Ku jego zdziwieniu, Zawodząca Gwiazda przez niedobór wojowników zezwolił jemu i reszcie więźniów na przejrzenie obozu. Gdy szedł w jego stronę jego żołądek ściskał się ze stresu. Widział, jak przepracowani aktualnie są wojownicy w klanie, a sytuacja nie polepszała się wcale. Zwierzyny było mało, pierwszego dnia byli jeszcze w stanie zjeść tą, która była jeszcze ciepła a pomdlała od dymu, jednak teraz było jej bardzo mało. On sam nie dostawał jako więzień za dużo jedzenia. Lodówkowa Łapa czasem gdy miała okazję dzieliła się z nim kawałkiem z królika, jednak nie pozwalał jej na robienie tego zbyt często, gdyż bał się, że dosięgną go konsekwencje. Dotarli do obozu, a kocur zamarł aż widząc, co płomienie zrobiły z nim. Wieża była kompletnie czarna od dymu i smoły, które tam były, a legowiska przypalone. Mieliby farta jakby cokolwiek byli w stanie tam znaleźć. Skierował wzrok ukradkiem w stronę legowiska Króliczej Gwiazdy. Czy on sam zostawił tam coś własnego? Potrząsnął głową, odwracając wzrok i słuchając teraz Skrzydlatej Płomykóki. Nie wydawała się być zadowoloną z tego, że musi zajmować się nim i innymi więźniami. Nie dziwił się jej. Na niego natomiast patrzyła z największym obrzydzeniem, jego partnerzy w zbrodni w sumie też. Mieli mu za złe to, że powiedział całą prawdę reszcie, co wpłynęło w sumie na decyzję o zabiciu Pierza i Chomik. Kocur poczuł, jak jego futro staje dęba na jego plecach. Czy jest współwinny ich śmierci? “Tak, jesteś Cierniu. Przez ciebie nie żyję.” Usłyszał głos Pierza, przez co od razu odwrócił się za siebie. Przed jego pyskiem stał zdziwiony i zmieszany Bąbelkowy Plusk.
— Odbija ci czy co? Zachowujesz się jak nieoczytany. Może się ogarnij, bo zaraz wszyscy pomyślą, że znowu kogoś zabijesz. — syknęła Zwiewny Mak, patrząc na brata, machając ogonem. Srebrny jedynie westchnął i odwrócił się. Nie rozmawiał z siostrą, chyba, że ta chciała mu wytknąć, że przez niego ich brat pewnie błąka się gdzieś po terytorium samotników, a może i nawet już nie żyje. Cierń jedynie wtedy odwracał wzrok, to też teraz zrobił to samo. Gdy jego sioistra przewróciła oczami i odeszła z jednym z wojowników, on został sam. Przyłączył się do niego Gadożer, który pomimo tego, że był z kocurem blisko, nie wykazywał teraz jakiegokolwiek połączenia z nim. Dlatego też Skrzydlata Płomykówka zezwalała mu na pilnowanie go. A może po prostu chciała patrzeć, jak oczy kocura wypełniają się bólem i tęsknotą za kotem, który był dla niego jak syn. Kocur poprowadził go w stronę legowiska Króliczej Gwiazdy, na co Gradobijący Cierń lekko zamarł. Patrzył na wieżę, jakby widział tam samego ducha lidera. Biały spojrzał za siebie wprost na srebrnego, który stał teraz zapatrzony. Zawrócił się, sprzedając mu cios łapą w głowę. Cierń syknął, patrząc teraz ze zdziwieniem na Gadożera.
— Nie mamy całego dnia, wiesz? Byłbym wdzięczny, gdybyś się ruszył. — Cierń odczuwał od kocura, że całe te kłamstwa wpłynęły na niego, bardziej niż komukolwiek by się zdawało. Był posądzony za zatrucie kota, oraz nazwany kłamcą. On sam go tak nazwał. Gadożer pewnie sam nie potrafił przetrawić tego, że dwa najbliższe mu koty tak go potraktowały. Podążył za nim znowu do wieży, wspinając się do legowiska Króliczej Gwiazdy. Biały okrążył je, patrząc na nie z żalem. Sam Cierń zatrzymał na nim swoje zmęczone i załamane spojrzenie. Nie potrafił na nie patrzeć. Siedział przed nim jak zahipnotyzowany. Przed jego pyskiem nagle pojawił się Gadożer, toteż na niego przeniósł wzrok.
— Zdajesz sobie sprawę z tego, że gdyby nie ty, nadal by tu był? A obóz nie spaliłby się? Wystarczyło przyznać się Zawodzącej Gwieździe, że coś knuli. Ale tego nie zrobiłeś. Niczego nie żałujesz, prawda? — zapytał, na końcu wypuszczając z siebie śmiech pełen bólu i żalu. Gradobijący Cierń spuścił wzrok na ziemię.
— Wiem o tym, nie cofnę czasu. Żałuję, bardzo… — odpowiedział mu zachrypniętym głosem.
— Widać. — syknął z obrzydzeniem. Cierń spojrzał na legowisko, przypatrując się mu dokładniej. Zaczął grzebać w nim, jednak Gadożer odwrócił się do niego, odciągając go. — Co ty najlepszego wyprawiasz?!
— A co jeśli tu coś zostawił? Coś cennego… Zawodząca Gwiazda na pewno chciałby zobaczyć cokolwiek co zostało po jego ojcu…
— Zostaw to legowisko! — warknął młodszy. Cierń nie posłuchał. Podjął kolejną próbę, znowu grzebiąc w środku. Młodszy jednak nie dawał za wygraną, wskakując przed jego nos. — Powiedziałem zostaw! Gradobijący Cierniu, to jedna z jedynych pozostałości po byłym liderze. Masz je traktować z szacunkiem.
— Dobrze, przepraszam… — powiedział w końcu zrezygnowany. Gadożer wyprowadził go z wieży, gniewnie machając ogonem na srebrnego. Ten jednak nadal miał poczucie, że coś tam jest. Że coś jest w legowisku Króliczej Gwiazdy, coś, co przywołuje go do siebie, aby to znalazł…
Event Klanu Nocy:
Poszukiwania w legowisku Króliczej Gwiazdy, zakończone niepowodzeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz