BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

18 lipca 2026

Od Liliowej Pieśni CD. Ulewnego Szkwału

Przeszłość, spacer po plaży

— Szkwale! Ten kamyk jest prześliczny! — wymruczała do niebieskiego. — Dołożę go do mojej pierwszorzędnej kolekcji.
— Cieszę się, że ci się podoba — odpowiedział fińczyk, a następnie poszli dalej wzdłuż morza.

Zgromadzenie

Księżyc świecił nad Bursztynową Wyspą, koty już zebrały się przy skale, aby wysłuchać przywódców klanów. Gdy weszła na litą skałę, rozdzieliła się ze swoim towarzyszem podróży, Szkwałem i zaczęła szukać Tańcującego Pierza. W tłumie kotów udało się jej zauważyć biało-rudą gęstą sierść i podreptała w jej stronę. On chyba również zauważył kątem oka Liliową Pieśń, ponieważ się podniósł. Ich spotkania odbywały się regularnie pod osłoną ciemności. Kotka w gorętsze, tropikalne noce zaczęła go uczyć, pływać! Było to ciekawe doświadczenie uczyć kogoś z Klanu Burzy. Pierze skręcił od razu w jej stronę. W odpowiednim momencie, gdy Nocniaczka szła przed nim nieświadoma obecności kocura, zakradł się z mrocznym uśmieszkiem i ją wystraszył.
— Bu! — krzyknął przy jej uchu. Liliową Pieśń przeszły ciarki. Na głęboki śmiech Pierza, który zmrużył lisie oczy ze swoim typowym, pewnym siebie uśmieszkiem, zrozumiała, co się dzieje.
— Ach! Przestraszyłeś mnie! — rzekła kotka. — Co u ciebie?
Pierze szybko spoważniał, a powaga przerodziła się w smutek.
— Ja... — uciekł wzrokiem w bok. — A, tam! Nic ciekawego! — miauknął, mając twarz chęci zignorowania problemu. — A jak tam u ciebie, co, Lilijko? — zapytał, przybliżając się. — Może ty masz jakieś plotki warte mej uwagi? Albo... coś ważnego do przekazania? — wyszczerzył się szerzej, mając na myśli to coś.

***

Koty zaczęły się zbierać w grupy, gotowe do opuszczenia wyspy. Liliowa Pieśń i Tańcujące Pierze nadal siedzieli w tym samym miejscu.
— Ja... — zaczęła. — Ja... bardzo cię lubię, ale... — zacięła się. Czemu musi wybierać?
Burzak zmarszczył brwi, zachowując drwiący uśmiech.
—... Ale co? — wtrącił jej nagle. — Nie zaczynaj znowu z tą lojalnością do klanu... każdy z nas miał włóczęgę lub pieszczocha jako przodka. Klany to tylko propaganda i czysta dyskryminacja reszty — rzekł i wzruszył barkami. — W każdym razie, miło, że chcesz mi zaproponować relację na wyższym stopniu... — wymamrotał, siadając koło niej. Ich ciała się stykały; Tańcujące Pierze przy Liliowej Pieśni był niczym słońce, a ona – księżycem. Te dwie istoty teraz siedziały obok siebie, wpatrzone w pustkę.
— Lubię cię, bardzo cię lubię — zaczęła. — Dzięki tobie zrozumiałam dużo rzeczy, które nurtowały mi głowę, ale... — zacięła się. — Kocham kogoś innego — bała się, jak na to zareaguje. Nie chciała, by został jej wrogiem!
— A...ha... aha.
Uśmiech zniknął z jego pyska. Skrzywił się. Zmrużył oczy w szparki. Słońce zaczynało zachodzić, księżyc obecnie triumfował. Czuł się zawiedziony. Rozczarowany.
Wstał i cofnął się, bez słowa odwracając się do niej tyłem i próbując odejść.
— Ja, ja przepraszam, ja — przerwała, słysząc mruk Szkwału.
— O co biega?
Do uszu niebieskiego dobiegła jakaś ostra dyskusja, widział Liliową Pieśń dyskutującą z jakimś rudym kocurem, czy to Tańcujące Pierze? Szybko poszedł do kotki, by stanąć w jej obronie, oczywiście Burzak się oddalił.
— Widziałem, że cię drażnił, więc przyszedłem cię odciążyć od niego — chociaż sam nie wiedział, czy rzeczywiście tak było, skoro jego pytanie bardziej brzmiało, jakby był zbędny.
— Ulewny Szkwale, nic się nie dzieje — przerwał jej Pierze, który obrócił się w samą porę. Lilia mogła dostrzec jak w jego szmaragdowych, niegdyś spokojnych, nieco posmutniałych oczach tlił się dziki żar. Ogień, jakiego jeszcze nie zobaczyła. Kątem oka zobaczył jakiegoś puszystego młodziaka, który najwyraźniej chciał się bawić w ofiarę. Syknął na mniejszego, niebieskiego kocura, prawie się na niego rzucając. Mało brakowało, a bliski kontakt zakończyłby się tragicznie dla Nocniaka.
— Drażnić? — warknął przez zaciśnięte szczęki. Odwrócił się na pięcie z wyższością. Mieli tylko widok na jego umięśniony zadek. Wziął głęboki wdech i wydech, po czym zaczął beznamiętnie:
— Nie mam na was czasu. Jedzcie sobie te śmierdzące ryby czy coś. Zawsze wam z pyska tak śmierdziało, że byście swym jednym oddechem powalili nie jednego dwunożnego…
Fińczyk przewrócił oczami.
— Lepsze ryby niż naśladowanie królików w jedzeniu trawy, widać, że ci się udziela, życie wśród nich chyba nie jest na twoją korzyść. Lepiej kicaj do swojej gromadki, bo widzę, że twój Króliczek już odprowadza klan.
— Nie! Stop! — krzyknęła kotka, ale kocury nie zwracały na nią uwagi. Czuła, że zaraz wejdą sobie do gardeł…
Rudy point odwrócił się błyskawicznie, wręcz hipnotyzująco poruszając płynnie swym ciałem. Przybliżył się do Nocniaków, uwagę zwracając na Liliową Pieśń z wyraźnym smutkiem.
— ... Lilio, nie mów mi, że on... — spojrzał kątem oka z obrzydzeniem na wściekłego niebieskiego. Westchnął ciężko i przekręcił oczyma, wracając do kotki. — Co za rozczarowanie. Liczyłem na coś, co faktycznie by mnie zaskoczyło pozytywnie — miauknął bez ani jednej krzty emocji w głosie, patrząc na nich z dołu. — Niestety. Jak to ja, ciągle mnie koty rozczarowują. Dogłębnie ci współczuję, Lilio... — dodał ciszej, wręcz intymnie się pochylając ku Nocniaczce; tak, aby ostatnie słowa dotarły tylko do niej. Szmaragdowe oczy zalśniły, gdy w nich odbijała się cała Srebrna Skóra nad nimi. Pokręcił głową i się odsunął. Wydawał się niemalże zawiedziony niczym ojciec swoim synem.
Ulewny Szkwał położył swój puszysty ogon na jej ramieniu.
— Nie zwracaj na niego uwagi Lilio, on nawet nie jest Nocniakiem — spojrzał na grupę kotów z ich klanu która opuszczała wyspę.
— Odprowadzę cię od tego Burzaka. Wrócimy razem do Klanu Nocy, nasi pobratymcy pewnie i tak zauważą, że wyjdziemy ostatni z wyspy.
— Och, ja... — wykrztusiła. Czuła się jak przy Sośnie. Czy naprawdę musiała niszczyć komuś uczucia?
Dwójka kotów już miała wyjść z wyspy, dogonić swoich pobratymców, którzy byli poza nią. Ulewny Szkwał szedł ostatni, a Lilia pierwsza. Kotka jeszcze raz, a może ostatni chciała spojrzeć na Pierza ze współczuciem, obróciła łeb a zamiast widzieć rudego kocura, który też wraca, to zobaczyła, jak skacze na Szkwał.
— Uważaj! — niebieski fińczyk zauważył próbę ataku rudzielca i szybko zrobił unik. Point popatrzył tylko w stronę Szkwału, ignorując Lilie.
— Myślisz, że możesz mi ją odebrać ot, tak? Zapłacisz mi za to, ty zepsuty pomiocie! — rudzielec ponownie skoczył na niebieskiego, wbijając swoje szczęki w jego plecy. Ulewny Szkwał zawył, próbując zrzucić z siebie agresywnego Burzaka.
— Stop! — krzyknęła liliowa, próbując się wrzucić do walki, ale nic to nie dało. Kocury przyczepiły się do siebie, nie dając przestrzeni, by je odczepić. Kocury nie słyszały jej słów, dla nich się tylko liczyło, żeby siebie wykończyć. Ulewny Szkwał zrzucił z siebie Pierze, uderzając nim mocno o ziemię.
— Odejdź, Pierze, albo użyje w ostateczności większej przemocy — Tańcujące Pierze się zaśmiał na Całą Bursztynową wyspę.
— Śmiesz z nią być, nienawidząc jej czekoladowej rodziny? Ja, gdybym był z nią, pokochałbym wszystko, co jest z nią związane — niebieski kocur przez chwilę milczał.
Czuła rumieńce na twarzy, dwójka kotów się o nią biła...
"Lilio, wróć na ziemię!" potrząsnęła głową i ocknęła się. Zrozumiała, że nie mogła mieć obie łapy na obu stronach, musiała wybrać, którą ścieżką pójdzie. Lecz nie chciała nikogo kaleczyć, nie chciała któregoś z nich opuszczać... Ale zrozumiała, że tylko jedną ścieżką może pójść, lecz kogo miała wybrać?
"Kieruj się sercem" pojawił się głos w jej głowie, nie wiedziała, czy miała paranoje, czy ktoś do niej gadał. Pomyślała przez parę chwil, po której stronie stanąć, aż w końcu przeszła kilka kroków, zasłoniła wybranka ciałem. A tym wybrankiem był Ulewny Szkwał.
Nocniak miał pozytywne zdziwienie na pysku, zaś Pierze to widząc, zjeżył się i spojrzał na nich wrogo.
— Jesteście obaj siebie warci! Idę sobie, straciłem za dużo czasu na niewłaściwego kota — Tańcujące Pierze szybkim susem uciekł z Bursztynowej Wyspy, Liliową Pieśń dotknęły ostre słowa Burzaka, bo lekko posmutniała. Ulewny Szkwał zbliżył się do Liliowej Pieśni, chcąc ją pocieszyć.
— Dla mnie zawsze będziesz właściwym kotem i wyborem, jakiego podjąłem — musnął ogonem po grzbiecie liliowej, po czym wyciągnął głowę, by zobaczyć gwieździsty horyzont.
— Teraz nam też by się przydało popędzić jak królikojady, żeby dogonić resztę — zażartował.
Kotka zaśmiała się, spojrzała w jego oczy i obaj popędzili w stronę rodzimych ziem.

Teraźniejszość

Po obozie rozległ się szmer rozmów kotów. To dzisiaj miał być ślub nowych namiestników, Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici. Ulewny Szkwał, który został na niego zaproszony, kilka dni wcześniej powiedział jej o planie przemycenia jej na ślub jako rekompensatę za akcję z Tańcującym Pierzem. Liliowa Pieśń wystroiła się na tą okazję, miała dwa kwiaty przy uszach podarowane przez jej brata (skradzione od Dwunożnych, lecz o tym nie wiedziała) oraz pnącza powoju na ogonie i łapach. Gdy dotarli na Wyspę Świetlikową, schowała się za Ulewnym Szkwałem i wtopiła się w tłum. Usiedli przy wodzie, na wprost ołtarza.
Obok nich usiadł książę – Rogaty Flaming – i zaczął rozmawiać z fińskim. Gdy zobaczyła ukradkiem księcia, próbowała wejść pod futro przyjaciela. Na szczęście, Szafirek, która przed chwilą przybyła, usiadła obok niej, zasłaniając ją i mrugnęła do niej oczkiem. Jak dobrze, że miała takich przyjaciół!
— Ceremonia się zaczyna! — szepnął do niej Ulewny Szkwał, więc skupiła swój słuch na słowach Mandarynkowej Gwiazdy.
— Zebraliśmy się tutaj, aby połączyć ze sobą Trzcinowy Szmer i Żmijowcową Wić. Czy ktoś jest przeciwny? — zapytała, rozglądając się dookoła.
— Ja! — krzyknął ktoś z tłumu. — Trzcinowy Szmerze, nie mogę na to pozwolić! Czy nasze wspólne chwile nic dla ciebie nie znaczyły?
— Pst, Szkwale, co się dzieje? — spytała przyjaciela, gdyż inni jej zasłaniali.
Wojownik obrócił się do Lilli.
— Niezapominajka wniosła sprzeciw co do ślubu Trzcinowego Szmeru i Żmijowej Wici — szepnął do niej, następnie patrząc na Flaminga, który patrzył na niego z wyraźnym zdziwieniem, poklepał się po brzuchu jak foka.
— To chyba mi w brzuchu burczy, em... To przez ten chaos.
— Bul bul! — to było dość desperackie posunięcie, ale musiała pozostać niezauważona, a szczególnie do wręczania prezentów.
Popatrzyła na Flaminga, a potem na Szkwał, mając nadzieję, że jej nie zauważyli. W ogóle, co Niezapominajce odbiło? Z drugiej strony było jej żal kotki, w końcu ona nie odwzajemniła uczuć Tańcującego Pierza, którego też może zraniła, ale kochała innego kocura, a rudy był jej przyjacielem, tylko przyjacielem, Trzcina też wybrała kogoś innego. Miała wrażenie, że to sprawa gdzie nie ma ofiar i winnych…
— Chyba jakieś zwierzę jest w wodzie! — znienacka do jej uszu dotarł kolejny głos, jak się później okazało, należał do Ćmiego Mżenia. Wstrzymała oddech, słysząc kota, który mówił o niej. Schyliła głowę, mając nadzieję, że pozostanie niezauważona.
— Szkwale, jest już pomówienie ceremonii? — wyszeptała do kocura, lecz zamiast odpowiedzi usłyszała tylko słowa dalszej inspekcji szarej kotki.
— B-bul bła bul! — brnęła w to dalej, nie mogła się dać zdemaskować. Z desperacji, wyciągnęła łapę i uderzyła Ćmę w brzuch.
— NO CO ZA ŁAJNO — wybrzmiała frustracja wojowniczki.
Szkwał, który był zajęty oderwaniem uwagi księcia, obrócił się do Lili.
— Świetnie ci idzie udawanie mego brzucha, brzmi, jakbym na serio był głodny, przy okazji chyba jeszcze nie ma ceremonii, ktoś tam coś wrzeszczy z tyłu. Zachowuj się naturalnie — rzekłszy to, obrócił się do Ćmy z zastanawiającym spojrzeniem.
Cóż, jak to działało, to udawała dalej, przy okazji dotykając znów Ćmę.
— BUL BAL BŁABUL! — dała z siebie wszystko, inne koty się jakoś dziwnie popatrzyły…
Kryjący ją fińczyk zrobił wielkie oczy, a potem emitował duszenie się.
— BLAUGHHH UGBLE — walił się po klatce piersiowej, aż przestał kaszleć.
— Przepraszam was wszystkich w tym nowożeńców, mam problemy z żołądkiem, jakoś nie miałem tego rano. Myślę, że teraz powinniśmy skupić uwagę na nowożeńcach, nie koniecznie na moje niezawinione problemy żołądkowe — czuł krzywe spojrzenia i powiedział do Lili.
— Tyle wystarczy jak na odgłosy brzuszne — oznajmił. Czuła, że przesadziła z odgłosami dźwiękowymi, więc skinęła głową i szeptem, figlarnie odpowiedziała:
— Bul.
— Słyszę cię — usłyszała skupioną nad zdemaskowaniem intruza Ćmę, która skoczyła na łapę Liliowej Pieśni. W odpowiedzi na atak kotka wrzasnęła. W tym całym harmidrze ledwo słyszała słowa przywódczyni, głośno i wyraźnie usłyszała dopiero:
— A więc ogłaszam was mężem i żoną!
Wszyscy wokół zaczęli wiwatować, Szkwał również.
— Możesz się już trochę wychylić! — mruknął do niej, po czym wrócił do wiwatów.
Ćma nie widziała, że to łapka, a nie wąż i ją szybko schowała.
Spojrzała na Liliową Pieśń, która wychyliła się trochę, za bardzo. Była podejrzanie mokra... chwila...
— Ej ty! — zawołała, idąc w jej stronę. — Zrób "bul bul".
— Eee... Bul bul?
Jak dobrze, że tak starała się oddać, że to żołądek Szkwału i mówiła basowym głosem!
— To ty! Czemu ukrywałaś się w wodzie? Jesteś w ogóle zaproszona?! I DLACZEGO MNIE KOPNĘŁAŚ W BRZUCH???
— Hę? — liliowa udawała zdezorientowaną, jak mogła się domyślić?
— Nie myśl sobie, że jesteś taka mądra! Tylko ty bulbulowałaś podczas całej ceremonii, a na pytanie, żeby zrobić bulbul, zrobiłaś DOKŁADNIE takie samo!
— To ty w ogóle tutaj byłaś? — spytała.
— Oczywiście, że byłam! Naskoczyłam ci na ogon, mysi móżdżku!
Wyglądało to trochę, jakby Ćma rozmawiała z dwoma wymyślonymi kotami
— Ćmo, proszę, to musiało być nieporozumienie... — mruknęła.
— Dobra, nieważne — zrobiła pauzę, jakby właśnie coś przyszło jej do głowy. — Słuchaj, nie wydam cię, jeśli zabierzesz tej łajniarze MOJĄ żabę — wskazała na Wesołą Łapę.
— Ćmo, błagam, wybacz za wystraszenie cię, wygłupy widać mi nie służą. A co do brzucha to musiał być przypadek, naprawdę, wybacz.
To prawda, wygłupiała się i walnęła najpierw nie chcący, potem specjalnie kotkę w brzuch. Co się z nią ostatnio działo?! Masakra. Ale nie będzie uganiać się za żabą. Gdy kotka odeszła i zrobiło się zamieszanie, syknęła do niebieskiego:
— Szkwale, idziemy dać prezenty?
— Jasne, damy je razem. Myślę, że może się ucieszą — owinął swoim ogonem ogonek Lili i poszli w stronę nowożeńców. Uśmiechnęła się do niego i przyszli dać prezenty. Gdy doszła, skinęła głowę w stronę Trzciny oraz Żmija i miauknęła.
— Trzcinowy Szmerze i Żmijowcowa Wici, przepraszam, że tak was nachodzę bez zaproszenia, lecz chciałabym wam dać te prezenty. Oto niebieski krzemień w kształcie głowy kota oraz pomarańczowy kamień w kształcie zachodzącego słońca. Niech Klan Gwiazdy was prowadzi!
Szkwał poczekał, aż Lilia skończy i odezwał się kolejno.
— Żmijowa Wici i Trzcinowy Szmerze, też mam dla was prezenty — mocniej przytulił ogonek Lili, się stresując, bo zaprosił kogoś na ich ślub, kto nie powinien na nim być, ale tak chciał sprawić kotce przyjemność.
— Chciałbym wam złożyć trzy kamyczki, które się błyszczą, jeden jest zielony, drugi niebieski a ten ostatni pomarańczowy. Są bardzo unikatowe, gdy szukałem czegoś dla was, to mogę stwierdzić, że zajęło mi to dużo czasu. Co do Liliowej Pieśni to ja tutaj ją przyprowadziłem, może nie powinienem, ale stwierdziłem, że byłbym niekompletny, świętując samotnie wasze szczęście.
Kiedy skończyli mówić, ta skinęła głową.
— Dziękuję bardzo za prezenty. Kamienie są naprawdę ładne, szczególnie ich kolory. Mam nadzieję, że nam wybaczycie, że nie zostaliście razem zaproszeni na ślub. Jesteście parą? Mam nadzieję, że wybaczycie nasz mały błąd.
— Dziękuję Trzcinowy Szmerze za zrozumienie — uśmiechnęła się. Para... W sumie, od księżyca zaczęła sobie uświadamiać, że Szkwał był kimś więcej niż przyjacielem. No cóż, może kiedyś…
Koty skinęli głowami przed nowożeńcami i oddalili się, by zrobić innym miejsce.
— Ulewny Szkwale, ostatnio coś się ze mną dzieje! Najpierw Tańcujące Pierze, potem walnięcie w brzuch Ćmiego Mżenia, a najgorsze jest to, że nie wiem, co mnie kieruje!
— Kopnęłaś Ćmie Mżenie? No cóż, to raczej nie koniec świata, zagoi jej się. Co do Tańcującego Pierza to może o nim zapomnij?
— Może masz rację? — miauknęła. — Może za bardzo się staram i nie daje upust emocjom, które później wybuchają? Ach, nie wiem — kotka popatrzyła na niego i znów impulsywnie się do niego przytuliła.
— Wiesz, zawsze możesz ze mną pogadać. Po coś niby tu jestem, ''Liliowa Pieśni''.
— Dziękuję, Ulewny Szkwale, zawsze mogę na ciebie liczyć.
— Wiesz, nie wiem, czy to dobre miejsce na takie rozmowy. Ale myślisz, że po tym, co się stało po zgromadzeniu, możemy nadal nazywać się przyjaciółmi? — ta konfrontacja z Pierzem sprawiła, że coś się zmieniło, a przynajmniej kierunek ich relacji. ''Liliowa Pieśń''.
— Nie — miauknęła. — Dla mnie... Jesteś kimś więcej... — wymruczała.
— Ty dla mnie szczerze też, zdałem sobie ostatecznie z tego sprawę, gdy zobaczyłem cię u boku Pierza. Tego nachalnego kocura. Byłem tam zły, nie wiem czemu, chyba nie mogłem znieść, że wymieniasz swój śmiech radości i spojrzenia z kimś innym — wbił pazury w ziemię. — Chciałbym być tym, który byłby godny, choćby twego jednego uśmiechu.
Kotka czuła motylki w brzuchu. Przy nim czuła się bezpiecznie i dobrze.
— Zapomnijmy o tym. Jeśli Pierze zechce ze mną rozmawiać, to tylko jako przyjaciel lub kolega.
Słowa Szkwału odbijały jej się echem po głowie.
— I chce z tobą wymieniać uśmiechy i szczęście, dla mnie nawet przekonałeś się do mojego czekoladowego brata! — zrobiła pauzę i spojrzała mu prosto w oczy. — Kocham Cię, Ulewny Szkwale. 
— Ja ciebie też kocham, Liliowa Pieśni, oby nasz ślub kiedyś też był taki piękny — spojrzał głęboko w jej oczy, swoim błękitnym spojrzeniem.

<Ulewny Szkwale?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz