– Tato! Tato, cześć. Co porabiałem? Duuużo rzeczy, tato. Bawiłem się mchem. Wcześniej spałem. Jeszcze wcześniej jadłem. A jeszcze, jeszcze, jeszcze wcześniej to… – zakołysałem się lekko, zezując na mój nosek. – …To nie pamiętam!
Ponownie skoczyłem na Guziczka, chwytając kurczowo moimi małymi łapkami jego większą. Czarny kocur zaśmiał się, nie przerywając mojej zabawy.
– Hm… Może… bawiłeś się z Bratkiem i z Alką?
– Nie! – przyznałem, wytrzeszczając oczka jeszcze szerzej. – Tato, oni… oni non stop śpią! Masakra, mówię ci. A jak w końcu się budzą, to ja zasypiam! Wyobrażasz sobie?
Guziczek parsknął cicho.
– Faktycznie ciężka sprawa… – odparł z zamyśleniem. – To może połóż się spać i poproś Jeżogłówkę, by obudziła cię, jak tylko twoje rodzeństwo wstanie.
– NIE! NIE! – wykrzyknąłem, oburzając się już całkowicie, ale szybko wróciłem do opanowanego tonu. Miałem jeszcze sporo do przekazania, za dużo by zaprzepaścić to jednym wybuchem. – Nie, bo… bo to tak nie działa. Nie. Nie. Muszę po prostu… poczekać. Tak. Z moich obliczeń, że tak powiem, wynika, że w którymś momencie nasz czas drzemki i czas zabawy się pokryją. Na pewno! Mówię ci, tato.
Ułożyłem się wygodnie między łapami Guziczka, robiąc uprzednio dwa małe kółeczka. Zmieściłem się z łatwością dzięki mojemu niewielkiemu rozmiarowi.
– Tato, musimy obgadać jeszcze jedną sprawę. To bardzo, bardzo, ale to bardzo ważne.
Czarny kocur przechylił głowę na bok.
– Co to takiego, Gronostaju?
– Ja chcę już NA DWÓR! Kiedy będę mógł wyjść? Mogę teraz? Jeżogłówka mówi, że nie teraz. Tata też mówi, że nie teraz ani nie w ciągu najbliższych księżyców! Ale to chyba jakieś żarty! Może i jest dużo śniegu, ale ja to jestem na tyle lekki, że się nie zapadnę. Naprawdę!
<Guziczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz