— Nie wiedziałam, że na naszych terenach wolno polować samotnikom — powiedziała Brukselkowa Zadra, jej głos był spokojny, ale w spojrzeniu czaiła się ostrożność.
— A ja nie wiedziałam, że wasz klan ma patent na wszystkie myszy w tym lesie — odburknęła Mewa, odwracając głowę, ale czujnie mierząc przeciwniczkę wzrokiem.
Brukselkowa Zadra nie podeszła bliżej. Wyglądała bardziej na taką, co woli obserwować, niż od razu się rzucać.
— Jesteś daleko od rzeki. To niebezpieczne miejsce, szczególnie dla kogoś… samotnego.
— Poradzę sobie. — Mewa wyszczerzyła kły w czymś między uśmiechem a ostrzeżeniem. — Nie szukam kłopotów, tylko obiadu.
Kotka z Klanu Wilka westchnęła.
— Gdybym była inna, już dawno byś biegła z podkulonym ogonem. Ale nie mam dziś ochoty na walkę. Ostrzegam cię, jednak jeśli spotka cię tu mój uczeń, Wilcza Łapa, może być mniej uprzejmy.
Mewa zmrużyła oczy.
— A jeśli spotkam go ja, to się przekonamy, kto kogo przepędzi. — Biało-czarna kotka zachichotała, doskonale wiedząc, kim jest Wilcza Łapa. Brukselkowa Zadra uniosła brwi, ale na jej pysku pojawił się cień rozbawienia.
— Dobra. Zniknij z naszych terenów, zanim ktoś mniej cierpliwy cię znajdzie.
Mewa przez chwilę patrzyła jej w oczy, a potem, bez słowa, odwróciła się i zniknęła w gęstwinie. Jednak w jej umyśle zakiełkowała myśl – może to spotkanie wcale nie było ostatnie?
<Brukselkowa Zadro?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz