Gdy Rybitwa miała 5 księżyców (przeszłość)
Z każdym wschodem słońca Rybitwa zaczęła rosnąć, już wtedy nie przypominała z rodzeństwem małych kulek futra. Wyglądali prawie na uczniów klanu klifu, ale jeszcze to nie był ten moment. Kotka zdarzyła już się przyzwyczaić, że bawić się w żłobku, mogła tylko z rodzeństwem, bo nie było nowych kociąt w ich wieku, z którymi mogli się bawić. Żłobek pozostawał pusty do ich dyspozycji, jakby to miało być prywatne legowisko, tylko ich, miało to swoje plusy, bo kotka mogła spać codziennie w innym posłaniu, które nie było zajmowane przez karmicielki, bo nie było takich.
— Uważaj Świetlik, bo lecę! — Rybitwa skoczyła na brata, rudzielec został wtedy od razu przygnieciony, ale odepchnął prędko siostrę tylną łapą. Obaj bardzo lubili robić sparing w żłobku, ćwiczyć siłę, której zbytnio nie mieli, byli bardziej kotami, które szybko biegały, a nie siłaczami. Żłobka jednak nie mogli jeszcze opuścić, więc musiało im to wystarczyć. Ich matka Rozżarzona Pieśń, patrzyła na nich, co chwilę machając ogonem, jakoś czasem zdawała się, że patrzyła na nich z jakimś zaniepokojeniem, Rybitwa złapała z nią na chwilę kontakt wzrokowy, widząc, że coś jest nie tak, oczywiście brat ją przygniótł, więc nie zdążyła czegokolwiek powiedzieć do matki.
— Tak szybko rośnięcie, za niedługo już będziecie uczniami i może poznacie nowe koty, gdy ja miałam mianowanie na ucznia, też się cieszyłam — na chwilę wszystkie kociaki zwróciły uwagę na słowa matki.
— Czyli już nie będziemy tu przebywać? — Zapytał Świetlik swojej matki.
— Owszem, ja i wy już będziemy mieć posłania gdzie indziej. Wy będziecie wtedy dzielić posłania w legowisku uczniów z innymi terminatorami, a ja wrócę do swoim wojowniczych obowiązków — Rybitwa podeszła bliżej matki, kładąc się na brzuch.
— A niedługo, kiedy nadejdzie? Może dzisiaj? Bo dzisiaj jestem gotowa! — Czekoladowa szylkretka uśmiechnęła się, już widząc siebie z nowym imieniem uczniowskim.
— Dzisiaj nie, dopiero za księżyc będziecie gotowi — Rozżarzona Pieśń zaczęła się rozglądać wokół żłobka, a następnie spojrzała na jego wyjście, przecież i tak nikogo nie było tutaj zwykle, więc to było dosyć dziwne zachowanie. Ruda karmicielka po objadaniu terenów spojrzała na swoje kociaki.
— Gdy tylko staniecie się uczniami, to uważać co mówicie i co robicie, istnieją tu koty, które mogą w najmniejszej czynności doszukać się czegoś. Następnie postawią wam łapę tylko po to, by patrzeć, jak upadacie na samo dno — Krabik, która leżała akurat najbliżej matki kiwnęła głową i znowu położyła głowę na swoich łapach, akurat Rybitwa popatrzyła na Świetlika, nie do końca rozumiała słów matki.
— Dobrze mamo — odpowiedziała jej, by nie było, że nie zrozumiała. Czekoladowa kotka nie chciała zbytnio nad tym myśleć, brzmiało to dla niej zbyt skomplikowanie, więc ugryzła Świetlika w ogon, by go sprowokować do dalszej zabawy.
***
Mianowanie na uczniów
Rozżarzona Pieśń prowadziła ich w stronę wyjścia ze żłobka, specjalnie byli na tą okazję wyczyszczeni tak skazitelnie, że nawet kurz, się nie lepił do nich.
— Macie się dobrze prezentować, żeby potem nikt nie miał do was problemu — jej matce zależało, aby zachowywali się wzorowo, ale Rybitwa już to wiedziała, nie potrzebowała wiecznego przypominania tego. Lśniąca Gwiazda wszedł na mównicę, a słońce dokładnie oświetlało jego osobę, zwołał zebranie, gdzie większość kotów równie się zebrała.
— Rybitwo, Krabiku i Świetliku, ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziecie się nazywać Zanurzoną Łapą, Krabową Łapą i Świetlikową Łapą. Waszymi mentorami kolejno będą Różeńcowe Serce, Focza Fala i Czujny Pasterz. Mam nadzieję, że Różeńcowe Serce, Focza Fala i Czujny Pasterz przekażą wam całą swoją wiedzę. — dostała Jaśniejące Skrzydło jako mentora? Ale super! Czuła taką ekscytację, już chciała nawet do niego podbiec, matka im jednak powiedziała, że mają dobrze się zachowywać, że ktoś niby przez ich błędy będzie im łapy podstawiał. Czekała, aż jak Lśniąca Gwiazda skończy zebranie.
— Różeńcowe Serce, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentorki, Pietruszkowej Błyskawice doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją lojalność i odpowiedzialność sprawowania roli Jaśniejącego Skrzydła. Będziesz mentorem Zanurzonej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę. — czekoladowy srebrny kocur, podszedł do swojej uczennicy, dotykając jej nosa. Koty zaczęły skandować jej imię, słyszała nawoływania, które były dosyć życzliwe, nie widziała w nich nic złego.
— Focza Falo, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentorki, Kukułczego Wdzięku doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją wytrwałość i dobroć. Będziesz mentorem Krabowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę. — Focza Fala niepewnie podeszła do Krabowej Łapy, jej siostra równie nie była zadowolona z tego wyboru. Dlaczego niby Lśniąca Gwiazda wybrał kotkę, która ich nie lubiła, bo byli kociakami Bukowej Korony? Nie było to zbytnio przemyślane, może z czasem Krabowa Łapa sama poprosi o zmianę mentora.
— Czujny Pasterzu, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Króliczej Prawdy doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją zwinność i spryt. Będziesz mentorem Świetlikowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę — kremowy kocur był ostatnim kotem, który dotknął nosem jej brata. Rudy wojownik dał znać, że zebranie jest zakończone i tłum zaczął skandować ich nowe imiona. Zanurzona Łapa zobaczyła, jak matka do nich podchodzi.
— Jestem szczęśliwa, że zostaliście uczniami, życzę wam, żebyście stali się dobrymi wojownikami Klanu Klifu.
***
Zgromadzenie (27.09.2026) tego samego wschodu słońca
Biegła ze swoim bratem do bursztynowej wyspy, wchodząc pod łapy innym kotom. Rybitwa jednak nie zdawała się przejmować innymi kotami, chciała tylko zobaczyć na własne oczy miejsce spotkań wszystkich klanów, o którym inne koty rozmawiały między sobą. Świetlik i Rybitwa biegli jak szaleni, tylko Krabik zdawała się bardziej opanowana i mniej nadaktywna z tego powodu. Kociaki Rozżarzonej Pieśni ujrzały na własną oczy wyspę, klifiacy zajęli miejsce, wśród tej kamiennej wysepce a Lśniąca Gwiazda usiadł na jakimś wysokim kamieniu z innymi kotami. Koteczka rozglądała się, czuła się trochę nerwowa, a ją nos swędział od tych wszystkich nowych zapachów.
***
Patrzyła jak wiele kotów, rozmawiało ze sobą, może ona też powinna? Przynajmniej by się pochwaliła tym Różeńcowemu Sercu, nie znała go jeszcze dobrze, a musiała mieć jakieś dobre tematy, by mu zaimponować, był w końcu Jaśniejącym Skrzydłem. Kotka mijała przeróżne koty, żaden jednak nie wpadał jej do gustu jako idealny rozmówca na ten wieczór. Rybitwa przewróciła oczami, czy nie było nikogo ciekawego? Szukała dalej i natknęła się na trzy czarne szylkretki, wyglądały jak siostry, może nimi były? Wyglądały nawet jak uczennice, a jej chyba było najlepiej zacząć z kotami w jej wieku. Podeszła do jednej z czarnych szylkretek.
— Cześć, jestem Zanurzona Łapa z klanu klifu, jesteś może uczennicą? — Brzmiało to może głupio, lecz nie wiedziała, jak zacząć.
Czarna szylkretka zwróciła po jakimś czasie na nią uwagę, odchrząkując.
— Tak, jestem, ale nie na długo. — miauknęła z przymrużonymi, połyskującymi oczyma i poprawiła łapą grzywę, ulizując ją w tył.
— Rozumiem... — chciała coś jeszcze dodać, ale widziała, że nieznajoma zmrużyła oczy, jakby powiedziała coś nie tak. Nie chciała wyjść na niegrzeczną, Spojrzała na blizny od nieznajomej, wyglądały nieźle, jeszcze te kły wbite w jedno ucho.
— Skąd masz te blizny i te kły za uchem? Wygląda to fajnie — spojrzała jeszcze na jej umięśnioną sylwetkę. Westchnęła pod nosem, szkoda, że oprócz rodzeństwa nie miała kotów w jej wieku, z którymi mogłaby pogadać, a tak kotka pewnie była już prawie dorosła? Trochę głupio by było mieć nadzieję, że tak krótką i błahą znajomość między taką kotką mogłaby utrzymać na dłużej, skoro sama nic nie miała do zaoferowania.
Nieznajoma spojrzała z szerzej otwartymi oczami na swój prawy bark, uśmiechnęła się i potrząsnęła głową, by kły zabrzdękały o siebie nawzajem.
— Zdobyłam je w potyczce z kuną, ratując życie innemu, głupiemu kotu. — pochwaliła się, wypinając pierś.
— A czy ty masz jakieś osiągnięcia na swoich barkach? — Miauknęła z krztyną złośliwości w głosie, pochylając trochę głowę w jej stronę.
Nie wiedziała, czym jest kuna, ale chyba może to była jakaś niebezpieczna zwierzyna, choć musiała po zgromadzeniu spytać o to Różeńcowe Serce. Ratowanie drugiego kota, brzmiała jak dobra zasługa, która by sprawiła, że będzie widziana jako lepszy kot, ale na razie niestety nie zdarzyła się taka sytuacja, oby kiedyś tak było. Uczucie bycia czyimś bohaterem było bardzo satysfakcjonujące. Starsza kotka spytała, czy ona nie miała jakichś osiągnięć, ale tylko młodej zrobiło się przykro i przemilczała ten fakt, chcąc zmienić temat.
— Pewnie musisz przez to być doceniania w swoim klanie, a skoro już wspomniałam o tym, to, z jakiego jesteś? — Była ciekawa, jakie klany jeszcze istnieją i ile ich było. Nieznajoma tylko podniosła brew na jej słowa.
— Nie powiedziałabym, że jestem doceniana. Mam nadzieję, że jednak szybko mnie wszyscy po doceniają, a więcej kotów się o mnie dowie. — spojrzała na nią z góry.
— Jestem z Klanu Burzy, coś tam słyszałam, że między naszymi klanami jest sojusz, mam nadzieję, że będzie jak najtrwalszy. — dodała, po czym burzaczka polizała się po grzbiecie i znów zaczęła rozdrapywać strupka na brwi, z którego zaraz zaczęła się sączyć krew.
— Jak długo jesteś uczennicą? — Podpytała burzaczka.
— wyglądasz, jakbyś dopiero niedawno zaczęła rosnąć. — nieznajoma zauważyła, a jej wąsy się poruszyły.
Czekoladowa spojrzała zdziwiona na czarną szylkretkę.
— Dość dziwna ta mentalność w waszym klanie, skoro nie doceniają twojego czynu. Uratowanie drugiego kota to coś wielkiego! U mnie, gdyby ktoś pokonał taką kunę, natychmiast by został Jaśniejącym Skrzydłem — tak na serio nie wiedziała, jak się nim zostaje, ale intuicja jej odpowiadała, że za takie uczynki, przywódca nie przechodził obojętnie wobec kogoś takiego. Na wspomnienie o sojuszu, o którym nie wiedziała, uśmiechnęła się, po czym szybko odpowiedziała na następne pytanie.
— W sumie od tego wschodu słońca, cieszę się, że po mianowaniu z rana, Lśniąca Gwiazda wybrał mnie i moje rodzeństwo na zgromadzenie. — wróciła chwilowo pamięcią do swojego mianowania.
— Co nie? Te staruchy młode koty mają głęboko zadkach. Wydaje mi się albo cenią jedynie zdanie i osiągnięcia innych staruchów. — prychnęła burzaczka.
— Ciągle szukam okazji na wykazanie się, ale na razie ten klan nudzi jak flaki z zająca. — nieznajoma ponarzekała wystarczająco wiele, następnie wyprostowała się z tym swoim dziarskim uśmieszkiem.
— To w takim razie z ciebie jest młodzik — stwierdziła — w twoim wieku to ja już na króliki polowałam, a nie na zgromadzenia łaziłam. — parsknęła złośliwie czarna szylkretka.
— Ilu jest was w tym twoim rodzeństwie? I czym są te jaśniejące skrzydła, o których wcześniej paplałaś? — Odparła jeszcze.
— jest nas w sumie trzech, licząc i mnie, nawet są tutaj razem ze mną! — była dumna, że mogła się pochwalić rodzeństwem, fajni byli na swój sposób.
— Jaśniejące Skrzydła to takie koty, które są wysoko postawione nad wojownikami, są blisko przywódcy i mogą prawie robić wszystko, co zechcą. Zostają nimi najlepsi i najbardziej lojalne koty, chciałabym być kiedyś jedną z nich i wspomagać swój klan — zaczęła marzyć jawnie.
— Trzech, powiadasz? — Burzaczka się zastanowiła.
— Wiesz, warto, jest, mieć rodzeństwo, któremu możesz ufać i które możesz wykorzy- ekhem, to znaczy, które może ci pomóc w celach różnego typu. — przestrzegła ją.
— No dobra, czyli stworzyli bezsensowną rolę, która ma tylko być tytułem, taką ozdóbką do postaci kota. — burzaczka zastanowiła się, pocierając łapą brodę. Trochę to niespodobało się Zanurzonej Łapie, jak nieznajoma myślała o tej prestiżowej roli.
— Nie powiedziałabym tak — Większość dostała ten tytuł za to, że przegonili niebezpiecznego zdrajcę z naszego terenu, który zabił jednego z członków klanu klifu. Był bardzo agresywny i niezrównoważony — wspominała oczywiście o Gasięnicowym Ogryzku, słyszała jako kociak, że zabił przyszłą przywódczynię klanu klifu, Pikującą Jaskółkę i właśnie przez to Lśniąca Gwiazda jest przywódcą.
— A czy te koty dostają jakieś pozytywne dodatki niż tylko bycie wyróżnionym? Na przykład jedzą prędzej od wojowników? Nie sądzę. Albo może robią inne rzeczy od wojowników? Też wątpię. Według mnie to tylko takie bezsensowne odznaczenie, które tylko ma na celu pokazać, że ktoś jest lepszy od kogoś. — parsknęła czarna szylkretka, jakby do niej nadal nie docierało.
— Jaśniejące Skrzydła o tyle mają fajnie, że są wysyłane na misje poza terenami klanów do ziem niczyich i no...— jedzą pierwsi przed wojownikami, jak to mówiłaś — pierwsze co przytoczyła o tych misjach było kłamstwem, lecz byłoby źle gdyby pokazała klan w złym świetle.
— Skoro tak twierdzisz. — burzaczka przewróciła oczami.
— Możesz już się ode mnie odkleić, i tak zaraz zgromadzenie się kończy. — fuknęła niemiło i odwróciła plecami.
— Żegnam.
Odkleić? Brzmiało to, jakby się przyczepiła do niej, fakt może pierwsza zaczęła tą dyskusję, ale jakoś buraczka nie fascynowała ją na tyle, by się do niej przylepić. Odeszła od niej nawet się nie żegnając, przecież chciała tylko z kimś pogadać, może innym razem znajdzie rozmówcę, który bardziej ją zadowoli.
***
Po ucieczce Lśniącej Gwiazdy (Przeszłość)
Dreptała w śniegu, zostawiając na nich ślady łap, Różeńcowe Serce przyglądał się swojej nowej uczennicy. Zanurzona Łapa tak sobie rozmyślała, co mogło się stać z Lśniącą Gwiazdą, przecież niedawno ją mianował, a teraz nagle nie było go, przez kilka wschodów słońca. Niby Jaśniejące Skrzydła uspakajały innych, że nie ma czym się martwić, że może wróci, tylko rudy jakoś nie wracał.
— Różeńcowe Serce, czy Lśniąca Gwiazda opuścił nas na dobre? — Spojrzała na mentora, który był Jaśniejącym Sercem i może wiedział, co naprawdę się z nim stało.
— Oczywiście, że nie, pewnie ten sezon uniemożliwił mu wrócenie do domu na czas, patrole właśnie pracują nad tym, by wrócił cały. Nie musisz się obawiać, nie zrobił tego specjalnie, pewnie przodkowie czuwają na nim — raczej ta odpowiedź nie zaspokoiła jej ciekawości, jednak mieli iść na polowanie, więc nie chciała nic mówić więcej.
[2145 słów]