BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

11 lutego 2025

Od Brukselkowej Łapy do Rysiego Tropu

Kotka wychyliła swój łebek z legowiska, obserwując co dzieje się na polanie. Dostrzegła trójkę zbitych w kupkę kotów, które stały przed wyjściem z obozu i o czymś rozmawiały. Brukselka rozpoznała wśród nich Blade Lico i Jaskółcze Ziele, a oprócz tego stała tam jakaś szylkretka, chyba miała na imię Srebrzysta Łuna… W każdym razie wyglądali, jakby szykowali się na patrol, a to znaczy, że równie dobrze może się do nich przyłączyć, aby odczepić się od swojego mentora. Szybko podreptała w ich stronę.
— Dzień dobry! — miauknęła, podchodząc do trójki kotów. Od razu wszyscy przestali rozmawiać i spojrzeli się w jej stronę.
— Cześć Jaskółcze Ziele — mruknęła do czarnej kotki, z którą chyba już kiedyś miała okazję rozmawiać. Nie była pewna, ale… raczej tak. Raczej rozmawiała.
— Mogę się zabrać z wami na patrol? — zapytała z uśmiechem na pysku. O dziwo wcale nie była zła ani zniechęcona przez fakt, że w sumie to rozmawiała z wilczakami. Wszystko było lepsze niż trening z Sraczkowym Szeptem, nawet przebywanie w towarzystwie tej trójki.
— Myślę, że tak! — odparła kotka o czarnym futrze. Blade Lico milczał, może nie wyglądał na jakoś bardzo zadowolonego z nowego członka patrolu, ale nie protestował.
— Świetnie! To idę z wami — zawołała, ustawiając się obok trójki kotów, gotowa do wyjścia.
— To idziemy? Na co czekacie — zapytała, unosząc jedną brew. Im szybciej wyjdą, tym szybciej wrócą, prawda? Brukselka nie dostała od nikogo żadnej odpowiedzi, trójka kotów po prostu bez słowa wyszła z obozu, a liliowa uczennica podążyła za nimi. Ustawiła się obok Jaskółczego Ziela, mianując ją swoją koleżanką do rozmów podczas tego wyjścia.
— A to patrol łowiecki czy graniczny? — miauknęła jej do ucha. Czarna kotka rzuciła na nią wzrokiem.
— Graniczny. Musimy odnowić granice z Klanem Klifu — odparła. Brukselkowa Łapa pokiwała głową i nieco przyspieszyła kroku, zrównując się z Bladym Licem.
— To ty byłeś mentorem Koperkowej Łapy, co nie? — spytała białego kocura. Wojownik chyba nie za bardzo cieszył się z faktu, że nad uchem skakała mu jakaś uczennica.
— Tak — rzucił krótko.
“Tsss, znalazł się, Pan małomówny!” pomyślała, kręcąc powoli głową. Liczyła na jakieś detale! Szczegóły! Chciała dowiedzieć się trochę o jej ukochanym braciszku! Tak bardzo lubiła się z Koprem, normalnie go uwielbiała! Tak jak siostra brata.
— No i co, jak się zachowywał na treningach? — postanowiła nie odpuszczać. Co on jej może zrobić? Nakrzyczeć na nią? Ona potrafi krzyczeć głośniej! On w końcu jest już stary, a przynajmniej na takiego wyglądał. Ile on mógł mieć? Może jakieś 110 księżyców? Haha.
— A dlaczego tak cię to interesuje? Nie będę mówić ci teraz wszystkiego o moim byłym uczniu — prychnął, głos białego wojownika był chłodny i ostry.
— Aż tak źle mu szło, że musiał zostać medykiem? — dalej drążyła temat. Blade Lico zastrzygł uszami i zatrzymał się w miejscu.
— Bądź cicho! — warknął do Brukselkowej Łapy. Czyżby Pan małomówny wstał dziś lewą łapą? Wielka szkoda! Najwidoczniej się z nim nie dogada, ale to tylko do czasu.
— Niech ci będzie, bo ci jeszcze jakaś żyłka pęknie. Koperek na pewno musiał być strasznym uczniem, pewnie na samą myśl o nim robisz się nerwowy! — zaśmiała się, Blade Lico zmarszczył brwi.
— Nawet się nie waż wymyślać jakichś rzeczy na jeno temat! — burknął pod nosem, ale Brukselka zdążyła już podbiec do swojej koleżanki – Jaskółczego Ziela. Obie kotki zaczęły ze sobą rozmawiać, zostawiając Blade Lico gdzieś na przodzie. Biały kocur chyba nie był dziś w sosie, a może po prostu obecność liliowej uczennicy tak go rozjuszyła.

***

Brukselce po pewnym czasie znudziło się już rozmawianie z czarną kotką. Chyba wkurzanie Bladego Lica wydawało się ciekawsze. Rzuciła Jaskółce spojrzenie w stylu “ja już spadam” i znowu podbiegła do białego kocura, który od razu na jej widok widocznie się skwasił.
— No już nie bądź taki nadęty! Ja tylko żartowałam! — zawołała. Wojownik szepnął coś pod nosem. Ciekawe, dlaczego jeszcze stąd nie uciekał! Brukselka zauważyła, że kocur nie zwraca na nią uwagi, może wybrał ignorowanie jej zaczepek! Paskudne, to tak samo, jak jej mentor, ugh, każdy wilczak jest taki sam! Nie potrafią się bawić, nudziarze!
— Ej, potrafisz się wspinać na drzewa? — zmieniła temat. Blade Lico przekręcił głowę w jej stronę, na pysku miał wymalowane zmieszanie. Uczennica zachichotała.
— No jasne, czemu miałbym nie umieć? — burknął ponuro. To była szansa na to, aby w końcu Brukselka nauczyła się wspinaczki! Od Sraczkowego Szeptu nie chciała wysłuchiwać instrukcji, musiała więc poprosić kogoś innego, aby ją tego nauczył.
— A nie wiem, ale w każdym razie, może chciałbyś mnie nauczyć, jak to się robi? — spytała.
— Mentor ci nie pokazał? — odparł zdziwiony. Brukselkowa Łapa zrobiła trochę naburmuszoną minę, jakby sama myśl o tym kocurze wywoływała u niej jakieś złe emocje.
— Tak właściwie, to nie — przyznała. Być może gdyby częściej chodziła na treningi, to już dawno by umiała się wspinać na drzewa, no ale… sytuacja była zupełnie inna!
— No dobrze, niech ci będzie, skoro tak bardzo nalegasz. Nie mogę pozwolić na to, aby przyszłe pokolenie Klanu Wilka nie potrafiło się nawet wspiąć na drzewo! — westchnął. Koty zatrzymały się niedaleko granicy z Klanem Klifu.
— Jaskółcze Ziele, Srebrzysta Łuna! Pójdźcie odnowić granice, ja, cóż, muszę pokazać tym młodziakom, jak się powinno wspinać na drzewa! — rozkazał. Obie kotki przytaknęły mu głowami i ruszyły przed siebie. Blade Lico odwrócił się w stronę Brukselki.
— Ale nawet nie próbuj mnie wkurzać! — ostrzegł kotkę, brwi miał zmarszczone.
— No dobrze, dobrze! Pokaż mi, jak się wspina na drzewa, zamiast czas marnować — zachichotała. Blade Lico podszedł do jednego z drzew, Brukselka podreptała za nim.
— No, cóż, co ja mam ci powiedzieć? Na początku musisz wysunąć pazury, to podstawa każdej wspinaczki, w końcu potrzebujesz złapać przyczepność — mruknął pod nosem. Brukselkowa Łapa wysunęła pazury i spojrzała na pień drzewa. Nie czekając na kolejne instrukcje, podniosła łapy i uczepiła się kory, wspinając się do góry na niewielką wysokość.
— Stój! Jeszcze ci nie powiedziałem dalszych kroków, złaź z tego drzewa! — zawołał.
“Co za nudziarz! Przecież chyba się domyślam co mam zrobić, nic trudnego!” pomyślała. Nie chciała jednak, aby ten staruszek zdarł sobie gardło, krzycząc na nią. Zeskoczyła z drzewa.
— Teraz dopiero możesz wejść na to drzewo. To nic trudnego, musisz po prostu wspinać się do góry, tak, jakbyś chodziła po zwykłym podłożu. Wspinaczka może okazać się jednak męcząca, pamiętaj, żeby na wszelki wypadek szukać gałęzi, na których mogłabyś przystanąć — wytłumaczył. Brukselkowa Łapa nie była zadowolona z faktu, że akurat jak dobrze jej szło, to Blade Lico kazał jej zejść. Ponownie uczepiła się pnia swoimi pazurami i ostrożnie zaczęła wspinać się do góry. Wcale nie było to takie trudne! Najwyraźniej każdy dziki kot miał w sobie zakorzeniony ten talent do wspinania się na drzewa!
— No, powiedzmy, że nawet ci to wychodzi — stwierdził biały wojownik. Brukselka przysiadła w miejscu, z którego wychodziło kilka gałęzi, tworząc niewielki koszyczek. Gdy usiadła, swoje przednie łapy wyciągnęła przed siebie.
— Tylko stamtąd nie spadnij! Nie chciałbym ciągnąć za sobą trupa! — miauknął, na co Brukselkowa Łapa tylko się zaśmiała.
— Bez obaw! Świetnie mi i- — przerwała, gdyż na chwilę straciła równowagę. Odruchowo przycisnęła przednie łapy do pnia, próbując się odepchnąć do tyłu. Udało jej się znaleźć w pozycji, w której nie była już zagrożona.
— Nic mi nie jest! — krzyknęła, uśmiechając się zadziornie. Blade Lico pokręcił głową na boki.
— Dobra, schodź już. Jaskółcze Ziele i Srebrzysta Łuna już wracają, idziemy do obozu — miauknął.

***

Brukselkowa Łapa wyszła z legowiska uczniów. Wydawało jej się, że dziś także miała wybrać się z kimś na patrol. Czy to przypadkiem nie z Piołunowym Dymem i Lodową Sałatą? Miała ich przy okazji poprosić o to, aby pokazali jej jakieś ciekawe techniki łowieckie, bo przecież od Syczkowego Szeptu nie miała na co liczyć! Właściwie Brukselka chyba częściej uczyła się pod okiem jakichś losowych wojowników, aniżeli pod okiem własnego mentora, ale nie można go za to winić. To ona była za to wszystko odpowiedzialna, bo po prostu nie potrafiła przełknąć jego obecności! Robiła wszystko, aby tylko uniknąć z nim jakichkolwiek interakcji. Czasami mu wmawiała, że źle się czuje, a czasami obiecywała, że w rekompensacie za kolejny już stracony trening uda się na jakiś patrol. No i zazwyczaj jej się to udawało, więc żyła dosyć spokojnym i szczęśliwym życiem, no bo w końcu nie musiała na co dzień widzieć tego dziwaka. Zamiast tego poznawała nowe koty i uczyła się od nich różnych rzeczy. Ciekawiło ją to, że każdy miał własne sposoby na wykonanie jednej czynności, a każdy z nich był kompletnie inny, unikatowy. Nie potrafiła uwierzyć w to, że nawet nie przeszkadzał jej już tak bardzo fakt, że inne koty były wilczakami. Teraz jej wrogiem numer jeden stał się Sraczkowy Szept, a nie te wszystkie koty z Klanu Wilka. Dalej jednak nie przepadała za Sosnową Gwiazdą i tymi kotami z wypranym mózgiem, które chciały jeszcze ślepo podążać za jakimiś tradycjami ustalonymi dawno i jeszcze trochę. Czy nie były one po prostu bredniami, które wynikały z przestarzałych poglądów? Czy Klan Wilka nie powinien się rozwijać, brnąć dalej? Dlaczego te wszystkie koty tak bardzo boją się wprowadzić zmiany w tym głupim klanie! Gdyby tylko posadzili Brukselkę na jakimś wysokim stanowisku, to ta od razu wprowadziłaby jakieś nowe porządki. Szkoda, że tak się jednak… raczej nie stanie. W końcu ważne rangi były okupowane tylko i wyłącznie przez koty najbardziej narażone na te bzdury od ich “świętych przodków”. Co za głupota!

Liliowa kotka stała na środku obozu, mierząc każdego kota podejrzliwym wzrokiem, oceniającym. W sumie to nie było w tym nic dziwnego, często tak robiła. Może niektórzy już się domyślili, że miała, a może i dalej ma pewne uprzedzenia do wilczaków. Teraz zdecydowanie mniej ją obchodziło pochodzenie danego kota, ale jakoś… uraza wciąż pozostała. W każdym razie, w pewnym momencie wzrok kotki zawiesił się na czyimś szylkretowym futrze, ale to nie byle jakim szylkretowym futrze! Brukselka nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Było niebiesko-rude, gęste i puchate. Wyglądało na bardzo miękkie i choć znajdowało się w nim wiele liści i kwiatów, wyglądało na zadbane. Kotka przeniosła swój wzrok wyżej, aby następnie ujrzeć wręcz boski pysk jakiegoś wilczaka. Poczuła, jak coś odbiera jej dech, na chwilę przestała oddychać! Wpatrywała się jedynie w urokliwe brązowe ślepia, należące do jakiejś wojowniczki, która stała niedaleko. Jak ona miała na imię? Chyba Rysi Kop albo może Trop? Chyba ostatnio było o niej głośno, bo była, to znaczy jest! Jest naprawdę świetną wojowniczką! Właściwie to kotka wyglądała na silną, ale też zgrabną i zwinną. Czy to nie… ideał? Brukselka nagle poczuła ukłucie w sercu.
“Och, o czym ja myślę! To wilczak, ugh! Nigdy bym nie pomyślała, że… wilczak może być taki dostojny” westchnęła. Odwróciła głowę od pięknej szylkretki, którą było jej dane ujrzeć. Trochę bała się spojrzeć na nią ponownie, w końcu czy wtedy jej nie urazi? Czy ktoś taki jak ona, dziecko pieszczocha, w ogóle może patrzeć na kogoś TAK szlachetnego? Straszne! Brukselka słynęła jednak z tego, że była naprawdę odważna i szalona. Zawsze do wszystkiego pchała się pierwsza, przed niczym się nie zatrzymywała. Zazwyczaj nie bała się głośno krzyczeć na środku obozu, ale teraz nagle jakoś przygasła. Czuła przytłaczające bicie swojego własnego serca, a także bardzo dziwne łaskotanie w brzuchu! Zmarszczyła brwi i powolnym, ale pewnym krokiem podeszła do szylkretowej kotki. Nagle poczuła się trochę jak jakaś niedorajda, niezdolna do samodzielnego funkcjonowania. Stojąc przed Rysią, przełknęła głośno ślinę, na jej lico wkradł się delikatny uśmiech.
— Cześć! — mruknęła, próbując nawiązać z kotką jakąś rozmowę. Nie mogła przegapić okazji na zdobycie nowej przyjaciółki! Ta, przyjaciółki, bo przecież tylko na przyjaźni jej zależało! Brukselka polizała się kilka razy po piersi, po czym zaśmiała nerwowo.
— Nazywasz się Rysi Trop, prawda? Pamiętam, że zostałaś wojowniczką bardzo szybko, dobrze mówię? — spytała. W jej oczach jakby błysnęła iskierka podziwu i zaciekawienia zmieszanego w spójną jedność. Można by powiedzieć, że liliowa kotka wyglądała teraz jak kocię, podziwiające swój autorytet, ale kto by nie chciał mieć kogoś takiego jako idola!
— To naprawdę spory wyczyn! Musiałaś mieć dobrego mentora, cóż, w przeciwieństwie do mnie — dodała, przewracając oczami. W sumie nie wiedziała, czy Rysia lubi Syczka. Oby nie! Bo byłby trochę… przypał, ale trudno, najwyraźniej coś jej nakłamie, aby tylko nie wyjść na jej wroga, na zagrożenie. Brukselka wzięła głęboki oddech.
— No dobra, ale mam dla ciebie bardzo ważne pytanie! — zachichotała. Pierwsze co przyszło jej na myśl, to powiedzenie “bolało cię może, jak spadłaś ze srebrnej skóry?”, ale stwierdziła, że to byłoby zbyt głupie z jej strony. Na razie musiała się powstrzymać od takich tekstów, ale skoro już wspomniała o jakimś pytaniu, to musi je zadać. Przez chwilę milczała, myśląc nad swoimi następnymi słowami, które starała się dobrać bardzo starannie.
— Skoro jesteś taką świetną wojowniczką, to może pokażesz mi jakieś swoje techniki? Bardzo lubię uczyć się różnych rzeczy od innych kotów! — odparła w końcu, z szerokim uśmiechem na pysku. Oby tylko Rysi Trop się zgodziła!

<Ślicznotko?>

[2071 słów + wspinaczka na drzewa]

[przyznano 41% + 5%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz