BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

31 marca 2026

Od Kuniego Strumyczka

Przeszłość, pora Zielonych Liści... 

Letnia bryza, ciepła i miękka niczym dotyk dawno zapomnianego snu, igrała z jej szylkretowym futrem, rozchylając pojedyncze kosmyki sierści i niosąc ze sobą zapachy rozgrzanej ziemi, sosnowej żywicy oraz dalekiej, ledwie wyczuwalnej woni wody. Kuni Strumyczek siedziała niedaleko wejścia do obozowiska, w miejscu, gdzie cień krzewów splatał się z plamami słonecznego światła, tworząc na ubitej ziemi mozaikę migotliwych kształtów, i wpatrywała się w bezkresny błękit nieba, jakby próbowała odnaleźć w nim odpowiedź na pytanie, którego sama jeszcze nie potrafiła nazwać.
Jej pomarańczowe oczy połyskiwały delikatnie, odbijając złote refleksy dnia, a w ich głębi czaiło się coś więcej niż zwykła zaduma — była tam iskra niespożytej energii, niepokój, który nie wynikał z lęku, lecz z nadmiaru życia, z pragnienia działania, które nie znajdowało jeszcze swojego ujścia. Każdy mięsień jej ciała zdawał się być gotowy do ruchu, napięty niczym struna, a jednak pozostawała nieruchoma, pozwalając, by chwila rozciągnęła się wokół niej niczym leniwa rzeka.
Westchnęła cicho, niemal bezgłośnie, jakby nie chciała zakłócić harmonii poranka, lecz zaraz potem parsknęła krótkim, ciepłym śmiechem, który zniknął równie szybko, jak się pojawił, rozpływając się w powietrzu. Myśl, która właśnie przemknęła przez jej umysł, była jednocześnie zabawna i zdumiewająca — kiedy właściwie osiągnęła siedemdziesiąt księżyców? Jeszcze nie tak dawno, gdy była nieporadną koteczką, wydawało jej się, że taki wiek oznacza niemal kres drogi, że to czas, w którym łapy stają się ciężkie, a spojrzenie kieruje się raczej ku wspomnieniom niż ku przyszłości.
A jednak teraz, siedząc na skraju obozowiska, czuła się zupełnie inaczej — jej serce biło silnie i pewnie, a radość, cicha, lecz uporczywa, rozlewała się w niej niczym ciepło słonecznego promienia. Była pełna życia, pełna gotowości, by ruszyć naprzód, by jeszcze raz — i jeszcze wiele razy — poczuć pod łapami miękką ściółkę lasu i smak świeżo upolowanej zdobyczy.
Uniósłszy lekko łeb, skierowała spojrzenie ku wyjściu z obozowiska, gdzie plusk wody oraz zieleń lasu zdawały się niemal ją nawoływać. “Być może powinnam zapolować” — pomyślała, a myśl ta zakiełkowała w niej niemal natychmiast, rozrastając się w przyjemne poczucie celu. Dodatkowa płotka albo tłusta knieć, połyskująca jeszcze wilgocią poranka, zawsze były mile widziane na stercie zwierzyny, która stanowiła serce życia obozu.
A jednak przez krótką chwilę jeszcze zwlekała, pozwalając, by wiatr przesunął się po jej futrze, a śpiew ptaków rozniósł się głębiej w uszach. Niedługo wstanie, ruszy oraz zapoluje, lecz chciała na kilka ostatnich uderzeń serca zanurzyć się nieco w myślach… Zarówno tych lekkich i przyjemnych, jak i bardziej zaskakujących oraz głębokich.

Event Wielkanocny!

SEKRETNY ZAJĄC!


Na czym polega "Sekretny Zając"?
Sekretny Zając jest zabawą inspirowaną eventem "Sekretny Mikołaj" (Secret Santa) i polega na zrobieniu wielkanocnego prezentu-niespodzianki dla wylosowanej przez siebie osoby.
Forma prezentu jest dowolna! Może być to rysunek, wiersz, rzeźba, jak i każda inna forma sztuki. Najistotniejsze jest to, aby prezent przedstawiał postać (lub postacie) wylosowanej osoby!

Jak wziąć udział w evencie?
Aby wziąć udział w evencie, należy zgłosić się w komentarzu pod postem, podając przy tym nazwę na discordzie/gmaila oraz postacie (najlepiej z podaniem grupy, do której należą), które mają wziąć udział w evencie (zarówno grywalne, martwe, opiekowane, jak i wybrane NPC!).
Czas na zgłoszenie się do eventu kończy się 02.04 o godzinie 23:59.
W dniu 3.04 uczestnicy otrzymają wiadomość, komu mają zrobić jajeczną niespodziankę!

Do kogo i do kiedy należy odsyłać prace?
Czas na odesłanie prac na konto jableczniczek (dc) / japkostuff@gmail.com, kończy się 18.04 o godzinie 23:59, a prezenty zostaną ujawnione 20.04!

Czym grozi nieodesłanie pracy w podanym terminie?
Osoby, które nie odeślą pracy na czas, otrzymają bana na branie udziału w przyszłych eventach, przez co zostają z nich wykluczone aż do odwołania.
Zasada ta nie dotyczy osób, które z przyczyn prywatnych nie będą mogły wziąć udziału w evencie. W takiej sytuacji należy zgłosić to do administracji, przynajmniej 4 dni przed 18.04.

Powodzenia i dobrej zabawy!
Wszelkie pytania należy kierować do organizatora eventu - Japka!

30 marca 2026

Od Czajki

Nie wiedział, co było gorsze: pogłębiający się letarg spowodowany dawnym zniknięciem Osetka z Owocowego Lasu, śmierć Orzeszka, czy nagłe pojawienie się dwójki kociąt, a bardziej jednego, które nosiło imię jej traumatycznej przeszłości. Niebieski starał się jak mógł, co poranek znajdywać jakiekolwiek chęci do ruszenia się z posłania w koronie drzewa, by później jakby nigdy nic wykonywać swoje obowiązki, jednak z każdy przemijającym dniem, czuł, jak zaczyna cofać się w czasie — stan zawieszenia, który ostatni raz towarzyszył mu w czasie jego szkolenia na zwiadowcę, powrócił. Strach o własne życie, na które czai się ktoś za drzewem lub krzewem, może i było to irracjonalne, biorąc pod uwagę, że liliowy wojownik zmarł księżyce temu, lecz bury kociak, który niedawno zawitał w żłóbku, stał się źródłem. Przez to też rzadko kiedy miał odwagę pójść do Gąski i zobaczyć co u niej lub chociaż nieco ją odciążyć, gdyż ciągła opieka nad dwójką kociąt mogła być męcząca po jakimś czasie — chociaż szylkretka za każdym razem zdawała się promienieć przez tę dwójkę niezdarnych kulek futra. W dodatku kocur mógł zauważyć, że siostra raczej nie ma mu za złe tych rzadkich odwiedzin i po części zdaje sobie sprawę, jakie to może być ciężkie dla zwiadowcy z jego niezbyt przyjemnymi wspomnieniami z innym kocurem, który nosił imię Borowik.
Brązowooki nie był jedynym, którym wstrząsnęła śmierć ojca, jednakże ten nie był raczej dobrym materiałem na kogoś, kto mógłby drugiego kota pocieszyć lub wspierać, dlatego też z bólem serca starał się unikać rozmów z Guziczkiem na ten temat. Niebieski powoli zaczął się od każdego odcinać, co w sumie nie było niczym trudnym, zważając na fakt, iż kontakt z Kajzerką był ograniczony przez dziwne choróbsko panujące w legowisku starszyzny, Gąska miała na głowie kocięta, a sam Guziczek miał Kurkę, z którym spędzał większość czasu. Jedynie Czajka pozostał sam na tym padole łez, będąc jedynym niepasującym elementem w tym wszystkim. Czuł jakby był jedynie przeszkodą dla innych, zawiódł każdego możliwego kota i jedynie jakieś niewielkie wewnętrzne siły trzymały go w Owocowym Lesie, który na nowo stał mu się obcy.

Od Zwęglonej Łapy Do Makowej Iluzji

Po zgromadzeniu, w obozie

Szylkretka po dotarciu do legowiska o późnej porze, padła na posłanie, błagając Gwiezdnych, by Kryształowa Łapa straciła wszelkie pokłady chęci do dalszych rozmów i oddała się w objęcia snu, podobnie jak to chciała uczynić sama żółtooka. Jednakże srebrna miała inne plany i kiedy tylko zajęła własne gniazdo z miękkiego mchu, zalała dymną masą pytań, głównie związaną o odczucia po pierwszym ich zgromadzeniu.
— Czego chciał od Ciebie Sowi Zmierzch? — To pytanie sprawiło, że żółte ślepia rozszerzyły się, a sama szylkretka nagle zamarła. Przecież co miała odpowiedzieć? Oczywiście, że prawdę, jednak czy musiała także dzielić się informacją o niecodziennych podziękowaniach ze swojej strony?
— On, cóż… — zaczęła, starając się jakoś dobrać słowa. — Poinformował mnie, że z rana chce mnie zabrać na patrol, bym poznała każdy skrawek naszych granic.
Po odpowiedzi na pytanie Kryształowej Łapy, jej wąsy minimalnie drgnęły, na co niebieskooka nieco zmrużyła swoje jasne ślepia, jakby doszukując się w słowach siostry pół prawdy.
— W takim razie już Cię nie męczę pytaniami! — oznajmiła nagle, nieco zbyt głośno, gdyż srebrna po chwili otrzymała kilka uciszających syknięć pod swoim adresem, jednakże zbytnio się tym nie przejęła. — Dobranoc Zwęglona Łapo.
— Dobranoc Kryształowa Łapo.
Pomimo życzenia sobie dobrej nocy, to ta okazała się mało przyjemna dla szylkretki, będąc męczoną przez poczucie winy, przez nie wyjawienie całej swojej rozmowy z mentorem. Przecież nigdy nie miała żadnych tajemnic przed swoją siostrą, jednak teraz pojawiły się obawy, że ta mogłaby się od niej odwrócić. Może brzmiało to niedorzecznie, gdyż Kryształowa Łapa nie była tego typu kotem, jednak strach przed jej utratą był silniejszy od zdrowego rozsądku.
Nieprzespana noc to niezbyt dobre posunięcie, biorąc pod uwagę wyruszenie na długi patrol niemal ze wschodem słońca, lecz myśli krążące w głowie Węgiel nie dawały jej spokój przez cały ten czas. Przejęta wymyślała możliwe scenariusze, gdyby nieco inaczej poprowadziła rozmowę z niebieskooką, która teraz tuż obok niej spokojnie leżała, nabierając sił na nowy dzień, który tak nieubłaganie zbliżał się wielkimi krokami. Szylkretka ciężki westchnęła, zwijając się w kłębek, jakby miało to sprawić, że cały świat o niej zapomni, a ona sama znajdzie się w kompletnie innym miejscu.
Żółtooki nie przespała choćby chwili, więc z widoczną niechęcią podniosła się z miękkiego posłania, które przez noc zdawało się być niczym z cierni, by następnie opuścić legowisko uczniów i zająć miejsce obok wejścia do niego w oczekiwaniu na pojawienie się Sowiego Zmierzchu. Kocur długo nie kazał na siebie czekać, zauważając w ostatnich dniach, że jego uczennica była typem kota, który wolał być wcześniej niż przyjść na styk lub co gorsza, spóźnić się.
— Witaj Zwęglona Łapo, mam nadzieję, że posłuchałaś moich słów.
Szylkretka widocznie się spięła, co nie uszło uwadze starszego, który nieco zmrużył swe ślepia, oczekując na odpowiedź ze strony dymnej.
— Dzień dobry Sowi Zmierzchu. Ja ten… cóż… — Z trudem kolejne słowa opuszczały jej biały pyszczek.
— Zwęglona Łapo — powiedział twardo, dając jasno do zrozumienia, by uczennica nawet nie próbowała kłamać.
— Kryształowa Łapa nieco mnie zagadała, a później nie mogłam zasnąć — westchnęła, spuszczając wzrok na swoje łapy. Czuła jak wstyd zaczyna ją palić żywym ogień od środka, a na język pojawiał się powoli posmak żółci. Zbyt dobrze wiedziała, że zawiodła swojego mentora nawet w tak błahej sprawie, jak sen i dbanie o siebie.
— W takim tempie to nic nie osiągniemy, a ty zostaniesz wygnana z klanu, chcesz tego? — spytał chłodno, czym nieco zdziwił młodszą, gdyż nie zdarzyło się jeszcze, by w taki sposób się do niej zwracał.
— Nie… — wydukała cicho pod nosem.
— Chcesz tego? — powtórzył, oczekując, że ta odpowie głośniej.
— Nie. — Wedle oczekiwań jej głos był bardziej hardy i słyszalny, co wywołało pomruk aprobaty ze strony wojownika.
— W takim razie zaczniesz być bardziej asertywna, szczególnie wobec Kryształowej Łapy, a teraz ruszamy.
Nie czekając na młodszą, ruszył ku wyjściu z obozu, będące tunelem w ciernistej ścianie. Szylkretka ciężko przełknęła ślinę, a z nimi słowa swojego mentora, by ruszyć za nim. Nie chciała zyskiwać więcej na swojej pewności i asertywności, obawiając się o relacje z niebieskooką uczennicą. Wolała uniknąć możliwego oddalenia się od niej jeszcze bardziej niż obecnie przez osobne treningi. Nawet jeśli była świadoma tego, że Sowi Zmierzch robi to dla jej dobra, jednakże jej dobrem było dobro Kryształowej Łapy.
Zwęglona Łapa nieco niczym zbity pies podążała za wojownikiem, słuchając z uwagą o granicach, choć starszy opowiadał jej o tym w dniu, kiedy wróciła cała i zdrowa z lasu, by zostać mianowaną na ucznia, a następnie odbyć dość długą rozmowę z mentorem. Była wdzięczna w duchu, że trafił jej się tak cierpliwy kocur, gdyż nie wyobrażała sobie mieć treningów z Cienistą Zjawą, który pod swoją opieką miał niebieskooką młódkę, o którą dymna ciągle zamartwiała się, szczególnie kiedy nie było jej u boku niewinnej siostry. Przy każdej możliwej chwili w duchu modliła się do Gwiezdnych, by ci mieli w opiece srebrną — Węgiel nie obchodziło własne zdrowie, psychika, najważniejsze było bezpieczeństwo cętkowanej i gdyby musiała, to poświęciłaby się, oddając szponom Mrocznej Puszczy.
Przez chwilę pogrążona w myślach, nie dostrzegła momentu, kiedy zaczęła się niebezpiecznie zbliżać do granicy terytorium klanu i o mało, co nie postawiła łapy po stronie Klanu Klifu. Dopiero niespodziewane szarpnięcie do tyłu spowodowało, że ta zaprzestała bujania w obłokach i w pełni skupiła się na trasie oraz słowach. Liliowy nie skomentował jej zachowania, jednak jego wzrok wyrażał więcej niż tysiąc słów i młódka zdawała sobie sprawę, że następnym razem Sowi Zmierzch nie będzie tolerować więcej braku skupienia.
Dymna nie była pewna, ile tak wędrowali, lecz kiedy zawitali na nowo w obozie, jej pusty żołądek nieprzyjemnie zaciskał się w supeł z głodu. Zielonooki za to nie wyglądał, jakby miał zaraz paść z powodu braku śniadania — spokojnie podszedł do stosu, wybierając nieco większą piszczkę, by ta mogła w pełni uciszyć jego pusty żołądek. Szylkretka postąpiła podobnie, wybierając dla siebie średniej wielkości drozda, z którym skierowała się do zacienionego kąta pod ścianami okalającymi obóz. Zwęglona Łapa już brała się za wyrywanie pierwszych piór z ptaka, kiedy to zauważyła, jak ruda młoda wojowniczka zmierza w jej kierunku. Jej futro było przyozdobione płatkami czerwonego kwiecia, zapewne maku, nawiązującego do jej imienia — żółtookiej było dość łatwo spamiętać imiona niektórych kotów, które w jakiś sposób wyróżniały się pośród Wilczaków. Makowa Iluzja była w gronie nielicznych wojowników, którzy wplatali coś w swe futra.
Ruda, zauważając uczennice, przystanęła, nieco skołowana jej obecnością.
— Chyba zajęłam twoje miejsce, j-już mnie nie ma — wydukała młodsza, biorąc drozda w zęby, mając zamiar podnieść się z zacienionego fragmentu trawy i przenieść się gdzie indziej.

<Makowa Iluzjo?>
[1056 słów]

[21%]

Od Śpiewającej Łapy do Rybiej Łapy (Oświeconej)


Dzień byłby naprawdę piękny, gdyby nie niektóre osobniki. Jeśli miałaby jakoś określić i opisać wszystkie koty w klanie, to na pewno nieliczne byłyby jej ulubieńcami. Oczywiście na szczycie był Zawodzące Echo (bo sam lider niezbyt liderował), później medycy, kronikarze i przewodnicy, a wśród nich Cyklonowe Oko którego szczerze podziwiała, oraz jej mentorka oczywiście. Miała również całkiem dobrą relację z Równonocną Łapą... eh, gdyby tylko nie zadawała się z tym pokracznym dziwadłem z krzywym pyskiem, byłoby idealnie. No i byli jeszcze kuzyni, którzy... cóż, nie należeli do topki na liście i jeśli miała być szczera, w ogóle się na niej mogli nie znajdować, a jak się miało za chwilę okazać, jedna z córek Poczciwego Dziwaczka (w przeciwieństwie do swojej siostry), również miała zaraz wylecieć. Śpiewająca Łapa właśnie dreptała przez obóz, jak zwykle z uniesionym wysoko ogonem, wymieniając sobie w głowie wszystkie obowiązki i planując co zrobi potem, gdy to nagle coś na nią chamsko wpadło i jeszcze miało czelność pyskować. Stanęła, otrzepała się i już po chwili zlokalizowała przeszkodę. 
- Suń się z drogi! - ojej? Dolne powieki uniosły się ostrzegawczo, gdy syknięto w jej stronę. Tak, zdecydowanie powinna wylecieć z listy normalnych (zrozum przez to: uległych) kotów. Najpierw Śpiewkę staranowano, a potem jeszcze nawet nie przeproszono? Wtedy może by wybaczyła temu żywemu błędowi medycznemu, jednak w tym wypadku... 
- Ah? Przepraszam, chyba nie dosłyszałam, co tam miauczysz? Coś mówiłaś? Coś o przeprosinach? - nie ruszyła się z drogi, świergotając milutko, chociaż kto ją znał wiedział, że było w tym ostrzeżenie. Nie chciała też źle wypaść przed innymi kotami w klanie w tej sytuacji i postanowiła... dać niemądrej flądrze jedną szansę. Rybia Łapa miała jeszcze okazję przeprosić i się wycofać, by nie robić sceny w obozie...
- Nie będę rozmawiać z kimś o tak zamkniętym umyśle jak twój! - Rybkowa Łapa dumnie wypięła pierś, robiąc krok do przodu, co tylko zmniejszyło jej osobę w oczach Śpiewającej Łapy. Czy ona naprawdę była starsza? Zielone oczy zlustrowały niebieską z góry na dół, końcowo zatrzymując się ze znużonym wyrazem na jej pysku. Zamkniętym? Może miała zamknięty umysł, jednak przynajmniej go miała, w przeciwieństwie do niektórych. Czyżby Rybią Łapę upuszczono na głowę, gdy była jeszcze dzieckiem? 
- Ojej, chyba jednak się nie zrozumiałyśmy~ ,,Przepraszam, Śpiewająca Łapo, że cię staranowałam"~ Popatrz, to nie takie trudne, Rybia Łapo... Czyżby ten paskudny kikut pomieszał ci w głowie? Jesteś pewna, że nie powinnaś odwiedzić medyka? - spytała tym samym tonem, nieco zatroskanym... ale głośniejszym, korzystając z okazji, że koty gromadziły się w obozie, a nieopodal grzali się starsi wojownicy. Może nawet zabierze ją publicznie jakiś medyk? To by był wspaniały widok.
- Nie mam zamiaru chodzić do tego szarlatana. Nie będzie mi zatruwać umysłu swoimi ziółkami - warknęła Rybkowa Łapa - Mam wrażenie, że tylko ja w tym klanie mam zdrowy rozsądek. Ale jeśli chcesz, nadal wierz sobie w te głupie bajeczki. Wy wszyscy jesteście ślepi na prawdę! 
- Czyżby upały padły ci na-znaczy, ekhm, czyżby upały spowodowały u ciebie przegrzanie? - Śpiewka była widocznie zmieszana. Może wraz z utratą ogona kotka utraciła również piątą klepkę i zamiast jej poszukać, postanowiła wsadzić głowę w mrowisko? Miałoby to sens. Pierwotnie zakładała, że kotka jest po prostu prostackim przedstawicielem jakiegoś plebsu niewychowanego, jednak z czasem i rozmową zaczynała dochodzić do wniosku, że rzeczywiście było coś z nią nie tak. Uszkodzony produkt, wadliwy, stwarzający niebezpieczeństwo dla reszty społeczeństwa, którego trzeba było się natychmiastowo pozbyć. Te myśli frunęły z niebywałą prędkością przez głowę kotki, gdy tak patrzyła przez zwężone źrenice na starszą. - Jeśli nie chcesz iść do medyków, to może masz zamiar uleczyć się słońcem? Jestem jednak pewna, że akurat tego masz już nadmiar. Medycy naprawdę mogą ci pomóc... klan nie potrzebuje obłąkanych kotów, dlatego nalegam - przyjęła swój wyrozumiały ton. Nie potrzebowała teraz dramy w klanie, niech wyjdzie na tą rozważną, chociaż nawet nie musiała się starać, bo Rybia Łapa odwalała całą robotę w byciu szaloną. Co ta Zwiewny Mak z nią robiła? Czy nie widzi, że jej uczennica zaczyna wariować i należy ją naprostować?
- Nie jestem obłąkana - syknęła Rybka -A jeśli kiedykolwiek miałabym się leczyć, to tak, już wolałabym słońce. Przynajmniej ono utworzone było przez wyższe siły, a te suche zielska już nie! A poza tym, pewnie mają w sobie jakieś trucizny.
- Każda rzecz, jeśli w nadmiarze, może robić za truciznę, o czym ty mówisz? Rybia Łapo, naprawdę weź się w garść, to nie jest śmieszne, przecież nie jesteś rośliną! - powiedziała już bardziej stanowczym tonem. Ten kot chce się zabić. Znaczy, nie, żeby Śpiewka się tym przejmowała, nie znała dobrze Rybiej Łapy a skoro głupi chce się zabić to niech się głupiemu pozwala, przynajmniej będzie mniej błędnych członków w klanie, którzy mogą zaburzyć harmonię i funkcjonowanie. Takiego czegoś najlepiej się pozbyć, zanim złoży jaja. - Nalegam na odwiedzenie medyka, od słońca, szczególnie o tej porze, można jedynie dostać przegrzania.
- Nie zamierzam z tobą dłużej dyskutować! - Rybia Łapa znów przepchnęła się do przodu, celowo popychając Śpiewającą Łapę, która z trudem powstrzymała chęć wyrwania jej reszty kikuta z kupra. Zamiast tego odprowadziła ją wściekłym wzrokiem, wzięła głęboki oddech i z zatroskanym uśmiechem przydreptała do siedzącej nieopodal grupy, by przedyskutować to wydarzenie, planując już osobno w myślach, co podłożyć do legowiska Rybiej Łapy. Nie była też wcale zdziwiona, gdy starsza podczas mianowania uciekła z własnej ceremonii. Bardziej szokującym było, że w ogóle ją do niej dopuszczono. Nie tęskniła natomiast wcale a jedynie cieszyła się i z uśmiechem słuchała ogłoszeń, mając nadzieję, że jednak nigdy nie będzie musiała znowu oglądać tego obłąkanego pyska. 

<Rybia Łapa? Może kiedyś się jeszcze spotkają>
[894 słów]

[18%]

Nowi Członkowie Klanu Gwiazdy, Pustki oraz Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!




JAGODOWE MARZENIE
Przyczyna odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna odejścia: Zamordowanie przez Świerszczowy Skok; zagryzienie

Odeszła do Klanu Gwiazdy!



Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Zamordowanie przez Świerszczowy Skok; utopienie

Odeszła do Pustki!



TRZMIELI PYŁEK
Przyczyna odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Wykrwawienie się

Odszedł do Klanu Gwiazdy!

Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Egzekucja
Zasłużenie: Wielokrotne morderstwo

Odszedł do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!




Od Wdzięcznej Firletki

Jej wzrok spoczywał na pysku Zawilcowej Korony. Jego klatka piersiowa nadal unosiła się w rytm nierównych oddechów, a z rany na szyi ściekała krew.
Zdążyła jedynie przycisnąć kłębek pajęczyn do poszarpanej skóry, zanim po obozie rozszedł się krzyk. Głos Kminkowego Szumu odbił się od kamiennych ścian legowiska. Na Klan Gwiazdy, kto jeszcze postanowił się mordować?
— Ja- Um. Proszę, nie ruszaj się stąd.
Drżącymi łapami założyła opatrunek, pośpiesznie tamując krwawienie, zanim z szeroko otwartymi oczyma wysunęła głowę na zewnątrz.
Świerszczowy Skok stał na środku obozu. Przywołane rozgardiaszem koty odsuwały się od niego jak oparzone, pomijając przytrzymującego go w miejscu Rudą Lisówkę i oddychającego ciężko Kminka.
— Zdrajca! — powtórzył rudy. Wyglądał, jak gdyby powstrzymywał się przed doskoczeniem kocurowi do gardła. — To wszystko Twoja wina!
Pomiędzy wojownikami rozległy się szepty. Później szepty zamieniły się w oskarżenia i wskazywanie pazurami. Firletka wcisnęła łapy głębiej w wydeptaną trawę, oglądając się przez ramię na Zawilca. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz. Wszystko?

"On nigdy... Aż tak daleko się nie posunął."

Co jeszcze, oprócz znęcania się nad jej byłym uczniem, przegapiła?
Dopiero po chwili jej spojrzenie padło na dwie kupy szylkretowego futra, leżące u łap Trzmielego Pyłku i Wydmowej Łapy. Tuż przed nimi Oskrzydlony Ognik i Dryfujący Fluoryt nawoływali do Zawodzącego Echa, przepychając się przez koty stojące w obozie. Czym prędzej wybiegła z legowiska i zbliżyła się do przybyłego patrolu… Z miny Wydmy mogła wyczytać, że oglądanie wojowniczek będzie jedynie formalnością.
Zawodzące Echo wychylił się z okna Kamiennej Wieży.
— Co się stało?
Zapadła cisza.
— Znaleźliśmy je nad rzeką — oznajmiła Fluoryt drżącym głosem. — Niedaleko granicy z Klanem Nocy, ale… Brakowało tam ich zapachu. Przeplatkowy- Przeplatkowy Wianek z głową w wodzie — urwała, biorąc głęboki oddech — a Jagodowe Marzenie tuż obok.
Zastępca nie zeskoczył na dół, wpatrując się jedynie w koty z góry. Firletka podniosła wzrok; wręcz widziała przesuwające się w jego głowie myśli. Powoli skinął głową i spojrzał na wojowniczkę, a później na Ognika.
— Czy wyglądało to na winę trzeciego kota?
— Tak — odpowiedział rudy kocur bez wahania.
Echo przymknął oczy i odwrócił pysk od zwłok, do których dopadły teraz pojedyncze koty, opłakując bliskich. Jak gdyby odsuwając tę sprawę na bok, machnął łapą, po czym spojrzał na stojący nadal po środku obozu Świerszczowy Skok.
— Świerszczowy Skoku — rozpoczął, zwracając się do kocura, pilnowanego teraz nie tylko przez Lisówkę, ale i Sójczy Błękit. — Nie spodziewałem się po tobie takiego zachowania, ale nie oznacza to, że nie dotkną cię jego konsekwencje.
Przymknął na moment oczy i wziął głęboki oddech, jak gdyby przygotowywał się do czegoś.
— Czy… Czy wiesz cokolwiek o śmierci Przeplatkowego Wianka i Jagodowego Marzenia? — cały czas wpatrywał się w pysk szarego kocura, jak gdyby próbował wyczytać z niego całą prawdę. Firletka nie mogła się nie zgodzić; trudno było nie próbować łączyć faktów w spójną całość. — Czy byłeś w nią zamieszany?
Wzrok Świerszczowego Skoku przeniósł się na okno wieży, jednak szybko przeskoczył na zgromadzone koty.
— Jak śmiecie zabierać moją zasłużoną nagrodę?! — syknął kocur, zwracając swój wzrok na Rudą Lisówkę, który stał na jego drodze do legowiska medyka. Zamiast do zastępcy, bądź nawet do klanu, swoje następne słowa zdawał kierować się do kryjącego się w środku uzdrowiciela. — Wszystko było idealne, póki on postanowił to wszystko zniszczyć. Moglibyśmy… Nie! Byliśmy szczęśliwi, więc skąd nagle ta zmiana?
Wszystkie szumy w tłumie całkowicie ucichły.
— Czyżby ona zdążyła Ci coś wpoić do twej głowy? Nie stanie ona nam na drodze ponownie już nigdy, więc możemy o niej zapomnieć, Zawilcu. Możemy zapomnieć o wszystkich i być wreszcie szczęśliwi razem. Nie możesz całe życie się chować, Zawilcowa Korono!
Świerszcz wykonał krok w stronę wieży; w tym samym momencie z pyska Lisówki uciekł głośny, ostrzegawczy syk.
— Pozbyłem się problemu. Czyż tego nie chciałeś?! Czyż nie chciałeś być wolny?! Dałem Ci taką możliwość, a ty ją odrzucasz. Czyżby… — Zamilkł na chwilę, jednak po chwili z jego pyska wydostał się cichy śmiech. — Więc tak to jest. Niech Klan Gwiazdy będzie mi świadkiem, gdziekolwiek nie pójdziesz, gdziekolwiek nie schowasz się Zawilcu, to ja Cię znajdę. Żywy czy martwy, kiedyś zaciągnę również Ciebie do Mrocznej Puszczy, gdzie nikt nie będzie w stanie zabrać Cię ode mnie.
Jej gardło zacisnęło się. Przez ile czasu za Zawilcem podążał tak chory kot? Ile razy Zawilec musiał słuchać jego gróźb, czuć niechciane łapy na jego ciele? Od ilu księżycy Świerszcz nie dawał mu spokoju?
Kminkowy Szum wyrywał się do przodu, zatrzymywany jedynie przez szczęki innego kota zaciśnięte na jego ogonie. Echo, ignorując rudego wojownika, spoglądał w dół w wyraźnym szoku.
— Ja... Świerszczowy Skoku- — zaczął, jednak zdawał się nie być w stanie znaleźć odpowiednich słów. Wziął głęboki oddech i zamiast tego skierował się do ogółu Burzaków. — W naszych szeregach znalazł się kolejny kot, który zagraża bezpieczeństwu nam i naszych bliskich. Wszelkie dowody pozostawione na miejscu zbrodni, jak i to hojne wyznanie, na to wskazują.
Przez jego pysk przebiegł bolejący grymas.
— Jestem kolejny raz zmuszony podjąć niełatwą decyzję. Świerszczowy Skoku, na czas bliżej nieokreślony zostajesz zdegradowany do rangi więźnia. Sójczy Błękit oraz Burzowe Chmury zabiorą cię do jednego z wolnych dołów, w którym oczekiwać będziesz na dalszy osąd — tu przerwał, unosząc spojrzenie na niebo. Z bliska dało się dojrzeć, jak jego łapy drżą delikatnie. — Lecz jestem pewien, że ani pozostawienie cię w naszych łaskach, ani wygnanie, abyś posmakował trudności życia na własną łapę, nie będą tutaj odpowiednim wyborem.
Nie trudno było się domyślić, do czego to aluzja. Czy Klan Burzy będzie świadkiem kolejnej egzekucji? Czy na łapach i zębach przypadkowych wojowników ponownie pojawi się krew zdrajcy?

***

Starała się zająć czymś drżące łapy, aby nie dać się pochłonąć całej tej sytuacji. Aby nie zacząć się zastanawiać, od kiedy Zawilec był tak traktowany.
Podała zioła Lotosowemu Pąkowi, co jakiś czas spoglądając na swojego byłego ucznia. Jego boki unosiły się w miarowym oddechu, a pysk wciśnięty był w puch posłania; ten dzień musiały go wyczerpać, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Musiała się powstrzymywać przed sprawdzaniem opatrunku na jego szyi co parę uderzeń serca. Zamiast tego skierowała się z powrotem w stronę składziku.
— Wdzięczna Firletko?
Podniosła głowę na głos Zawodzącego Echa. Nie siląc się na słowa, zamruczała jedynie pod nosem.
— Przyszedłem zobaczyć, co z Zawilcową Koroną.
Jej barki zesztywniały nieznacznie. Schowała resztę medykamentów i odwróciła się w stronę zastępcy.
— Zamierzasz postąpić tak samo, jak kiedyś z Wielenim Szlakiem — miauknęła, wymijając pytanie.
Echo wykrzywił pysk w grymasie. Wbił wzrok w sylwetkę śpiącego asystenta, jak gdyby chciał wyczytać z niej to, czego ona nie chciała mu powiedzieć. Po paru uderzeniach serca westchnął.
— Czy mam jakiś inny wybór?
Końcówka jej ogona zadrżała.
— Czy twoi wojownicy nie mają już wystarczająco dużo krwi na łapach?
— Będą ją mieli niezależnie od tego, jaką decyzję podejmę.
Zamilknął na moment.
— Wiesz, co się stało, gdy tylko zyskali szansę na osądzanie winnych samemu. Co się stało ze Skowronkowym Odłamkiem.

Bezwładnie leżące po środku obozu ciało jej brata. Krew barwiąca pożółkłą trawę, ściekająca z jego brzucha, łap, gardła…

Zacisnęła ślipia. Oczywiście, że wiedziała, co się stało ze Skowronkiem. Oczywiście, że wiedziała, że nie wiele potrzeba, aby sytuacja się powtórzyła.
— Słuszna uwaga — wymamrotała po chwili.
Nie chcąc patrzeć na współczującą minę, która znalazła się na pysku Echa, odwróciła się do niego tyłem. Jej łapy prędko znalazły rozsypane po posadzce nasiona maku; zajęła się zbieraniem ich ziarenko po ziarenku na jeden z liści, jednak jej uszy nadal zwrócone były w kierunku kocura.
— Jutro wieczorem wyślę z nim Burzowe Chmury, Kminkowy Szum i Trzmieli Pyłek — miauknął. — Bądźcie proszę gotowi, gdyby coś poszło… Nie tak, jak powinno.

***

Ostanie słowa Trzmielego Pyłku rozbrzmiewały w jej uszach, podczas gdy jego ciało stygło pod jej łapami.
Potrząsnęła łbem i zamrugała, odganiając łzy. Odsunęła się o krok, pozostawiając wojownika na posłaniu i wymijając sterczący obok Kminkowy Szept. Racja. Odłożyła na bok pajęczyny, których nie zdążyła wykorzystać, i przybrała neutralny wyraz pyska.
— Wełnista Mszyco- Proszę, zajmij się tym — mruknęła cicho, obrzucając spojrzeniem wnętrze legowiska i wskazując łapą na bliżej nieokreślony kierunek. — Weź do pomocy któregoś z wojowników, aby wynieśli ciało na czuwanie… Później przygotuję go do pochówku.
Z tymi słowy wysunęła się z legowiska. Zaczęła rozglądać się za Zawodzącym Echem oraz Burzowymi Chmurami – nie wyczuła obecności zastępcy w Kamiennej Wieży. Zbliżyła się do wyjścia z obozu, spoglądając na stojącą na warcie wojowniczkę.
— Zawodzące Echo? — zwróciła się do Skrzydlatej Płomykówki.
— Po południu udał się do Wędrującego Nieba — oznajmiła kotka, skinąwszy nieznacznie głową na powitanie. — Pewnie nadal przebywa w Grocie Pamięci.
— Dziękuję.

***

W drodze do groty natknęła się na Burzowe Chmury. Po upewnieniu się, że wojownik nie odniósł żadnych poważnych ran puściła go dalej, a sama wsunęła się do dobrze już znanego jej tunelu. Jej uwadze nie umknęły przyciszone głosy dobiegające z jaskini.
W Grocie Pamięci mrok zdawał się być jedynie odrobinę mniej gęsty. Ostatnie promienie słońca wpadały do środka przez otwór w sklepieniu i odbijały się od tafli wody Oka. Pierwszy zauważył ją Wędrujące Niebo; mimo tego, że patrzyło na nią ślepe oko, to jego uszy zwróciły się w jej kierunku na pierwszy odgłos kroków. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz.
Zawodzące Echo odwrócił się dopiero po paru uderzeniach serca.
— Trzmieli Pyłek odszedł polować z przodkami — miauknęła wprost, stając w pewnej odległości od kocurów. — Jego obrażenia były zbyt rozległe.
Zastępca zdawał się skulić w sobie. Z jego pyska wyrwało się ni to westchnienie, ni to jęk – podczas gdy Wędrujące Niebo zmierzył go surowym spojrzeniem.
— Domyślam się, że nie taki był Twój plan — kontynuowała. — Obiecywałeś życie jednego kota, a straciliśmy dwa.
— Co innego miałem zrobić? Dać mu chodzić wolno? Kazać klanowi karmić go, aż starość sama nie zaciśnie łap na jego gardle?
Ogon Echa zaczął przesuwać się po kamiennym podłożu.
— Burzowe Chmury miał sobie z tym poradzić. Ma już wprawę — ciągnął dalej, krzywiąc się na własne słowa. — Ale Świerszczowy Skok stawiał opory. Kminkowy Szum dał się ponieść… Ja-Mogłem się tego spodziewać. Nie chciał puścić jego ciała.
Zamrugała, obserwując, jak ciało zastępcy drży nieznacznie. Przez jej umysł przebiegła myśl, aby po powrocie podsunąć mu do legowiska jedno czy dwa ziarenka maku. Otworzyła pysk, czując, jak jej język zamienia się w ciężki, bezużyteczny mięsień.
— Klan Burzy pełen jest kotów tylko czekających na okazję, aby zacisnąć szczęki na gardle przyjaciela.
Przeniosła wzrok na falującą taflę Oka.
— Lub wroga — dodała po chwili. — Każdy księżyc jedynie to udowadnia.
Wędrujące Niebo z westchnieniem podniósł się na łapy, powoli kierując się w stronę wgłębienia, które kronikarze nazywali swoim legowiskiem. Tego wieczora było ono puste.
— Następnym razem, gdy zdecydujesz się przerwać kocie życie — miauknął zachrypniętym głosem, zwracając się do Echa — upewnij się, że to ty będziesz dźwigać tego konsekwencje.

wyleczony: Lotosowy Pąk

Od Zawilcowej Korony CD. Wdzięcznej Firletki

 Kocur wbijał swój wzrok w ziemię, jakby właśnie w niej poszukiwał odpowiedzi na swoje pytania. Jednak skąd ona mogła znać poprawne odpowiedzi na jego problemy? Nie wskaże mu jak działać i co mówić, co było frustrujące. Jeśli miał podążać drogą, to chociaż Wyrocznia mogłaby mu wskazać którą. Uszy Zawilca podniosły się słysząc głos mentorki, a po chwili skierował w jej kierunku swój pysk, osadzając na niej swój wzrok i utrzymując na nim grymas. Aż tak było to po nim widać? Myślał, że ukrył to bardziej. Cóż mylił się, a skutkiem tego były pytania kocicy, na które musiał odpowiadać. Czy chciał mówić, czemu jego pyska nie zdobi uśmiech a grymas? Nie, bo brzmiało to okropnie. Czy Wdzięczna Firletka ucieszyłaby się, gdyby powiedział, że nie podoba mu się związek Świerszczowego Skoku i Jagodowego Marzenia? A może powinien być bardziej precyzyjny i wspomnieć, że to przez jego krótki, nieoficjalny związek z kocurem? Brzmiało to coraz gorzej, im więcej szczegółów dodawał, ale taka była prawda. Wtedy nie przejmował się tym czy jego czyny będą brzmiały dobrze wymawiane przez innego bądź czy nawet nie łamały kodeksu. Liczył się on i Świerszcz, jednak wszystko rozpadło się, kiedy do jego uszu dotarła wieść o jego związku z Jagodą, a później o jej ciąży. Zadecydował odpuścić, nawet jeśli pozostawiało to nieprzyjemny posmak w jego pysku. Tak miało być. Jeśli wojownik postanowił wybrać kotkę, to nie miał po co się rzucać, a tym bardziej kontynuować cokolwiek z kocurem. Bolało, jednak co miał innego zrobić?
 – To nic ważnego. Nic co powstrzymuje mnie przed wykonywaniem moich obowiązków w przeciwieństwie do Skowroniego Odłamka – odpowiedział kocur, próbując nie podawać dokładnie powodu. Najwyraźniej ta odpowiedź nie spodobała się jego mentorce, bo na jej pysku zagościł nieprzyjemny grymas. Czy to było przez jego omijanie tematu, czy może przez wspomnienie o jej bracie? – Przepraszam. Po prostu… Pokłóciłem się z kimś. Zaufałem mu, a on zrobił coś głupiego. Myślałem, że nie jest zdolny do takich wyborów, myślałem, że… Najwyraźniej myślałem źle, jednak nie mogę zmienić mych wyborów.
 – A z kim takim? – Z pyska kotki padło pytanie, o które w duszy się modlił, aby nie zostało zadane. Niestety Wyrocznia czasem zdawała się śmiać w jego pysk, wybierając słowa posyłane w jego kierunku. 
 – A czy to ma jakieś znaczenie? – prychnął tylko, odwracając swój pysk od mentorki. – Postaram się, aby następnym razem nie wpływało to na moje obowiązki, dobrze? Czy możemy teraz zmienić temat? Jest tyle tematów do rozmowy, więc czemu musieliśmy wybrać ten najgorszy?
 – Nie chciałam Cię zezłościć Zawilcu. Pytałam, aby dowiedzieć się, czy może istnieje sposób, żebyście się pogodzili?
 – Nie istnieje. Nawet jakby się starał, to nie cofnie tego, co zrobił i dlatego nigdy mu nie wybaczę. 
 Świerszczowy Skok nie zasługiwał na wybaczenie ani drugą szansę. To był jego wybór. Wiedział, co traci, więc czemu Zawilec miał obdarzać go taką opcją? A co jeśli wyjdzie znowu na głupca? Nie mógł do tego dopuścić ponownie. Świerszcz wybrał Jagodę i to był koniec. Przecież nigdy oficjalnie nie byli w związku, więc czemu ten wybór bolał również medyka? 

*****

 Minął dzień od ataku na Zawilca, jednak strach zdawał się nie opuszczać jego ciała. Świerszczowy Skok dalej żył, co go bardzo niepokoiło. A co jeśli uda mu się uciec z dziury i ponownie pojawi się przed nim? To przecież obiecał, a przynajmniej takie słowa przekazał mu Kminkowy Szum, kiedy odwiedził go po południu. Również od niego dowiedział się o egzekucji kocura, w której Kminek miał uczestniczyć wraz z Burzowymi Chmurami oraz Trzmielim Pyłkiem. To właśnie Burza miał zakończyć żywot Świerszcza, co nie cieszyło jego brata. Gdyby tylko mógł, to tamtej nocy rzuciłby się na wojownika, dbając, aby nic po nim nie pozostało, jednak Brzoza go powstrzymała i bardzo dobrze. Nie było co zniżać się do jego poziomu i bezmyślnie atakować inne koty. Medyk podniósł swój pysk z legowiska i skierował swój wzrok na wyjście z legowiska, gdzie siedziała Wdzięczna Firletka i Wełnista Mszyca, oczekując na dobre wieści o przebiegu egzekucji. Zawilec dostał od medyczki całkowity zakaz pracy do czasu, aż jego stan się nie poprawi i tym razem nie miał zamiaru protestować. Potrzebował trochę czasu odpoczynku oraz na poukładanie swoich myśli, jednak najpierw potrzebował usłyszeć wieści, na którą oczekiwał cały Klan Burzy. Chciał usłyszeć, że Świerszczowy Skok nie żyje. Jego uszy uniosły się, kiedy dotarły do nich głosy kotów z obozu. Najwyraźniej trójka kotów odpowiedzialna za wymierzenie kary Świerszczowi powróciła, jednak patrząc na zaniepokojony pysk mentorki, nie wszystko poszło dokładnie po myśli. Niedługo później trójka wojowników wkroczyła do obozu, a co przykuło uwagę Zawilca, to była spora ilość ran na futrze Trzmiela, który został osadzony na jednym z legowisk, a dwie medyczki mogły zająć się jego ranami. Burzowe Chmury szybko opuścił legowisko medyków, udając się pewnie zdać relację Zawodzącemu Echu. 
 – Gdybym tylko wiedział, że ten szkodnik zdoła zaszkodzić komuś więcej, to już dawno rozerwałbym na strzępy po jego wypowiedzi. – Głos Kminku rozniósł się po cichym legowisku. – Lisie łajno, a nie wojownik z niego był. Chociaż teraz wiem, że nie żyje, a jego ciało… Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, to powiedziałbym, że gnije ono teraz.
 – Nikt nie spodziewał się, że tak to się zakończy Kminkowy Szumie – odezwał się Trzmiel, jednak jego głos był zdecydowanie cichszy od rudego kocura.
 – Oszczędzaj siły Trzmielowy Pyłku. Potrzebujesz ich – powiedziała Wdzięczna Firletka, podając mu kilka nasion maku, do spożycia. Kocur tylko uśmiechnął się, rzucając swój wzrok na nią.
 – Ja… Powiedzcie, proszę mojemu rodzeństwu, że będę oczekiwać na nich w Klanie Gwiazdy wraz z Jagodowym Marzeniem i by nie spieszyli się z przyjściem do nas. Proszę… – Ostatnie słowo wyszeptał, zamykając swe powieki. Jego oddech zwolnił, aż do momentu, gdy nie zniknął on całkowicie. Świerszczowy Skok zabrał ze sobą do grobu następną ofiarę, którą okazał się młody wojownik. Może gdyby zgodziłby się na odejście z wojownikiem, to nie doszłoby do tego. Trzmiel dalej by żył, zamiast spoczywać bezwładnie na jednym z legowisk. To Zawilcowa Korona był problemem, który doprowadził do śmierci dwójki niewinnych kotów. Gdyby nie pojawił się w Klanie Burzy, to tyle tragedii nie doszłoby do skutku. Jak mógłby dalej patrzeć dalej w niebieskie oczy Ciernia, Maku oraz Berberysu, które odziedziczyli po ich ojcu, wiedząc, że to on jest powodem tej tragedii. Po prostu nie mógł. 

*****

 Kilka wschodów słońca minęło od śmierci Świerszcza i Trzmiela, jednak dla Zawilca minęło to za szybko. Nic nie robił, co go drażniło. Powinien wykonywać swoje obowiązki, zająć swoją głowę czymkolwiek byle nie myśleć o kocurze, jednak zmuszono go do odpoczynku. Leżenia na legowisku i wpatrywaniu się w koty przychodzące i wychodzące. Obserwował pracę Wełnistej Mszycy, jak i Wdzięcznej Firletki, mając nadzieję, że któraś z nich zdecyduje się zapytać go o pomoc, lecz tak się nie stało. Gdyby tylko brakowało mu problemów, to Kminek i Rumianek zaczynali sprzeczać się za każdym razem, kiedy go odwiedzali, co go powoli denerwowało. Podniósł swój wzrok ze swoich łap, rozglądając się po legowisku, a na końcu wlepiając go w swoją mentorkę. Byli sami, co dawało mu idealny moment na rozmowę, na który czekał od dłuższego czasu. Podniósł się powoli z legowiska, podchodząc do kocicy i siadając u jej boku.
 – Firletko… Ja przepraszam za wszystko. Nie powinienem… – zaczął Zawilec, jednak kiedy wzrok jego mentorki wylądował na nim, wszystkie wcześniej ułożone słowa, zniknęły z jego głowy, pozostawiając za sobą pustkę. – Klan Burzy zasługuje na szczęście i spokój, a tutaj problemem jestem tylko ja. Dlatego chciałem Cię uprzedzić, że zamierzam opuścić tereny Klanu Burzy wraz z moim bratem i Brzozą. Radzicie sobie dobrze beze mnie, a Wełnista Mszyca wydaje się dobrym następcą na pozycję medyka. 

<Firletko? Wybacz mi Pani mentorko>

Od Zawilcowej Korony

 Medyk rzucił swój wzrok na Przeplatkowy Wianek, która była u jego boku, pomagając mu ze zbieraniem ziół. Sam ją o to poprosił, gdy zauważył, że Brzoza zniknęła z obozu, prawdopodobnie udając się na następną potyczkę z Kminkowym Szumem. Wolał spędzić trochę czasu z kocicą i ugryźć się w język niż brać na siebie minimalną szansę spotkania Świerszczowego Skoku. Mimo swych uszczypliwych komentarzy oraz włączania go w jakiekolwiek plany wojowniczka nie była złą kompanką, a przynajmniej w jego oczach. Jej towarzystwo nie uprzykrzało mu tak często, jak towarzystwo Wełnistej Mszycy bądź któregoś z kociąt Chomiczej Łapy, chociaż z pierwszą musiał spędzać więcej czasu, niż tego chciał. Długo nie zajęło, aby stanęli oni nagle, gdy Zawilec dostrzegł kwiaty maku.
 – Co planujesz zrobić ze swoją sytuacją Zawilcowa Korono? – Do uszu kocura dotarł głos kocicy, niosąc ze sobą dziwne pytanie. – Nigdy nie miałam okazji Cię zapytać o plany, więc zrobię to teraz, bo ciekawią mnie one.
 – Co planuje zrobić? Nic. Nie jestem w żadnej złej sytuacji, więc nie widzę powodu jej zmieniać – odpowiedział krótko, chcąc skupić się na wydostaniu nasion z rośliny niż rozmowie z Przeplatką.
 – Nie graj głupca, to nie rola dla Ciebie. Dobrze wiesz, że chodzi mi o Świerszcza i twoją relację z nim. Całe życie nie będziesz mógł go unikać, nawet jeśli bardzo się postarasz, a kiedyś stanie się on większym problemem. – Kotka stanęła przed nim, wbijając w niego swój ostry wzrok. – Liczę więc, że posiadasz jakiś plan, pomysł lub cokolwiek.
 – Z tego, co mi wiadomo, ty już taki posiadasz, więc nie widzę powodu, dla którego padło to pytanie. – Zawilcowa Korona uniósł swój wzrok na kocicę. – Do tego nie widzę powodu, dla którego miałbym zstąpić z nadanej mi drogi przez Wyrocznię i działać na własną łapę. Sprowadzę tym czynem na siebie tylko jej karę.
 – Więc tak to widzisz? Mogłabym powiedzieć, że nie spodziewałam się tego, jednak skłamałabym. Jeśli uważasz, że aktualnie idziesz powierzoną Ci ścieżką, to jesteś w błędzie, chociaż nie mylisz się z tym, że posiadam plan. Nawet lepszy niż miałam wcześniej. Otóż wyjdziesz z nim z obozu, a po wyznaniu swej wiecznej miłości oraz monologu jak Klan Burzy Cię ogranicza, zaproponujesz wspólne samobójstwo z małą pomocą Naparstnicy. Trudno ją odróżnić od ziaren maku, więc musisz tylko sprawić, aby pod twe łapy nie trafiła żadna naparstnica. – Zamarł, słysząc te słowa, oczekując śmiechu wojowniczki, który sprawiłby, że wszystko byłoby tylko nieśmiesznym żartem, jednak ten nigdy nie nadszedł. Widząc jego minę, kocica kontynuowała. – Jeśli myślisz o powiedzeniu o tym komuś, to muszę Cię ostrzec, gdyż jeśli dowiem się, że ta rozmowa trafiła do czyiś innych uszu, to będziesz musiał brać więcej niż mak, aby uspokoić swoje nerwy.
 – Ale… Ja nie mogę. Gdyby Wdzięczna Firletka bądź Zawodzące Echo dowiedzieli się…
 – Ależ nikogo nie mordujesz Zawilcu. To będzie całkowicie jego wybór, aby zjeść podane mu nasiona. Samobójstwo ze swym ukochanym. Czyż to nie brzmi jak coś, o czym by on marzył? I tak nie masz wyboru, a dokładniej druga opcja wydaje się bardziej szkodliwa dla Ciebie. Przemyśl to, gdyż ja nie będę czekać wiecznie. – Po tych słowach na pysk kotki wkradł się ponownie uśmiech.

*****

 Zawilcowa Korona uchylił swe powieki, poddając się z próbą zaśnięcia. Od ostatniego spotkania z Przeplatkowym Wiankiem nie mógł zmrużyć oka, a tym razem planował nie zużywać zapasów maku, patrząc na to, że przydawał się on częściej, niż się tego spodziewał. Wstał ze swego posłania, rzucając swój wzrok na dwie śpiące medyczki, nim zniknął w wejściu z legowiska. Potrzebował uspokoić się, a przy okazji nie chciał obudzić dwóch kotek i zamartwiać ich swym stanem. Przeskanował swoim wzrokiem obóz, aby stanąć nim na Brzozie, która siedziała przed legowiskiem uczniów i wpatrywała się w niebo. Bez większego przemyślenia udał się do niej, po chwili stając obok niej.
 – Co ty robisz Brzozo? – zapytał, a wzrok kotki padł na niego. – Nie powinnaś teraz odpoczywać, aby z rana udać się na trening?
 – Spałam większość dnia, bo Kminkowy Szum postanowił mnie dziś nie męczyć. Dać czas na spędzenie czasu z moimi i nie moimi kociakami. A co robię? Wpatruje się w nocne niebo, aby znaleźć gwiezdnych, o których mi tak opowiadają tutaj.
 – Nie znajdziesz ich tam. Uwierz mi, szukałem. – Zielone oczy kotki ponownie spoczęły na niebie.
 – To i tak nie jest ważne, bo nie zostajemy tu na długo. Tylko upewnimy się, że Królicza Gwiazda wraz z jego zastępcą nie skrzywdzą naszych pociech i wracamy do mej rodziny.
 – My? O kim jeszcze mówisz?
 – Ja i Kminkowy Szum. Czyżby nie powiedział Ci o tych wieściach? No cóż… Najwyraźniej oddał mi ten honor i pewnie powinnam powiedzieć też o tym Opadającemu Rumiankowi… lub też nie. Wracając jednak do tematu, cóż mogę więcej powiedzieć? Nie mogę zostawić rodziny, jak to zrobił kiedyś Świetlik, bo kto inny mógłby przejąć inny przejąć pozycję głowy rodziny? Z pewnością nie Łapek z tym swoim zapałem. A czemu również Kminek chcę odejść ze mną? Musiałbyś się go zapytać, chociaż podejrzewam, że ma to coś wspólnego z jego relacją z Czaszką. Nie potępiam jej, lecz mój brat mógłby nie uganiać się za moim przyjacielem. Czasem wprowadza to tylko niezręczne sytuacje.
 Mimo iż kocia kontynuowała, to Zawilec zatrzymał się na początku jej wypowiedzi, zaraz po potwierdzeniu jego najgorszych przypuszczeń, a jego ogon uderzał niespokojnie o ziemię. Jego brat nie mógł opuścić Klanu Burzy i zostawić go z niebieskim kocurem. Niby miał jeszcze Opadającego Rumianku, jednak ten od śmierci Norniczego Śladu starał się unikać Świerszcza oraz Przeplatki, a w ich okolicy często przebywał medyk. Zostanie wtedy bez kogokolwiek bliskiego, kto byłby w stanie to wszystko zahamować, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli. Ponownie nie chciał stracić kogoś bliskiego, jak to stało się w przypadku Kaczej Łapy. Nim zdołał coś powiedzieć, do ich uszu dotarł głos ze środka żłobka.
 – Odchodzisz z tatą? – Zawilcowa Korona wraz z Brzozą skierowali swój wzrok w stronę jego źródła, aby dostrzec rudego kocura, który najwyraźniej przysłuchiwał się ich rozmowie. – Czemu? 
 – Oh Pierze, nie łatwo to wyjaśnić w jednym, krótkim zdaniu. Nie pasuje tu i sam to dobrze wiesz. Opowiadałam wam historię o moim bracie, tam jest mój dom. Tęskni on za mną i nie tylko on. Cała rodzina za mną tęskni, a ja nie mogę ścierpieć myśli, że muszą mnie oczekiwać. Wy będziecie tu bezpieczni, a ja będę mogła powrócić do normalnego życia. Ale to nie jest rozmowa na teraz. – Wraz z tymi słowami kocica, wstała z ziemi i podeszła do kocura. – Poza tym, czy nie nauczyłam was, że nie wolno podsłuchiwać jak dorośli rozmawiają? Rozumiem, że nauczyliście się tego, gdy wymknęliście się ze żłobka, jednak najwyraźniej muszę was oduczyć tego złego nawyku. – Kocica rzuciła swój wzrok na medyka, posyłając mu przyjazny uśmiech, nim zniknęła w legowisku wraz ze swym synem, najpewniej kontynuując tam rozmowę i tym samym zostawiając go samego ze swymi myślami. Czy Kminek postępował słusznie? Z pewnością nie, nie tędy prowadziła go Wyrocznia. To nie była jego ścieżka, jednak ten i tak postanowił z niej zstąpić. Dlaczego? Sam pragnął poznać tego powód, gdyż kara za to przewinienie spadnie również na niego, czy tego chciał, czy też nie. Zwrócił swój wzrok w stronę nocnego nieba, spoglądając na srebrną skórę. Będzie musiał porozmawiać z Kminkowym Szumem i musiał to zrobić jak najszybciej.

*****

 Słońce powoli zachodziło za skrajem nieba, zabierając ostatnie promienie pokrywające obóz. Widział, jak wieczorny patrol wychodzi z obozu, a koty zmierzają powoli do swych legowisk, aby odpocząć po całym dniu pracy. W jego przypadku powinno być podobnie, jednak sen zdawał się nie przychodzić nagle. Dzisiejszego dnia miał porozmawiać ze swym bratem, a przez ilość chorych w legowisku, nie był w stanie tego planu dziś spełnić. Wdzięczna Firletka oraz Wełnista Mszyca chwilę temu opuściły szybko legowisko medyków, aby przed nadejściem nocy zajrzeć jeszcze do legowiska starszyzny i żłobka, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Zawilec nie protestował na to, że pozostał sam, a nawet pasował mu ten układ, chociaż nie musiał słuchać narzekania starszych lub pisku kociąt. Mógł odetchnąć na chwilę, sprzątnąć pozostałe zioła oraz odłożyć je na swoje miejsca, nim spróbuje zasnąć na swym posłaniu. Wziął głęboki wdech, wkraczając wewnątrz legowiska i zabierając się za swoje obowiązki. Jego wzrok padł na małej kupce maku pozostawionej przy jednym z posłań, a po jego karku przeszedł dreszcz. Dalej pamiętał o planie Przeplatkowego Wianku i o konsekwencjach niewykonania go. Miał to przemyśleć, porozmawiać z kocicą o tym później i wyznaczyć dzień wykonania go, jednak odwlekał to. Czy działałby wtedy dobrze? Na pewno nie, jednak czy nie wszedł na tę ścieżkę z dniem ucieczki z obozu jako uczeń? Gdyby nie ten mały wyczyn, to miałby dalej swe prawe oko, byłby zdolny do walki i tym samym zostałby wojownikiem, zajmując miejsce obok swojego rodzeństwa. Jednak czy to właśnie wojownikiem chciał zostać? Funkcje medyka nie były złe, przynosiły mu przyjemność, a nawet ukojenie. Tym zajmowała się Zmora, Ryk oraz Zgrzyt i teraz przyszła na niego pora. Gdyby tylko nie sprawy wierzeniowe oraz humory pacjentów, to nie byłoby żadnych minusów tej roli. Jednak czy było warto za to stracić wzrok na jedno oko oraz długie problemy ze stawaniem na jedną z jego tylnych łap? Motylkowa Łączka z początku pełniła tę funkcję bez tego, tak samo Pajęcza Lilia, Wdzięczna Firletka, a teraz Wełniana Mszyca. Może istniało prostsze rozwiązanie na zmianę roli? Uszy Zawilcowej Korony drgnęły, gdy usłyszał czyjeś kroki zbliżające się w jego kierunku. Czyżby następny kot stwierdził, że dzisiaj jest idealny dzień, aby odwiedzić trójkę medyków?
 – Usiądź na jednym z legowisk, a zaraz podejdę by Ci obej-... – zaczął kocur, rzucając swój wzrok na przybysza, lecz przerwał, dostrzegając Świerszczowy Skok w wyjściu. To był ostatni kot, jakiego tutaj się spodziewał. – Chyba wyraziłem się ostatnio dobrze, że nie jesteś tu mile widziany, a przynajmniej póki ja tu jestem.
 – Moja cierpliwość dotarła do swego kresu. Mam dość grania z tobą oraz Przeplatką w te wasze gry. – Ostry głos wojownika obił się o uszy medyka, a jego futro się zjeżyło. Uwagę kocura przykuła rana na lewym barku Świerszcza, która wyglądała na świeżą. – Wreszcie porozmawiamy i razem uciekniemy z tego przeklętego klanu, gdzie nikt nam nie stanie na drodze do szczęścia.
 – O czym ty mówisz Świerszczowy Skoku? Ja nigdzie nie idę, a tym bardziej z tobą. Między nami nie ma już nic i wiesz o tym dobrze. Nie będziemy rozmawiać, a ty odejdziesz stąd.
 – Nie słuchasz mnie Zawilcu. Ja nie pytałem, tylko mówiłem, jak się stanie. – Wojownik zaczął zbliżać się w jego kierunku, na co medyk wycofał się do momentu, aż nie dotarł do ściany. – A jeśli tak bardzo chcesz odebrać mi moje zasłużone szczęście, to pozwól, że pokażę Ci konsekwencję tej decyzji. – Wraz z tymi słowami wojownik skoczył na kocura, po chwili przygniatając go łapami do ziemi. Jedna z nich wylądowała na jego szyi, dociskając ją mocniej, z każdym następnym słowem, powoli ucinając mu dostęp do powietrza i tworząc na jego szyi coraz to większą ranę. – A miałem nadzieję, że wreszcie dojdziesz do swych zmysłów i powrócimy do tego, co kiedyś mieliśmy, jednak najwyraźniej się myliłem. Zrobisz wszystko, bym tylko ja nie był szczęśliwy, prawda?!
 Przymknął swe powieki wraz z upływającą ilością powietrza, powoli odpływając z tego świata. Czyli to był jego koniec? Pod łapami Świerszczowego Skoku, we własnym legowisku, wręcz śmieszna śmierć. Nagle o jego uszy odbił się znajomy mu głos, a kiedy skierował swój wzrok w stronę źródła, dostrzegł swoją mentorkę. 
 – Na Klan Gwiazdy, czy Ciebie coś opętało?! – Wdzięczna Firletka wydarła się piskliwym głosem na Świerszcza. Nim kocur zdążył zareagować, złapała go szczękami za kark i pociągnęła, oddając kremowemu kocurowi dostęp do powietrza, na co ten wziął kilka szybkich oddechów, wpatrując się wystraszony w dwójkę kotów. Pomimo iż kocica silna nie była, zaskoczony wojownik nie opierał jej się. Gdy już nie dusił Zawilca, dla dobrej miary wymierzyła mu jeszcze łapą w policzek. – Co Ci przyszło do głowy?! Atakować medyka? Z własnego klanu? – jej głos pełen był niedowierzania i furii. Ze zmarszczonymi brwiami i rozdziawionym w szoku pysku spoglądała na Świerszcza. Może powinna się go w tym momencie bać, ale jedynie wsunęła się pomiędzy niego a Zawilca. – Królicza Gwiazda się o tym dowie – syknęła. – O ile już nie wie. Zadbam o to! – Nie czekając na odpowiedź, uniosła łapę w stronę wyjścia. – Nic już tu po tobie. Zrobiłeś już wystarczająco.
 – Nigdzie się nie wybieram, a przynajmniej, póki on dalej jest w Klanie Burzy – syknął niebieski wojownik, niezbyt zadowolony, że ponownie został wyproszony z legowiska. Najwyraźniej krzyki medyczki przyciągnęły więcej uwagi, niż spodziewał się tego kocur, bo po chwili w wyjściu za nim pojawił się Ruda Lisówka, który wyglądał na zmartwionego, jednak widząc scenę przed nim, spoważniał szybko. Po krótkiej chwili Świerszcz opuścił legowisko medyków z pomocą rudego wojownika, chociaż nie był z tego zbytnio zadowolony, co sugerowały jego syki, jednak Lisówka zdawał się ignorować je. Kiedy dwójka kocurów zniknęła, kocica skierowała swój wzrok na asystenta medyka, który nie drgnął nawet o włos, kiedy wydostał się spod łap kocura. Jedyne co to jego klatka unosiła się i opadała nieregularnie, a jego wzrok wbity był w wyjście, jakby zaraz miał przez nie powrócić Świerszczowy Skok. Słyszał, że coś działo się poza wieżą, krzyki i kilka głosów dochodziło do niego, jednak nie umiał rozszyfrować dokładnych słów.
 – Zawilcu, wszystko w porządku? Co się tu stało? – Medyczka zasypała kocura pytaniami, swój wzrok kierując na ranę krtani kocura.
 – On nigdy… – zaczął Zawilec, jednak słowa zdawały się nie przechodzić przez jego pysk – ... aż tak daleko się nie posunął. – Nim kocica zdołała cokolwiek odpowiedzieć, to do uszu medyka dotarł głośny krzyk Kminkowego Szumu.
 – ZDRAJCA!

Od Jagodowego Marzenia

 Dzisiaj dzień zapowiadał się idealnie. Słońce powoli zmierzało ku horyzontowi, niosąc chwilowe ukojenie, jednak nie oznaczało to, że mogła odpocząć. Noc niosła ze sobą nowe obowiązki, które musiała spełnić, jednak nim się za nie zabrała, to musiała porozmawiać z Przeplatkowym Wiankiem. Przemyślała jej słowa, które otrzymała po podzieleniu się swoimi zmartwieniami. Według słów Cyklonowego Oka kocica wyszła ona niedawno z obozu, więc może jeszcze zdąży ją złapać i dołączyć do niej. Jeśli jej się to nie uda, to z pewnością złapie ją następnego poranka. Stawiała krok za krokiem, idąc za świeżym zapachem kocicy, aż nie zmieszał się on z innym. Z kim spotykała się wojowniczka o tej porze dnia? Krok Jagody przyspieszył wraz z wzrostem jej ciekawości, jednak stanęła nagle, widząc znane jej dobrze niebieskie futro i zamarła. Świerszczowy Skok stał na brzegu jeziora, a jego wzrok wbity był w taflę wody, w której znajdowały się jego łapy, a pod którymi leżała Przeplatkowy Wianek. Pysk kocicy spoczywał pod wodą, przytrzymywany przez łapy kocura, a ona sama nie ruszyła się nawet o włos od czasu, kiedy Jagodowe Marzenie ją dostrzegła. Co tu robił Świerszcz? Czemu musiało to zakończyć się kogoś śmiercią? Pytania zalały jej głowę, jednak wiedziała jedno, musi to zgłosić do przywódcy i to jak najszybciej. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, Świerszcz obrócił swój pysk, dostrzegając ją, a na jego pysku zagościł grymas. Wręcz momentalnie odwrócił się w jej kierunku, zostawiając ciało Przeplatki i rzucając się na Jagodowe Marzenie.
 – Nie powinnaś tu być, ale jak zawsze zdajesz się pojawiać w najgorszym czasie. – Syk kocura dotarł do jej uszu, a po chwili poczuła ostry ból, na który odpowiedziała sykiem. – Tym razem zapłacisz za to swoim marnym życiem. – Po tych słowach wojownik wbił swoje kły w jej szyję, przynosząc tym tylko więcej bólu. Próbowała się wyrwać spod jego łap, ale tak samo, jak w przypadku dawnej walki z jej siostrą, nie zmieniło to tej sytuacji. Przejechała swymi pazurami po barku kocura, tworząc na nim ranę. Krzyknęła, mając nadzieję, że ktokolwiek ją usłyszy, jednak został on szybko ucięty, a siły zaczęły opuszczać jej ciało, wraz z upływającą krwią. Czyli tak wyglądał jej koniec? Pod łapami swojego byłego partnera. Był on bardzo podobny do losu Irys, która zakończyła swoje życie pod łapami ich matki. Może to właśnie ją spotka w Klanie Gwiazdy, gdzie wreszcie zdoła z nią porozmawiać? Miała taką nadzieję, bo tylko to jej pozostało. Wzięła ostatni wdech. Po nim cały ból zniknął momentalnie, a pod łapami Świerszczowego Skoku pozostało tylko ciało Jagodowego Marzenia.
 Szkarłatna substancja stroiła pysk kocura, który uspokoił swój oddech, po czym pociągnął ciało kotki, rzucając je obok ciała Przeplatki. Zasługiwały na ten los. Zasługiwały skończyć martwe, zrujnowały wiele żyć. Obmył swój pysk oraz łapy w wodzie, która powoli zaczynała przybierać czerwony kolor, nim oddalił się od miejsca zbrodni. To nie był koniec. Musiał jeszcze zawitać do jednego kocura i zaciągnąć go z dala od tych terenów, gdzie wreszcie będą mogli być szczęśliwi.

[*]