Kotka uniosła wzrok ze swoich łap, dostrzegając Motylkową Łączkę i strojąc swój pysk uśmiechem. Nie chciała przecież zamęczać kocicy swoimi smutkami na temat samotników. Przecież zasady, które ustalał przywódca były po coś i musiała ich przestrzegać, nawet jeśli nie rozumiała ich potrzeby. A co jeśli taki ktoś jak ona chciałby dołączyć do Klanu Burzy? Zgodnie z nowymi zasadami, nie zostałaby przyjęta, gdyż nie spełnia żadnego z warunków, co ją smuciło. Mimo tego starała się nie rozsiewać swego smutku po jej towarzyszach, chociaż nie było to proste, bo najgorsze co mogłoby być, to grupa smutnych kotów.
– Och, Motylkowa Łączko! Jak dobrze cię widzieć – wymruczała kotka na powitanie, kiedy wojowniczka usiadła obok jej. Wzrok Jagody wylądował na króliku, który gościł pod łapami towarzyszki, jednak szybko powróciła nim do jej oczu.
– Jak się masz? – zapytała Motylka, po czym wzięła kęs zwierzyny. Pytanie zdziwiło ją, jednak najwyraźniej był to idealny temat na rozpoczęcie rozmowy. Lepszego pewnie by nie znalazła, biorąc pod uwagę, że często również nadużywała tego pytania.
– Nie jest źle – odpowiedziała krótko. – Zwiewny Mak została wojowniczką, a Ciernistej Łapie trening ciągnie się dalej. Co najwyżej pogoda mogłaby być lepsza, aby polowania szły lepiej. – Zaśmiała się cicho, jednak na pysku Motylkowej Łączki nie malował się uśmiech, jak tego oczekiwała Jagoda. Czyżby popełniła błąd? Pozwoliła dostrzec coś, czego nie powinna? Z pewnością nie. Nie mogła. – Chociaż obawiam się, że zaniedbuje trening z Ciernistą Łapą, bo jak mogłabym przemęczać swego własnego syna. Tym bardziej że zaczyna wdawać się w swego ojca… Właśnie! Ty wyszkoliłaś już kilkoro uczniów, prawda? Może dałabyś mi kilka rad, bo nie chcę, aby Ciernista Łapa został dobrym wojownikiem.
Kocica była zadowolona z dalszej rozmowy, która ciągnęła się dalej. Nie dość, że dostała dużo dobrych rad na temat prowadzenia treningu, to jeszcze temat przeszedł z jej osoby na inny. To właśnie chciała osiągnąć, bo po co miała zamartwiać innych?
*****
Wpatrywała się w wyjście z obozu, jakby oczekiwała na kogoś przyjście, co było prawie prawdą. Motylkowa Łączka opuściła Klan Burzy z dnia na dzień, co było niespodziewanym wyborem dla niej. A co jeśli się zgubiła i nie znalazła drogi powrotnej? Nikt z własnej woli nie opuściłby klanu, aby żyć jako samotnik, to nie byłoby dobrym wyborem i wiedziała to dobrze. Właśnie dlatego od kilkunastu dni wyczekiwała jej powrotu, jej oczy wbite w tunel, jakby zaraz miała z niego wyjść kocica, lecz na marne. Kotka na razie nie powróciła, jednak Jagoda nie miała zamiaru się poddawać. Kiedyś Klan Gwiazdy wskaże jej drogę do domu i powróci.
– Czekasz na kogoś? – czyjś głos rozbrzmiał w jej uszach, a kiedy skierowała wzrok na jego źródło, to dostrzegła Przeplatkowy Wianek, a jej pysk przystroił uśmiech.
– Witaj Przeplatkowy Wianku – przywitała się z nią, a kocica przysiadła u jej boku. – Otóż tak i nie. Motyla Łączka musi kiedyś wrócić, a ja jako jej przyjaciółka muszę w to wierzyć i ją powitać. Tylko nie wiem, kiedy to się stanie.
– Nie wróci – syknęła ostro Przeplatka, niezbyt zadowolona z poruszonego tematu, jednak widząc zdziwienie Jagodowego Marzenia, przerzuciła swój wzrok na tunel. – Grzebiesz swe nadzieje tam, gdzie nie powinnaś i będziesz tego żałować, mówię Ci. Nie pamiętasz jak to zakończyło się ostatnim razem? Bardzo nie chcę, abyś powtarzała swoich błędów.
Jagoda rzuciła swój wzrok na wyjście z obozu, nim westchnęła cicho. Może miała ona rację i nie powinna trzymać się nadziei?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz