Zgromadzenie
✩ ★ ✩ ★ ✩
Nie miałam w zasadzie Co robić na tym zgromadzeniu. Nie miałam pomysłu, z kim mogłabym porozmawiać, a moje myśli były zajęte, bardziej przypominając wiecznie płynący potok rwącej rzeki, która przynajmniej na razie nie miała zamiaru się zatrzymać. Od jakiegoś czasu Nie mogłam przestać myśleć o tym co sądzę o innych kotach. Nie chodziło tylko o takie zwykłe sądzenie, ale o to, czy na przykład kogoś... Lubię. W sensie wiecie, lubię lubię. Każdy wokół mnie powoli się rozwijał, zakochiwał, zakładał rodzinę i tak dalej. A ja? A ja tak sterczałam. Jakby czas się dla mnie zatrzymał. Za bardzo... Bałam się swoich uczuć. Swoich potrzeb. Za bardzo bałam się analizować tego czy coś jest zgodne ze mną, czy nie. Mimo wielu rzeczy, które mogłabym wymieniać, Najbardziej bałam się właśnie miłości, zwykłego zauroczenia czy czegokolwiek innego w tym stylu. Czemu? Nie jestem do końca pewna, ale zapewne przez to co spotkało mnie z Wilczym Skowytem, Mamrok, Pochmurnym Płomieniem, Liściastą Gwiazdą... Zapewne zaraz też Judaszowcową Gwiazdą... Najbardziej bałam się, że zaraz zostanę całkiem sama. Sama, bez żadnych przyjaciół, ani nikogo innego. Bez... Bez mojego "Wujka", mojego ukochanego Wujka Pana Pomocnego Wróbelka, który niemal mnie wychował. On znał wszystkie moje tajemnice, wszystko to, co lubię, wszystko, czego się boję- Po prostu... Wszystko. Nie chciałam, żeby tak było. Chciałam, żeby inni mnie lubili. Żeby... Żeby ona mnie zauważyła. Nie wiedziałam, czy w ogóle zwracała na mnie uwagę. Może mogłabym się jakoś dowiedzieć? Poprosić kogoś o jakąś radę?... Rozejrzałam się, wracając do rzeczywistości. Komu mogłabym zaufać?... Było kilka kotów, które lubiłam, ale... Nie wszystkim byłabym w stanie zaufać. Prawie. Była taka jedna kotka... Rozejrzałam się, wręcz błądząc wzrokiem między kotami, lecz nie z innych klanów jak zazwyczaj, a ze swojego klanu. I znalazłam. Z uśmiechem na pyszczku od razu zaczęłam przemieszczać się wesołymi skokami do nowego miejsca docelowego. Po chwili znalazłam się tuż przed nią. Przed Panią Jagnięcym Ukłonem.
— Dzień Dobry pani Jagnięcy Ukłonie! Chciałaby pani ze mną porozmawiać w tę piękną noc? — zagadałam, trochę się stresując.
Medyczka przeniosła na mnie swoje pogodne, acz niemogące ukryć bólu spojrzenie i słabo się uśmiechnęła, dodając mi otuchy.
— Oczywiście, usiądź sobie koło mnie i możemy pogadać — miauknęła ciepło.
Usiadłam obok kotki z postury podobnej do mnie, bo tak samo drobnej, acz zdecydowanie starszej ode mnie kotki z uśmiechem mimo, iż w środku coś we mnie się łamało. Moje zachowanie nie było aż tak naturalne, jak zazwyczaj. Widziałam w jej oczach to, co "widziałam" w sobie. Ona też czuła ból. To oczywiste. Ona na pewno była z nią blisko. Jestem niemal pewna, że nawet bliżej ode mnie. Nie chciałam pokazywać tego, że sobie z tym nie radzę. A przynajmniej nie do tej i tak już pełnej innych zmartwień, przemiłej duszy, jaką była Jagienka.
— Wie pani... Zazwyczaj nie rozmawiamy za dużo na co dzień, ale... Bardzo sobie cenię te krótkie rozmowy z Panią... Nie dlatego, że nie mam praktycznie przyjaciół, ale pewnie w jakimś stopniu tak, ale no... Uhh, przepraszam, ostatnio nie umiem się wysłowić... Ale tak, wracając, bardzo lubię pani charakter i to, z jaką czułością zajmuje się pani innymi i w ogóle...
Lekko się uśmiechnęłam, kończąc wywód, aby rozmówczyni też się wypowiedziała.
Jagnięcy Ukłon otuliła mnie ogonem, jakby chcąc dać mi więcej wsparcia. Uśmiechnęła się łagodniej, chyba mogłabym rzec, trochę bardziej pogodnie.
— Dziękuję za twoje słowa. Wiele dla mnie znaczą. — wymruczała cicho. — Wiem co czujesz Asterko. Ja również nie mam zbyt wielu przyjaciół, a właściwie to w ogóle. Obie kotki, które jakoś mnie wspierały i darzyły przyjaźnią...odeszły... — wyszeptała. Po chwilce strząsnęła kilka łezek.
Patrzyłam tak na Jagienkę i sama też nie wytrzymałam, również zaczynając trochę chlipać. I całe moje postanowienie poooooszło! Ale tam, trudno.
— Oj-jej... Przep-praszam, przychodziłabym częściej, ja... J-ja myślałam, że jesteś zajęta swoimi medycznymi sprawami i… I swoimi przyjaciółmi… Swoi-imi innymi sprawami… I w ogóle… B-będę przychodzić częściej, o-obiecuję! A... A tak poza tym, wie-esz... Gdybyś potrzebowała jakiejś pomocy to... T-to jestem chętna!
W odpowiedzi najpierw medyczka jedynie zacieśniła ogon wokół mnie, tym samym przybliżając mnie nieco do swojego własnego boku.
— Nie twoja wina kruszyno. Nie mogę wymagać od innych marnowania na mnie czasu — odparła cicho i słabo się uśmiechnęła.
— Dziękuję, ja również służyć ci będę pomocą. Zawsze gdy będziesz potrzebować, jestem dla ciebie. Dla innych jeśli ktokolwiek zechce do mnie przyjść — odparła cicho.
— Oczywiście, będę o tym pamiętała — mruknęłam, również obejmując kocicę ogonem.
— A co do marnowania czasu... Wcale go nie marnujesz! Jesteś równie ważna jak inni, a nawet BARDZIEJ! Klan nie przetrwa bez medyka, to niemal najważniejsza i najbardziej ceniona rola! Ale jesteś ważna nie tylko dlatego, że jesteś medyczką, oooo nie nie nie, jesteś ceniona za swój supersupi charakter, za to... Za to, jaka jesteś! Proszę, niech pani tak o sobie nie mówi.
Uśmiechnęłam się z ciepłem rozpływającym się po klatce piersiowej mimo łez, spływających po pyszczku. Grało we mnie tyle emocji na raz!
— Czy… Czy mogę wyznać pani mój sekret? — szepnęłam czując, jak się rumienie.
< Przyjaciółko, Pani Jagienko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz