Ostatnie dni były dla Pietruszkowej Błyskawicy jak sen. Jakby całe jej życie zostało nagle oświetlone ciepłym blaskiem słońca, które rozproszyło wszystkie cienie. Została matką. Niespodziewanie, ale całym sercem. Odnalazła trzy małe koteczki – Gołąbkę, Kukułkę i Przepiórkę. Od pierwszego spotkania pokochała je tak mocno, jakby były jej własną krwią. Dla niej były skarbami, które postanowiła chronić za wszelką cenę i zapewnić im wszystko, co najlepsze. Tego dnia wracała właśnie do żłobka z wiewiórką w pysku. Świt dopiero zaczynał rozjaśniać niebo, a rosa wciąż lśniła na trawie. Na ziemi leżały złotawe liście, a w powietrzu unosił się zapach chłodnego poranka. Szybko zauważyła, że kociaki nie przepadają za ptasim mięsem – wręcz się od niego odwracały z grymasem na pyszczkach. Najwyraźniej ich biologiczni rodzice musieli wpajać im miłość do skrzydlatych istot. Pietruszka to rozumiała i starała się to szanować. Gdy tylko przekroczyła wejście do żłobka, zaatakowała ją rozradowana, cynamonowa kulka futra.
— Mamo, mamo! Co przyniosłaś?! — zawołała Przepiórka, podskakując przy jej łapach z nieskrywaną ekscytacją.
Pietruszka uśmiechnęła się ciepło i usiadła na miękkim posłaniu, delikatnie odkładając zdobycz.
— Wiewiórkę. I ciii… nie możecie być takie głośne — wymruczała, po czym upuściła zwierzę na mech i liście. Przepiórka od razu rzuciła się na nią, wgryzając się zachłannie w miękkie mięso.
— Dziękujemy — zamruczała Kukułka, podchodząc z wdziękiem do jedzenia i zaczynając jeść z nieskrywaną gracją. Jej ruchy były płynne, prawie taneczne.
Tylko Gołąbek pozostała w tyle – leżała na posłaniu, skulona i cicha, obserwując wszystko wielkimi oczami. Jej czarno-białe futerko wyglądało jak poranna mgła, delikatne i nieuchwytne.
— Gołąbku, wszystko w porządku? Chodź, zjedz z nami — zachęciła ją łagodnie Pietruszka, pochylając się nieco bliżej.
Ale koteczka nie ruszyła się z miejsca. Jej ciało było napięte, a wzrok uciekał po kątach, jakby spodziewała się, że zaraz zza ściany wyskoczy borsuk.
— Nie jestem głodna… — wydukała cicho, niemal bezgłośnie, jakby mówiła do samej siebie.
Pietruszka westchnęła cicho i usiadła bliżej niej, delikatnie otulając ją ogonem.
— Może pobawimy się w coś? — zaproponowała, próbując rozproszyć napięcie i oderwać Gołąbkę od natrętnych myśli.
— Ja chcę! — krzyknęła od razu Przepiórka, skacząc z zapałem na Kukułkę i uderzając ją łapkami.
— A ja nie! — zapiszczała Kukułka, próbując zrzucić siostrę z siebie i jednocześnie nie stracić równowagi.
Śmiech i poruszenie wypełniły żłobek, a choć Gołąbek nadal leżała cicho, coś w jej oczach na moment zadrżało – może cień uśmiechu, może tęsknota. Pietruszka miała nadzieję, że z czasem wszystkie trzy koteczki poczują się bezpieczne. Bo były jej całym światem.
<Gołąbku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz