— Niuh! Musimy to robić? — mruknął Miodowa Łapa.
— A chcesz mieć przejście do obozu? — zapytałam.
— No chcę... Ale musieli wybrać akurat nas?! — jęknął. Od rana pracowałam ze swoim bratem, w pocie czoła! By wydostać obóz ze śniegu.
— Rysia Łapo! — usłyszałam. Odwróciłam się, a przede mną stały koty. Zupełnie jak z tego snu! Miały czarne smoliste futro i oczy białe jak najczystszy śnieg.
— Co tu robisz! — mruknęłam.
— Rysia Łapo gadasz do siebie?— miauknął Miodowa Łapa.
— Oczywiście, że nie! Nie gadaj głupot... — zaprzeczyłam.
— Dobrze... I tak już skończyliśmy! Wracam do legowiska. — mruknął. Spojrzałam na czarnego kota. To nawet nie jest kot! To istota zrodzona z przekleństw Mrocznej Puszczy!
— Nie zgrywaj się! Wiem, że mnie lubisz... — powiedział kot.
— Ja cię lubię?! Skąd taki pomysł... — zdziwiłam się. Wzdrygnęłam się na słowa kota. Ja go lubię? Te ciemne istoty nawiedzają mnie w snach. Mam przy nich ciemne myśli i on mówi, że go lubię?! Ale on ma tupet... Szłam dalej, nie wiedząc gdzie. ''Rysia Łapo zbierz mi trochę ziół... Bla bla bla" Przypomniałam sobie. Czyli nie wychodzę na marne! I mam wyjaśnienie, jak mnie wojownik znajdzie. Czasami rodzice to są jednak użyteczni.
— Popracujmy nad tobą... — powiedziała postać.
— Co proszę!? — skrzywiłam się. Kot podszedł do mnie, po czym okrążył mnie.
— Wyprostuj się! Musisz być idealna! — nakazał.
— Nikt nie jest idealny... — szepnęłam.
— Co z tego! Ja chcę, żebyś była! — wysyczał.
— A ja nie! Czy ty w ogóle mnie słuchasz? — zdenerwowana wyplułam. Szukałam przeróżnych ziół, byle by były. Co mi matka będzie mówić, co mam robić! Ale muszę być chyba idealna... Może ten dziwak się ode mnie odczepi. Oby!
Zbliżała się noc. Ja z pyszczkiem pełnym ziół wracałam do obozu. Ha! Teraz zrozumie, jak bardzo wkładam w to serce!
— Mamo wróciłam! — zawołałam.
—- Tu jesteś dziecko! Nie znikaj tak na długo! — skrytykowała mama.
—Tak tak... Ale patrz, ile ziół przyniosłam! — rozradowana rzekłam.
— Dziękuje! Daj mi je, trzeba będzie je posegregować. — wymruczała medyczka. Kiwnęłam głową i puściłam zielsko. Nie chciałam czekać, więc wyszłam z legowiska. Pewnie ominie mnie kolejna noc. Ta bezsenność zaczyna męczyć. Powinnam się wrócić i podkraść trochę ziaren maku, ale jak wrócę, Cisowe Tchnienie od razu mnie przejrzy! Najprawdopodobniej dzień zakończy się kolejnym koszmarem. Czego wcale bym się nie spodziewała. Nie chcę iść teraz spać, ale jestem taka zmęczona. Łapy same ciągną mnie do legowiska. Co za ironia losu... Niech mnie jeszcze ktoś poniesie, bo taka ze mnie księżniczka. Machnęłam ogonem i z trudem weszłam do legowiska. Od razu padłam na legowisko. Było ono wyjątkowo wygodne! Sama je robiłam, mięciutki mech, pióra i oczywiście kwiaty. A nie jakieś ciernie czy patyki! Od razu zamknęłam oczy, by mieć to za sobą.
— A chcesz mieć przejście do obozu? — zapytałam.
— No chcę... Ale musieli wybrać akurat nas?! — jęknął. Od rana pracowałam ze swoim bratem, w pocie czoła! By wydostać obóz ze śniegu.
— Rysia Łapo! — usłyszałam. Odwróciłam się, a przede mną stały koty. Zupełnie jak z tego snu! Miały czarne smoliste futro i oczy białe jak najczystszy śnieg.
— Co tu robisz! — mruknęłam.
— Rysia Łapo gadasz do siebie?— miauknął Miodowa Łapa.
— Oczywiście, że nie! Nie gadaj głupot... — zaprzeczyłam.
— Dobrze... I tak już skończyliśmy! Wracam do legowiska. — mruknął. Spojrzałam na czarnego kota. To nawet nie jest kot! To istota zrodzona z przekleństw Mrocznej Puszczy!
— Nie zgrywaj się! Wiem, że mnie lubisz... — powiedział kot.
— Ja cię lubię?! Skąd taki pomysł... — zdziwiłam się. Wzdrygnęłam się na słowa kota. Ja go lubię? Te ciemne istoty nawiedzają mnie w snach. Mam przy nich ciemne myśli i on mówi, że go lubię?! Ale on ma tupet... Szłam dalej, nie wiedząc gdzie. ''Rysia Łapo zbierz mi trochę ziół... Bla bla bla" Przypomniałam sobie. Czyli nie wychodzę na marne! I mam wyjaśnienie, jak mnie wojownik znajdzie. Czasami rodzice to są jednak użyteczni.
— Popracujmy nad tobą... — powiedziała postać.
— Co proszę!? — skrzywiłam się. Kot podszedł do mnie, po czym okrążył mnie.
— Wyprostuj się! Musisz być idealna! — nakazał.
— Nikt nie jest idealny... — szepnęłam.
— Co z tego! Ja chcę, żebyś była! — wysyczał.
— A ja nie! Czy ty w ogóle mnie słuchasz? — zdenerwowana wyplułam. Szukałam przeróżnych ziół, byle by były. Co mi matka będzie mówić, co mam robić! Ale muszę być chyba idealna... Może ten dziwak się ode mnie odczepi. Oby!
* * *
— Mamo wróciłam! — zawołałam.
—- Tu jesteś dziecko! Nie znikaj tak na długo! — skrytykowała mama.
—Tak tak... Ale patrz, ile ziół przyniosłam! — rozradowana rzekłam.
— Dziękuje! Daj mi je, trzeba będzie je posegregować. — wymruczała medyczka. Kiwnęłam głową i puściłam zielsko. Nie chciałam czekać, więc wyszłam z legowiska. Pewnie ominie mnie kolejna noc. Ta bezsenność zaczyna męczyć. Powinnam się wrócić i podkraść trochę ziaren maku, ale jak wrócę, Cisowe Tchnienie od razu mnie przejrzy! Najprawdopodobniej dzień zakończy się kolejnym koszmarem. Czego wcale bym się nie spodziewała. Nie chcę iść teraz spać, ale jestem taka zmęczona. Łapy same ciągną mnie do legowiska. Co za ironia losu... Niech mnie jeszcze ktoś poniesie, bo taka ze mnie księżniczka. Machnęłam ogonem i z trudem weszłam do legowiska. Od razu padłam na legowisko. Było ono wyjątkowo wygodne! Sama je robiłam, mięciutki mech, pióra i oczywiście kwiaty. A nie jakieś ciernie czy patyki! Od razu zamknęłam oczy, by mieć to za sobą.
Otworzyłam oczy. Znowu w tej pustce... Nie miała ona sensu. Przede mną, jak co noc pojawiły się koty.
— W końcu jesteś! — wypowiedział czarny kot. Wszystkie wyglądają tak samo, a i tak je rozróżniam.
— Znowu wy? Nie macie nic lepszego do roboty niż odwiedzanie mnie w snach? — wyprychnęłam.
— No weź... — mruknęła inna postać.
— Z tego, co wiem! A wiem to na pewno. Chcieliście mnie wcześniej zabić! — wyrzuciłam.
— Przesadzasz! — zadrwił. Mam więcej zmartwień niż te koty. Nie mogę pozwolić, żebym ja trafiła do kultu Mrocznej Puszczy! To bluźnierstwo i żartowanie z Klanu Gwiazdy!
— Porozmawiajmy o rzeczach tu istotnych! — zaproponował kot. Cały czas mówił ten sam. Jakby nimi dowodził, był ich przywódcą. — Dołączysz do kultu! - zażądał
— Że co proszę?! — zdziwiłam się. Wytyka mi błędy, stara się mi dopiec czy co?! Mówiłam, że nie dołączę do kultu! Choćby nie wiem co! Po co mam do niego dołączyć? Dla honoru, czy przez to, że znajduje się w nim mama... Cofam słowa! Rodzice się do niczego nie nadają. Czemu ja muszę iść w jej ślady? Już wystarczy, że Głupia Łapa nie dołączy do kultu. Sosnowa Gwiazda wydaje się zbyt okrutna. Widziałam to na własne oczy, kiedy ta zaatakowała Głupią Łapę. Wtedy jeszcze Skarabeuszową Łapę. Można, by było to nazwać przypadkiem. Gdyby siostra się nie wygadała, do tego by nie doszło.
— Przestań tak to tym myśleć! Pomyśl, że to osiągnięcie! — powiedziała mara.
— Jakie osiągnięcie? — zapytałam oburzona. Jego słowa nie mają sensu, osiągnięcie dołączając do Kultu? Jeszcze czego.
— Zapunktuj u nich! Okaż niezadowolenie z tego pomiotu! Pomiotu kota! — wysyczał.
— Ale to moja siostra! Należy do rodziny! — pisnęłam. Nie mieli prawa mówić, żebym się na niej odegrała. Nawet nic mi nie zrobiła, ale to fakt. Sama sobie jest winna. Przez to nie może mówić! I nikt do niej nie może mówić. To staje się być przykre.
— My jesteśmy twoją rodziną! — oświadczył. Ja nawet was nie znam! Pojawiliście się jakiś księżyc temu! Próbujecie mnie pouczać! I zmieniać na siłę. Czemu nie może być tak jak dawniej? Bycie beztroskim kociakiem, lepiej do mnie pasuje. Nie byłam świadoma zagrożeń, niczego! Może warto to zmienić? Nie poddawać się, iść naprzód. To powiedziałabym, gdybym była za. Zamknęłam oczy, miałam nadzieje, że przeniosę się do świata realnego.
Tak podejrzewałam. Powinnam to robić od razu, gdy tam się znajdę. Teraz lepiej pójdę po te nasiona maku. Dłużej nie wytrzymam... Wstałam ostrożnie z legowiska. Ominęłam Gąsiorkową i Iskrzącą Łapę. Wyłoniłam łeb z legowiska, by sprawdzić, czy teren jest czysty. Kucnęłam, zaczęłam skradać się do legowiska medyka. Co za zabawa! Tylko nie mogę zostać przyłapana! Kiedy dostałam się do legowiska, zobaczyłam mamę. Wyglądała niewinnie. Spała sama, kiedyś mogłam powiedzieć co innego. Czuć było słaby zapach Głupiej Łapy, cały czas zanikał. Odwróciłam wzrok od mojej rodzicielki, by poszukać ziół. To są trucizny? Ona je tu trzyma? Dobrze, ale gdzie są te nasiona! Kiedy je zobaczyłam, nie byłam za bardzo zadowolona. Nie sięgałam do nich. Niestety mój wzrost, to moja niekorzyść. Nie umiałam za dobrze skakać, niestety każdy to wiedział. Próbowałam łapą strącić nasiona, jednak to nic nie dało. Czemu one są tak wysoko! To bez sensu! Chętnie wszystko tu bym zaczęła przesuwać, ale mama od razu by to zauważyła. Na szczęście nie jest taka głupia. Nie obudzę jej teraz! Cóż pójdę spać bez nasion. Chociaż wolałabym spać jak normalny kot. A nie cały czas mieć koszmary, czy mieć bezsenne noce. Niestety to mnie spotkało. Cicho wyszłam z legowiska medyka, kiedy bezszelestnie dostałam się do legowiska ucznia. Musiało się coś stać! Przez moją nieuwagę, nadepnęłam na ogon Głupiej Łapy. ‘’No nie, no nie!’’ Pomyślałam. Jak szybko położę się do legowiska, nic nie zauważy!
Teraz bez problemu dostałam się do legowiska. Co za noc!
[1053 słów]
[przyznano 21%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz