Fląderka oparła łebek o krawędź legowiska, obserwując trening ucznia piastunki; kocur z pamięci przywoływał kocie umaszczenia i sposób w jaki powstały, przynajmniej według wierzeń Klanu Nocy. Koteczka z zaciekawieniem słuchała ich rozmowy, gdy wtem strzepnęła uszkiem, zmrużyła oczka, po czym szeroko rozdziawiła pyszczek. Cichutkie miauknięcie opuściło jej mordkę; to wystarczyło, aby Kotewkowy Powiew zareagowała. Ledwo zauważalnie poruszyła uchem, spoglądając w stronę legowiska, na którym dwoje z trójki kociąt drzemało po posiłku.
– Już się wyspałaś, Fląderko? – Pytanie opuściło pyszczek starej księżniczki, gdy zbliżyła się do kociąt. Tuż za nią stał Widlik, uważnie obserwując starszą, jak wykonuje swoją pracę. – Spójrz, Centuria i Rezeda nadal potrzebują snu. Nie chcesz jeszcze się zdrzemnąć?
Szylkretka pokręciła łebkiem. Wypełzła z legowiska, lądując na twardym podłożu. Nie chciało jej się spać, nie chciało jej się leżeć bezczynnie, czekając, aż siostra i brat się obudzą. Chciała... No właśnie, co chciała?
– Chciałabym zamoczyć łapki w wodzie – poinformowała piastunkę. – Może jeśli będę je wystarczająco długo moczyć, moje futerko się rozjaśni... – miauknęła ze złudną nadzieją, że będzie mogła zmienić swoje umaszczenie. – Tutaj, na tę łapkę skapnęło mi kilka kropelek mleka przez nieuwagę i od tamtej pory jest bielutka...
– To tak nie działa, Fląderko. Nie możesz zmienić koloru swojego futerka, nie ważne, jak bardzo byś tego pragnęła. Pamiętaj, że masz to szczęście, że nie zdobi cię w całości brązowy kolor, tylko również biel oraz rdzawy; dokładnie te dwa kolory posiadała twoja mama, co prawda w większej ilości, ale być może to znak, że posiadasz w sobie cechy, które ona również posiadała. – Kocica mówiła spokojnie, starając się wszystko dokładnie wytłumaczyć kociakowi. W końcu, gdyby dało się zmieniać kolor futerka, doszłoby do wielkiej katastrofy! Brązowe koty mogłyby się podszywać pod czarne, bądź inne! A co do twojej propozycji odnośnie udania się nad wodę, lepiej będzie, jeśli jeszcze trochę poczekasz. Przynajmniej do momentu, aż nie będziesz piła mleka i tego dnia będzie musiało być bardzo ciepło oraz musi być ładna pogoda. Dobrze?
– Dobrze.
~~~
Śmierć piastunki była nagła i niespodziewana. W końcu Kotewkowy Powiew obiecała, że będzie towarzyszyła Fląderce, gdy po raz pierwszy zamoczy łapkę w wodzie. Niestety nie mogła dotrzymać złożonej obietnicy. Fląderka wylewała morze łez, brudząc mordkę w błotku, które sama stworzyła. Kilka pasm sierści, po lewej stronie pyszczka koteczki, było upaćkanych i posklejanych, mimo to Fląderka sobie nic z tego nie robiła. Sama była błotem, z błota pochodziła, więc zdecydowała się z nim współistnieć w tejże chwili.
Widziała, że pozostałym kotom również było ciężko. Młody kocurek, na którego barki spadła opieka nad nimi, tęsknił za Kotewkowy Powiewem. Centuria zaczęła obwiniać Fląderkę o powiązanie ze śmiercią najstarszych członków Klanu Nocy, przed czym nie próbowała się bronić. W końcu była tą, która odebrała życie własnej matce, więc być może również była tą, która odebrała życie Kotewkowemu Powiewowi i pozostałym starszym, w tym liderce? Może jej futerko zawierało jakąś toksynę, które po dłuższym kontakcie szkodziło? Dlatego Centuria nie chciała jej dotykać, a piastunka i karmicielka były do tego zmuszone.
– G-gdyby nie ja, mama, pani Kotewka oraz pozostali na pewno by żyli... – miauknęła, wycierając łapą pyszczek. Przestraszyła się, że również mogła przynieść nieszczęście Czyhającej Murenie oraz jej synkowi; w końcu jeszcze nie tak dawno temu przebywali tuż obok siebie, a księżniczka karmiła trójkę kociąt. Nie chciała, aby coś im się stało. – P-panie Widliku... – Zaczęła, zwracając uwagę kocura, który do tej pory siedział wpatrzony w wejście do kociarni. Obawiała się, że już w młodym wieku zachorowała na chorobę, która przynosi nieszczęście tym, którzy zaopiekowali się nią. – P-proszę mnie wynieść poza obóz! T-tak będzie lepiej, dla wszystkich... Dla całego klanu. P-proszę... – Wpatrywała się w kocura szklistymi i zaczerwienionymi oczkami. – Nie chcę, aby coś się stało księżniczce Czyhającej Murenie czy jej synowi, księciu Klekoczącej Łapie... Ich również mogłam zarazić... Muszą szybko pójść do medyków! Pan również!
<Złocisty Widliku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz