Jej spojrzenie powędrowało za tym siostry; promienie słońca, które wpadały ukradkiem przez brudną szybę. Tylko dzięki nim lokatorzy piwnicy widzieli cokolwiek w półmroku. Pacynka przysiadła się do niej, bujając się na boki i trzepiąc ogonem na wszystkie strony. Jej głowa wylądowała na barku szylkretki, czym nie wydawała się przejęta.
— Niebawem, może — Ballada szepnęła w końcu. Na słowa o ciotce Marionetce ożywiła się nieco. — Ciekawe, ciekawe.
Siostrzyczka pokiwała zawzięcie głową.
— No ja mam nadzieję, że niebawem! Bo jeśli nie, to ja nie wiem, co zrobię! Chyba sama ucieknę... — każde słowo wypowiadała coraz ciszej, aby na pewno nie dotarło do czyichś zaciekawionych uszu.
Szepty Pacynki tańczyły w jej uszach. Ucieczka? Dokąd? Uznała to za sugestię. Spojrzała ponownie na okno, do którego parapetu można było dostać się za pomocą starych, zatęchłych pudeł. Paru nie do końca szczelnych rur. Podniosła się z ziemi i postawiła parę kroczków w tamtą stronę, jednocześnie kiwając głową, jak gdyby dać siostrze znać, żeby podążyła.
— Spójrzmy.
Mordka koteczki rozpromieniła się, a ona sama zrobila kroczek do przodu.
— Marionetki też nie mogę się doczekać! Ona jest taka mądra i wie o wszystkim na świecie! Nie wiem ile jeszcze dam radę czekać na kolejne opowieści z jej strony! — Zachichotała bura, a w jej oczach błysnęła iskra. — A ty lubisz Marionetkę? Na pewno lubisz!
Zerknęła na Pacynkę kącikiem oka, gdy ta nadal paplała. Zmarszczyła lekko nosek, chociaż zastanowiąc się na moment... Była najbardziej podobna do cioci, tym samym lepsza od reszty, a przynajmniej tak sie jej wydawało; niech gada.
— Lubię — odpowiedziała. — Mądra. Dużo wie.
Zauważyła, jak ta podąża za nią, z chytrym uśmieszkiem na pyszczku.
— Wreszcie się z czymś zgadzamy! — miauknęła uradowana, stojąc obok niej, gdy wpatrywala sie zawzięcie w okno. — To wiesz już, jak się stąd wydostać? — spytała po chwili.
Spojrzała na brudną szybę. Nagrzane od promieni słońca szkło znikało w grubej, drewnianej ramie; wskoczyła na jeden z kartonów i dostała się na parapet. Trąciła deskę łapką, a parę wiórów jasnej farby przyczepiło się do jej futra.
— Nie — jej ton głosu był raczej smętny. — Trudno jest.
Zawęszyła, wciskając nosek w szczeliny między drewnem a wilgotną ścianą. Przycisnęła mordkę do szkła, otwierając szeroko oczy i patrząc na trawę, chmury i drzewa. Chyba tak się nazywały, Pal coś takiego mówiła.
Pacynka odchrząknęła i uśmiechnęła się złowieszczo.
— Myślę, że Marionetka na pewno pochwaliłaby nas za naszą zwinność, inteligencję, prawda? Też tak uważasz?
— Byłaby. Może. Ty spróbuj — skinęła ogonem w stronę siostry, a następnie na okno.
Koteczka zaczęła niezgrabnie wspinać się, na kołyszące się kartony. W pewnym momencie udało jej się przedostać do Ballady. Podrapała drewno kilka razy łapką, ale te nawet nie drgnęło.
— Może poczekamy, aż ktoś będzie tu wchodził i jakoś się zakradniemy? — westchnęła, siadając z towarzyszącym temu rozczarowanym westchnieniem. — Myślisz, że jeśli będziemy tu siedzieć wystarczająco długo, to przyjdzie tu jakiś dwunożny i otworzy nam wyjście? Oni umieją wszystko! Tak mi Pararela mówiła, wiesz? — mruknęła.
— Wszystko — powtórzyła, przenosząc spojrzenie na siostrę. — Wiem.
Przekręciła łepek. Czemu Pacynkę tak bardzo ciągnęło do świata zewnętrznego? Czemu potrzebowała się wydostać? Chciała się nad tym zastanawiać, ale... Coś ją od tego odciągało. Wydęła dolną wargę. Nie musiała tego wiedzieć. Może to kaprys, może ktoś jej kazał.
— Tylko kiedy? — szepnęła, po czym stuknęła łapką w szybę. — Pusto. Marionetka?
— Nie wiem. Może jak będziemy tu stać to jakiś dwunożny się przewinie... a potem zastuka się w szybkę, zapiszczy... i nas uwolnią! — wyjaśniła bura. — Podobno ci niektórzy dwunożni to mają do nas słabość… — miauknęła z dumą.
Pokiwała powoli głową, także kiedyś słysząc te słowa. Jakoś niedawno. Po niedługiej chwili jej pyszczek ponownie przykleił się do szyby, a oczy obserwowały każdy najmniejszy ruch. Pozostała w tamtym miejscu aż do zachodu słońca.
Ogon Mydełka ostatni raz zniknął gdzieś za rogiem. Przekręciła główkę na bok, obserwując, jak jej cień oddalał się. Miała nie wrócić. Czemu? Podobno gdzieś tam były ciekawsze rzeczy do zrobienia. Jakie?
Coś zaszurało za jej plecami. Zastrzygła uszami i odwróciła spojrzenie. Bure łapki z białymi skarpetkami mignęły jej w kąciku oka, a tuż za nimi pręgowany zadek i ogon. Pacynka w podskokach podążyła za starszą kotką, w ostatniej chwili zatrzymując się i chowając tuż przy ścianie. Wyjrzała zza rogu i zastygła w miejscu, jednak jej boki poruszały się lekko, jakby się z czegoś śmiała. Z czego?
Ballada zeskoczyła z pudła, na którym leżała i zakradła się za siostrą. Wsunęła się między nią, a ścianę, i ignorując jej zaskoczony pisk, wystawiła głowę w przód. Zobaczyła tam tylko ponownie sylwetkę Mydełko, rozmawiającą z kimś za uchylonym oknem. Zmarszczyła nosek, po czym odwróciła spojrzenie na Pacynkę. Podniosła brew i wydała z siebie zdziwiony odgłos.
— Wszystko — powtórzyła, przenosząc spojrzenie na siostrę. — Wiem.
Przekręciła łepek. Czemu Pacynkę tak bardzo ciągnęło do świata zewnętrznego? Czemu potrzebowała się wydostać? Chciała się nad tym zastanawiać, ale... Coś ją od tego odciągało. Wydęła dolną wargę. Nie musiała tego wiedzieć. Może to kaprys, może ktoś jej kazał.
— Tylko kiedy? — szepnęła, po czym stuknęła łapką w szybę. — Pusto. Marionetka?
— Nie wiem. Może jak będziemy tu stać to jakiś dwunożny się przewinie... a potem zastuka się w szybkę, zapiszczy... i nas uwolnią! — wyjaśniła bura. — Podobno ci niektórzy dwunożni to mają do nas słabość… — miauknęła z dumą.
Pokiwała powoli głową, także kiedyś słysząc te słowa. Jakoś niedawno. Po niedługiej chwili jej pyszczek ponownie przykleił się do szyby, a oczy obserwowały każdy najmniejszy ruch. Pozostała w tamtym miejscu aż do zachodu słońca.
***
Ogon Mydełka ostatni raz zniknął gdzieś za rogiem. Przekręciła główkę na bok, obserwując, jak jej cień oddalał się. Miała nie wrócić. Czemu? Podobno gdzieś tam były ciekawsze rzeczy do zrobienia. Jakie?
Coś zaszurało za jej plecami. Zastrzygła uszami i odwróciła spojrzenie. Bure łapki z białymi skarpetkami mignęły jej w kąciku oka, a tuż za nimi pręgowany zadek i ogon. Pacynka w podskokach podążyła za starszą kotką, w ostatniej chwili zatrzymując się i chowając tuż przy ścianie. Wyjrzała zza rogu i zastygła w miejscu, jednak jej boki poruszały się lekko, jakby się z czegoś śmiała. Z czego?
Ballada zeskoczyła z pudła, na którym leżała i zakradła się za siostrą. Wsunęła się między nią, a ścianę, i ignorując jej zaskoczony pisk, wystawiła głowę w przód. Zobaczyła tam tylko ponownie sylwetkę Mydełko, rozmawiającą z kimś za uchylonym oknem. Zmarszczyła nosek, po czym odwróciła spojrzenie na Pacynkę. Podniosła brew i wydała z siebie zdziwiony odgłos.
<Pacynko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz