwilę Łososiowa Łapa nie był w stanie umknąć swoim cielskiem przed jej wzrokiem. W pewnym momencie skrył się za dużym, powykrzywianym korzeniem, dzięki czemu Mgiełka straciła go z oczu na krótką chwilę. To wystarczyło, aby błyskawicznie przemknął pod korzeniem i już miał postawić łapę na ogonie niczego nieświadomej kotki, kiedy to poślizgnął się na mokrej trawie, przewrócił się i zaczął staczać się w stronę rzeki, niechcący pociągając żółtooką za sobą. Spodziewał się, że mogą wpaść do rzeki, więc przygotował się psychicznie, że być może będzie musiał ratować koteczkę przed rwącym nurtem, ale jego obawy rozwiały się natychmiast, kiedy obydwoje wylądowali pod łapami dwójki kotów. W jednym z nich Łososiowa Łapa rozpoznał swoją siostrę, Rzeczną Łapę, z kolei obok niej stał płowy point o zdeformowanych przednich kończynach. Na widok ziół, które nieśli w pyskach, oczy Mgiełki znowu zalśniły. Uczeń spodziewał się, że dostaną burę za pajacowanie, ale Poranna Zorza obdarzył ich tylko zirytowanym spojrzeniem. Łososiowa Łapa podniósł się.
— Dzień dobry. — Skinął łebkiem medykowi i wskazał na stojącego obok kociaka, zupełnie pomijając fakt, że przed chwilą prawie staranowali kocura. — To jest Mgiełka, chciała cię poznać. — Potem przysiadł przy czarno-białej. — Mgiełko, to właśnie jest medyk, Poranna Zorza.
Koteczka zmierzyła go zaintrygowanym spojrzeniem. Po chwili jej wzrok przeskoczył na stojącą tuż obok liliową szylkretkę, której pyszczek wypełniony był do tej pory liśćmi.
— Ucys się na medyka? — spytała, zasiadając przed łapami kotki. Rzeczna Łapa odłożyła liście.
— No coś ty, nie — odparła niemal urażonym tonem, a Łososiowa Łapa zauważył, że lekko zjeżyło jej się futro. Po chwili jednak je wygładziła i zaczęła mówić nieco spokojniej. — Po prostu mu dzisiaj pomagam. Nie sądziłam, że zostałeś niańkiem, Łososiu — dodała ciszej, kiedy Mgiełka zajęta była oglądaniem ziół. Kocurek spróbował pacnąć ją w ucho, ale - jak zwykle - uniknęła ciosu i odpłaciła się bratu tym samym. — Nigdy się nie nauczysz — wymruczała z uśmiechem.
— Rzeczna Łapo — odezwał się nagle Poranna Zorza. — Zanieś te zioła do mojego legowiska.
— Może moglibyśmy pomóc razem z Mgiełką? — miauknął pręgowany, choć nie był pewien reakcji starszego kocura. Czarno-biała wyglądała natomiast na oczarowaną taką propozycją.
<Mgiełko? :3 Przepraszam, że czekałaś tak długo ,^,>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz