Klan Klifu wydawał się od rana być czymś poruszony. On sam dopiero co obudził się, toteż lekko zaspany ziewnął, przeciągając się na posłaniu. Rzucił mu się w oczy od razu brak matki, jednak był on już do tego przyzwyczajony. Z resztą, może po prostu jest ona na zewnątrz, skoro jest tam taki tłok i rozgardiasz. Zauważył, jak Kukułczy Wdzięk zmartwiona zerka w stronę jego posłania, jednak szybko odwróciła wzrok widząc, że wstał. Natomiast Jastrzębi zew siedziała przy wyjściu, patrząc na polanę, jednak w końcu zauważyła, że Firmament nie śpi. Migot natomiast nadal zadowolony chrapał na posłaniu brzuchem do góry. Zero klasy, zero wyrafinowania…
— Pani Jastrzębi Zewie, co się dzieje na zewnątrz, jeśli mogę zapytać? — kocurek zaciekawiony zerknął na zgromadzenie, które na wezwanie jego ojca zaczęło się zbierać pod półką skalną. Kotka odwróciła wzrok od młodszego.
— Firmamencie, nie powinieneś się interesować sprawami wojowników. — odpowiedziała mu spokojnie. Kocurek jednak nie bardzo chciał dać za wygraną. Za wszelką cenę chciał wiedzieć cóż to takiego sprawiło, że zebrał się cały klan.
— Chciałbym ogłosić coś, czego wolałbym nie musieć ogłaszać. Truskawkowe Pole zaginęła. Z rana tuż po zgłoszeniu jej nieobecności wyruszył patrol poszukiwawczy, jednak nie udało się jej znaleźć. — Zaczął kocur, a jego głos lekko się podłamał. — W następnych dniach będę musiał zadecydować o tym, kto zostanie moim zastępcą. — Po tych słowach jeszcze chwilę spojrzał po kotach, po czym odwrócił się od tłumu. Wszyscy rozeszli się, niosąc ze sobą szepty podejrzeń na temat tego, co mogło się stać z jego matką. On sam nie poczuł… Nic. Nie było jej przy nim prawie wcale, jedyne co dla niego zrobiła, to tchnęła w niego życie, niczym stwórca w dzieło. Teraz jednak to dzieło musiało pogodzić się z tym, że będzie musiało żyć z myślą, że jego autor nienawidził go, a więc od teraz jest on anonimowy…
⚜⚜⚜⚜┄┄Dzień Mianowania┄┄ ⚜⚜⚜⚜
Kocur sam wypielęgnował dokładnie swoje futro w dzień mianowania, przy okazji ganiając Migota, aby zrobił to samo. Ten jednak uparcie stał na swoim, twierdząc, że kurz z jego futerka również chce być mianowany, toteż nie dyskutował, choć w końcu dał się on namówić karmicielkom na pomoc w opiece nad futerkiem. Gdy już zbliżała się ceremonia zdecydował się podejść do Migotu.
– Jak się trzymasz? – zapytał Firmament. Zależało mu na bracie, w końcu był jego rodziną.
– Dobrze! Co to w ogóle za pytanie? Zaraz będziemy mianowani! Wreszcie. Czekałem na ten dzień od tak dawna! — Na odpowiedź brata uśmiechnął się delikatnie. Karmicielki w żłobku oferowały mu co prawda pomoc, jednak on wiedział, że strata autora- To znaczy matki, była równoważna z usamodzielnieniem, po prostu… Wcześniej niż niektóre koty. Gdy już usłyszał ojca zwołującego cały klan pod skalną półką, wypiął dumnie pierś, ruszając w stronę tłumu, Migot za nim. Czuł spojrzenia współklanowiczów na sobie, wyglądali, jakby mu współczuli. Czemu jednak współczuli mu tego, że zostawił go autor, który nawet nigdy nie kochał go jak własne dzieło? Przecież gdyby tak było, to dzieło teraz przejmowałoby się strasznie tym, że jego autor będzie teraz nieznany tym, którym go nie przedstawi, a nie miał takiego zamiaru tego robić. Widocznie taki był plan Klanu Gwiazdy. Musi żyć w świadomości, że jest dziełem, którego autor niczym po śmierci nie zobaczy, jak osiąga sukces. Jak staje się dziełem kultury. W końcu dotarł na sam przód, słysząc teraz wyraźnie kocura na półce skalnej.
— Zebraliśmy się tu dzisiaj, aby mianować dwójkę uczniów. Firmamencie, wystąp. — Na słowa ojca wyszedł przed grupę, stojąc teraz na przodzie. — Firmamencie, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz nosił imię Firmamentowa Łapa. Twoim mentorem będzie Wzburzony Kormoran. Mam nadzieję, że przekaże ci on całą swoją wiedzę.
Wzburzony Kormoranie, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją odwagę i determinację. Będziesz mentorem Firmamentowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
— Dziękuję, Lśniąca Gwiazdo. — skinął łbem, po czym wyszedł na środek do Firmamentowej Łapy. On sam był pointem, jak i on. Kocur przyłożył nos do jego czoła, po chwili odsuwając się, patrząc z dumą na młodszego. Ten odwzajemnił wzrok lekkim ukłonem głowy. Musiał tym zdziwić wojownika, gdyż wymalowało się na jego pysku zdziwienie, ale i pozytywne zaskoczenie. Po nim przyszła pora na jego brata.
— Migocie, ty również ukończyłeś 6 księżyców i nadszedł czas, abyś szkolił się na wojownika. Twoim mentorem zostanę ja, Lśniąca Gwiazda. Postaram się przekazać ci całą swoją wiedzę i wyszkolić cię na wspaniałego wojownika. Od tego momentu twoje imię to Migocząca Łapa. — Zeskoczył, swój nos przyciskając do czoła kocurka, który stał teraz dumnie. Firmamentowa Łapa poczuł lekki zawód, jednak nie dał tego po sobie poznać. Jego wyraz twarzy pozostał taki sam, jednak było mu trochę żal, że sam lider, w dodatku ich ojciec, będzie szkolił Migoczącą Łapę. Po zakończonej ceremonii rozniosły się okrzyki. Imiona kocurków wybrzmiewały od ich pobratymców, a oni sami zbierali teraz gratulacje. Firmamentowa Łapa zbierał je z ciepłym, ale i poważnym uśmiechem. W końcu wybrali się z bratem w stronę legowiska uczniów. Zdziwił go fakt, że czekały na nich już dwa nowe, miękkie posłania. Jednak dzień wcześniej słyszał uczniów chodzących po mech i szepczących do siebie, że choć tyle mogą zrobić dla kocurów, skoro już uciekła ich matka. Był to w sumie miły gest, doceniał to, jednak czuł się tak, jakby popełniał zbrodnię nie opłakując matki. Westchnął, kładąc się na posłaniu. Tuż obok leżał Cicha Łapa, układając się do snu po zebraniu. Uśmiechnął się do nowego ucznia, co ten odwzajemnił. Point w końcu zawinął się wygodnie w kulkę, po czym zasnął, myśląc o tym, jak będzie wyglądało jego szkolenie.
[910 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz