BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 1 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 sierpnia 2025

Od Sennej Łapy

Dzień po mianowaniu na ucznia

Był wczesny ranek, przez luki w liściach, które budowały legowisko uczniów, wpadało chłodne światło dnia, budząc przez to wszystkich uczniów, jednak nie Senną Łapę. Kocur leniwie przekręcił się na drugi bok, chcąc tym gestem uniknąć strumienia jasności, który dokładnie padał mu na pysk.
– Wstawaj śpiochu. Wszyscy zdążyli już wyjść z legowiska, a ty tutaj nadal leżysz. – Usłyszał głos Wrotyczowej Szramy. – Makowy Nów przydzieliła nas do patrolu łowieckiego. Pośpiesz się! Nikt nie będzie na nas czekać.
Jego mentorka wyszła, zostawiając go samego, z idealną ciszą, którą starała się go utulić do snu. Ile on by dał, żeby na kolejne kilka chwil sobie pospać. Otworzył oczy, wszystko było takie jasne, co zmuszało go do przymrużenia powiek. Rzeczywiście, nikogo poza nim nie było w środku legowiska. Może faktycznie powinien się pospieszyć? Swoim językiem szybko wygładził swoje futerko, po czym wyskoczył z własnego posłania, spiesząc się, aby zdążyć na wyjście patrolu z obozu. Nie chciał być brany za kogoś leniwego. Nie był wcale leniwy! Po prostu ma więcej energii nocą! Czy powinien poprosić zastępczyni, aby ta dała mu się wykazać o późnych godzinach, kiedy gwiazdy jaśniej świecą, by zapolował i nakarmił klan?
Wyszedł na zewnątrz, spodziewał się jasności, tego białego puchu, o którym tak dużo słyszał, jak był mały. Gdzie był ten śnieg, ta biała pierzyna, która miała pięknie ozdobić krajobrazy, zmieniając je nie do poznania? Jego oczom ukazał się za to brudny śnieg, który topniał przez ciągle padający deszcz. Plucha ta powodowała, że zamiast lasu wyglądającego, jakoby zrobionego z chłodnej chmury, było szarawo, a kałuże błota zdobiły polanę główną.
“Ale okropieństwo… Czy prawdziwa Pora Nagich Drzew w ogóle istnieje? Czy Makowiec naopowiadała nam bajek wyssanych z palca?” – zastanowił się.
W błocie przed nim rysowały się odciśnięte poduszek łap. Pewnie niektórzy uczniowie, wychodząc, niewyspani i popędzani przez ich mentorów wpadali w grząską i lepką ziemię, brudząc sobie przez to łapy. Obszedł błotniste miejsca na polanie i skierował się do grupki kotów, które stały przy wyjściu z obozu. Rozpoznał, że to była jego grupa, przez zapach Wrotyczowej Szramy, która chowała się pomiędzy pozostałymi futrami wojowników.
– Co tak długo? – prychnął w jego stronę Krucze Pióro.
Emanowała od niego pogarda w kierunku czarnego ucznia, a ogonem machał z niezadowolenia na boki.
– Wrotyczowa Szrama nie powiedziała ci, że masz jak najszybciej wyjść z legowiska? – dodała z niesmakiem Kocankowa Łapa, z którą ogólnie rzecz biorąc wcześniej sam na sam, nie miał okazji z nią porozmawiać.
– Chyba że natrafiliśmy na kolejną Koperkową Łapę – prychnął z pogardą Sowi Zmierzch. – Klan Wilka nie potrzebuje jakiegoś kolejnego leniwego ucznia. Szczególnie, teraz kiedy Pora Nagich Drzew.
Senna Łapa zrobił chłodną obojętną minę. Czuł, jak coś w środku go uciska. Zdziwiło go, to, jak aż trzy koty z tego patrolu, były negatywnie do niego nastawione, dotąd widział jedynie, jak łypią na niego niechętnym wzrokiem, a teraz mógł poczuć ich ostre słowa, które były nieprzyjemne i dotkliwe, niczym zatapiające się pazury w jego czarną lśniącą sierść.
Koty nie czekały na jego bądź Wrotyczowej Szramy odpowiedź. Kiedy tylko doszła w ich stronę Zalotna Krasopani, koty ruszyły w stronę tunelu wyjścia z obozu, a on razem z mentorką zamykali koniec patrolu.
Nie podobał mu się ten patrol, wszyscy byli tacy niemili, a od niektórych biła złowieszcza i zła energia. Kocur czuł, jak jego łapy chciały uciekać i skryć się w jakimś podszyciu, między cieniami drzew oraz paproci. Szczególnie od prowadzącej, ten patrol szylkretki. Kocica z dużymi ranami oraz rozdartym uchem przykuwała jego uwagę. Mimo że ona jeszcze nigdy niczego miłego mu nie powiedziała, tak dobrze go obserwowała. Dobrze pamiętał, jak do żłobka czasami przychodził Kosaćcowa Grzywa. Kiedy wojownik z grzywą bawił się z jego rodzeństwem, tak szylkretowa zabliźniona wojowniczka, siedziała w oddali, obserwując ich. Senna Łapa, wtedy znany jeszcze jako Sen, też był obserwatorem i widział kocice. Nie była w stanie się wtopić w zapracowanych wojowników i tętniącym życiem obozu, by pozostać niezauważona przez kocura. Od zawsze, czuł od niej coś, czego nie umiał zdefiniować.
W końcu wszyscy przystanęli, byli niedaleko jeziora, dobrze mógł zobaczyć rysujący się ciemną zielonkawą wodę, która prześwitywała między drzewami. Zalotna Krasopani, weszła pomiędzy koty, aby wydać kolejne rozkazy.
– Krucze Pióro i Kocankowa Łapo, pójdziecie w stronę Potwornej Przełęczy, Sowi Zmierzchu, pójdziesz ze mną w kierunku niedawno zdobytych przez nas Czarnych Gniazd, a wy… – Skierowała swoje brązowe oczy prosto na dwójkę, której imion nie wymieniła. – Skierujecie się w stronę Opuszczonego Obozowiska.
Wrotyczowa Szrama skinęła głową, jednak on nadal wpatrywał się w kierującą patrolem kocicę. Niepokój pulsował pod jego skórą, dopóki kocica nie odwróciła się w przeciwną stronę, razem z innymi. Widząc, jak ich sierść znika za drzewami, odetchnął z ulgą. Nie wszystkie koty, w Klanie Wilka były tak miłe oraz przyjazne, jak Wrotyczowa Szrama, czy Brukselkowa Zadra. Nie wiedział, czemu przy niektórych czuł, jak jego sierść się podnosi z niepokoju, ale teraz był pewien, że jednym z takich wojowników, była Zalotna Krasopani. Była dziwna i niepokojąca. Sprawiała wrażenia kotki, która trzymała wiele kotów za ogon. Jakby miała realną władzę, tak jak Nikła Gwiazda.
– Idziemy Senna Łapo. – Pacnęła go łapą Wrotyczowa Szrama.
Nie odzywając się, ruszył za nią. Tak jak w obozie mógł omijać brudniejsze i mokrzejsze tereny, tak teraz topniejący śnieg, który zamieniał ściółkę w błoto, brudził im łapy. Poduszki łap zapadały się w zimnym i lepkim błocie, wchodząc między jego czyste poduszeczki, sklejały jego sierść.
“Fuj! Ohyda!” – Zmarszczył pyszczek.
Idąc tak i rozmyślając, dotarło do niego, jak koty z tego patrolu, patrzyły się spod byka, nie tylko na niego, ale tak samo na jego mentorkę. Czemu wyznaczyli im tak dalekie miejsce do polowania? Nie było mu jakoś przykro z tego powodu, mógł czuć się spokojniej, jednak ewidentnie czuć było od nich niechęć skierowaną w stronę Wrotyczowej Szramy. Dlaczego?
Dotarli w końcu do wyznaczonego miejsca. Polana była cała w jakichś dziwnych skórach oraz trawa była wydeptana, przez co ciężko było chodzić. Błoto było tutaj chyba gorsze niż w lesie bądź obozie. Tak mógł kocur powiedzieć o tym miejscu z pierwszego rzutu oka. Nie podobało mu się wcale to miejsce, nie mieli szczerze czego szukać w tym miejscu.
– Ruszaj się Senna Łapo. Trzeba coś upolować dla klanu. – Pogoniła go mentorka.
– Niczego tutaj nie złapiesz. Przecież to miejsce to jakieś jedno wielkie bagno przez ten topniejący śnieg! – fuknął sfrustrowany.
Zamiast się skradać, poszedł dokładniej zwiedzić dziwne rzeczy, które musieli zostawić dwunożni. Podszedł do jednej ze skór, które powiewały na wietrze, a w środku mógł zauważyć różne rzeczy, których nie kojarzył wcale. Obwąchiwał materiały, twardsze zimniejsze przedmioty oraz te, które w dotyku przypominały drewno, jednak były pozbawione kory i uformowane w kształt, którego zastosowania nie umiał określić.
– Dwunożni mają naprawdę ciekawe wynalazki…
– Senna Łapo! Nie o to cię prosiłam! Spróbuj się skupić i chociaż przynieść jakąś głupią piszczkę! – prychnęła spięta Wrotyczowa Szrama, wchodząc pod płachtę. – Jesteśmy na patrolu razem z Zalotną Krasopanii i Kruczym Piórem. Dobrze, by było, gdybyś się pokazał z dobrej strony i udało ci się coś upolować. Nie sądzisz?
Czując od kocicy wyrzut, prychnął pod nosem. Nie będzie się tak dawać podpuszczać, szczególnie że są z kotami, od których bije dziwna aura. Podszedł do niej z obojętną miną.
– Nie będę polować na zwierzynę dla kogoś, kto nie traktuje nas poważnie, tylko jak jakieś lisie łajno.
– Chcę ci przypomnieć, że to ty się spóźniłeś – wtrąciła również niezadowolona z faktu, że się stawia. – Po prostu upoluj coś do cholery. Tyle od ciebie oczekuje, przecież nie musisz się z nimi dzielić, możesz dać piszczkę swoim siostrom albo jeszcze komuś innemu.
Wiedział, że miała rację, jednak chciał się usprawiedliwić. Nie jego wina, że mógł swoją energię lepiej spożytkować w nocy, będąc na polowaniach, bądź na warcie i pilnować obozu. Tupnął łapą, żeby podkreślić swoje słowa, które zaraz powie, jednak pomiędzy ich nogami przebiegła spanikowana mysz, na co oboje stanęli jak dwa słupy soli.
– Łap ją! – zawołała kocica, samej wybiegając za stworzonkiem.
Czując nagłą presję, czarny kocur rzucił się biegiem za uciekającą przed nim myszkę. Nie była wcale taka chuda, jednak to miejsce sprzyjało małym gryzoniom, pozwalając im jeść, co popadnie i chronić je przed innymi drapieżnikami. Jego oddech przyspieszył, a szum w uszach zagłuszał wszystko inne. Biegł tak za gryzoniem, lawirując między błotem, miał ją już przed swoimi pazurami, już czuł jej smak krwi na swoim języku. Była centralnie jeden włosek od jego pazurów, kiedy jego łapa wdepnęła w głębszy śnieg obsypany jakimiś liśćmi oraz igłami. Coś kliknęło i odskoczyło, było to szybkie i nagłe, tak samo, jak szarpnięcie kocura za kark przez zdyszaną Wrotyczową Szramę. Sine, metalowe szczęki z kłapnięciem zatrzasnęły się na jego kawału sierści, a mysz uciekła w stronę kolejnych podartych skór rozwieszonych na polanie.
– Moja łapa… – wydusił z siebie zszokowany, tym, że gdyby nie jego mentorka, to prawdopodobnie skończyłby jako kaleka w tym okrutnym klanie.
– Prawie ją straciłeś! – wrzasnęła na niego zła i zmęczona. – Krzyczałam do ciebie, byś dalej nie biegł!

***

Patrol wrócił właśnie do obozu. ->Wszyscy mieli po jakiejś mizernej zdobyczy, które szybko się rozeszły niczym ciepłe tłuste myszki, tylko że te zdobycze były naprawdę wyschnięte i prawdopodobnie, gdyby nie były pokarmem klanu, to głód byłby wyrokiem śmierci dla tych małych żyjątek. “Słabe ogniwa muszą zginąć.” Tak pewnie powiedziałby któryś z tych starszych Wilczaków. Natomiast Senna Łapa razem z Wrotyczową Szramą wrócili bez niczego, byli mokrzy, ubłoceni i głodni, w dodatku czarny kocur przyszedł z niezłym ubytkiem futra na jednej z jego łap.
“Było blisko” – powiedział sobie w myślach, przy tym wpatrując się martwym wzrokiem w przestrzeń przed sobą.
Na dzisiaj był wolny, nie musiał za bardzo nic robić, no, chyba że jeszcze Wrotyczowej Szramie coś się odmieni i postanowi go zabrać gdzieś nocą, jednak po akcji z pułapką dwunożnych, na dzisiaj mu już starczyło wrażeń. Usiadł na polanie, czyszcząc swoje futerko, które było całe ubłocone oraz mokre, gdy zobaczył, jak Niezapominajka wyszła ze żłobka.
“Pewnie po jedzenie, ale sterta wyglądała naprawdę ubogo. Było tyle jedzenia, co kot napłakał.”
Koteczka siadła tam przy stercie, kiedy nie odchodziła dłuższą chwilę, Senna Łapa stwierdził, że może powinien do niej zagadać. Miał to zrobić już o wiele wcześniej, jednak wczoraj po zwiedzaniu swojego terytorium padł na posłanie i przespał resztę nocy. Wstał szybko i podszedł do kotki. Dotknął ją nosem w ucho, na co ta znieruchomiała wcale się go nie spodziewając.
– Spokojnie, Niezapominajko, to ja. Właśnie niedawno wróciłem z patrolu. – Uspokoił kotkę i usiadł obok niej. Gdyby tylko miał ogon, chętnie, by go splótł z nią.
– Nie strasz mnie tak Senna Łapo. – Rozluźniła się i posłała mu ciepły uśmiech. – Jak było? Upolowałeś coś ciekawego? Ta sterta zwierzyny jest do niczego.
Jej narzekanie było słuszne. Pokręcił do niej jedynie głową.
– Nic a nic, za to prawie straciłem łapę – odpowiedział luźno, wpatrując się w jej oczy.
Było to chyba za długo, gdyż ta leciutko zawstydzona, przekręciła pyszczek, uciekając przy tym wzrokiem.
– Jednak chętnie ci opowiem, jak było wczoraj. Chciałem ci to wszystko opowiedzieć, jednak wróciłem późno. Pewnie spałaś.
– Nie odbieraj mi frajdy z odkrywania naszego terytorium! – zażartowała i pacnęła go dla zabawy łapą w głowę, na co on zamruczał rozbawiony.
– Nie możesz się doczekać, aż zostaniesz uczennicą? Bo ja tak – poprawił się, przeczesując łapą dłuższą sierść do tyłu.
– Tak jakby… – powiedziała szczęśliwa, przy tym uciekając wzrokiem na pokaz. Pewnie się z nim teraz bawiła, co cieszyło serduszko czarnego.
– Wiesz, chętnie bym z tobą polował, uczylibyśmy się razem wspinaczki na drzewa oraz walki – rozmarzył się i nachylił się do niej, tak, że ich wibrysy się stykały. – Chciałbym mieć moje pierwsze nocne polowanie z kimś wyjątkowym.
– Dawałbyś mi fory? – Przekrzywiła łepek, obdarowując go psotnym spojrzeniem.
– Pff co to za pytanie? Oczywiście musi być fair play – opowiedział, jednak pod jej spojrzeniem zmiękł . – Noo dobra, chociaż wydaje mi się, że nie musiałbym ci odpuszczać. Będziesz świetną uczennicą, mówię ci!
– Dobry z ciebie przyjaciel, Senna Łapo – odpowiedziała szczerze, co kocura trochę ostudziło.
– Tak, jest dobrym przyjacielem – powtórzył za nią, utrzymując delikatny uśmiech na jego pysku.
Siedzieli tak, dalej śmiejąc się oraz rozmawiając na najróżniejsze tematy. Mijał tak czas, aż do momentu, kiedy po kotkę wyszła Lodowa Sałata, która zagarnęła ją do żłobka.
Uwielbiał spędzać czas z Niezapominajką, była dla niego kimś, z kim naprawdę lubił się bawić w żłobku, teraz chciał robić z nią inne rzeczy, których mogli doświadczać uczniowie.

***

Później po teście na ucznia Niezapominjaki i Koniczynka

Senna Łapa stał, jak wryty czując, jak chłód przenika przez jego mokre futro, prosto do skóry. Ranem zaczęło padać, a koty zebrane pod mównicą patrzyły się na świeżo mianowanego Koniczynową Łapę, który dostał za mentora Krucze Pióro. Część kotów skanowała imię łaciatego kocura, Senna Łapa, jednak nie mógł z siebie nic wydusić.
“Straciłem ją…” – pomyślał zrozpaczony.
Nie znaleziono Niezapominajki ani jej ciała, tylko zapach dzika. Nie było nigdzie, a Nikła Gwiazda nie zamierzał czekać, ani chwili dłużej.
Czarny kocur był zdruzgotany, czuł, jak oczy zaczynają go szczypać, nie mógł dotrwać do końca ceremonii, nie umiał pogratulować, ani złożyć kondolencji dziwnemu nowemu uczniu. Zaciskając ciasno pysk, przygarbiony uciekł do legowiska uczniów, chcąc zostać w spokoju. Wypierał z siebie fakt, że kotka prawdopodobnie nie żyje. Nie mogła tak po prostu umrzeć! Nie mogła, jego serce, ciągle dla niej biło, nie mogła po prostu zostać zaatakowana przez dzika! Nie kiedy, on w spokoju przeczekał noc pod jakimiś paprociami!
Wślizgnął się do legowiska i opadł na swoje posłanie. Bezsilność i smutek opatuliły go niczym zimna biała kołderka śniegu. Pazurami złapał legowisko, które zrobił sam dla kotki. Nie było już teraz potrzebne, przynajmniej nie dla niej. Położył na nim łapki i przytulił do niego głowę.
“Utraciłem część siebie… Część siebie, która nigdy nie miała być moja!” – Pozwolił, aby pojedyncze łzy spłynęły mu po pysku. – “Gwiezdni nie chcieli byśmy byli razem. Choćby nawet przyjaciółmi z jednego legowiska.”
Do środka wszedł Koniczynowa Łapa, który oprócz zmęczonego, wyglądał na naprawdę zmiażdżonego emocjonalnie. Nie dziwił się mu, sam Senna Łapa po stracie, choćby jednej siostry, nie umiałaby żyć z powrotem, jak normalny kot.
– Umm… Jest to wolne posłanie? – spytał łaciaty, wskazując ogonem na posłanie, które Senna Łapa właśnie ściskał.
Czarny uczeń odchrząknął krótko, nie chcąc, by tamten słyszał jego skrzeczący głos i puścił pazurami posłanie, które wcześniej zrobił tylko i wyłącznie dla Niezapominajkowej Łapy. Tylko dla niej.
– Jasne – odpowiedział, jednak jego głos nadal był przytłumiony, przez gulę rozpaczy, która utkwiła mu w gardle.

[2334 słów]

[przyznano 47%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz