Kiedy Widlik był jeszcze uczniem
— Hm... Nie wiem, co mogę ci na ten temat powiedzieć — zaczął w końcu, czując rosnącą niecierpliwość w młodszym koledze. — Nocniak ze mnie na tyle, na ile można uznać Nocniakiem kota, który urodził się z dwójki samotników. I chociaż próbowano mu wpoić te wszystkie magiczne, niesamowicie fantazyjne, przepełnione czarem i nietuzinkowością bajeczki, najwidoczniej ta... obca krew była we mnie zbyt dominująca i nie uwierzyłem w te wasze... bzdury — powiedział, może trochę bardziej kąśliwie niż wypadało, niż wymagała tego sytuacja. O ile liczył się ze zdaniem rodu, a zwłaszcza Mandarynki, na swój temat, tak ta cała gadka, ta cała ich wiara i wymyślone zasady, w których próbowali przypisać najbardziej podstawowe odruchy cywilizowanego kota jakiejś wszechobecnej i wszystkowiedzącej sile... Żmijowiec uważał, że jest ponad tym wszystkim. Widziałby w sobie tego najmądrzejszego wojownika, ale niestety reszta jego rodzeństwa również raczej skłaniała się ku krytycznemu ateizmowi, więc nie mogło łączyć się to bezpośrednio z wielkością i światłością jego wspaniałego umysłu. To by znaczyło, że Tojadowa Kryza również coś musiałby z tego uszczknąć, a to nie mogło być prawdą.
— Ty możesz myśleć, co chcesz. Nie będę ci zawracać zadka gadką o równości wszystkich kocich futerek, bo szczerze... mam to gdzieś, a nie będę nadstawiać sobie karku za sprawę, w której mogę ten kark stracić, nawet jeśli jedynie metaforycznie. Chociaż sam nie uważam, aby czekoladowi wypełźli z jakiegoś bagnistego błociska, to raczej nie zobaczysz mnie stającego w obronie sprawiedliwości. Mam swoje własne kłopoty, a to, że los chciał, abym urodził się, jaki się urodziłem, to znaczy... ze zdecydowanie preferowaną aparycją... no cóż, miałem najwidoczniej zwykłe szczęście. No i właśnie to jest to, i tylko to: szczęście. Nie ma nic, czym mógłbym to inaczej wytłumaczyć. Jeśli ty wierzysz w bajeczki o magicznym pochodzeniu kotów... może to i lepiej; łatwiej będzie ci to wbijać do kocięcych łbów, a jeśli nie, jeśli moja odpowiedź na twoje pytanie miała faktycznie coś zmienić w tym twoim wciąż rozwijającym się móżdżku... — Tutaj popukał go lekko pazurem po czole i uśmiechnął się cukierkowo niczym starszy brat. Kontynuował: — To w takim razie mam dla ciebie jedną, ostateczną wskazówkę... Jeśli chcesz gdzieś zajść, to nie próbuj być stróżem prawości. Zachowuj się ładnie, wpajaj te głupoty tym swoim kociaczkom, czasem spójrz krzywo na malucha, którego futerko zbyt zlewa się z kolorem ziemi. Życie samo w sobie jest zbyt ciężkie, aby sobie je jeszcze bardziej utrudniać. — Zostawił go z tymi słowami. Wstał i otrzepał się elegancko, jakby chciał specjalnie pokazać swoje idealne futerko, jego idealną barwę, a następnie odszedł spokojnym, niepośpiesznym krokiem.
— Ty możesz myśleć, co chcesz. Nie będę ci zawracać zadka gadką o równości wszystkich kocich futerek, bo szczerze... mam to gdzieś, a nie będę nadstawiać sobie karku za sprawę, w której mogę ten kark stracić, nawet jeśli jedynie metaforycznie. Chociaż sam nie uważam, aby czekoladowi wypełźli z jakiegoś bagnistego błociska, to raczej nie zobaczysz mnie stającego w obronie sprawiedliwości. Mam swoje własne kłopoty, a to, że los chciał, abym urodził się, jaki się urodziłem, to znaczy... ze zdecydowanie preferowaną aparycją... no cóż, miałem najwidoczniej zwykłe szczęście. No i właśnie to jest to, i tylko to: szczęście. Nie ma nic, czym mógłbym to inaczej wytłumaczyć. Jeśli ty wierzysz w bajeczki o magicznym pochodzeniu kotów... może to i lepiej; łatwiej będzie ci to wbijać do kocięcych łbów, a jeśli nie, jeśli moja odpowiedź na twoje pytanie miała faktycznie coś zmienić w tym twoim wciąż rozwijającym się móżdżku... — Tutaj popukał go lekko pazurem po czole i uśmiechnął się cukierkowo niczym starszy brat. Kontynuował: — To w takim razie mam dla ciebie jedną, ostateczną wskazówkę... Jeśli chcesz gdzieś zajść, to nie próbuj być stróżem prawości. Zachowuj się ładnie, wpajaj te głupoty tym swoim kociaczkom, czasem spójrz krzywo na malucha, którego futerko zbyt zlewa się z kolorem ziemi. Życie samo w sobie jest zbyt ciężkie, aby sobie je jeszcze bardziej utrudniać. — Zostawił go z tymi słowami. Wstał i otrzepał się elegancko, jakby chciał specjalnie pokazać swoje idealne futerko, jego idealną barwę, a następnie odszedł spokojnym, niepośpiesznym krokiem.
<Złocista Łapooo, możesz zrobić time skip, a wtedy bardziej Złocisty Widliku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz