Karasiowa Ławica zaśmiała się krótko:
– Czyżbyś była głodna?
Leżały blisko siebie na granicznym kawałku plaży, na którym tak często się spotykały, obie trochę wyczerpane po swoich wcześniejszych gonitwach i próbach pływania, rozkoszując się w pełni trwającą Porą Zielonych Liści.
– Od razu głodna, nie mów mi że ty nie dostrzegasz tych czterech łapek i puchatego ogonka.
– No może trochę… – Przyznała koleżance z Klanu Klifu rację. – A widzisz tamtą? Wygląda jak ty!
Północ odchyliła głowę mocniej, próbując dostrzec swojego chmurzastego sobowtóra.
– No wiesz ty co – zaśmiała się szczerze po chwili. – Czy ja ci wyglądam na taką tłustą kulkę?
– Na razie nie, ale jak będziemy tu tyle siedzieć to zaraz zaczniesz! – wykrzyknęła Karaś, zrywając się na równe nogi.
Zamrugała. Przed nią znajdowała się sterta liści, a pod łapami miała leśne poszycie, nie plażę. Ten sen… Tak nagle? Skąd się wziął? Przeciągnęła się delikatnie i rozejrzała. Skrzelik doprowadzał swoje futro do porządku pod krzewem kawałek dalej.
– Idę się przejść, może coś upoluję – mruknęła do brata, a on tylko zastrzygł uchem, dając znać, że nie ma nic przeciwko.
Ruszyła przed siebie. Chyba znajdowali się bliżej terenów klanów niż przez ostatnie księżyce. Może to dlatego wróciła we śnie do tak odległych wspomnień… Ile to już upłynęło czasu od kiedy wyruszyli z Klanu Nocy? Miała wrażenie że cała wieczność. Pamiętała, że początkowo chcieli dotrzeć do Klanu Klifu, ale to wszystko co się później wydarzyło… Cieszyła się że wciąż są cali i żywi. Samotniczy tryb życia stał się już częścią jej osobowości, tak jak długa blizna ciągnąca się wzdłuż prawego boku - częścią jej ciała. Przyzwyczaiła się już do tego. Pasowało jej takie życie. Nie zamartwiała się już o rodzinę pozostałą w klanie, nawet do Piórolotka rzadko sięgała pamięcią, choć miała nadzieję, że jest cały, zdrowy i szczęśliwszy niż w czasie, gdy przyszło im się przyjaźnić. Nauczyła się żyć dniem, patrzeć co los przyniesie i czerpać z tego całą garścią. Zaciągnęła się mocno powietrzem. Pachniało znajomo, wiatr musiał wiać od strony morza. Po tym jak daleko od terenów klanów się już znalazła, nie sądziła, że znowu znajdzie się w ich pobliżu. Będą musieli odbić z powrotem w stronę Siedliska Dwunożnych i dotrzeć znów do pól… Przysiadła, wciąż węsząc. Ten zapach, coś tu było nie tak… Nie, to niemożliwe… Jej serce zabiło szybciej. Wiedziała, że to musi być iluzja, a jednak łapy same zabrały ją w stronę źródła zapachu. Pokonywała las tak szybko, jak potrafiła, aż nagle przeskoczyła przez większy krzew – i zamarła.
Zielone oczy, wpatrujące się w nią z zaskoczeniem. Czarne, dymne futro, tak nie pasujące do tej okolicy. Smukłe łapy, dzięki którym ich posiadaczka potrafiła biegać szybciej niż Karaś. Przydługa sierść na policzkach, z której była nocniaczka kiedyś chyba nawet zażartowała, mimo że w głębi duszy uważała, że dzięki niej Północ jest jeszcze piękniejsza…
Gardło Karaś zacisnęło się całkowicie i nie pozwoliło wydusić z siebie ani słowa. Wpatrywała się w byłą przyjaciółkę, jedyną, której przez cały ten czas nie udało jej się do końca wyrzucić z głowy. Przy której zostawiła kiedyś odłamek serca i choć w samotniczym życiu odnalazła równowagę i spokój – wiedziała, że ten kawałek utraciła na zawsze i nie zastąpi go niczym nowym.
– Karaś? – Głos czarnej kotki był tak słaby, że stojąca nad nią samotniczka otrząsnęła się i jakby automatycznie zaczęła przyglądać byłej przyjaciółce w poszukiwaniu możliwych urazów czy ran.
– O Klanie Gwiazdy, wysłuchałeś moje modły! To naprawdę ty? – Tym razem Klifiaczka zabrzmiała już dużo lepiej, wstając z entuzjazmem.
– Modliłaś się o mnie? – Rzuciła w końcu Karaś, dusząc w sobie chęć rzucenia się na kotkę z radości.
Rozmawiały, tłumaczyła dlaczego tak zniknęła, przeprosiła ją, a Północ oznajmiła, że chce z nią iść, być samotniczką, wędrować razem… Fikcja mieszała się Karaś z rzeczywistością, niedowierzała temu, co się dzieje, a jednak naprawdę były obok siebie, czuła wyraźnie zapach kotki, słyszała jej głos i czuła futro obok siebie. Przez cały ten czas, nie czuła, że tak strasznie za nią tęskni, ale teraz gdy miała ją znowu obok siebie… Nie wróciła do Klanu Nocy ani nawet na tereny klanów, nie znalazła miejsca dla siebie, planowała dalej wędrować… A mimo to, jej serce jasno biło, że znalazła się w domu.
<Koniec historii Karaś>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz