Przeszłość
Wiatr delikatnie muskał futra kotek, gdy te stały na łące. Kłosy traw i ziół falowały z rytmem bicia serca na całej przestrzeni przed nimi. Nad ich głowami ścigały się szarzejące, puchate chmury na błękitnym tle, który już na zachodnim horyzoncie stawały się z lekka żółtawy. Liliowa usiadła i powąchała najbliższego chabra, delektując się jego delikatną wonią, która, tak na upartego, mogła przypominać zapach miodu. Objęła kwiecie łapą i się uśmiechnęła do siebie. Zaraz potem uniosła wzrok na towarzyszkę.
— Jak tu ślicznie! — przyznała ze spokojem, rozglądając się wokół. — Nie wiedziałam, że tu kwitnie aż tyle ładnych kwiatów.
Miodowy Ul uśmiechnęła się czule. Podeszła do Jesionowej Szadzi i wetknęła w jej sierść biały kwiat, który trzymała w łapach chwilę wcześniej. Pyszczek liliowej ozdobił chytry grymas i pacnęła łapą towarzyszkę, a zaraz potem ruszyła biegiem przez łąkę. Złota od razu zrozumiała przekaz i ze śmiechem rzuciła się za nią w pogoń. Kotki ścigały się wśród zielonych kłosów, zabierając ze sobą wplatającą się w ich futra roślinność. Czuły, jak wiatr im wieje pod włos, szumiał im do uszu, a ich śmiech rozbrzmiewał wokół, z pewnością odstraszając parę ptaków, które się zdecydowały gdzieś w pobliżu spędzić czas.
Gdy Miodka wreszcie ją dorwała, obie się przeturlały parę lisich ogonów po glebie, posyłając dużą część trawy, ziemi i ziół w powietrze. Zatrzymały się, dopiero gdy Jesionka leżała pod łapami młodszej, sapiąc. Przez moment jeszcze się śmiały, po czym wzięły oddech.
— Mam cię! — zachichotała była pieszczoszka z dumą.
— A niech to — odparła liliowa z szerokim uśmiechem, a następnie położyła swoją łapę na jej klatce piersiowej. — Dawno się tak nie bawiłam. W sumie to nigdy nie miałam szansy się wyszaleć tak po prostu — przyznała, po czym wstała, gdy tylko została wyzwolona z uścisku. Usiadła na chłodnej ziemi, pozwalając sobie na głębsze oddechy po szalonym biegu.
— Serio, nigdy? — dopytała złota, otrzepując się ze źdźbeł trawy.
— Tak, niestety, ale tak. Matka nigdy nam nie pozwalała rozrabiać ani się bawić. Ciągle albo ojciec nas uczył walki lub polowania, albo ona nam prawiła kazania, które czasem trwały całe popołudnie. Wszystkie wygłupy były zabronione — wymruczała, strząsając z siebie roślinność i ziemię, na której leżała parę oddechów wcześniej.
Miodka podniosła brwi i odwróciła wzrok na moment.
— Ja nie pamiętam zbyt wiele z tego, jak byłam jeszcze z rodzeństwem, ale w nowym domu czasem coś narozrabiałam — poruszyła wąsami w rozbawieniu na wspomnienie. — Czasem jakiś przedmiot skończył na ziemi, ale Wyprostowani raczej nie mieli do mnie problemu.
Jesionowa Szadź spuściła wzrok, po czym z ukradka spojrzała z rozszerzonymi źrenicami w błękitne oczy, które akurat były wpatrzone w jej pysk z czułością. Zaraz po nawiązaniu kontaktu wzrokowego, obie się speszyły i zaśmiały się krótko, lekko niezręcznie. Zielonooka czuła, jak jej pysk się rozpalił od wstydu. To było dziwne uczucie. Takie intensywne i dające ukojenie. Gdyby mogła, siedziałaby w ciszy z tą kotką przez całe długie noce, a jej obecnym marzeniem było spędzić jak najwięcej tych nocy właśnie z nią. Z zadumy wyrwały je potężne podmuchy wiatru, które zaczęły przynosić z daleka nieładne, deszczowe chmury.
— Może lepiej wróćmy już do obozu? — zaproponowała Jesionka, oglądając się za horyzont, który ciemniał przez nadchodzące opady.
— Faktycznie, nie warto tu zostawać — stwierdziła, po czym wstała i skierowała się w stronę lasu. Jeszcze się obejrzała, by się upewnić, że towarzyszka idzie za nią.
Ona pozostawała jeden i pół kociego ogona za Miodką, by pozbierać po drodze parę kwiatków, które wtykała sobie w futro. Miała pewien pomysł.
* * *
Obie weszły do obozu w chwili, gdy zaczynało kropić. Miodowy Ul od razu podeszła do sterty zwierzyny, by coś wziąć do zjedzenia. Gdy ta się zastanawiała nad wyborem, Jesionka na szybko weszła do legowiska wojowników i zrzuciła wszystkie kwiaty, lecz na posłanie złotej kotki. Poutykała je pospiesznie w mech i wyszła akurat, gdy tamta odwracała się od sterty z dość pokaźnym gołębiem. Liliowa, lekko drżąc z ekscytacji i chłodnych kropel, które spadały z nieba, uśmiechnęła się ciepło do Miodki. Następnie obie wcisnęły się szybko w kąt, w którym zawsze spożywały posiłki.
Przy jedzeniu spieszyły się trochę, by jak najszybciej wrócić do legowiska nieprzemoknięte. Jesionowa Szadź odkładała pióra ze skrzydeł i ogona pod piach, gdy towarzyszka nie patrzyła, tak na później. Chciała pobawić się trochę z Miodką, nawet jeśli ona o tym nie miała pojęcia. Liliowa uwielbiała się bawić w takie małe sygnały, które trzeba było po trochu znajdywać, rozpoznawać i odczytywać. Sama w sumie nie była pewna, czy to, co czuła do kotki, było tym samym, co normalnie powinna czuć do kocura, lecz wiedziała, że to dzięki niej była szczęśliwa. Bez niej, każdy dzień był jak zwykła rutyna, a z nią? Ona wnosiła coś nowego, jakiegoś dreszczyku emocji, ale takiego dobrego. Oczywiście, były inne koty, jakoś z nimi rozmawiała, ale raczej było to tylko dlatego, że byli w tym samym klanie. Z nikim nie umiała się tak połączyć na jakimś głębszym poziomie, jak z nią. Sam jej uśmiech starczył, by jej serce rozgrzało całe ciało, nawet w najchłodniejszą noc. Gdy Miodka opowiadała o historii z czasów, gdy była pieszczoszką, to nawet delikatny deszcz jej nie przeszkadzał. Niestety, ale musiały przerwać swoją rozmowę, ponieważ zamiast kropić, zaczynało lać. Obie jednogłośnie zdecydowały, że trzeba się schować. Pospiesznie zwiały do legowiska, ale już zdążyły zmoknąć. Jesionowa Szadź parsknęła, czując się, jakby właśnie wyszła z kałuży. Zaczęła wylizywać swoją sierść, by się pozbyć z niej wody. Gdy się ogarniała, dojrzała kątem oka, że Miodowy Ul zauważyła dodatkowe kwiaty na swoim posłaniu. Przyjrzała się im z zaciekawieniem, lecz zbyła to i wróciła do przywrócenia swojej objętościowej sierści do porządku.
Gdy w miarę Jesionka się wymyła, zwróciła uwagę na fakt, że niebieskooka miała problem z osuszeniem futra. Kotka od razu bez słowa pomogła przyjaciółce, bo wiedziała, że przyda jej się pomoc. Gdy Miodka poczuła język liliowej na swoim futrze, uśmiechnęła się czule do niej i skinęła głową, po czym kontynuowała.
Ten moment był trochę jak zacieśnienie więzi między nimi i chwilą bliskości. Jesionka wdychała słodką woń złotofutrej z zamkniętymi oczami, jakby rozkoszując się chwilą.
Gdy wreszcie skończyły, ułożyły się w posłaniach tak, że patrzyły sobie w oczy. Chwilę potem obie oddały się w otchłań snu.
Ćwierć księżyca później
* * *
Gdy wróciła do obozu, akurat mijała wychodzącą na patrol Miodowy Ul. Uśmiechnęły się do siebie, po czym Jesionowa Szadź poszła odłożyć zwierzynę na stos. Blednąca Łapa akurat podszedł, by zabrać z niego jedzenie dla starszych i karmicielek. Kiwnęła do niego głową z uśmiechem, lecz on trochę ją zbył i poszedł dalej. Westchnęła. Nawet młode koty były jakieś strasznie spięte w tym klanie. Nie przejęła się tym i wzięła ze sterty srokę, po czym poszła się położyć w tym samym kącie, w którym jadała razem z Miodką. Sama nie czuła się zbyt dobrze. Wolała złotofutrą do towarzystwa.
Powyciągała pióra z ogona i skrzydeł ptaka, po czym odłożyła na bok. Wtedy przypomniała sobie o gołębich piórach, które niedawno sobie ukryła na później. Zastanowiła się chwilę, po czym wzięła najpiękniejsze sztuki zarówno ze sroki, jak i te z gołębia i weszła na moment do legowiska wojowników. Odszukała posłanie Miodowego Ula i powtykała w nie nowo przyniesione ozdoby. Upewniła się, że wygląda to porządnie, po czym wróciła do swojego posiłku.
Niedługo potem mżawka ustała i niebo nieco się rozjaśniło. Jesionka strzepnęła krople wody z wąsów, po czym kontynuowała jedzenie. Zostawiła połowę zwierza dla Miodki, po czym zaczęła zlizywać z siebie wilgoć. Niedługo potem w wejściu stanęła Miodka, z uśmiechem żegnając Aksamitkowy Nos. Widok ten trochę odpalił w Jesionce czerwoną lampkę. Skrzywiła się spięta. Nie spodobało jej się to, chociaż nie miała ku temu powodu. Coś w środku sprawiało, że zaczęła zwracać uwagę na to, jakie relacje łączyły Miodkę z kimś innym. Wolała, gdy ta oddawała właśnie niej jak najwięcej swojej uwagi. Gdy złota podeszła do Jesionowej Szadzi, tej wyraz pyska złagodniał i kąciki pyska się uniosły.
— Witaj, słoneczko — wymruczała z uśmiechem, po czym się położyła obok niej. — Oo, masz srokę! — Dodała, zauważając zaczętego ptaka między łapami wojowniczki.
— Hejo, i tak, zostawiłam resztę dla ciebie — odparła, po czym podsunęła kotce jedzenie. Miodowy Ul oblizała się.
— Dziękuję — mruknęła, a zaraz potem wgryzła się w zwierzę. Liliowa przewróciła oczami, zastanawiając się chwilę, jak ująć w słowa swoje pytanie.
— Miodko, słuchaj… — zaczęła z lekką powagą, a kotka nastawiła uszu. — A… przyjemnie ci minął patrol? Widziałam, jak coś tam rozmawiałaś z Aksamitkowym Nosem.
Złota lekko się speszyła, po czym przełknęła kęs i uśmiechnęła.
— Tak, było fajnie. Po prostu upolowałam mysz i dałam ją do zjedzenia Aksamitce, bo mówiła, że nie jadła od rana wczoraj. Chciałam być miła — odpowiedziała, a jej wąsy zadrżały. — Wciąż jednak wolałabym, gdybyś też była. Na pewno idzie ci polowanie znacznie lepiej ode mnie! — dodała szybko. Jesionka złagodniała z dziwną ulgą. Czemu tak ją to stresowało?
— Na spokojnie, nie mam ci niczego za złe przecież — wymruczała i położyła łapę na jej łapie. Miodka się onieśmieliła i odwróciła wzrok z niepewnym śmiechem. Jednak na jej pysku widoczny był samoistny uśmiech. Zaraz wróciła do jedzenia, a gdy przełknęła, zwróciła się do Jesionki.
— Właśnie… opowiesz może coś więcej o tej wierze z tymi gwiazdami? Tej, co twoja mama cię uczyła. Skoro tyle wam kazań robiła, to pewnie jest co opowiadać! — zaczęła z entuzjazmem, a liliowa się zastanowiła.
— No dobra — odparła. — Ogólnie to mamy grupę dwunastu niezwykle ważnych konstelacji, nazywanych zodiakami. Te gwiazdozbiory idą wzdłuż linii, którą wędruje słońce. Są to po kolei: baran, byk, bliźnięta, rak, lew, panna, waga, skorpion, strzelec, koziorożec, wodnik i ryby. Zależnie od tego, na jakiego tle zodiaku jest poranne słońce w dniu twoich narodzin, to jest twój znak zodiaku. Moim jest panna. Każdy znak zodiaku podobno pośrednio wpływa na charakter urodzonego pod nim kota, jednak nie jestem pewna, czy to faktycznie jest istotne. Co lepsze, moja matka, tak jak ja i moje rodzeństwo, jest panną, a wszyscy mamy… mieliśmy różne charaktery — Miodce zadrżały wąsy, w chwili, gdy głos Jesionki się odrobinę załamał na wspomnienie rodziny. Przełknęła kęs i się zająknęła.
— Coś… się stało? — przyjrzała się kotce, lecz ta, po chwili zwątpienia, zaśmiała się niezręcznie.
— Nie mam powodu, żeby za nimi tęsknić, zwłaszcza za matką, lecz wciąż coś mnie ciągnie wspomnieniami do nich — uśmiechnęła się niepewnie, a niebieskooka patrzyła na nią z niewielkim zmartwieniem, przerywając jedzenie. — W dzień, gdy opuściłam rodzinę, pokłóciłam się z matką na temat jej obsesji do tej swojej wiary i jej surowości. Wtedy coś we mnie pękło i, mimo że starałam się pozostać spokojna, raz wybuchłam, a ona mnie ukarała tym — wskazała łapą na swoją wielką bliznę idącą od łuku brwiowego po nos. — Wtedy, pierwszy raz w życiu, pozwoliłam sobie na łzy, gdy ona mnie wydziedziczyła za bycie niegodną swojego imienia. Wyniosłam się od nich zaraz po tym — teraz, pierwszy raz można było zobaczyć tak przygnębioną Jesionową Szadź. W kącikach oczu zebrały się łzy, a ona sama odwróciła głowę od towarzyszki, jakby wstydząc się własnych uczuć.
Miodowy Ul chwilę leżała lekko zmieszana i zmartwiona, po czym wstała i położyła się bezpośrednio obok Jesionki, niemal ją otulając. Położyła głowę na cielsku liliowej, mrucząc na tyle głośno, by jej zrobiło się lepiej. Ta podniosła wzrok na kotkę i poczuła, jak jej się robi już nieco lżej na sercu. Uśmiechnęła się delikatnie i otarła łzy.
— Dziękuję — wyszeptała.
Następne parę tygodni
— Może masz jakiegoś tajemniczego wielbiciela? — zapytała z zadziornym uśmiechem, a złota pozostawała skonfundowana.
Wiele razy myślała na głos, kto mógłby to być? Wykluczała po kolei różne koty, a w tych gdybaniach pojawiała się między innymi Aksamitkowy Nos czy Tygrysia Noc, lecz zawsze kończyła bez jednoznacznych wniosków. W końcu jednak domyśliła się.
Teraźniejszość
Od dłuższego czasu śnieg był jedyną rzeczą, którą było widać. Obóz stale musiał być oczyszczany z białego puchu, a po każdych opadach dwaj jedyni uczniowie trudnili się i męczyli z odśnieżaniem domu Klanu Wilka. Jesionowa Szadź również pomagała w pracach przy obozie, ale najczęściej spędzała czas na polowaniu. Jedyne, co mogła przynosić to jakieś marne gryzonie lub ptaki, rzadko przekraczając dwie zdobycze dziennie. Każdy, kogo się spytało, jednoznacznie stwierdzał, że ta pora była okropna. Jesionka jednak, mimo trudności powodowanych przez śnieg, była zadowolona, że było jakieś zajęcie każdego dnia. Owszem, chodziła wygłodniała, lecz piękno ośnieżonego lasu miało swój urok. Chłód na pewno nie przeszkadzał jej aż tak bardzo przez gęstą i długą okrywę z futra, a jedyne, na co mogła się skarżyć, to na odmrożenia poduszek łap.
Pewnego dnia, gdy niebo już zaczynało się ściemniać, kotka wróciła z polowania, trzymając jednego, lecz pulchnego gila. Odniosła go do aktualnie jedynej karmicielki i trójki jej kociąt. Oczywiście, przy każdej wizycie u karmicielek lub starszych, składała drobny ukłon. Zwłaszcza że ową kotką była sama Ognikowa Słota. Jednak zaraz po tym odstawiła zwierzątko i wróciła z powrotem do obozu. Akurat Miodowy Ul kończyła pomagać uczniom w odśnieżaniu ich legowiska, gdy obie złapały kontakt wzrokowy. Złota kotka z dużym uśmiechem podreptała do liliowej.
— Słoneczko, już chyba wiem!
— Co wiesz?
— Kto jest moim “sekretnym wielbicielem” — zachichotała, a Jesionka poruszyła wąsami z lekkim napięciem.
— To samo mówiłaś ostatnio, gdy zgadywałaś Aksamitkowy Nos — starała się jakoś podroczyć z kotką.
— Ale teraz tak na serio!! — powiedziała. — Ale… najpierw chodź ze mną nad jezioro. Tam o wszystkim opowiem.
Nim zielonooka mogła jakkolwiek zareagować, ta zaraz niemal wystrzeliła ku wyjściu. Jesionowa Szadź nie miała nic do gadania.
* * *
Niebo zasłonięte solidną warstwą chmur już zbliżało się do nocnej czerni, gdy zaczęły sypać się z niego płatki śniegu, lecz nie było ich zbyt dużo. Powietrze, mimo że mroźne, to stało w miejscu i nie dało się poczuć żadnego podmuchu wiatru. To wszystko nadawało eterycznego i nieziemskiego nastroju.
Gdy kotki przyszły nad jezioro, które aktualnie było skute lodem, usiadły w tym samym miejscu, gdzie siedziały nad nim razem po raz pierwszy. Jesionka westchnęła w zadumie, a Miodka niemal świeciła podekscytowaniem. Podrygiwała z łapy na łapę, ciągle zmieniając ułożenie ogona. Wtedy wzięła głęboki oddech.
— Słoneczko… — zaczęła, a liliowa zwróciła się do niej przodem. Czekała cierpliwie na kontynuację. Niebieskooka zebrała całą odwagę.
— Słuchaj… ja wiem wszystko. I ty pewnie też, ale; jesteś świetną kotką, rozświetlasz wszystkie dni niczym słońce, którym cię nazywam. Gwiazd jest dużo, lecz słońce mamy jedno. Może i fajnie się o nich uczyć czy je obserwować, lecz to słońce daje nam życie. Chcę, żebyś wiedziała, że… ja cię tak bardzo, bardzo kocham! Nie jak przyjaciółkę, lecz tak jak kotka powinna kochać kocura, tak, że chcę spędzić z tobą życie, całe, calutkie życie! — przyznała i ucichła, jakby czekając na osąd ze strony liliowej. Ta zaniemówiła, lecz sama wiedziała, co do niej czuła. Od jakiegoś czasu, zresztą. Kąciki jej pyska uniosły się, a jej wzrok czule oplótł kotkę.
— Miodko… ja… — zająknęła się. — N-nie wiem co mam powiedzieć za bardzo, bo ty tak bardzo ładnie to ujęłaś. Ja też to czuję. Czuję i chcę spędzić swoje życie z tobą — w jej oczach błysnęły łzy szczęścia, a zaraz po tym Miodowy Ul pisnęła radośnie i przytuliła kotkę z dużą siłą, wdychając ciepły zapach Jesionki, która odwzajemniła uścisk i wtuliła głowę w bujną sierść ukochanej.
<Śliczna moja, razem łapmy gwiazdy 🌟💝>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz