Szafirka przeniosła wzrok na kocura i wyszczerzyła uroczo kiełki.
— Dziękuję, chociaż przyznaję, że oryginalny Kasztanek jest najlepszy — wymruczała ciepło. Będąc zupełnie szczerą, nie wyobrażała sobie spędzać tak wiele czasu z kimś innym niż właśnie z Przypaloną Łapą. W jakiś sposób kocur przykuwał jej uwagę bardziej niż ktokolwiek inny. Być może po prostu czuła się dobrze w towarzystwie kogoś, kto tak jak ona nie gardził innymi. Kochała swojego ojca i brata, ale tak naprawdę mieli sprzeczne zdania. Często zdarzało jej się pokłócić, z którymś z nich tylko dlatego, że stawała w obronie kotów o czekoladowym kolorze futra. Dla niej wszystkie koty zasługiwały na równe traktowanie, chyba że były mordercami i innymi szkodzącymi reszcie jednostkami. Wtedy sytuacja była zupełnie odmienna.
— To co? Spróbujesz narysować? Jestem pewna, że wyjdzie ci wspaniale — wymruczała zachęcająco. Jej łapa wciąż znajdowała się na tej należącej do kocura. Nie przeszkadzała jej ta bliskość, a wręcz przeciwnie. Czerpała z tego przyjemność. Zawsze lubiła czułości, może nawet bardziej niż słowa, bo w gestach dało się wyrazić więcej niż w mowie. Przynajmniej tak sądziła Urodziwa Łapa. Przeniosła niebieskie spojrzenie na podłoże pod nimi. Obserwowała w ciszy, jak Kasztanek zaczął kreślić kształty pazurkiem. Szylkretka uśmiechała się, widząc, jak bardzo kocur się skupiał na pracy. Jego ruchy były wyważone i przemyślane. Krótko potem obok namalowanego wizerunku Przypalonej Łapy, pojawił się kształt Szafirki.
— Pięknie ci wyszło. Widzisz? Mówiłam, że sobie świetnie poradzisz — wymruczała dumna z kocura. Po czym dorysowała serduszko z podpisem mówiącym o ich przyjaźni.
— Teraz wygląda perfekcyjnie, nie sądzisz? — miauknęła zadowolona.
— Tak — odparł Kasztanek. Niebieska musnęła jego bok ogonem.
***
Urodziwa Łapa niedawno wróciła z treningu. Od razu odszukała wzrokiem Przypaloną Łapę. Porwała ze stosu dwa stworzonka w pyszczek i pognała do starszego ucznia.
— Cześć, Kasztanku! — wymruczała, zatrzymując się idealnie przy nim. Wyszczerzyła kiełki. Położyła małe istotki przy swoich łapkach.
— Jadłeś już? — spytała z cichą nadzieją w głosie. Liczyła, że ciemny kocur nadal był przed posiłkiem.
— Hej, Szafirko. N..nie jadłem — odpowiedział cicho. Szylkretka uśmiechnęła się szerzej.
— W takim razie chętnie zjem z tobą — podsunęła kocurowi jedno ze stworzonek.
— Wybacz, że to nie jest ryba, ale bałam się, że przez przypadek ugryzę i nabawię się problemów — wymruczała ze spokojem w głosie. Jej uczulenie było utrapieniem. Szczególnie w miejscu, gdzie ryby były podstawą żywienia. Jednak nic nie mogła na to poradzić. Tak miała i już. Usiadła obok kocurka, ocierając się o niego bokiem. Bezwiednie otuliła go ogonem.
— Smacznego Kasztanku — wymruczała łagodnie. Schyliła łebek i ugryzła kęs zwierzyny.
— To jak tam u ciebie dzisiaj? Miałeś trening czy przebywałeś w obozie i tutaj coś robiłeś? A może zdarzyło się coś ciekawego? Och, a chciałbyś się kiedyś udać na krótki spacer? Taki wiesz tylko we dwójkę. Ach, ale to może jak zostaniemy wojownikami. No wiesz, mielibyśmy więcej swobody i w ogóle — miauknęła ożywiona, ale zaraz odkaszlnęła.
— Wybacz, dzisiaj jestem jakaś taka pobudzona — zaśmiała się i odgryzła kolejny kęs, chwilowo się uciszając w ten sposób.
<Przypalona Łapo? Piszesz się na wspólny spacer?>
[476 słów]
[10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz