Na przełomie Pory Nagich Drzew i Pory Nowych Liści, podczas trwania szkolenia Wróżki
– Nie... nie... nie – westchnęła Szafran, rozczarowana brakiem postępów swojej uczennicy, gdy po raz kolejny albinoska ześlizgnęła się z gałęzi. – Skup się, Wróżko.
Albinoska wydała z siebie jęknięcie. Biały puch oraz warstwa liści, które znajdowały się pod nim, zamortyzowały upadek, jednak Wróżka była niepocieszona z faktu kolejnego niepowodzenia. Wspinaczka miała być prosta. Tak mówiła Szafran i tak musiało być, skoro już czteroksiężycowe kocięta w tym wieku miały już swoje pierwsze podejścia do wspinaczki.
– Przepraszam, Szafran... naprawdę się staram.
– Wiem. Jednak z rozpoznawaniem lisich tropów oraz tworzeniem legowisk, na ziemi, nie miałaś takich problemów. Niech pomyślę... – mruknęła, oddając się zadumie. Kocica przyniosła spojrzenie z uczennicy na drzewo, z którego Wróżka spadła, po czym zatrzymała je na czarnym kocurze stojącym nieopodal. – Śnienie, to twoja wina. Rozpraszasz ją.
~~~
Stojąc nieopodal granicy z Klanem Burzy, na dłużej zatrzymała spojrzenie na tak dobrze znanych jej terenach. Przynajmniej tak sądziła. Od czasu, gdy jej łapy znajdowały się na wrzosowych połaciach, minęło tak dużo czasu, a skutki pożaru wciąż dało się zauważyć gołym okiem. Klan Burzy z każdym kolejnym dniem, a tym bardziej księżycem stawał jej się obcy.
– No dalej... jeśli chcesz złożyć im wizytę, chociażby na kilka uderzeń serca, śmiało, przejdź przez Drogę Grzmotu... – westchnęła Szafran, która w tym samym momencie szykowała się do spałaszowania niewielkiego ptaka, którego udało jej się pochwycić niedaleko Śliwowego Gaju. – Tylko masz pozostać w zasięgu mojego wzroku, słyszysz? – Oblizała pysk, a już chwilę później zatopiła zęby w mięsie. – I tylko komuś powiedz o moim dzisiejszym posiłku...
– Widzisz ten zarys w tle... o tam? – zagadnęła, zmieniając temat. Nie miała zamiaru mówić nikomu o tym, co jadała Szafran, a czego nie. – To Upadły Potwór, podobny do Upadłej Gwiazdy na waszych terenach. Mentorzy często zabierają młodych uczniów, aby ćwiczyli w jego okolicach biegi długodystansowe czy trenowali polowanie na króliki – rzekła melancholijnie, dzieląc się ciekawostką na temat Klanu Burzy. – Niedaleko niego znajduje się Martwy Szlak, będący najzwyklejszą ścieżką obrośniętą suchymi, obumarłymi krzewami. Wśród uczniów na przestrzeni księżyców powstały legendy, mówiące o tym, że przyczyną śmierci tamtejszej roślinności są duchy z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, które podczas pełni wychodzą z tamtejszej spopielonej ziemi, by zatrzymywać przechodniów i wabić ich na mroczną drogę. Teraz to miejsce musi wyglądać mroczniej...
Mimo chęci postawienia łap na rodzimych terenach znajdujących się na wyciągnięcie łapy, jak i zachęty mentorki, która dość szybko zrozumiała, co siedziało w głowie Wróżki, kotka nie zdecydowała się przekroczyć granicy. Przynajmniej nie teraz. Jeśli miała już znaleźć się na terenach Klanu Burzy, chciała móc spotkać się najpierw z braćmi. Na razie jej wystarczyło to, że przy pomocy Modrogończyka, który robił za jej posłańca i z tego, co zauważyła, kocur przez wzgląd na swój status będący kocięciem z miotu sojuszniczego, bez zawahania się pokonywał granicę, miała sprezentować Burzaczkom pęczek ziół, które zdaniem Wróżki najbardziej były potrzebne jej współbratymcom. Mogła zrobić chociaż tyle i aż tyle.
~~~
Zdając sobie sprawę, że czarna postać zniknęła jej z zasięgu wzroku, zwolniła kroku, by w końcu zatrzymać się na wzniesieniu. Na pysku Wróżki widoczne było zmartwienie. Śnienie przecież nie mógł ot, tak wyparować, gdy tylko odwróciła spojrzenie, a jednak. Po kocurze nie było ani jednego śladu.
Wtem coś, a może ktoś ni stąd, ni zowąd skoczył w kierunku kotki i popchnął ją lekko do tyłu. Albinoska, straciwszy równowagę, sturlała się wraz z czarnym kocurem z wniesienia, lądując miękko w śnieżnej zaspie. Chwilę jej zajęło dojście do siebie, tym bardziej tuż po tym, jak świat zawirował jej przed oczami. I to dosłownie.
Wróżka nie spieszyła się z wyjściem z zaspy. Zmartwiony Śnienie ponownie zanurkował między biały puch, starając się pomóc kocicy podnieść z pleców. Ta jednak leżała z zamkniętymi oczami, nie dając żadnych oznak życia do momentu, aż kocur nie zbliżył do niej swojego pyska.
– Ha~! – miauknęła, otwierając oczy, z trudem powstrzymując śmiech. – Nie pamiętam, kiedy ostatni raz bawiłam się na śniegu... nawet jako kocię, nie często miałam okazję biegać wśród zasp czy w nie wskakiwać przez wzgląd na ojca, który oczekiwał ode mnie i braci nienagannego zachowania. Gdyby mnie teraz zobaczył, na pewno uraczyłby mnie kazaniem... – urwała. O ile ojciec trafił do Klanu Gwiazdy, spoglądał na nią właśnie teraz ze Srebrzystej Skóry. Na jej niepoprawne zachowanie dorównujące młodym uczniom psocących na treningach. I pomimo myśli, że być może właśnie tak było, z jej pyska ani na moment nie zniknął uśmiech. – Śnienie... czy możemy wrócić do obozu później, proszę?
~~~
– I znowu na mnie wpadasz... To piąty raz podczas tej kwadry, a minęły dopiero dwa wschody słońca. I ty masz być wojownikiem? Zamiast wyminąć, to wchodzisz prosto na drugiego kota... Żałosne... Jak zamierzasz polować czy brać udział w patrolach?
Wróżka już od dłuższego czasu próbowała jakoś dojść do porozumienia z szylkretową kocicą, jednak ta dość szybko traciła zainteresowanie rozmową z albinoską, jak i jej charakter nie pozwalał im na to. Wróżka starała się znosić zaczepki córki Jaśminowiec i do tej pory jej się to udawało, jednak gdy wojowniczka zasugerowała, że kocica celowo dołączyła do Owocowego Lasu, porzucając swój rodzimy klan oraz profesję, coś w niej pękło. Być może w oczach co poniektórych kotów właśnie w taki sposób była odbierana. Jednak nie mieli oni pojęcia, czego doświadczała od pierwszych chwil swojego życia i ile czasu myślała nad decyzją odnośnie do zostania, powrotu lub całkowitym opuszczeniu tutejszych terenów. A Śnienie był jej na ten moment najbliższym kotem. Czy to występek, że spędzali ze sobą sporo czasu i się dogadywali? Czy może Daglezja była zazdrosna o łączącą tę dwójkę relację? Wróżka nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Daglezja jej się tak uczepiła, mimo że nie raz głowiła nad tym, czy może w jakiś sposób nie uraziła kocicy, odkąd zaczęła szkolenie na uczennicę.
– Daglezja! – Szafran wpatrywała się w niesforną wojowniczkę karcącym spojrzeniem. – Nie słuchaj jej – tym razem zwróciła się do Wróżki. – A już na pewno nie dawaj jej satysfakcji. Nie możesz pokazać, że jej słowa cię dotknęły, bo inaczej nie przestanie ci dokuczać. Słyszysz? Od kociaka jest taka wyszczekana do każdego.
– Marnujesz na nią swój czas, Szafran. Co z niej będzie za wojowniczka, skoro wzrok jej się pogarsza z kwadry na kwadrę. Powinna szkolić się na stróża, skoro promienie słoneczne jej szkodzą i musi być specjalnie traktowana. Albo powinna zostać starszą i nie wyściubiać nosa z legowiska. Najlepiej by było, gdyby Czereśnia ją odesłał... – prychnęła na odchodne.
Wróżka nie czuła się na siłach, aby udać się później na wieczorny trening.
– Ona ma rację, Szafran. Wspinaczka na drzewa, mimo zadowalających postępów, wciąż jest dla mnie wyzwaniem. Mój wzrok również się pogorszył za sprawą spędzenia Pory Nagich Drzew na terenach niczyich. Możliwe, że w przyszłości stracę wzrok i nie będę mogła pełnić funkcji wojownika.
– W przyszłości możesz tracić wzrok i zaszywać się w legowisku starszych, ale póki widzę w tobie potencjał, jesteś pełna sił i determinacji, jesteś moją uczennicą. Nie po to rezygnowałam z wizyt u wnucząt, aby usłyszeć, że przez głupie dogadywanie Daglezji zamierzasz się poddać. Wyszkolę cię na wojowniczkę. Do końca Pory Nagich Drzew nią zostaniesz albo i jeszcze wcześniej. Już ja o to zadbam.
~~~
"Uroczo razem wyglądacie". "Wasze dzieci".
Zawstydzona własnymi myślami oblała się rumieńcem i nim się zorientowała, zderzyła się głową z jakimś kotem. I to nie byle jakim kotem, a takim, którego miała okazję widywać niemal codziennie w lecznicy Klanu Burzy, gdy pełniła funkcję asystentki medyka.
– W-Wełnista Mszyca?! – bura kotka wpatrywała się w wojowniczkę, jakby zobaczyła ducha. – To naprawdę ty? – Jej oczy zaszły łzami, po czym wtuliła mordkę w puchatą sierść albinoski.
~~~
– Wróżko, wystąp.
Albinoska posłusznie zrobiła krok naprzód, wychodząc na środek półkręgu.
– Najwyższy czas, abyś dołączyła do grona wojowników. Wykazałaś się determinacją i szacunkiem do naszej kultury oraz wierzeń. Czy przysięgasz pozostać lojalna naszej społeczności i walczyć za jej dobro?
– Przysięgam.
– A zatem witamy cię jako nowego wojownika Owocowego Lasu!
Zebrani skandowali miano świeżo mianowanej wojowniczki. Wróżka przeniosła spojrzenie na swoją mentorkę, wpatrując się w jej stronę z wdzięcznością. Każda jej rada, którą usłyszała na treningu, była cenna i dzięki niej udało jej się zakończyć trening. Również była wdzięczna Śnieniu, że towarzyszył jej podczas zmiany profesji. Po ceremonii podeszła do kotki i kocura, chcąc im podziękować za poświęcony czas w specjalny sposób.
O zmierzchu Wróżka zyskała na prawym uchu dwa nacięcia informujące, że pełniła rangę wojownika w Owocowym Lesie. A pod koniec dnia z łatwością udało jej się wdrapać na drzewo, z którego razem ze Śnieniem obserwowała gwieździste niebo.
🐑
Awwwwwwwwwwww
OdpowiedzUsuń