Większość dzisiejszego dnia Wełnista Łapa spędziła na klanowym cmentarzu, składając świeże kwiaty na świeżych grobach, jak i również wyrwała chwasty obrastające starsze mogiły, co jakiś czas unosząc spojrzenie ku zachmurzonemu niebu. Podniosła się z trawy i przeszła wzdłuż alei, zatrzymując spojrzenie na matczynym grobie. Przez chwilę się wahała, jednak zdecydowała się usiąść naprzeciw niego. Owinęła ciasno ogonek wokół swych łap, zaczynając monolog. Opowiedziała mamie o ostatnich wydarzeniach w klanie; o morderstwach i dochodzeniu, zmianach we władzy oraz zmianach profesji jej potomstwa, narodzinach nowych członków, jak i również ostatnich śmierciach.
– Pewnie wiesz o wszystkich nowinkach, które mają miejsce w Klanie Burzy. – Na pysk uczennicy wkradł się uśmiech. – Zarówno tych radosnych, jak i smutnych. Wiesz o nich nim sami jesteśmy w stanie je pojąć.
Albinoska potarła łapką po pyszczku. Zmrużyła oczy, starając się przywołać obraz matki. Wciąż pamiętała rozmieszczenie bieli oraz niebieskiego, jak i kremowego futra na ciele kocicy. Pamiętała rozłożenie pręg, które przecinało srebrzyste futro. Oczy mieniące się złotem w słoneczne dni. Pamiętała jej ton głosu i brzmienie jej serca, gdy to nadal biło. Zapach futra kocicy nim zostało przesiąknięte zapachem lawendy oraz innych ziół.
Gdy ponownie otworzyła oczy, obraz matki zniknął. Kilka promieni słonecznych prześlizgnęło się przez dziurę w niebie, oświetlając polanę. Dla uczennicy był to znak, że pora powrócić do obozu.
~~~
Wełnista Łapa pociągnęła nosem, mając nadzieję, że katar, którego doświadczyła wraz z nadejściem pory zielonych liści nie był zapowiedzią żadnej choroby, a co najwyżej katarem alergicznym. Być może w trakcie wyrywania chwastów na cmentarzu do jej nosa wpadło kilka pyłków i dlatego od kilku dni z jej noska ciekła woda. Działając zaradczo, zażyła zioła, dzięki którym katar stał się jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem.
Tuż po zachodzie słońca, Wełnista Łapa wyściubiła łebek z lecznicy, decydując się posiedzieć przez chwilę w centrum obozu i popatrzeć w gwiazdy. Starała się odnaleźć gwiadozbiory, o których nauczał Wędrujące Niebo, jednak wszystkie gwiazdy zlewały jej się w jeden punkt, trudny do rozróżnienia. Czy wina leżała w jej słabym wzroku, a może dzisiejsza pomoc przy chorych ją aż tak bardzo wymęczyła? Uczennica ziewnęła, chowając łapy pod brzuch. Zimny lekki wiaterek łaskotał ją po grzbiecie, gdy nagle poczuła ciepło drugiego kota tuż przy swoim boku.
– Nie chciałam cię przestraszyć – miauknęła cicho Skrzydlata Płomykówka. Przez chwilę wpatrywała się w pysk uczennicy, by następnie przenieść spojrzenie na gwieździste niebo. – Odkąd obrałaś ścieżkę medyka wydajesz się być szczęśliwa, mogąc nieść pomoc bliźnim. Ale pewnie czasami tęsknisz za ścieżką wojownika. Na pewno musisz tęsknić za naszymi walkami w tunelach. Ja bym tęskniła.
– Może odrobinę – odparła Wełna, nie decydując się mówić źle na temat przebiegu jej szkolenia na wojownika. Mimo złych wspomnień miała również te dobre i to właśnie o nich chciała pamiętać. – Akurat tuż przed zmianą ścieżki polubiłam walkę w tunelach, jak i same polowania.
– Czy to zasługa Oskrzydlonego Ognika, czy może jednak jeszcze Przeplatkowego Wianka?
– Przeplatkowego Wianka. Treningi z Oskrzydlonym Ognikiem były przyjemne, jednak to właśnie dzięki Przeplatce udało mi się zrobić spore postępy odkąd rozpoczęłam trening.
– Jeśli chcesz i nie masz nic przeciwko możemy czasami we dwie trenować walkę lub polować, żebyś nie zapomniała nauczonych podstaw wojowniczej ścieżki. Szkoda byłoby twojego czasu, który poświęciłaś na te treningi.
– Sama nie wiem... Kodeks medyka nie zabrania tego, ale może powinnam oddać się w całości medycynie? Może dzięki temu będę lepiej interpretować sny i przekazywać wolę Klanu Gwiazdy. A polowania czy ćwiczenie walki może...
– Nie szukaj wymówek. – Powiedziawszy to, kocica się podniosła z ziemi. Zimno oblało bok Wełnistej Łapy. – Jest tak jak sama powiedziałaś, kodeks tego nie zabrania. – Strzepnęła ogonem. – Jutro, gdy słońce będzie chylić się ku zachodowi jesteśmy umówione przy wyjściu z obozu. Pomogę ci zebrać zioła, a ty pomożesz mi podczas polowania. Podobno swego czasu byłaś najlepszym transporterem zwierzyny – rzuciła na odchodne, nie pozwalając uczennicy dojść do słowa. Tak jak bezszelestnie zbliżyła się do uczennicy medyka, równie bezszelestnie zniknęła w legowisku wojowników.
~~~
Czy mogła już teraz nazwać Skrzydlatą Płomykówkę przyjaciółką? Nie była tego do końca pewna, ale ostatnio udało jej się spędzić czasu z kocicą więcej niż z innymi. A wspólna wyprawa na polowanie i zbieranie ziół było punktem rozwojowym ich relacji. Wełnista Łapa zapomniała, jaka to frajda biec za królikiem, podczas gdy rześki wiatr targał jej długie futro. Pomogła zagonić szaraka wprost pod łapy wojowniczki, która niczym najprawdziwsza płomykówka, po której otrzymała miano, w ciszy pochwyciła zwierzynę. Była pod wrażeniem sposobu, w jaki cętkowana się poruszała, jak i polowała. Jako wojowniczka w żadnym razie nie byłaby w stanie jej dorównać.
– Nieźle. Jak na medyczkę. – Wypuściła z pyska królika, oblizując zakrwawiony pysk. – Czy któreś z ziół, które masz w koszyczku nadawałoby się do wzbogacenia smaku mięsa?
– Myślę, że tymianek i szałwia byłyby odpowiednie. A co? – zdziwiła się. Słyszała, że niektóre koty starały się eksperymentować ze smakami, decydując się dodawać zioła, jak i owoce do posiłków, jednak sama rzadko to robiła.
– Słodka Dziewanna na pewno ucieszy się z tak smacznego i aromatycznego podwieczorku, tak samo jej kocięta.
– Och. – W głowie uczennicy pojawiła się myśl. – W takim razie myślę, że dodanie również liścia ogórecznika będzie odpowiednie. Nie zmieni smaku mięsa, ale dzięki temu Słodka Dziewanna będzie wytwarzała więcej mleka dla kociąt, nie muszą się martwić tym, czy będzie w stanie je wykarmić.
Wełnista Łapa sięgnęła po naczynko, w którym transportowała zebrane zioła, a Skrzydlata Płomykówka pochwyciła za skórę szaraka. Wspólnie skierowały się z powrotem do obozu, składając wizytę karmicielce. Liliowa kocica drzemała, wykorzystując moment, w którym jej kocięta jej nie potrzebowały; spały i w tym momencie wystarczyło im tylko wsłuchiwanie się w bicie serca matki, ciepło oraz zapach jej futerka. Dostrzegając gości, ostrożnie zadarła głowę, starając się nie zrobić żadnego gwałtownego ruchu. Skinięciem odpowiedziała wojowniczce i medyczce na przywitanie.
– Jak sądzisz, Wełnista Łapo? Czy Rybeczka w przyszłości dołączy do Klanu Nocy? – Pytanie karmicielki zaskoczyło medyczkę. Nie bardzo wiedziała jak na nie odpowiedzieć.
– Nie wiem. Myślę, że nie chciałaby opuszczać cię, jak i swoich sióstr. Skąd ta myśl?
– Ta jej łatka, po której otrzymała imię nie daje mi spokoju. Być może Klan Gwiazdy w taki sposób postanowił poinformować mnie o jej ścieżce, którą w przyszłości obierze? Ta łata jest niczym znak gwiazdy, który posiada syn Rozkwitającej Szanty. Może kryje się za nią coś więcej niż bycie tylko łatą w kształcie ryby? W końcu znakiem naszego klanu są króliki i zające.
– W takim razie Równonoc również czeka świetlana przyszłość – wtrąciła Skrzydlata Płomykówka, zauważając, że siostra niebieskiej również posiadała na czole charakterystyczne znamię, któremu można było przypisywać przeróżne interpretacje. – Może będzie tą, która zjednoczy wszystkie cztery klany lub połączy przynajmniej dwa z nich w jeden? Chociaż nie sądzę, aby w tych czasach było to możliwe. – Westchnęła. – Jak myślisz? – Przeniosła spojrzenie na uczennicę.
– Klan Gwiazdy nie zesłał żadnego z snów, w którym pojawiłby się koty wyglądem przypominające twoje córki, Słodka Dziewanno. Może faktycznie w ich umaszczeniu przodkowie zdecydowali się przemycić informacje dla nas, świadczącą o ich przyszłości, jednak nie chcę wprowadzać cię w błąd – mówiła spokojnie, nie chcąc zasmucić królowej, jak i również nie dać jej złudnych nadziei, świadczących o tym, że być może jej potomstwo było kocięciem z przepowiedni, którego pojawienie się na świecie było jakimś większym planem przodków. – Jestem pewna, że w przyszłości zostaną wspaniałymi wojowniczkami, bądź przewodniczkami czy też kronikarkami. Najważniejsze, że będą wychowywane w miłości, a w ich małych serduszkach nie będzie zasiewane ziarno mroku. – Mówiąc to, albinoska zniżyła pysk do podłoża, decydując się przyjrzeć z bliska trójce małych koteczek, wtulonych w matczynym bok, jak i również w siebie nawzajem. Krokus otworzyła pyszczek, ziewając i wyciągając w przód swoje małe łapki. Gdy uczennica tak się na nią patrzyła, widziała w niej podobne cechy, które wykazywał zmarły wojownik. Nie tylko z wyglądu go przypominała, ale i z zachowania. Uśmiechnęła się, nie decydując się wyjawić ich matce, że być może prawdziwym ojcem tego różniącego się wyglądem malucha od pozostałych kociąt naprawdę był Poczciwy Dziwaczek, a nie Burzowe Chmury. Być może sama królowa zdołała to pojąć, tłumacząc sobie to tym, że jej partner, jak i sam Klan Gwiazdy nie chcieli, aby zbyt długo rozpaczała po jego śmierci i dlatego zdecydowali jej zesłać kocię podobne do niego.
~~~
Nie sądziła, że jej ojciec również doświadczy przegrzania, a jednak stało się. Kocur na chyboczących się łapach został wprowadzony przez Śnieżycową Chmurę i jej brata do lecznicy, która poinformowała, że starszy jest bardzo rozpalony. Wdzięczna Firletka wykluczyła gorączkę spowodowaną chorobą, tłumacząc, że złotooki musiał się przegrzać podczas wykonywania siłowych czynności poza obozem; gorące słońce, jak i brak dostępu do wody oraz budowa kocura doprowadziły go do takiego stanu. Wełnista Łapa zastanawiała się, ile dzieliło jej ojca od udaru cieplnego, który mógł się dla niego źle zakończyć. Poinformowała mentorkę o tym, że sama się zajmie ojcem, gdy w tym samym czasie kocica razem z Zawilcową Koroną mogłaby się zająć poważniejszymi dolegliwościami i urazami pozostałych pacjentów.
Pochwyciła w pyszczek świeży mech, który zamoczyła w naczyniu wypełnionym świeżą wodą. Zbliżyła się do rodzica i ostrożnie przetarła jego czoło, jak i barki chłodnym płynem, dostrzegając, że na jego pysku pojawiła się ulga. Pomiędzy sierścią kocura zauważyła kilka niedużych śladów po oparzeniu, na które nałożyła maści i kawałek algi, która nie raz pomógł Wełnistej Łapie przetrwać czas, gdy jej skóra paliła niczym najprawdziwszy ogień po tym, jak promienie słoneczne sparzyły ją sparzyły.
– Musisz na siebie uważać tato. Słyszysz? – spytała, lecz niebieski jej nie odpowiedział. Kocur przymknął oczy. Wełna pogładziła starszego po grzbiecie, decydując pozwolić mu zregenerować siły poprzez sen. Co jakiś czas ponawiała zwilżenie mchu, powoli przywracając odpowiednią temperaturę ciała kocura, obserwując jak jego grzbiet rytmicznie unosi się i opada.
Wyleczeni: Wełnista Łapa, Szara Skóra
trening medyka: 1560 słów
[przyznano 31%]
🌟🌟🌟
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz