Tego dnia, pięknego, acz mocno pochmurnego ranka, albinos wziął się za czyszczenie wejścia do starego obozu. Gdy był mniej więcej w połowie, przyszedł do niego Śniący Obserwator, by przejąć to zajęcie. Biały przekazał mu więc wszystkie informacje, jakie miał, a sam postanowił pójść znowu na zwiady do starego obozowiska. Znaczy… bardziej na przechadzkę. Ich nowa baza wyglądała coraz lepiej, o ile można było tak nazwać podziemną grotę, która nagle zaczęła bardzo tętnić życiem… Koty znosiły pajęczynę, gałązki, różne kamienie czy glinę, wszystko, co mogło pomóc w odbudowie. Biały też przykładał do tego pomocną łapę, ale niestety tylko nocami, bo dni były całkiem słoneczne, poza dzisiejszym.
Dotarł na środek obozu, po którym krzątali się wojownicy. Dołączył do nich, chcąc lub nie, ale podsłuchując rozmowy.
— Więźniowie mają dziś odśnieżać ścieżki — usłyszał.
— Oby dali im kilku strażników. Nie chcę, by powtórzyła się tamta masakra… — miauknął drugi wojownik, przechodzący obok.
Biały nadstawił uszu, notując w głowie zasłyszane rzeczy.
— Ciekaw jestem czy Gadożerowy Pysk był w to zamieszany — dopowiedział ktoś.
Biały pomyślał sobie; dlaczego miałby?
— Pamiętasz, jak kiedyś kogoś otruł? Tamtą piszczką…
Przewodnik zamknął oczy i westchnął. Co za plotkarze, rozgrzebują stare rzeczy…
Następnie skierował łapy ku legowisku starszych, z którego zostały aktualnie jedynie zgliszcza. Łapą zaczął odgarniać śnieg, przekładać to, co zostało z rozłożystych krzewów, natrafiając w końcu na coś… co było małym zawiniątkiem. Właściwie, kiedyś to był faktycznie liść, ale teraz jedynie okruchy po nim walały się pod gałązkami. Kiedy grzebał dalej, dostrzegł rozsypane zioła. Nie był ekspertem, więc westchnął tylko i użył znalezionej wcześniej większej deseczki, by przełożyć znalezisko. Bardzo ostrożnie, powoli, zniósł je tunelami, aż do nowego medycznego legowiska, gdzie powitał Wdzięczną Firletkę.
— Znalazłem coś takiego w spalonym legowisku starszych — oznajmił ze spokojem, ale również ciekawością.
— Oh, korzeń żywokostu — odparła kotka. — Dziękuję, przyda się.
A więc były to zioła… cóż, tak pachniały, pomimo bycia niemal strawionymi na proch. Albinos kiwnął głową na znak pozdrowienia, wychodząc na główne korytarze. Dotarł do tunelu na zewnątrz, ale nie trafił akurat na wspomnianych więźniów. Widział gotową już, odśnieżoną drogę, więc z niej skorzystał. Dostrzegł w oddali nikogo innego, jak Gadożera, do którego podszedł. Kocur chyba wracał z nieudanego polowania, na co wskazywało potargane futro i grymas na pysku.
— Dzień dobry — zaczął albinos, zwracając na siebie uwagę. Całkiem wtapiał się w otoczenie. — Jak się miewasz?
Event w Klanie Burzy, przeszukiwanie starego obozu
<Gadożerowy Pysku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz