BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

15 stycznia 2026

Od Pustułkowego Szponu

Tw: silna obraza, dokładne opisy, tortury, śmierć

Pora opadających liści powoli dobiegała końca, a życie Pustułkowego Szpona zaczęło się jako tako układać. Nawet jeśli jego plany nieco pokrzyżowała mała kulka, którą wyłowił z wody, by ta nie podzieliła losu dawnej zastępczyni, a zarazem jego matki. Koteczka traktowała go jak swojego ojca, co początkowo było mu w niesmak, lecz z czasem przyzwyczaił się do nowej roli, jako przybrany rodzic. Pomimo bycia synem kultystek miał w sobie jeszcze jakieś minimalne kocie odruchy, a przynajmniej wobec młodszych osobników. Wąsatka była obecnie jego jedną z nielicznych słabości, ponieważ oprócz niej były nimi Mroczna Wizja oraz Krucze Pióro, nawet jeśli z bratem nie dogadywał się najlepiej w ostatnich księżycach. Nie miał zamiaru nikogo z rodziny tracić, a przynajmniej nie przez jakiś wypadek — Warczący Lis zmarł z powodu zmiażdżenia głowy przez lisa, a Makowy Nów przez utonięcie. Żadne z nich nie odeszło z powodu starości.
Doskonale wiedział, że jego mentorka i zarazem już jedyna mistrzyni w klanie była w sędziwym wieku, lecz miał nadzieję, że chociaż ona spokojnie zamknie na zawsze oczy w legowisku starszyzny lub wojowników. Nawet gdyby chciał to nie będzie swojej matki zmuszać, by już zaniechała wykonywania obowiązków jako wojowniczka klanu.
Właśnie wracał z popołudniowego patrolu granicznego, kiedy podeszła do niego czarna kotka. Od razu skinął w jej stronę głową.
— Witaj matko — powiedział, zwracając się do niej nieco bardziej oficjalnie niż dawniej. Może pozostało mu to po ostatniej rozmowie z liliową zastępczynią lub po prostu czuł, że już nie jest tak blisko ze swoją rodzicielką jak dawniej.
— Dobrze Cię widzieć Pustułkowy Szponie — wymruczała, stając obok syna, by położyć swój zadbany ogon na jego czekoladowym grzbiecie. W porównaniu do braci on nigdy niczym się nie wyróżniał — no może oprócz bycia najsłabszym i najmniejszym za kociaka, a teraz szramą na pół pyska oraz brakiem oka. Jego sierść nie wyglądała na tak objętościową, jak u Warczącego Lisa ani nie posiadała mniej standardowego, pospolitego umaszczenia niczym Krucze Pióro. Był tą szarą myszką wśród braci, robiąc jedynie za ich to, by ci mogli się jeszcze bardziej wyróżniać dzięki kontrastowi między nimi.
— Masz do mnie jakąś sprawę? — spytał, spoglądając na nią jedynym okiem, które mu się ostało po dawnej wojnie z Klanem Klifu.
— Owszem, lecz może się przy tym przejdziemy? — zaproponowała starsza, lecz nawet nie czekała syna, gdyż po wypowiedzeniu słów od razu ruszyła w stronę tunelu w krzewach.
— A więc o czym chciałaś pomówić? — zaczął, kiedy tylko odeszli wystarczająco od obozu.
— O niedawnej ucieczce zdrajców — mruknęła, obserwując reakcję kocura.
Pustułkowy Szpon od razu napiął wszystkie mięśnie, a jego ciało zaczął przepełniać żar gniewu, zemsty i chęci mordu. Jego lewe ślepie wręcz płonęło od łaknienia rozlewu krwi. Widoczna nagła zmiana w zachowaniu syna, satysfakcjonowała starszą, gdyż oznaczało to, że lojalność klanowi i rodzinie była wyżej u niego niż miłość do jakiejś słabej wroniej strawy.
— Wiecie, gdzie się udali? — spytał z nutą nadziei w głosie, lecz to nie była nadzieja na to, że przeżyli i mają się dobrze, o nie. Ta nuta była całkowicie przesiąknięta pożądaniem śmierci i przelania posoki tych, którzy odważyli się zostać zdrajcami.
— Nie, lecz chciałabym się o coś zapytać. — Na zaprzeczenie kotki, prychnął pod nosem niezadowolonym z takiego obrotu spraw. — Jaki obecnie masz stosunek do Poziomkowej Polany? — Na sam dźwięk imienia swojego dawnego ukochanego, sierść nastroszyła się wzdłuż kręgosłupa i ogon gniewnie przecinał powietrze. Pazury wbijały się w leśne poszycie, przy każdym kroku zabierając coraz więcej obumarłych suchych liści. Po chwili przystanął i chowając szpony w jednej z łap, zmiażdżył listowie, krusząc je na drobne kawałki. Podobnie uczynił w przypadku drugiej przedniej kończyny.
— Nienawidzę, z całego serca nienawidzę. Łaknę jego śmierci z moich łap. Nie chciał być ze mną to nie będzie z nikim — wysyczał, przepełniając każde słowo jadem wobec kremowego kocura.
— A Mglisty Sen? — dopytywał, wiedząc, że czekoladowy odwiedzał często młodszego, kiedy czarny był kociakiem.
— Brzydzę się nim, gardzę — dodał bez zastanowienia.
Mistrzyni jedynie skinęła głową na odpowiedź, której oczekiwała ze strony wojownika. Teraz miała pewność, że Pustułkowy Szpon nadaje się, by wstąpić w szeregi kultu. Że ten nie został kompletnie zaślepiony przez miłość do tej mysiej strawy i boi-wróbla.

***

Po spacerze i rozmowie z matką czuł w kościach, że zapewne chodziło o jego dołączenie do kultu. Wystarczająco długo był wojownikiem, a w dodatku wykazał się lojalnością wobec klanu, więc ta kwestia raczej nie będzie podważona przez innych członków.
Reszta dnia minęła mu we względnym spokoju, choć z tyłu głowy ciągle jego myśli krążyły wokół tematu i grupy kotów wierzących w Mroczną Puszczę. Nawet w momencie, gdy Wąsatka jak zwykle dopadła go na polanie, kiedy tylko pojawił się w zasięgu jej wzroku. Niemal nikt nie był w stanie w pełni przypilnować tej czarno-białej kulki futra. Łatwiej było, gdy do akcji wkraczał Pustułkowy Szpon, jako jej przybrany ojciec, którego względnie się słuchała, będąc przekonywana późniejszą możliwością spędzenia czasu z wojownikiem. Tym razem zgodził się na zabawę z koteczką, by odciążyć królowe przebywające w żłobku, choć te już niedługo nie będą musiały się użerać ze znajdą, gdyż Wąsatka niedługo osiągnie odpowiedni wiek, by zostać uczniem. Nieco obawiał się jej nocy, gdyż zawsze istniało ryzyko, że zginie, jak w przypadku Pajęczynki od Srebrzystej Łuny lub Niezapominajki. Mimo wszystko przywiązał się do tej energicznej kulki, nawet jeśli ta czasem bywała nieznośna to i tak w jakimś stopniu zaczął ją kochać, jak własne.
Wieczorem koteczka po długich zabawach w końcu usnęła, upatrując sobie ciepły bok kocura. Ten nie miał serca jej budzić czy choćby odstępować na krok, lecz musiał wrócić do swojego legowiska. Delikatnie podniósł się na łapy i z ostrożnością wziął ją do pyska, by przenieść bliżej jednej z karmicielek. W podziękowaniu skinął wojowniczce głową, a następnie opuścił żłobek. Po cichu pokonał polanę, by znaleźć się tuż przed legowiskiem wojowników, lecz powstrzymał go widok jarzących się w ciemnościach zielonych ślepi matki, która siedziała w pobliżu wyjścia. Jej czarna sierść niemal całkowicie się zlewała z otoczeniem, lecz mimo to był w stanie dostrzec subtelny ruch, wskazujący, aby ten podszedł do starszej.
Kiedy był obok, podniosła się z miejsca i kładąc ogon na grzbiecie syna, ruszyła w stronę tunelu. Nie wiedział, czy robi to w geście dumy, czy raczej matczynej troski, zważając na brak oka u czekoladowego. Przez to kalectwo miewał ciągle problemy z dokładnym ocenianiem odległości i wysokości, dlatego też miewał dni, gdy ledwo dwie piszczki z polowania przynosił. W dodatku jego pole widzenia zostało ograniczone, więc łatwiej było go zaatakować od ślepej strony, lecz dzięki dawnym treningom z Makowym Nowiem przystosował się do nowej rzeczywistości.
Udali się we dwójkę w stronę Opuszczonego Obozowiska, gdzie patrol parę dni temu wyczuł obecność samotników. Mroczna Wizja zatrzymała się na linii drzew tuż przed wydeptaną polaną, gdzie nadal znajdowały się ślady dawnej obecności dwunożnych. Kotka bez słowa zabrała swój ogon z jego grzbietu, a następnie ruchem głowy wskazała na teren przed nimi. Doskonale wiedział, co musi zrobić, w końcu od kociaka był wychowywany, aby przejść ceremonię i dołączyć do kultu.
Trzepnął końcówką ogona, by następnie po cichu zacząć przemierzać Opuszczone Obozowisko, przechodząc co jakiś czas obok legowisk wyprostowanych lub przez to, co po nich pozostało. Każdy najmniejszy niepożądany szelest sprawiał, że kocur przystawał, by bacznie rozejrzeć się dookoła. Wtem niespodziewanie od boku wbiegł w niego jakiś kot, który wraz z nim poleciał na kawałek beżowej skóry, zaplątując się w niej. W pierwszej chwili panika ogarnęła Wilczaka, lecz po chwili opanował niepożądane uczucie, skupiając się na wydostanie z tego czegoś. Już po chwili materiał zaczął wydawać charakterystyczny dźwięk rozrywania, kiedy tylko czekoladowy wysuniętymi pazurami zaczął go ciąć. Samotnik nadal się miotał, próbując oswobodzić z pułapki, lecz jedynie pogarszał swoją sytuację, a w tym czasie Pustułkowy Szpon wydostał się z plątaniny skóry. Na widok ciągle miotającego się kota jedynie głośno prychnął.
Miał ogromną nadzieję, że tym samotnikiem okaże się jeden ze zdrajców, który przecenił swoje możliwości i postanowił go zaatakować. Po chwili patrzenia, jak jego ofiara nadal się szamocze, przycisnął ją łapą, wbijając pazury w jej ciało, a do jego uszu doszło syknięcie z bólu. Był to miód dla jego uszu, minimalny uśmiech wkradł się na jego pysk.
— Krew się leje, kości pękają, skórę rozrywają, a dech opuszcza ciało twe. Śmierć na każdym kroku czyha na ciebie, ratunku już nie ma dla ciebie — zaczął podśpiewywać, przesuwając łapą w swoją stronę, tnąc przy tym beżową skórę z legowiska dwunogów oraz skórę samotnika, który zawył z bólu. Dopiero po chwili zauważył, że wokół niego stoi z niecałe dziesięć kotów, w tym jego brat, matka, a także sam Nikła Gwiazda. Lider z widoczną satysfakcją chłonął widok, jaki się przed nim rozgrywał, będąc świadkiem kolejnego dołączenia do kultu przez wojownika swojego klanu. Po chwili jednooki przeniósł wzrok na brata, który bez większych emocji z uwagą obserwował jego poczynania. Następna była Mroczna Wizja, w której oczach młodszy dostrzegł dumę, jaką może odczuwać matka z powodu syna. Ledwo zauważalnie skinęła głową, dając znak, by ten jeszcze nie zabijał ofiary. Dlatego też odszukał głowę nieszczęśnika i zatapiając w niej pazury, uderzył nią parę razy o ziemi, by ten stracił przytomność.
— Rytuał wiążący odbywa się pod Ciernistym Drzewem — wyjaśniła jego matka. Na co ten w końcu puścił łeb samotnika i sprawnie pozbył się beżowej skóry. Dopiero teraz kocur mógł się przyjrzeć kotu, który postanowił go zaatakować. Tuż przed nim leżało ciało płowego zwęglonego kocura, którego półdługie futro było pokryte szerokimi zawijasami układającym się w pręgowanie klasyczne. Samotnik był nieco mniejszy od niego, więc nie miał zbytnio problemów, by wciągnąć jego ciało na swój grzbiet — nie chciał niczyjej pomocy, wystarczyło, że przez brak oka niektórzy traktowali go, jak nie wiadomo jaką kalekę.
Kiedy dotarli do odsłoniętego terenu przy Ciernistym Drzewie, księżyc znajdował się już wysoko na niebie, co jakiś czas przebijając się przez chmury sezonu opadających liści. Dopiero tuż przed gęstszym murem cierni, wojownik zrzucił ze swojego grzbietu nieprzytomnego — wcześniejsze uderzenia musiały być naprawdę mocne, skoro jego ofiara nie odzyskała świadomości w czasie drogi do samotnego drzewa. W tym czasie wszyscy kultyści ustawili się w półkolu, wracając do wcześniejszej obserwacji poczynań nowego członka, którym miał zaraz zostać czekoladowy. Ten nie spiesząc się z tym, pochylił łeb, by wyszeptać słowa niosące śmierć wprost do ucha samotnika:
— Krew się leje, kości pękają, skórę rozrywają. — Z każdym słowem posuwał się coraz dalej. W pierwszej części położył łapę na boku drobniejszego i powoli zaczął zatapiać w jego ciele swoje pazury. Przy wzmiance o kościach włożył całą siłę oraz ciężar, by połamać żebra płowego. Z jego pyska wydobył się przeraźliwy zawód bólu, lecz Wilczaka nad nim to nie ruszało. Jedynie zaczął sunąć szponami wzdłuż jego ciała, co było nawiązaniem do ostatnich dwóch słów.
Kiedy tylko przeorał cały jego bok, przeniósł zakrwawioną łapę na łopatkę męczennika i ponownie powtórzył słowa oraz wcześniejsze ruchy, choć tym razem po wbiciu pazurów, zjechał nimi poniżej łokcia kocura i dopiero wtedy złamał jego kości. Podobnie postąpił z trzema pozostałymi kończynami. Samotnik zdążył zedrzeć sobie gardło od agonalnych krzyków i obecnie ledwo żywy leżał zdany na łaskę jednookiego. Ten po chwili zacmokał, jakby z dezaprobaty, że te katusze tak szybko minęły. Stając centralnie przed pyskiem płowego, podniósł jego głowa za podbródek łapą, z której na ziemię spływała posoka konającego.
— Dech opuszcza ciało twe — powiedział Pustułkowy Szpon, przenosząc uścisk na odsłonięte gardło swojej ofiary. Drobniejszy ze strachem w oczach nawiązał kontakt wzrokowy z czekoladowym, który niewzruszony zacisnął palce z pazurami na newralgicznym miejscu, przebijając zapewne jakieś naczynie krwionośne, gdyż z pyska samotnika zaczęła wypływać krew, a jego miażdżone gardło opuszczało słabe charczenie.
Długo to nie trwało, gdyż już po paru uderzeniach serca, ciało pręgowanego zwiotczało. Zielonooki puścił zwłoki, by następnie przenieść wzrok na kultystów, a w tym czasie jego matka rozpoczęła zwięzłą przemowę, chwaląc go za chęć przystąpienia do ceremonii, kultu, a także wymieniając jego osiągnięcia, jakimi było poświęcenie części wzrok w wojnie z Klanem Klifu, uratowanie Nikłej Gwiazdy przed atakiem zdrajcy, a także lojalność klanowi w kluczowej godzinie. Kiedy tylko skończyła, dała znak ruchem głowy, by ten stanął przed nią.
— Ja, Mroczna Wizja, Wielki Kapłan kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteś gotowy przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji?
— Tak — odpowiedział bez zastanowienia. Już dawno nie było odwrotu.
— Zatem otrzymasz ode mnie znak, który pozostanie z tobą aż do śmierci i zawsze będzie przypominał ci o przynależności do kultu. — Kotka wyciągnęła łapę w stronę jego głowy, by następnie oderwać kawałek jego lewego ucha. Pomimo szczypania i pulsowania w miejscu znaku, słuchał uważnie dalszych słów: — Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, przyjmujemy cię oficjalnie jako pełnoprawnego członka naszej grupy. Wierzymy, że będziesz wiernie służyć naszym przodkom i działać na rzecz kultu, abyśmy nigdy nie upadli.
Po tym postąpiła dwa, może trzy kroki, by zanurzyć łapę w krwi samotnika, a następnie odcisnął posokę na jego czole, co wiązało się z wiwatami i skanowaniem przez kultystów, niczym w czasie mianowania na ucznia lub wojownika. Lecz to nie był jeszcze koniec, gdyż czekał go rytuał wiążący, który polegał na złożeniu hołdu Mrocznej Gwieździe tuż nad jego grobem. Dlatego też mistrzyni położyła ogon na jego grzbiecie i poprowadziła do odpowiedniego miejsca, przekazując przy okazji formułkę, którą miał zaraz wypowiedzieć.
— Wielki Mroczna Gwiazdo. Wspaniały liderze Klanu Wilka. Składam ci hołd... — zaczął, kiedy tylko zatrzymali się i starsza nieco wycofała do tyłu do reszty kultystów. Wojownik naciął pazurem swoją łapę, pozwalając, by jego krew wsiąkała w ziemię. — Podarowuję ci moją krew, która jest esencją życia. Niech będzie dowodem mojej lojalności po wsze czasy. Chwała ci o panie… — dokończył, skłaniając łeb, podobnie jak reszta Wilczaków.
Od tej nocy oficjalnie stał się członkiem Kultu Mrocznej Puszczy w Klanie Wilka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz