BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

08 maja 2025

Od Gąbczastej Łapy

Gąbczasta Łapa leżała na plecach w swoim nowiutkim posłaniu, obserwując płachtę zrobioną z tataraków i gałęzi sumaków. “Ciekawe, jakim cudem ta konstrukcja jest taka wytrzymała! Musieli się bardzo postarać, gdy ją tworzyli!” pomyślała, wyciągając łapki do góry. Potem przewróciła się na bok, a jej wzrok spoczął na wyjściu z legowiska, gdzie dostrzegła Mątwią Łapę. Czarno-biała kotka rozmawiała z kimś na obozowej polanie. “Ciekawe, czy siostrzyczka byłaby w stanie sklecić coś takiego! Ja uważam, że jest całkiem zdolna” uśmiechnęła się pod nosem, po czym zmrużyła swoje śliczne ślepia. Myślała, że jeszcze przez jakiś czas nacieszy się spokojem, ale na cztery łapy skutecznie postawił ją rozlegający się po obozie, przeraźliwy kaszel. Futro zjeżyło jej się na karku, gdy tylko ten skrzek dotarł do jej biednych uszu. Otworzyła powieki i niechętnie podniosła się na cztery łapy, tym samym dostrzegając siedzącego w progu legowiska kocura o płomiennorudym futrze. Chyba nazywał się Plumkający Potok, czy jakoś tak… nie pamiętała już za dobrze.
— Witaj, towarzyszu! Co cię tu sprowadza? — wykrzyczała, zbliżając się nieznacznie do pacjenta. Musiała być jednak ostrożna – nie chciała się niczym zarazić. — Czy to ten niepokojący kaszel przyniósł cię tu z wiatrem? Na twoim miejscu też bym się martwiła, gdybym brzmiała jak umierająca wrona! — zachichotała, choć wojownik wcale nie wyglądał na nadzwyczajnie zadowolonego. — Ale to nic, nie musisz się o to martwić! Opowiedz mi o innych objawach, które ci towarzyszą, a ja chętnie podaruję ci jakieś zioła! — mruknęła, a na jej pysku wymalował się szeroki uśmiech. Potok przysiadł, owijając ogon wokół łap.
— Chyba mam katar i trochę bolą mnie płuca — przyznał, po czym odchrząknął. — No i mam też kaszel, ale to już zauważyłaś — przewrócił oczami. Przez cały czas jak mówił, poprawiał się i wiercił, jakby trudno mu było usiedzieć w miejscu. Gąbka też tak czasami miała, że musiała czymś zająć swoje łapki, bo inaczej by normalnie nie wytrzymała!
— Dobrze, dobrze, a powiedz mi jeszcze, kiedy zaczęły się te objawy? Jak bardzo ci dokuczają? Oprócz faktu, że pewnie odstraszasz wszystkie koty w zasięgu kaszlu! — zażartowała, choć – już drugi raz – Pluskający nie wyglądał na ucieszonego.
— Żarty mają być śmieszne — rzucił szybko. — I nie jest to nic poważnego, naprawdę! Objawy zaczęły się niedawno i są dosyć lekkie. To pewnie tylko jakieś przeziębienie, czy coś w tym stylu — stwierdził, na co Gąbczasta Łapa pokiwała kilka razy głową. Potem wlepiła wzrok w jedno miejsce przed sobą, starając się skupić i przypomnieć sobie każde pojedyncze słowo Różanej Woni, która swoją drogą stała niedaleko. “Katar, kaszel, bolące płuca… ale nic poważnego! To może być biały kaszel!” uśmiechnęła się, zadowolona ze swojego odkrycia.
— Już wiem, co ci dolega! — zawołała uszczęśliwiona, po czym podbiegła do swojej mentorki. Szkolenie zaczęła niedawno i choć potrafiła rozpoznać już wiele chorób, to gorzej jej szło z leczeniem ich. Czasami zdarzało jej się zapominać jakich ziół ma użyć. Tak było i teraz. — Co się podaje na biały kaszel? Uciekło mi to z głowy… — mruknęła. Ton jej głosu był rozbawiony, ale też trochę nerwowy. Na pewno Różana Woń już kiedyś jej mówiła o tym, co podaje się na biały kaszel! To w końcu całkiem powszechna choroba, tym bardziej gdy zaczyna się robić chłodno. Medyczka spojrzała na nią z ukosa i mlasnęła kilka razy.
— Biały kaszel, tak? Możesz podać choremu floks zmieszany z lubczykiem lub kocimiętkę. Zobacz, czego mamy więcej — poinstruowała ją szybko, po czym odwróciła się i wróciła do robienia własnych spraw. Gąbczasta Łapa kiwnęła głową i po wypowiedzeniu szybkiego “no jasne”, podbiegła do składzika z ziołami. Charakterystyczny zapach kocimiętki połaskotał ją w nos. Kotka na chwilę wstrzymała oddech, po czym zrobiła kilka kroków w tył. “Ktoś mi kiedyś mówił, że jak się nawdycha kocimiętki, to się zaczyna fruwać, jak ptaszki! Wolałabym nie ryzykować lataniem… ale skoro tak się dzieje, to dlaczego używa się tego w medycynie? Nie rozumiem…” pomyślała, wpatrując się w leżące na sobie liście kocimiętki. Szybko przeskanowała resztę składziku, ale nie udało jej się znaleźć świeżego lubczyku i floksu. Najwyraźniej będzie musiała zaryzykować tym, że wyrosną jej skrzydełka i być może odleci gdzieś daleko, a potem się zgubi… ale to nieważne! Gąbczasta Łapa przełknęła ślinę i zanurkowała pyskiem w ziołach, sięgając po roślinę o fioletowych kwiatach. Chwyciła ją w swoje niewielkie ząbki i w podskokach znalazła się obok rudego.
— Już mam! — oznajmiła, kładąc zieleninę tuż przed wojownikiem. — To kocimiętka. Lubisz? — spytała, wpatrując się w roślinę. Potem prędko przeniosła wzrok na rozmówcę, zaciekawiona, czy ten zaczął już latać. O dziwo – wcale nie. Wciąż siedział w miejscu, kompletnie niewzruszony. — Masz ją zjeść
— Wiem — przerwał jej, pochylając się nad kocimiętką. Widać było, jak jego twarz wykrzywia się w grymasie. Chwycił zioło w pysk, a następnie zaczął je niechętnie przeżuwać. — Dlaczego miałbym lubić albo nie lubić kocimiętki? Zioło jak zioło, nie interesuję się nimi — przyznał, wzruszając ramionami. Gąbczasta Łapa się oburzyła.
— Wcale nie takie zwykłe! Nie słyszałeś, co robi? — odburknęła, odwracając głowę. — Ale to może i nawet lepiej, że nie wiesz! To wiedza zakazana — zachichotała, gestem łapy odsuwając od siebie Pluskający Potok, który z bólem mielił w dziobie kocimiętkę. — I nie przesadzaj! Kocimiętka wcale nie jest taka ohydna! Kiedyś jak ją jadłam, to mi ktoś powiedział, że ona sprawia, że koty latają! — uśmiechnęła się, po czym natychmiast zasłoniła pysk łapą. — No i wygadałam! — przeraziła się, z wytrzeszczonymi oczami wpatrując się w rudego. — No dobra, czas cię goni! Sio mi stąd, tylko nie mów nikomu o tym, co tu usłyszałeś, jasne? — zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem. Wojownik wyglądał dokładnie tak, jakby miał dość całej tej dziecinady. Wyprostował się i ruszył w stronę wyjścia, a na pożegnanie machnął zbywająco ogonem. Gąbczasta Łapa rzuciła okiem na Różaną Woń, która jednak wydawała się pochłonięta czymś innym. “Na pewno nic nie usłyszała! Nie mam się o co martwić” pomyślała, ponownie układając się na swoim legowisku. Gdy zmrużyła zmęczone oczka, nad jej głową stanęła medyczka.
— Zajrzyj jeszcze do legowiska starszyzny, dobrze? Dawno tam nie zaglądałam, a mogą czegoś potrzebować — mruknęła, na co dymna zasłoniła sobie uszy łapami.
— Tak, tak, zajrzę, oczywiście! — zapewniła swoją mentorkę, układając się na drzemkę. Na pewno zaraz o tym zapomni, ale przynajmniej będzie wypoczęta, tak? Lepiej, jeśli będzie wyspana – tylko wtedy będzie mogła dobrze leczyć koty!

***

Z głębokiego snu zbudziło ją narzekanie Różanej Woni, która – mogłoby się wydawać – bezcelowo kręciła się po legowisku. Przewróciła się na drugi bok, próbując zakryć czymś uszy, aby nie słyszeć niezadowolonych stęknięć mentorki, ale w końcu zrobiło się to niemożliwe. Tym bardziej że to, co opowiadała medyczka, przykuło uwagę młodej uczennicy. Może dlatego, że gdzieś w tym monologu usłyszała swoje imię?
— Gąbko, widzę, że nie śpisz — mruknęła, na co kręcone futerko kotki się najeżyło. — Byłaś u starszyzny? Podobno mamy tam niezbyt dobrą opinię! — dodała, a jej kroki na moment ucichły. Kotka poczuła jej oddech tuż nad swoją głową. — Jakoś mi wypadło, żeby tam wcześniej zajrzeć, wiesz, jak to jest. Jestem przyzwyczajona, że chore koty same do mnie przychodzą, ale w przypadku starszyzny nie jest to takie łatwe. Im… niekiedy po prostu nie chce się chodzić albo po prostu nie potrafią — stwierdziła. Brązowe oczko Gąbczastej Łapy otworzyło się i zaczęło rozglądać się po legowisku, w końcu jednak zatrzymało się na czarnych łapach mentorki.
— Starszyzna? — powtórzyła sennie, po czym ziewnęła przeciągle.
— Tak, starszyzna — odparła szorstko w odpowiedzi. Uczennica podniosła głowę, od razu dostrzegając przed sobą niezadowolony pysk Różanej Woni. “Ojć, chyba mam przechlapane…” pomyślała, podnosząc się na wszystkie cztery łapy. — Ostatnio słyszałam, jak Bratkowe Futro narzekała na jakieś bóle, czy coś w tym stylu. Nie pamiętam, ale lepiej, abyś to sprawdziła — odchrząknęła. Dymna przewróciła oczami.
— A starsi nie słyną przypadkiem z tego, że dużo narzekają? Może ona już tak po prostu ma! Pewnie tylko ją mięśnie bolą czy stawy, ale to chyba normalne dla kotów w jej wieku, prawda? — próbowała wymigać się od obowiązku. Medyczka to zauważyła.
— Idź. Sprawdź — naciskała. “Najwyraźniej nie mam innego wyboru” stwierdziła po jakimś czasie i odwracając się, szybko zniknęła Różanej Woni z pola widzenia. Gąbczasta Łapa stanęła na środku obozu, oglądając wszystkie legowiska po kolei. Jej wzrok zatrzymał się na tym, które znajdowało się najbliżej legowiska medyka. Szybko znalazła się tuż obok niego, wsadzając głowę do środka. Zapach w tym miejscu był specyficzny. Pachniało tu trochę kurzem, starością – albo po prostu tak jej się wydawało. Rozejrzała się, a jej wzrok ostatecznie spoczął na srebrnej kotce. Wyglądała na chorą.
— Hej, Bratkowe Futro, mam rację? — spytała łagodnym głosem, podchodząc do starszej.
— No wreszcie jakiś medyk raczył się tu zjawić! Ile można było czekać? Mogłabym tu nawet umrzeć, a i tak nikt by nie zauważył! — wytknęła. Gąbczasta Łapa była zaskoczona doborem jej słów. Położyła po sobie uszy. — Masz coś na swoje wytłumaczenie?
— Ja jestem uczennicą od niedawna! Nie wiedziałam, że coś się tu dzieje — burknęła. — Ale oto jestem, aby rozwiać wszelkie twe zmartwienia! No, to co tam masz? — spytała, dokładnie oglądając srebrną. Jej źrenice niewątpliwie powędrowały w stronę łap starszej. Były pozlepiane krwią i brudne. Bratkowe Futro, gdy tylko dostrzegła ciekawski wzrok Gąbki, schowała łapy pod sobą.
— Teraz nagle tacy przejęci, a wcześniej to co? Tak właśnie szanujecie starszyznę! — zaczęła się awanturować, ale Gąbczasta Łapa skupiała się już na tym, co mogło być przyczyną zakrwawionych łap srebrnej kotki. “Może cierń wbił jej się w łapę? Nie, nie byłoby to aż tak drastyczne. Pewnie podrażniła sobie poduszki, może jej popękały?” pomyślała.
— Nie martw się, zaraz ci coś przyniosę! — zawołała radośnie, kierując się w stronę wyjścia.
— Zaczekaj! — zatrzymał ją głos starszej, która niechętnie szepnęła coś pod nosem, zanim miauknęła znowu:
— Swędzi mnie skóra… może masz coś na to? — spytała. Młoda pokiwała głową – domyślała się już, co może dolegać Bratce. “Popękane poduszki, swędząca infekcja” powtarzała sobie w drodze powrotnej do legowiska. Gdy do niego wkroczyła, nie zastała Różanej Woni. “A niech cię! Przecież przed chwilą tu była!” westchnęła. Pamiętała, co podawało się na popękane poduszki łap, ale nie miała pojęcia jak wyleczyć swędząca infekcję! Zawędrowała do składzika, z którego wyciągnęła kilka liści szczawiu. Jego pikantny zapach połaskotał ją w nos, już czuła, że Bratkowe Futro nie będzie zadowolona z użycia akurat takiej rośliny. Teraz pozostał jeszcze drugi problem. Gąbczastej Łapie wydawało się, że jej mentorka mówiła kiedyś o jakiejś aksamitce… ale nie była do końca pewna. Mówiła, że to niewielki żółto-pomarańczowy kwiat. “Najwyraźniej muszę zaufać samej sobie” pomyślała, zabierając ze sobą coś, co najbardziej przypominało aksamitkę z opisu. Pospiesznie wróciła do legowiska starszyzny, wiedząc, że każde kolejne uderzenie serca wiązało się z coraz większym niezadowoleniem ze strony srebrnej kotki.
— Już wszystko mam! Musisz tylko pokazać mi łapy i siedzieć spokojnie! — poleciła. — No i przede wszystkim musisz mi zaufać co do tego szczawiu, bo on jest dosyć specyficzną rośliną. Uwierz mi jednak, wiem, co robię — zapewniła starszą. Na początku złapała szczaw i zaczęła przeżuwać go na papkę – jego właściwości była pewna. Gorzej z tym drugim. Jej język po kontakcie ze szczawiem, jakby zapłonął żywym ogniem. Oczy uczennicy delikatnie się zaszkliły – wiedziała, że mimo wszystko musi być silna i wytrzymała, jeśli chciała zostać medyczką. Gdy w jej pysku znajdowała się już sama papka, pochyliła głowę nad łapami Bratkowego Futra i zaczęła okładać je przygotowanym wcześniej lekiem. Starsza, po pierwszym kontakcie ze szczawiem, wzdrygnęła się nieznacznie.
— To ma tak piec? — spytała, unosząc jedną brew do góry. Gąbka przytaknęła, wciąż zajmując się biednymi poduszkami srebrnej. Po tym, jak w końcu papka opuściła jej buzię, kotka zwróciła się w stronę pomarańczowego kwiatka. “Raz się żyje, mam rację?” zachichotała pod nosem i ponownie rozpoczęła proces przeżuwania. Gdy w jej pysku powstała papka, kotka nałożyła ją na skórę Bratkowego Futra.
— Powinno być lepiej po jakimś czasie — zapewniła ją, robiąc kilka kroków w tył.
— Dzięki — starsza rzuciła niechętnie. Potem uczennica zniknęła z legowiska i skierowała się od razu w stronę swojego własnego. Tym razem zastała w nim Różaną Woń. — Cześć! — przywitała się przyjaźnie.
— Byłaś u starszyzny? — wyrzuciła z automatu.
— Oczywiście, że byłam! Bratkowe Futro miała popękane poduszki i swędzącą infekcję, dasz wiarę? Aż dwie choroby naraz! Współczuję jej — mruknęła pod nosem.
— Co jej podałaś?
— No… szczaw i… taki pomarańczowy kwiatek — odparła z zakłopotaniem. Medyczka nie wyglądała na szczególnie zadowoloną taką odpowiedzią.
— Żartujesz sobie? Mogłaś poczekać, aż wrócę, a nie podawać jej jakieś pierwsze lepsze zioła! To się mogło skończyć tragicznie, zdajesz sobie z tego sprawę?
Gąbczasta Łapa schyliła głowę w geście przeprosin. Położyła po sobie też uszy, a jej ogon przylgnął do ziemi. Jednak w tym momencie w jej głowie narodził się nowy pomysł – co gdyby w celu rekompensaty poszła poszukać jakichś potrzebnych ziół?

[2025 słów]

[przyznano 41%]

Wyleczeni: Pluskający Potok, Bratkowe Futro x2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz