Gdy o tym pomyślała, przypomniał jej się młody kocurek, który niedawno został uczniem — Tęczowa Łapa. Na pewno nie miał jeszcze zbyt dużej styczności z wiarą w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd! A nawet jeśli już coś o niej słyszał, to z pewnością nie był do niej tak przywiązany, jak starsze pokolenie. Może więc powinna do niego zagadać? Wybrać się z nim na spacer? Tylko czy kocurek zaufałby jej na tyle, by wyjść z nią sam na sam poza obóz? I jak zareagowałaby na to jego mentorka? Kryształka uznała, że najlepiej byłoby porozmawiać z nim wieczorem, gdy zakończy już trening, by nie przeszkadzać mu w obowiązkach.
Nagle, gdy rozejrzała się po obozie, dostrzegła przy wyjściu Gwiazdnicowy Blask i Tęczową Łapę. Czyżby wybierali się na patrol? Ośnieżony Kryształ postanowiła do nich podejść, uśmiechając się szeroko do swojej przybranej siostry. W jej towarzystwie nawrócenie kremowego ucznia będzie banalnie proste!
— Cześć! — przywitała się z dwójką kotów. — Idziecie na patrol? Może mogłabym do was dołączyć? Czuję już Porę Nowych Liści w powietrzu, a to znaczy, że zwierzyny będzie coraz więcej! — zaproponowała.
— No pewnie! Chętnie spędzę trochę czasu z siostrzyczką — odparła liliowa szylkretka.
Przez moment wszyscy wpatrywali się w siebie, aż w końcu Kryształka przechyliła głowę.
— To... kiedy wychodzimy? — zapytała. Skoro wszyscy byli już gotowi, to czemu wciąż stali w miejscu? Nie mieli przecież czasu do stracenia!
Gwiazdnicowy Blask zamrugała kilka razy, wyraźnie zdziwiona tym pytaniem.
— Czekamy jeszcze na Nadciągający Pomrok — wyjaśniła.
Uśmiech Kryształki nieco przygasł. Przecież mistrzyni była córką Zalotnej Gwiazdy… Na pewno mocno wierzyła w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Nie była tym typem Wilczaka, którego dałoby się jeszcze uratować przed mrokiem. Ona sama była jego ucieleśnieniem.
Nim biało-niebieska zdążyła rozwinąć tę myśl, usłyszała za plecami znajomy odgłos kroków. Domyślała się, do kogo należały.
— Co ona tu robi? — odezwała się Nadciągający Pomrok, stając obok Ośnieżonego Kryształu. — Nie została wyznaczona na patrol — dodała, mierząc wojowniczkę podejrzliwym spojrzeniem.
— Postanowiłam, że do was dołączę! — wyjaśniła Kryształka z szerokim uśmiechem. — Nie mam teraz nic do roboty, a skoro mogę przydać się Klanowi Wilka, to czemu nie pójść na dodatkowy patrol? — miauknęła, widząc nieprzekonany wyraz pyska starszej kotki.
Mistrzyni przez chwilę milczała, po czym bez słowa ruszyła przed siebie. Reszta patrolu natychmiast podążyła za nią.
Kryształka starała się trzymać jak najdalej od Nadciągającego Pomroku, jednocześnie dyskretnie zwalniając tempo Gwiazdnicowego Blasku i Tęczowej Łapy. Zależało jej, by choć przez chwilę znaleźć się z kremowym uczniem nieco dalej od dymnej mistrzyni. Nie chciała przecież, by zaczęła ją podsłuchiwać, gdy będzie opowiadała Tęczy o Klanie Gwiazdy. Mogłoby się to skończyć czymś bardzo nieprzyjemnym, a tego Kryształka wolała za wszelką cenę uniknąć.
Gdy minęło już trochę czasu, a Nadciągający Pomrok wyraźnie skupiła się na patrolu, biało-niebieska spojrzała wymownie na siostrę, jakby próbowała porozumieć się z nią bez słów. Gwiazdnicowy Blask jedynie przechyliła głowę, najwyraźniej nie rozumiejąc, co Kryształka chciała jej przekazać.
Ta westchnęła cicho i przeniosła wzrok na Tęczową Łapę, posyłając mu ciepły uśmiech.
— Hej, Tęczo! — mruknęła, zwracając na siebie jego uwagę. — Jak idą ci treningi z Makową Iluzją? — zagaiła, nie chcąc od razu przechodzić do tematu wiary. Gdyby zrobiła to od razu, kremowy mógłby poczuć się przytłoczony, a tego przecież nie chciała. Musiała podejść do sprawy rozsądnie, by nie zaprzepaścić pierwszej misji, którą sama sobie wyznaczyła.
Młodszy kocurek spojrzał na nią i odwzajemnił uśmiech.
— Bardzo dobrze! Podobno szybko się uczę — pochwalił się, prostując dumnie. — Moja mentorka mówi, że świetnie robię uniki! Zdążyłem już nawet stoczyć sparing z Białą Łapą. To dopiero była zabawa! Była na mnie taka zła! Ciągle próbowała mnie złapać, ale jej się nie udawało! A nawet jak już mnie dorwała, to i tak zawsze zdołałem się wyrwać. Gdybyś tylko widziała jej minę! — rozgadał się bez żadnych oporów.
Ośnieżony Kryształ zdziwiła się jego otwartością. Tak naprawdę była dla niego zupełnie obcą kotką. Nie rozumiała, dlaczego tak łatwo się przed nią otworzył, ale uznała, że po prostu taki miał charakter. W końcu każdy był inny — może Tęczowa Łapa był po prostu wyjątkowo towarzyski.
— Och, naprawdę? — mruknęła Kryształka. — Widzę, że wyrośnie z ciebie dobry wojownik. Obyś tylko nigdy nie użył swojej siły w złych celach… — dodała tajemniczo, odwracając od niego wzrok.
Kremowy natychmiast nastawił uszy, a w jego oczach rozbłysło zaciekawienie.
— Jakich złych celach? Co masz na myśli? — dopytywał.
Biało-niebieska już miała odpowiedzieć, gdy nagle dostrzegła mordercze spojrzenie Gwiazdnicowego Blasku. Przez chwilę milczała, zastanawiając się, o co mogło chodzić liliowej szylkretce.
— Słyszałeś już o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? — zapytała w końcu, ignorując zachowanie siostry.
Gwiazdnica westchnęła ciężko, ale nie zaprotestowała. Przynajmniej nie słowami.
— Tak, słyszałem! Opowiadali mi o nim jeszcze w żłobku — odparł radośnie Tęczowa Łapa, a w jego oczach zalśniła duma. Czyżby myślał, że Kryształka zamierza go za to pochwalić? Biedaczek. Jeszcze nie wiedział, jak bardzo się mylił. — Podobno żyją tam moi przodkowie. Choć właściwie… nie moi. Wasi. Chyba że przodkowie mojego taty i siostrzyczki też się liczą? — zastanowił się na głos.
Biało-niebieska zdążyła już zauważyć, że był z niego straszny gaduła.
— Tak, ich przodkowie tam żyją. Ale to niedobrze — przyznała, a jej pysk wyraźnie posępniał. — Bo widzisz… ja sama nie jestem już taka pewna, czy powinniśmy wyznawać Mrocznych Przodków. To przecież koty, które za życia czyniły zło. Do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd trafiają mordercy i inni źli wojownicy, a my przecież nie powinniśmy dążyć do krzywdzenia innych. Mam rację, Tęczowa Łapo? — zapytała, kładąc uszy po sobie.
Kremowy patrzył na nią przez chwilę z lekko rozchylonym pyszczkiem, wyraźnie zaskoczony. Wyglądał, jakby nie wiedział, co odpowiedzieć.
Zanim jednak zdążył wydobyć z siebie choćby słowo, Kryształka z impetem na coś, a raczej na kogoś, wpadła. O mało nie straciła równowagi, a gdy w końcu ją odzyskała i kilkakrotnie zamrugała, tuż przed sobą ujrzała Nadciągający Pomrok.
— Strasznie cię przepraszam! — pisnęła. — Nie chciałam na ciebie wpaść, to był przypa-
Nie zdążyła jednak dokończyć, dymna napięła mięśnie i skoczyła na młodszą kotkę, powalając ją z nóg i przygważdżając do ziemi.
— Co ty za farmazony pleciesz, Ośnieżony Krysztale?! — warknęła, niemal obśliniając przy tym biało-niebieską. — Chcesz, żebym powiedziała Zalotnej Gwieździe, że kwestionujesz słuszność naszej wiary? — syknęła, wysuwając pazury i wbijając je w delikatną skórę Kryształki. — Najwyraźniej zbyt dobrze ci się żyje z tymi wszystkimi kępkami futra, skoro tak bardzo zależy ci na tym, żeby zostały wyrwane — zagroziła.
Młodsza zadrżała pod ciężarem łap szylkretki, nie wiedząc nawet, co powiedzieć. Nie spodziewała się tak gwałtownej reakcji starszej kocicy. Nie przypuszczała nawet, że ta ich usłyszała.
— Na-Nadciągający Pomroku... Ja... — zaczęła, chcąc ją przeprosić.
W tej samej chwili mistrzyni zamachnęła się łapą. Cios było tak szybki, że Kryształka nawet go nie zauważyła. Dopiero po chwili poczuła piekący ból nad nosem, a z powstałej rany cienką strużką zaczęła spływać krew.
— Zachowaj te przeprosiny na moment, w którym staniesz przed liderką i będziesz musiała tłumaczyć się z tych herezji, które wygłaszasz — splunęła Nadciągający Pomrok, po czym w końcu zeszła z jasnofutrej, pozwalając jej podnieść się i otrzepać z ziemi.
Ośnieżony Kryształ wpatrywała się w mistrzynię z niedowierzaniem. W jej niebieskich oczach lśnił ból i strach. Futro na pysku splamiła szkarłatna krew, a po policzkach spłynęło kilka łez, których nie zdołała powstrzymać.
Nagle, gdy rozejrzała się po obozie, dostrzegła przy wyjściu Gwiazdnicowy Blask i Tęczową Łapę. Czyżby wybierali się na patrol? Ośnieżony Kryształ postanowiła do nich podejść, uśmiechając się szeroko do swojej przybranej siostry. W jej towarzystwie nawrócenie kremowego ucznia będzie banalnie proste!
— Cześć! — przywitała się z dwójką kotów. — Idziecie na patrol? Może mogłabym do was dołączyć? Czuję już Porę Nowych Liści w powietrzu, a to znaczy, że zwierzyny będzie coraz więcej! — zaproponowała.
— No pewnie! Chętnie spędzę trochę czasu z siostrzyczką — odparła liliowa szylkretka.
Przez moment wszyscy wpatrywali się w siebie, aż w końcu Kryształka przechyliła głowę.
— To... kiedy wychodzimy? — zapytała. Skoro wszyscy byli już gotowi, to czemu wciąż stali w miejscu? Nie mieli przecież czasu do stracenia!
Gwiazdnicowy Blask zamrugała kilka razy, wyraźnie zdziwiona tym pytaniem.
— Czekamy jeszcze na Nadciągający Pomrok — wyjaśniła.
Uśmiech Kryształki nieco przygasł. Przecież mistrzyni była córką Zalotnej Gwiazdy… Na pewno mocno wierzyła w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Nie była tym typem Wilczaka, którego dałoby się jeszcze uratować przed mrokiem. Ona sama była jego ucieleśnieniem.
Nim biało-niebieska zdążyła rozwinąć tę myśl, usłyszała za plecami znajomy odgłos kroków. Domyślała się, do kogo należały.
— Co ona tu robi? — odezwała się Nadciągający Pomrok, stając obok Ośnieżonego Kryształu. — Nie została wyznaczona na patrol — dodała, mierząc wojowniczkę podejrzliwym spojrzeniem.
— Postanowiłam, że do was dołączę! — wyjaśniła Kryształka z szerokim uśmiechem. — Nie mam teraz nic do roboty, a skoro mogę przydać się Klanowi Wilka, to czemu nie pójść na dodatkowy patrol? — miauknęła, widząc nieprzekonany wyraz pyska starszej kotki.
Mistrzyni przez chwilę milczała, po czym bez słowa ruszyła przed siebie. Reszta patrolu natychmiast podążyła za nią.
Kryształka starała się trzymać jak najdalej od Nadciągającego Pomroku, jednocześnie dyskretnie zwalniając tempo Gwiazdnicowego Blasku i Tęczowej Łapy. Zależało jej, by choć przez chwilę znaleźć się z kremowym uczniem nieco dalej od dymnej mistrzyni. Nie chciała przecież, by zaczęła ją podsłuchiwać, gdy będzie opowiadała Tęczy o Klanie Gwiazdy. Mogłoby się to skończyć czymś bardzo nieprzyjemnym, a tego Kryształka wolała za wszelką cenę uniknąć.
Gdy minęło już trochę czasu, a Nadciągający Pomrok wyraźnie skupiła się na patrolu, biało-niebieska spojrzała wymownie na siostrę, jakby próbowała porozumieć się z nią bez słów. Gwiazdnicowy Blask jedynie przechyliła głowę, najwyraźniej nie rozumiejąc, co Kryształka chciała jej przekazać.
Ta westchnęła cicho i przeniosła wzrok na Tęczową Łapę, posyłając mu ciepły uśmiech.
— Hej, Tęczo! — mruknęła, zwracając na siebie jego uwagę. — Jak idą ci treningi z Makową Iluzją? — zagaiła, nie chcąc od razu przechodzić do tematu wiary. Gdyby zrobiła to od razu, kremowy mógłby poczuć się przytłoczony, a tego przecież nie chciała. Musiała podejść do sprawy rozsądnie, by nie zaprzepaścić pierwszej misji, którą sama sobie wyznaczyła.
Młodszy kocurek spojrzał na nią i odwzajemnił uśmiech.
— Bardzo dobrze! Podobno szybko się uczę — pochwalił się, prostując dumnie. — Moja mentorka mówi, że świetnie robię uniki! Zdążyłem już nawet stoczyć sparing z Białą Łapą. To dopiero była zabawa! Była na mnie taka zła! Ciągle próbowała mnie złapać, ale jej się nie udawało! A nawet jak już mnie dorwała, to i tak zawsze zdołałem się wyrwać. Gdybyś tylko widziała jej minę! — rozgadał się bez żadnych oporów.
Ośnieżony Kryształ zdziwiła się jego otwartością. Tak naprawdę była dla niego zupełnie obcą kotką. Nie rozumiała, dlaczego tak łatwo się przed nią otworzył, ale uznała, że po prostu taki miał charakter. W końcu każdy był inny — może Tęczowa Łapa był po prostu wyjątkowo towarzyski.
— Och, naprawdę? — mruknęła Kryształka. — Widzę, że wyrośnie z ciebie dobry wojownik. Obyś tylko nigdy nie użył swojej siły w złych celach… — dodała tajemniczo, odwracając od niego wzrok.
Kremowy natychmiast nastawił uszy, a w jego oczach rozbłysło zaciekawienie.
— Jakich złych celach? Co masz na myśli? — dopytywał.
Biało-niebieska już miała odpowiedzieć, gdy nagle dostrzegła mordercze spojrzenie Gwiazdnicowego Blasku. Przez chwilę milczała, zastanawiając się, o co mogło chodzić liliowej szylkretce.
— Słyszałeś już o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? — zapytała w końcu, ignorując zachowanie siostry.
Gwiazdnica westchnęła ciężko, ale nie zaprotestowała. Przynajmniej nie słowami.
— Tak, słyszałem! Opowiadali mi o nim jeszcze w żłobku — odparł radośnie Tęczowa Łapa, a w jego oczach zalśniła duma. Czyżby myślał, że Kryształka zamierza go za to pochwalić? Biedaczek. Jeszcze nie wiedział, jak bardzo się mylił. — Podobno żyją tam moi przodkowie. Choć właściwie… nie moi. Wasi. Chyba że przodkowie mojego taty i siostrzyczki też się liczą? — zastanowił się na głos.
Biało-niebieska zdążyła już zauważyć, że był z niego straszny gaduła.
— Tak, ich przodkowie tam żyją. Ale to niedobrze — przyznała, a jej pysk wyraźnie posępniał. — Bo widzisz… ja sama nie jestem już taka pewna, czy powinniśmy wyznawać Mrocznych Przodków. To przecież koty, które za życia czyniły zło. Do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd trafiają mordercy i inni źli wojownicy, a my przecież nie powinniśmy dążyć do krzywdzenia innych. Mam rację, Tęczowa Łapo? — zapytała, kładąc uszy po sobie.
Kremowy patrzył na nią przez chwilę z lekko rozchylonym pyszczkiem, wyraźnie zaskoczony. Wyglądał, jakby nie wiedział, co odpowiedzieć.
Zanim jednak zdążył wydobyć z siebie choćby słowo, Kryształka z impetem na coś, a raczej na kogoś, wpadła. O mało nie straciła równowagi, a gdy w końcu ją odzyskała i kilkakrotnie zamrugała, tuż przed sobą ujrzała Nadciągający Pomrok.
— Strasznie cię przepraszam! — pisnęła. — Nie chciałam na ciebie wpaść, to był przypa-
Nie zdążyła jednak dokończyć, dymna napięła mięśnie i skoczyła na młodszą kotkę, powalając ją z nóg i przygważdżając do ziemi.
— Co ty za farmazony pleciesz, Ośnieżony Krysztale?! — warknęła, niemal obśliniając przy tym biało-niebieską. — Chcesz, żebym powiedziała Zalotnej Gwieździe, że kwestionujesz słuszność naszej wiary? — syknęła, wysuwając pazury i wbijając je w delikatną skórę Kryształki. — Najwyraźniej zbyt dobrze ci się żyje z tymi wszystkimi kępkami futra, skoro tak bardzo zależy ci na tym, żeby zostały wyrwane — zagroziła.
Młodsza zadrżała pod ciężarem łap szylkretki, nie wiedząc nawet, co powiedzieć. Nie spodziewała się tak gwałtownej reakcji starszej kocicy. Nie przypuszczała nawet, że ta ich usłyszała.
— Na-Nadciągający Pomroku... Ja... — zaczęła, chcąc ją przeprosić.
W tej samej chwili mistrzyni zamachnęła się łapą. Cios było tak szybki, że Kryształka nawet go nie zauważyła. Dopiero po chwili poczuła piekący ból nad nosem, a z powstałej rany cienką strużką zaczęła spływać krew.
— Zachowaj te przeprosiny na moment, w którym staniesz przed liderką i będziesz musiała tłumaczyć się z tych herezji, które wygłaszasz — splunęła Nadciągający Pomrok, po czym w końcu zeszła z jasnofutrej, pozwalając jej podnieść się i otrzepać z ziemi.
Ośnieżony Kryształ wpatrywała się w mistrzynię z niedowierzaniem. W jej niebieskich oczach lśnił ból i strach. Futro na pysku splamiła szkarłatna krew, a po policzkach spłynęło kilka łez, których nie zdołała powstrzymać.
<Nadciągający Pomroku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz