– Idź z tym do medyka. – Źródlana Łuna zmierzyła ją wzrokiem.
– To tylko zadrapanie. – Promyk zmarszczyła nos. Na jej łapce, na poduszce miała nieduże zadrapanie. Tak… krwawiło, ale to już było jakiś czas temu! Już przestało. Promyk chyba miała tam wbity jakiś kawałek ciernia albo patyka. Już wypadł, prawdopodobnie. Nie było potrzeby wpadać do medyka z tak błahego powodu – To jest błahostka. Nie będę przeszkadzać Ćmiemu Księżycowi bez powodu!
– Masz dobry powód. Jak to się zainfekuje, to nie będzie żadnego treningu! – Jej mentorka machnęła ogonem z pewną dozą irytacji.
– No dobrze. – Promyk przystała na prośbę swojej mentorki. Nie ma co się dalej kłócić i tak przegra tę walkę.
Promienna Łapa z niechęcią podeszła do miejsca dla medyków, wchodząc nieśmiało do środka. Zapach ziół uderzył w nią prawie od razu, sprawiając, że miała ochotę się wycofać.
– Jest tu ktoś? – zapytała się, tak trochę mając nadzieję, że nie, że jednak nikogo akurat nie było i będzie miała wymówkę na odejście od tego miejsce.
– Tak jestem. Czy potrzebujesz czegoś Promienna Łapo? – Jagnięca Łapa spojrzała w jej kierunku. Promyk położyła po sobie uszka i weszła do środka już porządnie. Nie była przecież tchórzliwym kotem. Jest w stanie znieść chwilę tego … nieznośnego zapachu.
– Nie, w porządku. Chciałam tylko pogadać – mruknęła. Jej ranka może poczekać. I tak już ją wylizała, a Jagnięca Łapa zawsze była ciekawą kotką.
– O co chodzi? Jeśli chcesz porozmawiać ze Ćmim Księżycem to przykro mi, ale musisz chwilę poczekać. Wyszła niedawno, ale lada moment powinna wrócić.
– Hmmm? – Promyk podniosła w końcu uszy. – Nie. Nie trzeba. Ćmi Księżyc mnie trochę przeraża, jeśli mam być szczera. Chyba raczej wolę pogadać z Tobą. – Promyk podrapała się po łapie. – A no… I Źródlana Łuna wysłała mnie z zadrapaniem do was i… w ogóle. Dramaturgia! – Promyk wyjęła tę łapkę w przód. – Spojrzałbyś na to? Tak… tylko prewencyjnie?
– Oczywiście. – Jagienka zbliżyła się i chwyciła jej łapę w swoje. – Nic wielkiego, widzę.
– No nie. – Promyk wzruszyła ramionami – Nie jest. – I po tych słowach zapadła na chwilę dziwnie ciężka cisza. Promyk naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć. – Em… Jagnięca Łapo?
– Tak? – kotka zajrzała na nią swoimi niebieskimi oczami. Oh… Były bardzo ładne.
– Oh. Em… Masz bardzo ładne oczy. – I oczywiście Promykowi często brakowało filtra. – W każdym razie… Jak to jest być uczniem medyka? Jak ty wytrzymujesz w tym zapachu?
<Jagnięca Łapo?>
[443 słowa]
[przyznano 9%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz