BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

15 stycznia 2026

Od Zapomnianej Koniczyny CD. Mglistego Snu

Przeszłość

Nowy księżyc, nowe możliwości.
Ruda siostra jego drogiego przyjaciela uciekła (nie wiadomo, z jakiej przyczyny), zostawiając dwójkę dzieci Brukselki i Wrotycz same.
Zapomniana Koniczyna, bo tak już się nazywał, sądził, że w jakiś sposób Sen zbliży się do niego przez to wydarzenie. Nic bardziej mylnego; wojownik tylko jeszcze bardziej się zdystansował; mniej chodzili na nocne wyprawy wzdłuż jeziora. Starszy wyglądał na zmęczonego, skupionego na jakimś celu, patrzącego gdzieś w dal — byle nie na niego. Młodszy może i by to zniósł, gdyby nie jego ostatni grzech. 
"Czyżby Sen dowiedział się, że to on zabił Plamistą Łapę?" — taka myśl przeskakiwała mu przez głowę i nawiedzała co dzień, gdy nie budził się otulony ciepłą nocą, zwaną Mglistym Snem.
W końcu zebrał w sobie odwagę, aby zwrócić się do przyjaciela i w końcu zapytać o jedną, ważną rzecz.
Stanął przed nim bojowo, patrząc z determinacją w jego oczy.
Po chwili jego spojrzenie złagodniało, a on sam uśmiechnął się ciepło i łagodnie; jakby stwarzał tylko pozory i nie gotował się w środku, gdy się nakręcał.
— Witaj, witaj! — zawołał, zbliżając się w stronę wojownika. — Stęskniłeś się za mną, że mnie nie uznałeś za przeszkodę, jak wcześniej? — dodał z drwiącym, niewinnym uśmieszkiem, za którym krył się smutek. Pochylił się tak, że ich nosy prawie że się ze sobą stykały. — Nawet jeśli... — Odsunął się, dając Mglistemu Snu przestrzeń i spojrzał na swoje łapy.
 — Nieważne — wymamrotał nagle. — Pewnie stanąłeś tylko dlatego, bo masz dla mnie kolejną misję — parsknął i ponownie się uśmiechnął, wracając wzrokiem do kocura.
Ten tylko popatrzył na przyjaciela zdezorientowany.
– Przepraszam, jeśli zachowuję się dziwnie i że wyglądam, jakbym cię unikał. Nie miałem takich intencji, jednak ostatnio dużo się dzieje i... chyba nie jestem tak silny, jak myślałem... – westchnął przygnębiony.
Koniczyn przewrócił oczyma na przeprosiny Snu, po czym podszedł i dał mu przyjacielskiego kuksańca w bok.
— Bo nigdy nie byłeś silny — rzekł nieco zirytowany. Naprawdę nie podobało mu się to, jak inni polegali na młodym wojowniku.
— Jestem silny... — zapewnił go cicho Sen.
— Zrzucili na ciebie zbyt dużo odpowiedzialności, a ledwo, co odstawiłeś mleko — miauknął Koniczyna, zagłuszając przy tym słowa kocura, po czym strzepnął ogonem i prychnął, odwracając głowę w bok.
Sen zastrzygł uchem zirytowany. W pierwszej chwili wyglądał, jakby miał ochotę rzec coś niemiłego, jednakże szybko się uspokoił.
— Przynajmniej nie jestem już mentorem Wilgowej Łapy. On był ciężkim uczniem... Ale, hej, może chciałbyś się przejść ze mną na spacer nad jeziorem oraz w stronę Drogi Grzmotu,, dzielącą nas od Owocowego Lasu?
Łaciaty spojrzał kątem oka na przyjaciela, nieco zainteresowany tym pomysłem.
— Możemy, możemy... — wymamrotał. — Ale teraz, tak? — po czym uśmiechnął się.
Widząc uśmiech kocura, Sen rozchmurzył się nieco i skinął głową.
— Tak, teraz; a jeśli się uda, może jeszcze coś złowimy — dodał i skierował się w stronę wyjścia.
— W to nie wątpię! — powiedział figlarnie łaciaty. — Po prostu się z tobą droczę — dodał i zachichotał.
Zapomniana Koniczyna już zapomniał o gniewie, który dotąd się w nim gotował. Może za bardzo się nakręcił? Mglisty Sen na pewno by o nim nie zapomniał! W końcu miał... bardzo dużo pracy. Widząc, że przyjaciel nieco się rozchmurzył, poczuł ,,motylki" w brzuchu. Chwilę mu tez zajęło, aby pojąć, że idą łowić.
— Czekaj! — zawołał, podbiegając do starszego — Ale ja nie umiem łowić! — dodał zmartwiony, po czym nagle spojrzał zawstydzony w bok. Chyba Sen wcale nie mówił o łowieniu ryb. — Chyba, że chodzi ci o łowienie normalnej zwierzyny... To umiem! I to na pewno lepiej od ciebie. — Po czym spojrzał na niego wyzywająco.
Chwilę tak stali w ciszy, po czym Zapomniana Koniczyna odchrząknął.
— To co, idziemy? — rzekł, przechylając głowę w bok. — Nie chciałbym siedzieć dalej w tym zapyziałym obozie i w kłakach Kosaćcowej Grzywy! — zaśmiał się.
Starszy zamruczał rozbawiony.
— Oczywiście, że idziemy polować na naszą zwierzynę. Wątpię, aby Wilczaki umiały łowić ryby.
Mglisty Sen patrzył przez chwilę z utęsknieniem na łaciatego wojownika, po czym pokiwał głową.
— Idziemy! — Dał mu przyjacielskiego kuksańca w bok i wyszedł z obozu.
Zapomniana Koniczyna podskoczył energicznie i wydał z siebie pisk. Popchnął Sen w stronę wyjścia i pospieszył go.
— No właśnie! — rzekł entuzjastycznie, idąc za nim. — Nie jesteśmy tymi głupimi Nocniakami, co...
Stanął słabo.
Nagle posmutniał, a smutek zamienił się w gniew. Zmarszczył brwi i spojrzał w bok. Klan Nocy nie kojarzył mu się z niczym pozytywnym. Może i żyły tam jakieś koty z długim pyskiem, ale szanse wciąż były tak nikłe, jak Nikła Gwiazda, że akurat to któryś z nich jest jego ojcem.
— ...który zabrał moją Niezapominajkę — wymamrotał przez zaciśnięte zęby. Kopnął pobliski kamyk w niedalekie krzaki i prychnął, wyraźnie zdenerwowany.
— No i widzisz? Ta głupia Niezapominajkowa Łapa może zniszczyć piękny dzień! — powiedział teatralnie po chwili. — Lecz na pewno coś mogłoby ostudzić mój gniew... — po czym spojrzał ze złośliwym uśmieszkiem na przyjaciela.
Nagle wyprzedził Mglisty Sen i zawołał:
— Kto ostatni do zatoczki, ten szczur!
Po czym zniknął za sosnami i świerkami.
— Hej! Czekaj! — krzyknął za nim Sen, kiedy Zapomniana Koniczyna tak niespodziewanie wyskoczył przed siebie. — Nie mam aż tak długich nóg!
Młodszy kocur śmiał się jak kociak, gdy pędził przez las. Słowa czarnego przyjaciela nadal mu wybrzmiewały w uszach, jakby wciąż krzyczał o tym, że nie miał aż takich długich łap, co on!
Zwinny niczym mysz pomknął przez bór sosnowy, przemykając między drzewami, przeskakując krzewy i kłody. A śmiał się przy tym wniebogłosy!
Zdezorientowany Sen popatrzył po przyjacielu. Jego pysk zmieniał się tak dynamicznie, że Mglisty Sen nie nadążał za emocjami, jakie buzowały w łaciatym.
Sen pobiegł za nim, starając się przyspieszyć, aby zrównać się z tamtym. Nagle Koniczyna ujrzał, jak Mglisty Sen go doganiał; zamiast przyspieszyć, biegł wolniejszym tempem, dopóki tamten go nie doścignął. Kiedy mu się udało, posłał Zapomnianej Koniczynie szeroki uśmiech, całkowicie zapominając o swoich dotychczasowych problemach, jakie na nim ciążyły kilka uderzeń serca temu. Był teraz wolnym kotem, któremu nie straszne były wyroki Klanu Gwiazdy. Łaciaty odwzajemnił szeroki uśmiech, szczerząc śnieżnobiałe zęby — wśród nich znalazł się żółtawy kieł, który wystawał mu od urodzenia. Zachichotał i wrócił wzrokiem na drogę, próbując nie uderzyć w jakąś choinkę.
— Dajesz mi fory; ja szybciej nie pobiegnę. Nie jestem kotem z Klanu Burzy — westchnął Sen.
Zapomniana Koniczyna czuł, jak w jego uszach szumi krew, a jego oddech przyspieszył. Pewnie dałby radę pobiec jeszcze sprintem, jednak wolał nie ryzykować zwichnięciem łapy. Istniała możliwość, że jeszcze wywróci się na jakimś roztopie albo potknie się o gałąź, czy korzeń.
Biegł długo, dopóki nie zauważył, że jego drogi przyjaciel zaczął się męczyć. Natychmiast zwolnił i wrócił do niego, dysząc ciężko, choć wciąż z promiennym uśmiechem.
— Ja też nie jestem! — odpowiedział mu dopiero wtedy, gdyż wcześniej myślał tylko o biegu. — A biegam szybciej i dłużej od ciebie! — dodał i dał mu przyjacielskie szturchnięcie w bark. — Co ty, chyba straciłeś kondycję... — zażartował i spojrzał na niego ze złośliwymi, skośnymi oczami, jak na niego przystało.
Nagle jego spojrzenie złagodniało i usiadł przy nim. Niespodziewanie zetknął się z nim futrem i niewinnie uciekł wzrokiem w górę... obwijając również sobie ogon wokół ciemnej łapy przyjaciela. Westchnął lekko.
— Jak sobie to wszystko wyobrażasz? — spytał go cicho, przyjemnym głosem, wpatrując się w błękitne niebo. — To... "wszystko".
A bardziej chodziło mu o tę "ucieczkę".
Kocur zamyślił się na chwilę, nie wiedząc do czego bije jego przyjaciel, jednak po chwili połączył kropki.
— Wyobrażam sobie, że będzie to bardzo ciężkie, jednak opłacalne. Każdy z nas będzie mógł być w końcu sobą. — Posłał mu ciepły uśmiech. — Szczerze, chciałbym, żeby nam wszystkim dobrze się powodziło, żeby nikt nie musiał się martwić, czy przeżyje następny dzień w tym lesie. Chcę być tam z całą moją rodziną... wiem, że nie ma już w klanie Zaćmionego Horyzontu, jednak Gwiazdnicowy Blask wraz z Brukselkową Zadrą zasługują na spokój.

***
OBECNIE; przed zrośnięciem się łapy Zapomnianej Koniczyny

Liście przyjemnie szumiały, zderzając się ze sobą w zgodzie jak i niezgodzie. Po błękitnym niebie sunęły leniwie białe obłoczki, które nie chciały zniknąć. Nieco chłodny wiaterek mierzwił im sierść, pozwalając im na ochłodę w ten jakże upalny, ale i nerwowy dzień.
Koty biegły, szły i siedziały, cały ich ,,obóz” chodził niby na szpilkach sosnowych igieł. Jedna chudzina próbowała w czymkolwiek pomóc, jednakże złamana łapa wciąż dawała się w znaki. Zamiast tego, Zapomniana Koniczyna obserwował, jak inni przetaczają ciężkie głazy, grzebią w ziemi i przynoszą zwierzynę. Jednakże chudzina ta się nudziła, i to bardzo, więc zamiast dalszego obserwowania, spróbował reszcie w jakikolwiek sposób pomagać. Poszukał jakichkolwiek przydatnych materiałów w pobliżu. Z pomocą Amorphiny znaleźli wspólnie dużą kępkę mchu. Pochylił się wtedy i zabrał większą część, pozwalając białej kotce wziąć resztę. Wrócili do obozu o wiele wcześniej, niż zamierzali. Kot polecił samotniczce, by wzięła mech i położyła go w odpowiednie miejsce, dopóki nikt nie przetworzy ich w posłania. Szczęki Zapomniana Koniczyna miał mocne, trzeba było przyznać. A zwłaszcza energiczny ruch.
I jakże śmiercionośne kły.
Chwastów ubywało, a dumny kot usiadł na swoim posłaniu, patrząc na czysty obóz. Na chwilę, tak na małą chwilkę, można było ujrzeć ciepły, beztroski uśmiech.
Może to był jego upragniony, bezbolesny skarb?
Może to była jego, na zawsze nieszkodząca, kocimiętką?
Jego uśmiech szybko jednak został zastąpiony kamiennym wyrazem pyska i smutnymi, żałującymi ślepiami, które nadal sięgały po dawną przeszłość i kurczowo się jej trzymały.
Jakby było bolesnym skarbem.
Jakby było szkodzącą kocimiętką.
Zapomniana Koniczyna był świadomy konsekwencji działań grupy, już nawet przed ucieczką. Ile stracili... ale ile mogli jeszcze stracić, nie próbując? Natarczywe myśli, "A co, jeśli..." nieustannie go nawiedzały, a wraz z tym — wszystkie jego złe uczynki.
"To ty go zabiłeś..."
"Wszystko w porządku..."
"Potwór!"

Słowa te jednocześnie się na nim mściły, pozostawiając kocura w okropnym stanie. Pomijając złamaną, nienaturalnie wygiętą łapę, Koniczyn nie wyglądał już na pięknisia, którym był, aby przypodobać się pewnemu przyjacielowi; wyglądał... źle. Po prostu źle. Może to przez tę łapę i ograniczony ruch? I owszem, mogą być przyczyną, ale jeszcze większą byłyby natarczywe, pesymistyczne i krzywdzące myśli Koniczynka. Biedny kocurek, och, jakże on biedny...
Ale czy byłby on biedny, wiedząc, iż to on zamordował jeszcze biedniejszą Plamistą Łapę, siostrę Poziomkowej Polany, który wraz z nimi uciekł spod kłów Wilczaków?
— Hej.
Rozległ się niewzruszony, obojętny dźwięk za plecami Mglistego Snu. Zapomniana Koniczyna spojrzał w bok, dając koledze chwilową ulgę.
— Czy... chciałbyś porozmawiać? — zapytał.
Sen zastrzygł uchem na prośbę swojego przyjaciela i się odwrócił w jego stronę.
— Jasne... — powiedział po chwili i podszedł ostrożnie do leżącego kocura. — O czym chciałbyś porozmawiać?
Usiadł przed nim, wlepiając w łaciatego swoje nieobecne, zamyślone spojrzenie.
Kocurowi na pewno nie umknęło zaskoczenie Zapomnianej Koniczyny. Łaciaty przyjaciel sądził dotychczas, że Mglisty Sen nie znalazłby dla niego czasu; a tu, proszę!
Zatrzepotał kilka razy białymi rzęsami, po czym potrząsnął głową i parsknął. Może źle odbierał jego zachowanie? Może Mglisty Sen... wciąż o nim pamiętał. Jednakże, gdy spojrzał w bursztynowe ślepia przyjaciela, dostrzegł w nich nieobecność, jak gdyby kocur był gdzie indziej. Zapomniana Koniczyna zmarszczył brwi i wstał. W pierwszej chwili chciał na niego nakrzyczeć, ale natychmiast złagodniał pod spojrzeniem spokojnych oczu wojownika. Fuknął i obrócił głowę w bok, nieco zirytowany.
— Cóż... — wymamrotał i spojrzał na swoje łapy. — Zauważyłeś pewnie, że przez tą ucieczkę zaczęliśmy się od siebie oddalać. A może... nie zauważyłeś? — miauknął zdenerwowany. — Ale... nieważne. Może to ty masz mi coś do powiedzenia? — rzekł szybko, unosząc jedną brew. Sam już nie wiedział, co mówił. Wszystko mu się już mieszało, schodziło do punktu: "Zabiłem Prążkowaną Kitę, a potem Plamistą Łapę".
— Może chciałbyś mi powiedzieć prosto w pysk, o co ci chodzi? Myślałem, że może po tej ucieczce wszystko wróci do normy, że znów będzie jak dawniej... — głos łaciatego się załamał. — Że znów... będzie jak wcześniej. A ty? Jeszcze bardziej mnie odsunąłeś na rzecz jakichś ,,Świetlików!" — warknął. — Czyżbyś zapomniał o Zapomnianej Koniczynie? — dodał rozjuszony. — A może już nie jestem ci potrzebny? — mówił głośniej. — A może byłem tylko śmiesznym kotem, który był bratem twojej dawnej miłości i sprawiał ci radość do czasu, gdy się nie znudziłeś!? — krzyknął nagle.
Ptaki poderwały się z gałęzi, w obawie o swe życie. Stworzenia schowały się w norkach. Nawet ślimak, przechodzący nieopodal nich, zniknął pod swoją muszlą, nie chcąc dalej uczestniczyć w narastającej kłótni.
Po wypowiedzeniu tych słów, do oczu kocura napłynęły łzy, a on sam trząsł się z nadmiaru emocji.
Mina Snu natomiast się nie zmieniła. Wysłuchał w ciszy swojego przyjaciela.
W końcu się poruszył, a jego głos był spokojny i zmęczony, jakby wcale nie rozumiał tego, co właśnie wykrzyczał Zapomniana Koniczyna.
— Jakbyś nie zauważył, ty też jesteś częścią Świetlików — podjął w kóncu. — Masz złamaną łapę i nadal potrzebujesz opieki oraz jedzenia, a ja staję na wąsach, by ogarnąć tą całą grupę oraz żebyś, między innymi, coś jadł.
— Zapomnianą częścią Świetlików... — poprawił go szybko i cicho Koniczyna z wyraźnie urażonym i zirytowanym tonem głosu.
Przewrócił oczyma nadal oburzony i zerknął w bok, patrząc na przyjaciela. 
"Nie potrzebuję żadnej opieki!" — pomyślał. 
"I tak nikt się mną nie zajmuje. Nie jestem żadnym bachorem!"
Wypuścił gwałtownie powietrze z nosa, gdy już Mglisty Sen skończył.
Milczał. Gapił się głupio na czarnego wojownika, jakby go tam wcale nie było.
Wyraźnie posmutniał i wtedy ich spojrzenia się ze sobą zetknęły. Westchnął ciężko i podszedł do niego niezgrabnie.
— Posłuchaj, ja... martwię się o ciebie... — wypowiedział te słowa przyciszonym głosem. — Martwię się, że te całe obowiązki cię przytłoczą. I... — Wciągnął powietrze i zamknął na chwilę oczy. — I... że nie będziesz tym Snem, jakiego znałem... którego lubię. I za którego oddałbym własne życie... — miauknął smutno i spojrzał na swoje łapy.
"Lub nawet zabił" — dodał w myślach.
W świetle słońca jego oczy były zaszklone. Wystarczyło jeszcze chwilę poczekać, aż Koniczyn ich utopi morzem łez. Trząsł się wyraźnie z emocji, które go przerastały; nigdy się tak nie czuł, a przynajmniej nigdy tego nie okazał przy swoim przyjacielu.
Sen westchnął z rezygnacją i pozwolił się oprzeć przyjacielowi o siebie.
— Nic mi się nie stanie. Jest to przytłaczające, jednak nie sprawi to, że zmienię się całkowicie... Ktoś musi stać na pieczy tego wszystkiego, chociaż mam wrażenie, że bardziej nad tym wszystkim czuwa Jarzębinowy Żar. Ją też trzeba trochę odciążyć. Natomiast tobie jeszcze nie zagoiła się łapa, a bylibyśmy o wiele spokojniejsi, gdybyś w spokoju doszedł do siebie. Wiesz bardzo dobrze, że każda sprawna łapa jest nam potrzebna, nieprawdaż?
Młodszy przytaknął niechętnie kocurowi i spojrzał w bok. Uspokoił się, czując ciepłe futro Snu.
Westchnął ciężko i spuścił głowę.
— Z chęcią poczekałbym cierpliwie na zagojenie łapy, ale miło byłoby spędzić czas ze swoim przyjacielem — odparł mu niechętnie i oparł głowę o jego bok. Puls kocura się ustabilizował, a on sam patrzył zamyślony przed siebie.
— Wiesz... — zaczął cicho. — Brakowało mi ciebie. Twojego głosu, twoich, jakże dojrzałych, mądrości, gdy mruczysz mi do ucha... — Kocur słabo się uśmiechnął — Twojego ciepła. I spokoju, którym wręcz... emanujesz... — wymamrotał i westchnął. — Podczas gdy ja, Zapomniana Koniczyna, zwykle byłem kłębkiem nerwów i istnej nienawiści do kota, który... zabił... mojego pierwszego przyjaciela. Nawet nie wiem, czy jest sens nazywać go przyjacielem; w końcu to tylko zwierzę, które zdechło. — Spojrzał smutno w bok. — Litowałem się nad Biedronkiem, bo chciałem w końcu poczuć się za coś odpowiedzialny. I... zawiodłem. I pozostałeś mi tylko ty, mój Śnie. —Przełknął głośno ślinę i zamknął oczy, nasłuchując. I zakończył dramatycznie drżącym szeptem, niemal bezdźwięcznie:
— Nie chcę cię stracić, mój przyjacielu.
Dopiero wtedy dał kocurowi dojść do głosu.
Koniczyn zatrzepotał wiecznie śnieżnymi rzęsami, czując, jak serce zaczęło mu walić, a obraz podwajać się i potrajać. Miał wrażenie, jakby jego nogi przerodziły się w coś miękkiego i mógł w każdej chwili się wywrócić. Nie wiedział czemu.
On nie dowie się o tym; pomyślał z szeroko otwartymi oczyma.
Wkradł się na jego pyszczek słodki, aczkolwiek i mroczny uśmiech.
Przenigdy.
On już tego dopilnuje.

<Mój… “przyjacielu”?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz