— Czas, abyś została uczniem, Kroplo. Uczniem zwiadowcy. Twoją mentorką będzie Fruczak. — Kotka spojrzała na czarnego kocura.
Z reszty ceremonii nie pamiętała zbyt wiele. Było strasznie głośno i tłoczno, a ona była w centrum uwagi, a tego… Wcale nie lubiła. Kojarzyła jeszcze jakieś słowa liderki, stykanie się z mentorką, oraz gratulacje rodziny. Czerwiec zapewniał ją, że da sobie radę, a Miodunka chichotała, że przynajmniej jedno dziecko poszło w jej ślady. Nie pamiętała, co mówili bracia, ale chyba też coś miłego… Jakby inaczej? Chociaż każdy z nich się różnił, to wszyscy się nawzajem wspierali. Taka mała niepisana zasada.
Już następnego dnia Fruczak dał jej zadanie. Nic ciężkiego, skądże znowu, dosłownie spojrzał na nią z uśmiechem, gdy ta pojawiła się z rana koło niego i powiedział:
— Kroplo, utkasz dziś posłanie, dobrze?
A ona, chociaż nie miała pojęcia co dokładnie zrobić, pokiwała głową. Pewnie i tak nie miałaby wyboru. Była uczniem, musiała wykonywać swoje obowiązki. Tylko nie była pewna, co do końca do nich należało…
Snuła się więc po obozie, zbierając patyki i mech. Widziała, jak Miodunka robi dla niej większe posłanie w jej koncie, gdy była jeszcze mała, ale nie wiedziała, jak to dokładnie zrobić. Szukała więc jak najwięcej materiałów, patrząc tylko pod nogi, aż na kogoś wpadła. Odskoczyła przestraszona i spojrzała zmartwiona na rudą kotkę.
— Przepraszam. Zapatrzyłam się — wyszeptała cicho czekoladowa, spuszczając wzrok. — Wszystko dobrze?
— Tak, wszystko dobrze — mruknęła kotka. — Ja też przepraszam…
Koty stały tak przez chwilę, nawet na siebie nie patrząc, Kropla chciała uciec, ale zrozumiała, że przez przypadek rozsypała wszystkie patyki. Westchnęła więc i zaczęła je zbierać.
— Po co ci te patyki? — zapytała nieznajoma i przystąpiła do pomocy.
— Mam zrobić legowisko. Posłanie. Chyba… — Zerknęła na nią. — Możesz mi pomóc…?
<Kasztanko?>
[329 słów]
[przyznano 7%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz