BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

26 września 2021

Od Rudzikowej Łapy(Rudzikowego Śpiewu) CD. Rozżarzonego Płomienia

- M-m-morda? - zapytał zdziwiony.
- Tak! Tak się mówi, aby komuś przerwać jego falę wyzwisk. Mówisz morda, a ten powinien się zamknąć. Jak nie... To na inną lekcję. Teraz pracujemy nad tym. No dalej. Pokaż swój płomień! On tam w tobie jest! Nie tylko na futrze, ale i w głębi ciała. No już. - Wbił w niego oczekujące spojrzenie.
- Cz-czyli mam ci p-powiedzieć coś n-nie m-miłego? - wykrztusił. - A-ale j-ja n-nie chcę cię obrażać - stwierdził zlękniony, niemalże czując, jak łapy uginają mu się pod naporem jego własnego ciężaru. Ziemia zaczęła mu się nagle wydawać strasznie zimna, a jej chłód rozchodził się po jego ciele, począwszy od poduszek, a kończąc na czubku ogona.
- Tak. Wyobraź tu sobie kogoś, kto najbardziej cię denerwuje i powoduje w tobie najwięcej złości. Dalej pójdzie już z górki - odparł, patrząc na niego zachęcająco.
Pierwszym kotem, który przyszedł mu na myśl, był Ognisty Język. Był w stanie wyobrazić sobie mentora stojącego tuż przed nim. Dumna postawa i pogardliwie spojrzenie pomarańczowych ślepi, utkwione centralnie na biednym uczniu. Przełknął ślinę, przypominając sobie wszystkie słowa, jakimi czarny raczył go obdarować.
Przydałby się rewanż.
- J-jestes n-nieudacznikiem i d-do niczego się n-nie n-nadajesz! - wyrzucił szybko, chcąc zabrzmieć na pewnego siebie, lecz jego strach jak zwykle objawił się w postaci zająknięć.
Widząc brak zrozumienia na pysku rudego kocura, skulił się bardziej. Może włożył w to za dużo emocji i ten pomyślał, że go naprawdę obraża?
Wystraszony chciał już przeprosić.
- Nie było najgorzej, ale czeka nas dużo pracy. Stanowczo brakuje ci porządnych kotów w klanie, które traktowały by cię z należytym szacunkiem - mruknął, wzdychając.
- Oh... A n-nie poczułeś s-się urażony?
- Czym?
- M-myślałem, że za b-bardzo s-się wczułem i m-moje s-słowa o-odebrałeś jako taki a-atak...
Wojownik pokręciło z niedowierzaniem głową.
- Oh, czeka nas jeszcze więcej pracy, niż przewidywałem.


***
*Przed zgromadzeniem*

Biegł w stronę granicy z Klanem Burzy, nawet nie patrząc pod łapy. Czuł lekką ekscytację, nie mogąc się doczekać spotkania z pewnym kocurem. Nie wiedział, czy mógł nazywać go przyjacielem, chociaż miał do tego ochotę.
Z zamyślenia i braku skupienia nie dostrzegł wystającego z ziemi korzenia. Zahaczył o niego przednią kończyną i poleciał na ziemię. Z szoku otworzył pysk, a cały piach wleciał mu do środka.
- Uważaj! Rudemu nie przystoi brudzić tak pięknego futerka.- Usłyszał nad sobą głos burzaka.
- Rozżarzony Płomieniu! - wykrztusił z podekscytowania, próbując jednocześnie pozbyć się drobinek brudu z języka. - N-nie u-uwierzysz!
- Co się stało? - Wyglądał na zainteresowanego taką ilością radości u zazwyczaj strachliwego kocurka, u którego na mordce najczęściej gościł smutek.
- M-mianowali mnie! J-już nie jestem uczniem, od t-teraz nazywam się Rudzikowy Śpiew! O-ostatnio l-liderka zmieniła mi mentora i z nowym się w-wiele n-nauczyłem, a j-jeszcze t-ty m-mi tyle pomogłeś, mój wujek... - wymieniał.
- A twój nowy mentor był rudy? - zapytał, jakby była to najważniejsza rzecz na świecie.
- No... Miała trochę r-rudego w futrze, ale miała też trochę czerni i bieli...
- Miała?
- No... Nie żyje już. Została zamordowana... - wymamrotał, zastanawiając się, czy zaraz nie zapędzi się z podawaniem informacji o sobie i nie zdradzi przypadkiem czegoś o swoim klanie. Ufał Żarowi, ale rozsądek też musiał mieć. Od teraz powinien się mimo wszystko pilnować. - A-ale... N-nie chcę rozmawiać o smutnych sprawach. Chciałem c-ci p-podziekować, bo b-bardzo mi pomogłeś! Wydaję m-mi się, że dzięki t-tobie t-trochę m-mniej b-boję się wszystkiego!


<Żar?>

Od Brokułu

Brokuł otworzyła niepewnie oczy, rzucając spojrzenie na czekoladową kupę futra obok siebie. Bieg jeszcze, jak szybko stwierdziła spał co nie zdarzało się zbyt często, gdy ona była na nogach. Z Reguły to właśnie jemu przypadało budzenie siostry, liliowa jednak nie zamierzała zakłócać sobie chwilowego spokoju przez szturchanie towarzysza, póki przebywanie w samotności się jej nie znudziło. Przez chwilę przechadzała się po żłobku, dostała jedzenie i w tym momencie poczuła jak Bieg przepycha się obok niej.
- Bieg! Gdzie idziesz? 
zawołała za nim, jednak ten jej nie usłyszał, odbiegając już gdzieś w bok.
Kotka zmarszczyła brwi i poszła za nim, w tym momencie spojrzała jednak na zamyśloną Przepiórkę i zaczęła rozmowę.
Brokuł zapomniała już wtedy o swoim celu, niezbyt przejmując się co porabia brat, nie plotkowała jednak zbyt długo gdyż bura jak zwykle nie mówiła zbyt wiele, a młodszej skończyły się już jakiekolwiek ciekawe tematy do rozmowy. 
Ziewnęła i odwróciła się w drugą stronę, rozmyślając nad chwilową pogawędką z współlokatorką oraz przypominając sobie o jej wcześniejszym “zadaniu” czyli znalezieniu Biegu. 
“W końcu!” pomyślała, gdy przed pyskiem mignęło jej czekoladowe, pręgowane futro. Po kilku biciach serca, zmieszała się i zorientowała że to nie jej cel. Kot na którego spojrzała był zdecydowanie dużo większy, na pewno już dorosły i wcale nie taki podobny do jej brata. Szybko przypomniała sobie że ów kocur był przez nią często widywany, chociaż nie wiedziała o nim za wiele i nie przypominała sobie jego imienia. 
I tak nie mając nic do roboty, podeszła do leżącego osobnika i skłoniła przed nim głowę.
- Dzień dobry! - zaczęła. - Jak ma pan na imię? 
Usiadła obok niego i wbiła niezmordowane spojrzenie w jasne oczy kocura.

<Jesionowy Wichrze?>

Od Wrzosowej Łapy

 po powrocie do do Obozu wraz z mentorem

- To tyle na dziś. - odezwał się rudy kocur.
Niebieski uczeń uśmiechnął się, a następnie popędził w kierunku legowisk, mając nadzieje że spotka znajomego kota i będzie mógł się pochwalić tym, co dzisiaj przeżył. Żadnego jednak nie napotkał, kotów było bardzo mało, jeszcze nigdy tak nie było. Był tym rozczarowany. Zwiesił łeb, obejrzał się kilka razy. Podszedł pod legowisko uczniów, a następnie wszedł do środka. Obwąchał, położył się. Dziwny, nowy zapach. Legowisko było większe, można było się mocno rozciągnąć. Świetnie. Kocurek postanowił pospać chwilę po „pracowitym” uczniowskim dniu. Trawa szumiała śpiącej Wrzosowej Łapie nad uchem, ciekła z niej woda. W powietrzu było bardzo wilgotno, pochmurnie. Spokój, zapach mokrej ziemi zakłócił nagle nowy, nieznany dotąd wcześniej zapach. Kocur podskoczył, najeżając się. Wybiegł, sapiąc.
- Czy ktoś tu jest?! - wrzasnął, ledwo wyciągając pazury.
Lecz nikt nie odpowiedział. Lecz ten wbiegł jeszcze raz, schował się w kącie, trząsł się.
- Czy ktoś może mi pomóc... - wyjąkał.
Kocur drżał w kącie, nie wiedząc, co się dzieje. Nigdy nie czuł zapachu, który aż tak by go przestraszył. Co to mogło być... Lecz z narastającą ciekawością niepokój stopniowo opadał. Zrobił jeden odważny krok w przód. Drugi. Łapa za łapą, łapa za łapą. Wyszedł. Zapach nasilił się po wyjściu. Pobiegł do przodu, podążając za zapachem. Wrzosowa Łapa podskoczył, ujrzał to, co zostawiało zapach. Był to zając, siedział, nie był świadomy. Zaśmiał się pocieszająco, że to tylko zając, a mentor by go chyba do starszyzny oddał, jakby to zobaczył. Niebieski chciał wykorzystać to, co powiedział mu Rozżarzony Płomień o polowaniu, popisać się przed nim, upolować coś. Postarał się przygotować do skoku, trzepał ogonem. Podskoczył. Zając z piskiem uciekł, kocur przejechał się po mokrym podłożu obcierając pysk. Wstał, otrzepał się z łzami w oczach.
Nie poszło mi, nie poszło! Będę siedział w starszyźnie... Mentor nie będzie mnie już uczył! I nie będę już Wrzosową Łapą, będę Wrzosową starszyzną! Tak dobrze, że nikt tego nie widział! - fukał pod nosem, z ogromnym żalem.
Bez żadnego skupienia liznął na szybko futro brudne od błota. Wracał już do obozu. Chciał wejść do legowiska. Tylko wejść i zasnąć. Zapomnieć o tym. Nie miał ochoty już na nic. Był już blisko.
- Ej, w porządku wszystko u ciebie? - miauknął bardzo podobny do Wrzosowej Łapy kot.
- Nie... To znaczy, tak. - odburknął.

<Jałowa Łapo?>

Nowy Członek Klanu Gwiazdy i Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!

 
WAMPIRZA ŁAPA
Powód odejścia: decyzja właścicielki
Przyczyna śmierci: przejechanie przez potwora

Odszedł do Klanu Gwiazdy



PIERZASTA MORDKA
Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna śmierci: depresja, samobójstwo
Zasłużenie: samobójstwo

Odeszła do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd

Od Wampirzej Łapy

Od dłuższego czasu leżałem w obozie. Nie miałem za bardzo co robić. Moja nowa mentorka wyszła gdzieś. Rozejrzałem się po obozie. Mały spacerek nie zaszkodzi, prawda? Wstałem i skierowałem się do wyjścia. Nikt mnie nie zatrzymał. Zacząłem powoli iść przed siebie. Wziąłem głęboki wdech. Pachniało lasem, krzewami i...i myszą! Zacząłem iść w kierunku, źródła zapachu. Po chwili skradania się zauważyłem to na co polowałem. Przypadłem do pozycji łowieckiej. Nauczyłem się czegoś w klanie. - pomyślałem dumny. Po chwili skoczyłem na zdobycz. Już miałem ją uśmiercić gdy wyrwała mi się z łap. Od razu rzuciłem się w pogoń. Przeskakiwałem korzenie i doły. Po chwili zobaczyłem martwą mysz i wyczułem zapach...zapach Klanu Burzy! Podeszłam jeszcze kawałek do przodu. Tak! Są! - pomyślałem. Nie znałem tych kotów. Po chwili wyskoczyłem, bez namysłu. Byli ode mnie więksi i mieli przewagę liczebną.
 - Klan Wilka jest już tak zdesperowany, że wysyła na patrole pieszczochy?- zakpił sobie jeden, rzuciłem się na niego. Zacząłem drapać i gryźć. Z łatwością mnie zrzucił. Pewnie zostawiłem mu tylko kilka zadrapań. Po momencie biegłem w całkiem losowym kierunku. Zbyt silni, nie dam rady - ta myśl przemknęła mi przez umysł. Wbiegłem na kamienną nawierzchnię. Usłyszałem coraz głośniejsze ,,wziuuuuuum’’. Stanąłem jak wryty. Prosto na mnie jechał potwór! Chciałem się ruszyć, lecz nie mogłem. Po chwili leżałem zakrwawiony. Obroża została na drodze grzmotu.Ostatkiem sił przeczołgałem się na trawę. Umrę, ja umieram. Umrę sam - pomyślałem. Wtem z lasu wyszły trzy koty z Klanu Wilka. Nie poznałem ich, byli zbyt zamgleni i zamazani. Mówili coś, ale ja nie słyszałem. Lekko się uśmiechnąłem. 
 - Przeka...przekażcie reszcie klanu… - Zakrztusiłem się krwią. Miała metaliczny posmak. - Że najlepszą….najlepszą częścią mojego życia….był czas….czas spędzony w klanie. - wycharczałem. Po  raz kolejny lekko uniosłem kąciki pyszczka. Niech wiedzą, że umiera szczęśliwy.  Może trafię do Klanu Gwiazdy? Tego już nie wiem. 
Urodziłem się jako pieszczoch, umarłem jako wolny, klanowy kot...

25 września 2021

Od Jaśminowego Snu CD Zimorodkowego Blasku

Po udanej randce, Pora Nowych Liści nastąpiła wcześniej dla Jaśmin, pomimo śniegu, mrozu i ponuractwa. Wszystko nagle stało się bardziej znośne, a uwierzcie, szynszylowe nienawidziło zimy całym swoim sercem. Przy Rdzawym Futrze czuło się najszczęśliwszym kotem wśród wszystkich czterech klanów, a może nawet i świecie. No i przede wszystkim zrzuciło największy ciężar, jakie dotąd nosiło - strach przed wygłupieniem i odrzuceniem; i lżejszy o to ciężkie paskudztwo mogło w końcu pobiec dalej.
Nim wróciło do legowiska wojowników, ich wzrok zahaczył o Zimorodkowy Blask, leżącego u medyków. Zajmował się nim Bluszczowe Pnącze.
- Tutaj! - zawołał "wujek". Zmartwione przybiegło do niego.
- Wujku, co się dzieje?
- Dostałem kataru - Zimorodek pociągnął nosem. - i muszę tu siedzieć. Jak poszła randka?
Jaśminowy Sen rozmarzyło się. Przez krótki moment było nieobecne.
- Było... super. - Potrząsnęło łebkiem. - A-ale nieważne. Wujku, jak się czujesz?
- Bywało lepiej i bywało gorzej - zaśmiał się. - Ale myślę, że było warto. Dla Śniegusia.
- Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia. A Śnieguś był cudowny. Jeszcze raz dziękuję za pomoc!
Jaśmin odeszło, acz zamierzało odwiedzić chorego "wujka" następnego dnia.
 
***
 
Nadeszła Pora Nowych Liści, tym razem ta prawdziwa. Jaśminowy Sen zamieniło się z Zimorodkowym Blaskiem miejscami. "Wybity bark" - usłyszało od Bluszczowego Pnącza.
Jak to się stało? Cóż, tak się kończyło zgrywanie chojraka przed uczniem. Była wiewiórka, było drzewo, było desperackie polowanie na wiewiórkę... miało być szybko, bez zabawy w przyczajanie się, a wyszło, jak wyszło. Wpadło w poślizg, spadło z drzewa, a potem wylądowało u medyka.
Medyk kazał im leżeć i stresować się, czy Gorzka Łapa ma dobrego mentora na zastępstwo. Okej, współczuło mu bardzo - miał tyle kotów do ogarnięcia, a nie miał ani asystenta, ani ucznia. Było u niego dwóch świeżych uczniów z bólami stawów i jeden, który podczas treningu zwichnął sobie ogon. Ci uczniowie byli wkurzający... nie mogli przestać jęczeć, że ich wszystko boli. Cholera, nie ma, że boli. Jak tak dalej pójdzie to nikt nie obroni klanu!
- Stulcie dzioby, pieprzeni symulanci albo zaraz wam pokażę, co to prawdziwy ból stawów. - Straszyło ich, co skutkowało, acz tylko na chwilę. Dobrze, że Koguci Krzyk ich popierało. Ten to dopiero miał - oko mu spuchło. Bluszczyk twierdzi, że wdała się jakaś infekcja i w przeciwieństwie do uczniaków, po symulacji brak śladu.
Na mysie łajno, czy Jaśminowe Sen się starzeje?
Tak więc, leżało z okładem na barkach i mruczało pod nosem. Czasem odwiedził ich wujek Zimorodek, Fałszywe Serce i ukochana Rdzawa.
Chyba właśnie przybył Zimorodek.

<Zimo?>

Wyleczeni: Koguci Krzyk, Kozia Łapa, Mirabelkowa Łapa, Wężowa Łapa, Jaśminowy Sen
 
 
 

Od Wiśniowej Łapy CD Drżącej Ścieżki

 Kotka nie była zaskoczona, gdy Drżąca Ścieżka zemdlał. Był osłabiony, powieki mu się przymykały i wyglądał na bardzo smutnego. Szylkretka rozejrzała się po legowisku. Nie chciała już budzić Jeżowej Ścieżki. Drżąca Ścieżka zresztą też nie chciał, bo gdyby miał taki zamiar, to by to zrobił. W końcu była ledwie uczennicą. Może nie świeżą i sporo już umiała, ale czekoladowy był bardziej doświadczony.
Wiśniowa Łapa złapała wojownika i przeniosła go na legowisko z mchu. Nie chciała mu nic podawać, póki był omdlały. Może Jeżowa Ścieżka obudzi się w tym czasie.
Szukała wśród ziół mewianki (jak nazywał to zioło mentor), aby podać je później Drżącej Ścieżce. Była dobra na smutek. Uczennica medyka obawiała się trochę zastosowania zioła - być może pomagało, ale ona nigdy nie zdecydowałaby się wziąć do ust czegoś na samopoczucie. Niektóre koty po kocimiętce zachowują się jak szaleńcy.

**
Kremowy powoli otworzył oczy. Nie był nieprzytomny długo. Ale kotka w tym czasie zdążyła już przygotować zioło. Ciekawiła się, co takiego sprawiało, że kocur był zestresowany. Oczywiście wiadomo, morderca go zaatakował, ale to nie powinno być tak straszne. Był wojownikiem, umiał się bronić. 
- W końcu się obudziłeś - Mruknęła obojętnym tonem i przysunęła mu zwitkę mewiego kwiatu pod pysk, spoglądając mu w oczy. - Skoro przyszedłeś tu po takie zioła, to musi ci być naprawdę ciężko.
Nie oczekiwała odpowiedzi. Ale jednak ją dostała.
- Jest ciężko. - Przyznał. 
- Nie spodziewałabym się tego po synie Piaskowej Gwiazdy. - Powiedziała kotka chłodno, odwracając się, by przelecieć wzrokiem wszystkie zioła. - Powinieneś mieć chyba lepiej od innych. Ale rozumiem. Nie tylko nierudzi mają teraz problemy.
Popatrzyła kątem oka, jak wojownik zjada podane mu zioło. Skrzywił się na jego smak, ale połknął bez sprzeciwu. Nie przywykła do samodzielnego obsługiwania kotów. Zazwyczaj Jeżowa Ścieżka był przy niej. Ale jednak podobała jej się samodzielność. Nie chciała wiecznie polegać na mentorze. Był mądry, ale jeśli chciała się czegoś nauczyć, powinna od czasu do czasu zrobić coś sama, bez pomocy. Rzuciła okiem na Drżącą Ścieżkę.
- Mogę podać ci też mak na sen i uspokojenie, jeśli potrzebujesz. - Zaproponowała, ale kocur pokręcił głową.
- Nie trzeba.
Może próbował siłować się z tym stresem, o którym mówił. Wiśnię to mało obchodziło. To było jego życie. Nie miała powodu, żeby się wtrącać. 
Zastrzygnęła uszami, słysząc leniwe ziewnięcie Jeżowej Ścieżki. W końcu przestał spać. Był stary i należało mu się więcej odpoczynku, a przez medykowanie pewnie nie miał zbyt wiele czasu na sen. Spojrzała jeszcze raz na pacjenta. Nie liczyła na podziękowanie, jednak byłoby jej miło, gdyby ktoś w końcu docenił wysiłek, jakim jest leczenie i pomaganie klanowym kotom.

<Drżąca Ścieżka?>

Od Potrójnego Kroku

 Pora Nowych Liści przyniosła im mniej zachorowań niż zazwyczaj. Cieszył się z tego powodu, ponieważ zaoszczędził zioła. Było deszczowo i brzydko. Martwe piszczki były znajdowane coraz częściej. Ostatnio dostał jedną, aby ją zbadać. Po oględzinach mógł jasno stwierdzić, że mysz nie umarła na chrobę, lecz została zabita. Patrząc na jej ślady, mógby to być kot. No chyba, że jakiś wojownik ją uszkodził, stąd te widoczne ślady po zębach. Dlatego też nakazał, aby przynieśli mu jeszcze jedną, uważając na to, aby jej nie uszkodzić. Tak, więc dostał szpaka, który również wyglądał na takiego, co został zamordowany, niż padł na coś od wewnątrz. Sytuacja pogarszał fakt, że masa robali pełzała po ziemi i zaczęła dobierać się do ich stosu. To był zły znak... 
- Ałć... - Usłyszał głos w wejściu, przestając gapić się na te dwie, podjerzane zdobycze. 
Świetlista Dusza wkroczyła, kulejąc i pokazała mu kolec w łapie. Dość szybko się tym zajął. Takie kolce, umiał już wyciągać z zamkniętymi oczami. 
- Uważaj na co stąpasz - ostrzegł ją, wracając do pracy. 

***

Odwiedzał legowisko starszych. Niedawno zmarła Żabi Skok. Gdy się dowiedział w sumie nie był zaskoczony. Była sędziwa i w końcu nadszedł jej czas. Po pogrzebie zapewnił jej komfort w postaci ładnych, świeżych kwiatów, które jeszcze nie oblepiły robale. Teraz jednak sprawdzał jak się ma Różana Słodycz. Kotka przed przejściem na emeryturę ględziła mu o tym, aby pomóc jakiemuś drzewu. Był medykiem! Owszem znał się na roślinach, ale nie umiał ich leczyć! 
Kotka jak zawsze, zaczęła wypytywać o zwierzątka. Było jej żal, że tyle istnień nagle ginię. Gdyby tylko widziała co się stało na zgromadzeniu... chyba dobrze, że nie domagała i nie mogła się na nim zjawić. Oszczędził jej koszmarnych wrażeń i przejrzał jej sierść znajdując kleszcza. Wrócił do legowiska medyków i natknąwszy się na Deszczową Chmurę, kazał mu zająć się tą sprawą. Nie chciał maczać łap w mysiej żółci. To tak strasznie capiło... a miał dość smrodu. Po powrocie ze zgromadzenia ledwo co udało mu się wymyć z tej krwi. Normalnie koszmar, jakby nastał koniec świata. Nadal widział przed oczami to całe zdarzenie. Nie miał zamiaru już przychodzić na tą polanę, nigdy w życiu! 
Zajął się więc swoją hodowlą pająków. Małe Tkacze pracowały, produkując pajęczynę, która niedługo pewnie będzie bardzo cenna. Patrząc na to co odwalał lider Klanu Klifu... szykowało się na wojnę. Miał nadzieję, że ominię ona Klan Wilka. 
Jak zawsze nie cieszył się długo odpoczynkiem i ponurymi myślami, bo miał kolejnych pacjentów. Wydrza Łapa skarżyła się na ból w łapach. Wyszło na to, że to przez stawy i dał jej odpowiednie zioła. Pojawienie się później kaszlącego Wampirzej Łapy, postawiło go w tryb gotowości. Napchał go masą ziół, aby tylko ten wyzdrowiał i nie doszło do kolejnej epidemii. 
Kiedy skończył z nim, przyszedł Deszczowa Chmura, śmierdzący mysią żółcią. Nakazał mu się wymyć zanim postawi tu łapę, po czym od nowa zaczął zastanawiać się nad tymi martwymi piszczkami

Wyleczeni: Świetlista Dusza, Wampirza Łapa, Wydrza Łapa, Różana Słodycz 

Od Kamiennej Agonii CD Rozżarzonego Płomienia

 Futro na jej karku lekko się zjeżyło. Zaraz jednak je wygładziła. To niemożliwe, żeby ten tępy bachor szybko odgadł, że zamordowała mu matkę. Strzelał. Widziała przecież, jak męczył ciągle Słonecznikową Łodygę. Myślał pewnie, że w końcu trafi na mordercę. To mu się nie poszczęści, bo nie zamierzała się do niczego przyznawać.
- A ja zapytam inaczej. - Warknęła. - Jakie masz dowody na to, że to ja zamordowałam twoją matkę?
Zamilkł. Czarna podniosła brodę z triumfem, jednak widząc to rudy znowu się odezwał.
- Nie potrzebuję dowodów! - Powiedział z gniewem. - Przecież to oczywiste, że to zrobiłaś! Przejęła opiekę nad twoim rodzeństwem.
Wojowniczka teatralnie się uśmiechnęła, czując, że może jej beznadziejne zdolności w kłamaniu w końcu wyszły na wyższy poziom. 
- Piaskowa Gwiazda nie byłaby dumna, że osłabiasz swoją warstwę roboczą. - Syknęła. - Oskarżasz byle kogo, bez najmniejszych dowodów, i myślisz, że wszyscy będą się ciebie bali. Na twoim miejscu poszukiwania mordercy zostawiłabym dorosłym. Ty jesteś zwykłym dzieciakiem. 
- Uważaj, co mówisz! - Warknął. - Jestem mentorem twojego brata i...
- Tak, tak, przerabialiśmy to już - Przerwała mu. W głębi serca miała ochotę go rozszarpać za sam fakt, że przydzielono mu Wrzosową Łapę, ale nie chciała pokazywać, że jakkolwiek jej zależy. - Możesz go nawet wrzucić do rzeki, mam to w dupie. Moje rodzeństwo nigdy nie powinno istnieć. Było tylko wpadką rodziców. 
Odwróciła się, zanim rudas zdążył ponownie zagrodzić jej drogę. Czuła, że na tej rozmowie się nie skończy. Ten idiotyczny głupiec myślał, że ma cały świat owinięty ogonem. Od najmłodszych lat był rozpieszczany i nawet nie wie, co to prawdziwa praca i wysiłek. Może gdy pieprzona Piaskowa Gwiazda zdechnie, to zrozumie, na czym polega życie.

**
po zgromadzeniu

Obudziła się. Promienie już świeciły na zewnątrz, jednak wciąż wiał nieprzyjemny wiatr. Powoli wstała. Popatrzyła się tylko raz na śpiącą Wilczą Zamieć. Po ostatnim zgromadzeniu nie wiedziała, co powinna czuć w stosunku do jednookiej wojowniczki. I wolała na razie w to nie wnikać. Rozżarzonego Płomienia w legowisku na szczęście nie było, i cieszyła się z tego niezmiernie, bo nie miała zamiaru kolejny raz widzieć jego okropnego ryja. 
Była koło wyjścia z obozu, aby zacząć polować. Nie chciała budzić Gliny, żeby prosić go o wspólne polowanie. Jeszcze spał, a ona sama wiedziała, jak bardzo denerwujące jest, gdy ktoś budzi cię z samego świtu. Chciała zapolować tym razem sama. W klanie zbyt dużo tej samotności nie posiadała, więc tym bardziej była jej potrzebna chwila dla siebie. 
Los jednak nie był szczodry. Gdy miała już zamiar wyjść, ustanął przed nią Rozżarzony Płomień. Czarna zjeżyła się na sam widok.
- Czego znowu chcesz? - Warknęła. - Mówiłam jasno, że nie obchodzi mnie, co zrobisz z moim bratem. Sam tylko sobie osłabisz koty, które przynoszą ci pożywienie. Trzeba być głupcem, żeby próbować grozić komuś w ten sposób. 
Przyrzekła sobie, że zaora mu cały brzuch i rozrzuci flaki po obozie, jeśli ten kretyn zacznie ją znowu oskarżać o morderstwo.

<Żar?>

Od Biegu cd Brokułu

 - Hej, oszukujesz! - zawołała i gdy tylko udało się jej wyślizgnąć na drugi kraniec żłobka, zrobiła skwaszoną minę i popatrzyła na Biega .
- Czemu mam się z tobą bawić, skoro nie jesteś uczciwy? - wygarnęła, po czym usiadła, machnęła ogonem i wbiła spojrzenie spod przymrużonych oczu w brata.
Zdziwił się słowami siostry. On oszukiwał? Przecież to była walka! Od dziadka słyszał, że nie należały one do uczciwych. Trzeba było naprawdę się namęczyć, aby pokonać przeciwnika. Najwidoczniej jego siostra zajęta była... czymś innym, skoro ją ta opowieść ominęła. Albo nie przykładała wagi do słów jakie padały. A mogła się wiele nauczyć!
Podszedł do niej powoli, pusząc się. 
- Oj nie bądź zła! - miauknął. - Jakbyś słuchała opowieści, to byś wiedziała, że walcząc nie można liczyć na uczciwość! Każde chwyty są dozwolone i jeżeli będziesz myśleć o uczciwej rywalizacji, to na pewno przegrasz. Musisz być sprytna! A ja jestem i dlatego wygrałem! 
Siostra nie wyglądała na przekonaną. Najwidoczniej nie potrafiła przegrywać, albo nie chciała przyznać mu racji. Musiał ją nauczyć jak to się robiło. 
- Dobra, to pobawimy się w coś innego - zaproponował. - Nauczę cię walczyć bez zasad - i nie czekając na zgodę czy też odmowę Brokułu, dopadł do niej w kilku susach. - Musisz być jak wiewiórka! Skoczna, szybka i nieuchwytna! Jak ktoś cię położy na ziemię, nie ma że wygrałaś! Walczysz do końca! Aż przeciwnik nie będzie krzyczał dość! No dalej, dalej, pokaż mi na co cię stać! - zagrzewał ją do walki, ustawiając się na przeciwko niej w pozycji bojowej. Było to niezgrabne ułożenie łapek, lecz on widział siebie niczym prawdziwego wojownika. 
- Jeden, dwa... - i nim zdołał wypowiedzieć trzy, siostra już rzuciła się na niego. 
- Mówiłeś, że nie ma zasad! - przypomniała.
Uh! Prawda! Nie sądził, że ta zaatakuje tak szybko! Zaczęli się ze sobą siłować, przez co wyglądali jak mała, futrzasta kulka. Inne kociaki uciekały im z drogi, kiedy przesuwali się po ziemi. Dopiero, kiedy uderzyli w mamę, ta skupiła na nich uwagę, ale widząc, że tylko się bawili, wróciła do swoich spraw; czyli leżenia i czekania na tatę. 

<Brokuł?>