BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

26 lutego 2025

Od Czereśniowego Pocałunku

Przez ciemne chmury przebijały się promienie słońca. Nie ogrzewały one jednak ziemi, a jedynie sprawiały pozory ciepła. Ranek minął, a wraz z nim przyszło południe. Śnieg na chwilę ustał, dając kotom moment wytchnienia. Czereśniowy Pocałunek siedziała przed legowiskiem wojowników i zajadała się myszą. Była już na porannym patrolu, dlatego mogła sobie pozwolić na jednego małego gryzonia. W Porze Nagich Drzew koty często dzieliły się każdym kęsem, jednak wojowniczka nie przepadała za wspólnymi posiłkami. Wolała jeść sama, pogrążona w myślach. Jej spokój szybko przerwała grupa kotów. Spieniona Gwiazda stanęła nad nią, wpatrując się w nią wyczekująco. Wojowniczka zerknęła na przywódczynię i na dwie towarzyszące jej kotki – Mżący Przelot i Nimfie Zwierciadło, które stały w różnych odległościach od liderki.
— Czereśniowy Pocałunku, wybieram cię na patrol ze mną. Pójdziemy na ekspedycję w poszukiwaniu samotników — wyjaśniła przywódczyni, po czym postąpiła krok do przodu.
Czereśniowy Pocałunek od razu podniosła się na łapy i dołączyła do grupy. Mżący Przelot szła obok Spienionej Gwiazdy, wymieniając z nią informacje na różne tematy. Mimo aktywnej rozmowy z liderką, Mżący Przelot zdawała się dziwnie nieobecna, a nawet wyraźnie zmęczona. Natomiast Nimfie Zwierciadło i Czereśniowy Pocałunek trzymały się raczej z boku, nawet nie zbliżając się do siebie nawzajem. Szylkretowa wojowniczka, jak zwykle czujna, obserwowała teren dookoła. Biały puch skutecznie przykrył trawę i drzewa, które straciły już swoje liście.
Grupa dotarła do nieznanego lasu i bez wahania przekroczyła granicę. W oczach Spienionej Gwiazdy biła determinacja. Przywódczyni już wystawiła pazury, gotowa do walki, do której wcale nie musiało dojść. A przynajmniej Czereśniowy Pocałunek na to liczyła. Otaczały ją koty o najlepszych umiejętnościach w klanie, więc teoretycznie nie było się czego bać. Liderka machnęła ogonem, dając znak, by koty rozpoczęły poszukiwania. Każdy oddalił się o kilka kroków i zaczął węszyć. Szukali czegokolwiek – śladów łap, zapachu samotników, a może nawet ich obozu? Nagle ptaki w okolicy poderwały się do lotu, a dźwięk śniegu chrzęszczącego pod czyimiś kończynami był wyraźnie słyszalny. Koty Klanu Nocy zebrały się w zwartą grupę, gotowe na niebezpieczeństwo.
Koty nie musiały długo czekać na rozwój wydarzeń. Z prawej strony coś zaszeleściło, a cały patrol od razu, niczym zwarta ławica ryb, odwrócił się w stronę możliwego zagrożenia. Z chaszczy wypadł roztrzęsiony, poraniony królik, rzucając zebranym przerażone spojrzenie czarnych oczu. Gdy kotki chciały odetchnąć z ulgą, Czereśniowy Pocałunek poczuła nagłe szarpnięcie do tyłu.
— Czereśniowy Pocałunku! — zawołała Mżący Przelot, z lękiem obserwując, jak szylkretkę przytrzymuje obca im, liliowo-biała postać.
Wojowniczka powstrzymała się od syknięcia i, gdy tylko nadarzyła się okazja, przekręciła się na brzuch. Spojrzała prosto na nieznajomego i, nie wahając się ani sekundy dłużej, potraktowała go pazurami przednich łap. Podniosła się, zawirowała w miejscu i wyskoczyła w stronę przeciwnika. Podczas walki zachowywała ciszę – nie krzyczała bez potrzeby. Skupiała się jedynie na wykonywaniu celnych uderzeń i zwinnym unikaniu ciosów przeciwnika. Samotnik zasyczał, potrząsnął łbem, po czym ponownie przywarł do Czereśniowego Pocałunku. Niestety, mimo dużego sprytu, ataki szylkretowej kotki nie zadawały poważnych ran przeciwnikowi. Tak było i tym razem. Liliowa kotka chwyciła ją tak mocno, że Czereśniowy Pocałunek nie miała szans się ruszyć. Pozostałe kotki z patrolu syczały i wściekle machały ogonami.
Kotka leżała pod oprawcą, rozglądając się dookoła. Musiała zbadać sytuację. Co jakiś czas poruszała się, delikatnie zmieniając pozycję łap. Unikała też chapnięć samotnika wymierzonych w jej szyję. Wiedziała, że długo tak nie wytrzyma. Udało się jej jednak podkulić tylne łapy i, używając całej siły, jaką posiadała, wykonała mocny wykop w górę! Jej celem było oczywiście zrzucenie napastnika.
Kotka pisnęła, wgryzając się w kark kocicy aż do krwi. Choć była drobna i chuda, a ból w brzuchu palił ją jak ogień, nie puściła. Inne koty obserwowały ją z szokiem, złością… a także wewnętrznym rozdarciem. Wyglądała na rówieśniczkę Czereśniowego Pocałunku, może nieco starszą, jak Perlista Łapa. Jej pyszczek wciąż jednak miał dziecięce rysy – duże, zdeterminowane oczy, mały nos i silny zgryz. Nawet jej duże uszy sprawiały, że wyglądała młodziej. Czereśniowy Pocałunek mogła poczuć, jak jej oprawczyni drży, zdradzając brak doświadczenia w walce.
— Ani kroku, bo zagryzę! — wrzasnęła niewyraźnie przez trzymaną w pysku sierść. Jednak jej ton nie był pewny. Wręcz przeciwnie – brzmiała, jakby sama się wahała. Kościste łapy liliowej kotki drżały, gdy liderka schyliła łeb.
— Puść ją, a nic ci nie zrobimy — powiedziała Spieniona Gwiazda. Szylkretka mogła poczuć, jak małe serce przeciwniczki przyspiesza. Bała się.
— Łżesz! — warknęła liliowa, szarpiąc za skórę czarnej kotki.
— Mamy przewagę liczebną i zdecydowanie więcej doświadczenia niż ty. Bardziej cenisz dumę niż własne życie? — mówiła zielonooka przywódczyni. Gdy mała zaczęła nerwowo ciągnąć za kark Czereśniowego Pocałunku, luzując tym samym swój mocny chwyt, wojowniczka dostrzegła swoją szansę. Przez całą rozmowę liderki z samotniczką wojowniczka zachowywała spokój. Mimo krwi spływającej po jej szyi i piekącego bólu, nie chciała przerywać. Każdy drobny szczegół w zachowaniu nieznajomej — przyspieszone bicie serca, drżenie kończyn — zdradzał jej słabość. Gdy tylko tamta rozluźniła uchwyt, Czereśniowy Pocałunek wyszarpnęła się, tracąc przy tym kilka kępek futra. Nie uciekła jednak. Zamiast tego stanęła naprzeciw samotniczki, dumnie unosząc głowę i mierząc ją pewnym wzrokiem. Nie okazywała ani cienia strachu. Była gotowa zrobić wszystko, by zdobyć informacje dla swojego klanu. Mniejsza zasyczała, strosząc krótką sierść, podczas gdy pozostałe kotki dyskretnie przesuwały się na boki, powoli otaczając nieznajomą. Teraz jej sylwetka była lepiej widoczna — na liliowym boku widniała blizna w kształcie kratki, jakby powstała w wyniku starego oparzenia.
Samotniczka syczała i miotała ogonem na boki, próbując sprawiać wrażenie większej i groźniejszej. Jednak Nocniaczki już dostrzegły prawdę. W akcie desperacji rzuciła się na Czereśniowy Pocałunek i wbiła zęby w jej ucho. Nawet ona sama wydawała się zaskoczona swoim atakiem, chwytała się ostatnich możliwości. Gdy szarpnęła, oderwała spory fragment ucha, pozostawiając szylkretkę z nagą, krwawiącą raną na głowie. Struga czerwieni spłynęła jej po czole. Nie przewidziała jednak konsekwencji. Spieniona Gwiazda uderzyła ją w pysk, zwalając z nóg, po czym wgniotła jej głowę w śnieg. W białym puchu zniknął jeden z jej wybitych zębów, a teren wokół spłynął szkarłatem krwi. Nimfie Zwierciadło natychmiast podbiegła do Czereśniowego Pocałunku, pomagając jej utrzymać równowagę.
— Czereśniowy Pocałunku, słyszysz mnie? — zapytała czarno-biała kotka, oceniając stan oszołomionej wojowniczki. Stała jak wryta. Dźwięki odbijały się od jej rany, nie docierając nawet na sekundę do zdrowego ucha. Łapy drżały, a serce waliło tak głośno, że sama zaczynała czuć irytację. Krew spływała po jej oku, skapywała z policzka na śnieg, barwiąc go ciemnoczerwonymi kroplami. Nie wiedziała, co się stało. Nie czuła bólu – jedynie złość i determinację. Słowa Nimfiego Zwierciadła nie dotarły do niej, a może po prostu je zignorowała. Przełknęła ślinę, mieszając ją z metalicznym smakiem własnej krwi. Zamknęła oczy, zatrzymała oddech. Musiała się uspokoić. Nie mogła pozwolić, by panika przejęła nad nią kontrolę. Adrenalina trzymała w ryzach mrok wdzierający się do jej świadomości. Otworzyła oczy, a w jej spojrzeniu zabłysła nowa iskra determinacji. Machnęła głową, rozrzucając krople krwi na futra pobratymców. Spojrzała na Nimfie Zwierciadło i przejechała łapą po jej policzku, wycierając krew. Otworzyła pysk, chcąc coś powiedzieć, lecz zaraz go zamknęła. Odwróciła się gwałtownie w stronę samotniczki. Jej ogon szalał na boki, a wzrok był niczym piorun. Robiła wszystko, by nie patrzeć na własne ucho, które leżało w śniegu. To nie był czas na dramatyzowanie. Nie teraz. Za wszelką cenę chciała w końcu zasłużyć na pochwałę, udowodnić, że jest przydatna dla klanu, który ją ocalił. Wysunęła pazury i wyszczerzyła kły. Kotki z patrolu spojrzały na siebie zaniepokojone. Widziały, jak bardzo była ranna. Dlatego stanęły bliżej, gotowe ją złapać, gdyby zemdlała.
— Czy teraz będziesz współpracować? — spytała liderka, pozwalając obcej unieść głowę nad śnieg. Kotka złapała parę gwałtownych oddechów, korzystając z okazji do zaczerpnięcia powietrza. Jej nos był zaczerwieniony od mrozu, a na rzęsach osiadły drobne, jasne śnieżynki. Wszystkie cztery kotki wbiły w nią wzrok, wciąż zachowując czujność. Wiatr świstał złowrogo wśród górnych gałęzi, a sikory ucichły, jakby same wyczekiwały wyniku starcia.
— Myśl szybciej, albo twój pysk znowu skończy w zaspie — zagroziła Spieniona Gwiazda, choć język jej ciała zdradzał, że działania te nie przynosiły jej ani krzty przyjemności. Gdyby tylko mogła — rozwiązałaby sytuację z liliową pokojowo. Ciało małej zadrżało z zimna, a z lekko rozchylonego pyska wydobyło się kilka suchych słów, otulonych sztuczną pewnością siebie.
— Co chcecie wiedzieć?
Spieniona Gwiazda przez chwilę ważyła słowa, ostrożnie dobierając pierwsze, być może kluczowe pytanie.
— Ile was jest? — spytała, rozpoczynając przesłuchanie skrupulatnie. Samotniczka wzruszyła ramionami, na tyle, na ile pozwalała jej obecna pozycja.
— Nie wiem — dodała, jak gdyby mowa jej ciała nie była wystarczająco wymowna.
Mżący Przelot zerknęła na Nimfie Zwierciadło. Nie wyglądało na to, by bicolorka kłamała, jednak to budziło zupełnie inne obawy.
— To nietypowe — zauważyła zielonooka, ponownie przykładając łapę do jej czoła. — Żyjecie podzieleni na grupy? — Widać było, jak kociczka się spina, a jej wcześniej podrygujący ogon nieruchomieje.
— Dlaczego mielibyśmy? — odbiła pytanie pytaniem.
— To nie ja mam mordkę pod łapą przeciwnika. Nie ty jesteś tu od zadawania pytań. Odpowiedz. — Spieniona Gwiazda upomniała włóczęgę stanowczym tonem. Kotka już otwierała pysk, by odpowiedzieć pobłażliwej liderce, gdy coś w zaroślach skrzypnęło. Krok w śniegu, szelest. Wszystkie uszy i oczy gwałtownie skierowały się w stronę dźwięku. Królik, który wcześniej zdekoncentrował ich zmysły, od dłuższego czasu leżał zmrożony wśród bieli, z sączącą się z ran krwią. Wcześniejszy odgłos dochodził z dalszej części krzewinek.
— Mżący Przelocie. — Liliowa wydała wojowniczce bezgłośny rozkaz, który ta natychmiast przyjęła, odstępując na chwilę od Czereśniowego Pocałunku, by udać się sprawdzić źródło hałasu.
— Ni-nie, proszę, nie! Odpowiem, naprawdę! — Łaciata zaczęła niespokojnie się wyrywać, skomląc niczym zagubione szczenię. Jej maska opadła. — Z-zostań tu, proszę! T-tak, dzielimy się na grupy! Słyszysz?! — Zadarła łeb do góry, by spojrzeć w oczy przywódczyni. — O-odpowiedziałam, widzisz?! Zatrzymaj ją, błagam! Możesz mnie spytać o cokolwiek i-innego, odpowiem, obiecuję! PROSZĘ!
Źrenice liderki się skurczyły. Nie zatrzymały jednak skradającej się ku ścianie roślin Mżącej Przelot.
— Kto jest tu z tobą? — zapytała surowo. Ciało małej na moment struchlało.
— Ni-nikt! Naprawdę, proszę! Jestem posłuszna, o-odwołaj ją! — kontynuowała swój lament.
„Nikt” jej jednak nie uwierzył. Nikt nie powstrzymał Nocniaczki. Zdesperowana wierzgnęła do tyłu, korzystając ze śliskiego od stopniałego śniegu futra, strącając z siebie liderkę i skacząc do przodu, znowu w kierunku rannej. Ten sam trik nie wyjdzie jednak dwa razy. Tym razem obok stała Nimfie Zwierciadło. Wojowniczka wyciągnęła pazury w stronę napastniczki, próbującej ponownie zaatakować ich towarzyszkę. Zanurzyła łapy w jej futrze i choć opór na dole jej gardzieli był krótki, nim sama straciła równowagę, to wystarczyło, by rozerwać coś na szyi samotniczki. Na jej pysku zawitało niedowierzanie. Poleciała przed siebie, wpadając pod nogi Mżącego Przelotu. Jej jasne futro szybko pokryła czerwień, tak rzadko spotykana w tej porze sezonu. Para ślepi zaszła różem, łapy machały rozpaczliwie, próbując doczołgać się do niskich roślin. Po policzkach spływały łzy, żłobiąc w jej krótkiej okrywie wilgotne bruzdy. Miała uszkodzone witalne żyły. Jej kościsty bok unosił się w przerażeniu raz po raz, a pysk łapał każdy kęs powietrza, jak łakomy lis. Jej czas się kończył. Czereśniowy Pocałunek obserwowała całą sytuację z drżącym ogonem. Czemu przywódczyni nie odwołała Mżącego Przelotu? Dlaczego pozwoliła na to, by sprawy zaszły tak daleko?! Zacisnęła zęby, ale nie mogła się ruszyć. Krew nadal lała się z jej ucha, powoli odbierając jej jasność myślenia. Mimo to czuła złość. Niewyobrażalną. Nie rozumiała postępowania Spienionej Gwiazdy! Samotniczka odpowiedziała — powinna dać jej spokój, a może dowiedzieliby się więcej. Spojrzała na Nimfie Zwierciadło, a potem w kierunku obcej. Widziała, jak jej ciało drży, a krew barwi śnieg na ciemnoczerwono.
Przełknęła ślinę, a po chwili podskoczyła do samotniczki. Mimo tego, jak bardzo tamta ją skrzywdziła, nie chciała bezsensownie przelewać krwi. Ta mała wyglądała na przerażoną i zniszczoną przez życie. Wojowniczka rozejrzała się po okolicy, jakby szukając pomocy od kogokolwiek. Członkowie jej patrolu jednak tylko stali w bezruchu, jakby nie dowierzali w to, co widzą. Pchnęła samotniczkę nosem, z nadzieją, że może jednak krwawienie ustąpi. Nie chciała dotykać jej łapami — nie była medyczką, a mogłaby jej jeszcze zaszkodzić.
— Ja... Nie chciałam — wyszeptała Nimfie Zwierciadło.
— Wiem. Nie mogłaś wiedzieć, że tak się to skończy. Jej ruchy były nieprzewidywalne. Widziałam, że twe łapy nie kierowały się ku jej szyi — liderka z ciężkością próbowała pocieszyć wojowniczkę. Mżący Przelot również się zatrzymała. Ktokolwiek krył się w krzewach, z pewnością już dawno zwiał. Otrzymały informacje, które chciały, ale za jaką cenę? Spieniona Gwiazda podeszła do samotniczki. Nie było już dla niej ratunku. Liliowa zacisnęła zielone, zaszklone oczy, sięgając do jej karku. Cichy dźwięk rozszedł się po polance, wyraz litości w tych ostatnich, bolesnych chwilach. Nie było innego wyboru. Czereśniowy Pocałunek spojrzała na liderkę, strosząc futro. Chciała się odezwać, ale jedynie odwróciła wzrok, dusząc w sobie pogardę i nienawiść. Znalazłyby pajęczynę, medycy jej używali. Może mech, cokolwiek! Spieniona Gwiazda jednak po prostu ją zabiła. Dla szylkretowej nie był to gest miłosierdzia.
— Proszę o pozwolenie na pochówek — rzekła orientalka. Liderka odwróciła się w jej stronę, z pyskiem wykrzywionym w lekką podkówkę.
— Ziemia jest za twarda, by skryć pod nią ciało — miauknęła z bólem. — Możemy jednak oddać jej szacunek, chowając ją pod śniegiem, aby nie znalazły jej drapieżniki i padlinożercy. I tak też zostało uczynione. Nimfie Zwierciadło, na własne życzenie, zamknęła ślepia zmarłej, a następnie, również sama, najprawdopodobniej wiedziona poczuciem winy, przykryła jej ciało starannie grubą warstwą bieli. Po skończonej pracy położyła zerwaną wcześniej gałązkę z czerwonymi jagodami na prowizoryczny grób, by choć trochę jej działania upodobnić do należytego pogrzebu. Czereśniowy Pocałunek obserwowała całą sytuację, siadając na śniegu. Podniosła łapę i dotknęła nią miejsca, gdzie kiedyś miała ucho. Gdy zerknęła na nią z przerażeniem, ujrzała krew. Dopiero teraz docierało do niej, co się stało. Zatrzęsła się i spojrzała w gęstwiny lasu. Widziała tam świecące oczy i cienie biegnące w jej kierunku, by dopaść jej gardło. Tu nie było bezpiecznie! Nigdzie na terenach Klanu Nocy nie było bezpiecznie. Jedynie w obozie. Jednak tam były koty takie jak kiedyś Srocza Gwiazda i takie jak teraz Spieniona Gwiazda. Nienawiść bijąca z Klanu Nocy względem innych kotów. Gardzenie czekoladowymi, to była sprawa, którą trzeba było się zająć! Wbiła pazury w śnieg, aż w końcu przyszła pora wracać. Nie odezwała się do kotów, nie chciała pomocy od Spienionej Gwiazdy. Oparła się o bok Nimfiego Zwierciadła, opierając na niej ogon, by okazać wsparcie. Śmierć samotniczki była tylko i wyłącznie winą liderki!

Już w obozie Czereśniowy Pocałunek od razu została zaprowadzona do legowiska medyka. Tam Różana Woń i Zimorodkowe Życzenie zajęły się jej ranami. Jako jedyna była tak poraniona. Inne koty z patrolu nie miały nawet jednego zadraśnięcia. Jedynie Nimfie Zwierciadło zdawała się być roztrzęsiona. Szylkretowa z każdą chwilą dyszała coraz szybciej. Jej umysł powtarzał wydarzenie z samotniczką. To, jak ta rozerwała jej ucho. Jednak działo się coś jeszcze. Widziała, jak pozostałe koty z Klanu Nocy śmiały się z niej, że nie uniknęła tak prostego ataku! Potrząsnęła łbem i zerknęła na polanę. Czy ktoś przyjdzie jej pogratulować? Czy zostanie całkiem sama? Z obozu do legowiska medyka zaczęły wpełzać cienie. Ich oczy były puste, a paszcze pełne ostrych zębów. Wojowniczka zakryła oczy łapami, a po chwili dostrzegła przed sobą małe czarne ziarenka. Medyczka klanu zerknęła tylko na nią i wróciła do swoich zajęć. Czereśniowy Pocałunek posłusznie zjadła nasiona maku i już po paru chwilach odpłynęła w sen. Chociaż to, co działo się w jej głowie, ciężko można było nazwać snem, było to pełnoprawny koszmar, z którego nie mogła się wybudzić. Wszystkie te myśli miały czepiać się jej przez wiele wschodów słońca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz