Dni mijały, a kremowy powoli przyzwyczajał się do nowej roli. Uczeń medyka – tytuł, który wisiał nad nim, chociaż kocur nie wydawał się odpowiednim kotem do noszenia go. Według jego ojca medycy byli kontaktem między Klanem Gwiazdy a Klanem Burzy. To do nich przodkowie wysyłali przepowiednie, jednak on takowej nie dostał na ostatnim spotkaniu medyków i nie uważał, że kiedyś ją dostanie. Niby sadzawka w głębi tuneli była miejscem przeznaczonym do kontaktu z nimi, lecz ten nie uświadczył ich obecności. Jednym z powodów mogło być to, że kremowy uczeń nie wierzył w gwiazdy na niebie, ani inne kłamstwa, jakie wciskał mu Cykoriowy Pyłek, gdy ten był kociakiem. Jeśli by istnieli, to czemu pozwoliliby na utratę jego wzroku? Czemu Mysia Łapa i Gradowy Sztorm musieli zginąć z łap samotników, gdy Norniczy Ślad i Przeplatkowy Wianek chodziły bezkarne po obozie? Nic w ich działaniu nie miało sensu, nie mogło. Tylko wyrocznia była odpowiednim wytłumaczeniem tych wydarzeń i tylko za nią mógł podążać. Mimo iż nie widział jej, to wiedział, że musiała nad nimi czuwać, przecież tak mówiła im Ryk. Opadający Rumianek uważał, że podobnie mogli działać gwiezdni, jednak Zawilec z góry odrzucił tę myśl, uważając ją za bezsensowną.
Kremowy kocur wypluł papkę, którą przeżuwał od dłuższego czasu, pokrywając nią skaleczenie na przedniej łapie Modliszkowej Ciszy. Wojownik pojawił się jakiś czas temu w ich legowisku, skarżąc się na ból w jednej z jego przednich łap, a sprawcą okazał się kolec wbity w poduszkę ów łapy.
– Zawitaj do nas od razu po wschodzie słońca, a teraz nie nadwyrężaj jej, jeśli nie chcesz spędzić tu więcej czasu – mruknął uczeń, owijając mu ranę w pajęczynę – i to nie jest tylko zalecenie.
Nagle do jego uszu dotarł czyjś znajomy głos, a dokładniej czyjeś powitanie. Skierował swój wzrok w stronę wyjścia z legowiska, gdzie dostrzegł szylkretową wojowniczkę. Co tu robiła Przeplatkowy Wianek? Przecież ostatnim razem, gdy tu zawitała, to nie skarżyła się na żadne problemy zdrowotne.
– Przeplatkowy Wianku, co się stało? – Głos asystentki medyka uderzył jego uszy, gdy ta minęła go, aby podejść do starszej kocicy. Dopiero teraz dostrzegł kilka ran na futrze kocicy, w których widniała szkarłatna ciecz. Zawilcowa Łapa skinieniem głowy pożegnał się z wojownikiem, który po chwili przeszedł obok kotki, rzucając jej tylko szybkie spojrzenie.
– Królicza Gwiazda kazał mi tu przyjść, chociaż uważałam to za zbędne – odpowiedziała kotka. – A co się stało? Pokłóciłam się z Nornicą i sytuacja eskalowała za szybko. Zakończyło się to na tym, że zostałyśmy znalezione przez Cykoriowy Pyłek, a Nornica wylądowała w legowisku przywódcy, co pewnie czeka i mnie, jednak na razie jestem tu.
– Usiądź i zaraz się tym zajmiemy. – Wdzięczna Firletka wskazała ogonem na jedno z legowisk, a jej wzrok powędrował na kremowego ucznia. – Zawilcowa Łapo, przynieś mi, proszę więcej pajęczyn i liści dębu.
Słysząc polecenie mentorki, skinął tylko głową i udał się w stronę składziku z ziołami. Kocice się pokłóciły i doszło do walki? Niedawno widział je wtulające się we własne futra, więc przedstawiona mu wersja wydarzeń nie wydawała się prawdopodobna. Całe to wydarzenie było dla niego dziwne i chociaż chciał dowiedzieć się więcej, to milczał. W plotkach pewnie prawda dotrze do jego uszu, szybciej niż zdąży zapytać.
Wyleczeni: Modliszkowa Cisza
[518 słów]
[przyznano 10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz