Dwa miesiące przed mianowaniem
Jasne, choć słabe promienie słoneczne zabarwiły liście krzewu sumaków na żółto i pomarańczowo, wlewając się powoli przez sklepienie żłobka. Pobłysk odbijał się od sierści pogrążonego jeszcze we śnie biało-rudego kocurka, jaśniąc jej końcówki iskrzące w blasku wschodzącego dnia.
Boki malucha unosiły się miarowo, gdy stulony w wygodny kłębek marzył o ganianiu motyli gdzieś daleko na bujnych łąkach. Był nawet blisko złapania jednego - dużego, o pięknych, białych skrzydłach - lecz skoczył w nicość. Wtem otworzył oczy, by z wyraźnym zniesmaczeniem stwierdzić, że znajduje się we własnym legowisku. Jaka szkoda, że nie może pochwalić się własną zdobyczą! Ale może uda mu się złapać coś na jawie, i to jeszcze przed tym, jak zostanie mianowany uczniem! Czy to nie brzmi wspaniale?
Nie zwlekając ani chwili Promyczek niezgrabnie wstał na łapki, otrzepał się z drobinek przyległych do jego futerka, i już był gotowy na podbój obozu. Ale zanim to nastąpi, to przydałoby się znaleźć kompana tejże drobnej wyprawy. Więc też kociątko zaczęło rozglądać się za kimś, kto by się nadawał - i długo szukać było nie trzeba, bo w posłaniu tuż obok drzemała kulka ciemno-siwej sierści, która znana była pod imieniem Gąbki. Ta długo jeszcze nie pospała, bo snu niestety Promyczek kotce nie podarował. Pierwsze, co ujrzała, to spoglądające na nią z góry, figlarne błyszczące oczy jej współlokatora.
— Wstajesz? Nie mamy całego dnia, a nie będę czekał, aż w końcu się podniesiesz! — pisnął, wyraźnie podekscytowany. Zdradzało go w tym także jego najeżone futro. — Nie chcesz może spróbować czegoś upolować? — dodał nieco ściszonym głosem, jakby obawiał się, że któraś z bardziej zaborczych karmicielek, usłyszawszy jego plan, mogłaby próbować go od tego odciągnąć. Ostrożności nigdy za wiele, powiadają.
Boki malucha unosiły się miarowo, gdy stulony w wygodny kłębek marzył o ganianiu motyli gdzieś daleko na bujnych łąkach. Był nawet blisko złapania jednego - dużego, o pięknych, białych skrzydłach - lecz skoczył w nicość. Wtem otworzył oczy, by z wyraźnym zniesmaczeniem stwierdzić, że znajduje się we własnym legowisku. Jaka szkoda, że nie może pochwalić się własną zdobyczą! Ale może uda mu się złapać coś na jawie, i to jeszcze przed tym, jak zostanie mianowany uczniem! Czy to nie brzmi wspaniale?
Nie zwlekając ani chwili Promyczek niezgrabnie wstał na łapki, otrzepał się z drobinek przyległych do jego futerka, i już był gotowy na podbój obozu. Ale zanim to nastąpi, to przydałoby się znaleźć kompana tejże drobnej wyprawy. Więc też kociątko zaczęło rozglądać się za kimś, kto by się nadawał - i długo szukać było nie trzeba, bo w posłaniu tuż obok drzemała kulka ciemno-siwej sierści, która znana była pod imieniem Gąbki. Ta długo jeszcze nie pospała, bo snu niestety Promyczek kotce nie podarował. Pierwsze, co ujrzała, to spoglądające na nią z góry, figlarne błyszczące oczy jej współlokatora.
— Wstajesz? Nie mamy całego dnia, a nie będę czekał, aż w końcu się podniesiesz! — pisnął, wyraźnie podekscytowany. Zdradzało go w tym także jego najeżone futro. — Nie chcesz może spróbować czegoś upolować? — dodał nieco ściszonym głosem, jakby obawiał się, że któraś z bardziej zaborczych karmicielek, usłyszawszy jego plan, mogłaby próbować go od tego odciągnąć. Ostrożności nigdy za wiele, powiadają.
<Gąbko? Wchodzisz w to?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz