Dawno temu…
— Jak myślisz… Czy Pikująca Jaskółka to dobre następstwo?
Uniosła brwi. No, tego się nie spodziewała. Zerknęła kątem oka na śpiącą w kącie Jastrzębi Zew.
— Jest zbyt pewna siebie — miauknęła po paru uderzeniach serca. — A gdy coś nie pójdzie po jej myśli, to zachowuje się, jakby miała gałąź tam, gdzie promienie słońca nie sięgają.
Blask spojrzał na nią beznamiętnie.
— Czyli?
— Myślę, że moje słowa mówią same za siebie.
Brak reakcji. Z westchnieniem położyła pysk na łapy.
— Czyli, nie przepadam za nią — kontynuowała. — Nie widzę jej w roli dobrej przywódczyni. Jak dojdzie do władzy… To ten klan jeszcze bardziej zejdzie na psy. Nie popieram wyboru ojca, ale kim ja w tym momencie jestem, żeby mówić mu, co zrobił źle — uśmiechnęła się sztucznie.
Parę dni przed mianowaniem Strzępka i Szronki na wojowników…
Wpatrywała się w oddalające się wzdłuż ścieżki sylwetki jej dzieci wraz z ich mentorami. Promienie słońca przedzierały się przez nurt wodospadu i malowały jasne wzory na skalnej podłodze.
W kąciku oka błysnął jej skrawek rudego futra. Jej uwaga padła na Mirtowe Lśnienie, który ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się rozdzielającej patrole Pikującej Jaskółce. Bez słowa podeszła do brata od boku, również spoglądając na zastępczynią w ciszy.
Po paru chwilach milczenia doszła do wniosku, że albo czekał, aż sama się odezwie, albo wprost nie chciał z nią rozmawiać.
— Rozumiem, że ty też nie darzysz jej żadnym pozytywnym uczuciem— mruknęła. Zwrócona do niego stroną z pustym oczodołem nie zdołała dojrzeć, czy słowa wywołały na jego pysku jakąkolwiek reakcję. — Masz zamiar jedynie ględzić nad tym, że jest prawą łapą ojca… Czy wziąć sprawę we własne łapy?
Nie była nawet pewna tego, co miała przez to na myśli. Ale Blask nie wydawał się typem kota, który stał by bezradnie i ględził nad własnym losem.
<Blasku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz